Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nowoczesny zakład produkcyjny i laboratorium znajdują się w Szczecinie. To tu kapsułkowany jest probiotyczny proszek, następnie kapsułki trafiają do blistrów, a blistry do pudełek. A stąd już prosto do aptek.

Przy bezpośredniej produkcji większość prac wykonują maszyny. Kapsułkarka ma wydajność 84 tysięcy kapsułek na godzinę, a linia blistrowo-kartonowa pakuje nawet do 300 blistrów do 300 kartoników na minutę.

Sanprobi to też wyposażony w laboratorium dział badawczo-rozwojowy. Sprawdzana jest tutaj jakość probiotyków, które zjeżdżają z taśmy produkcyjnej. Przechodzą m.in. badania dotyczące tego, czy zawarte w składzie drobnoustroje zachowują swoje właściwości. Prowadzone są też naukowe eksperymenty, które mają m.in. pomóc w rozwoju nowych produktów.

Obecnie firma ma sześć artykułów, m.in. zestaw szczepów bakterii, który ma wspomagać zachowanie równowagi przy zaburzeniach przewodu pokarmowego, pracę bariery jelitowej, metabolizm – to dla osób, które chcą dbać o wagę. Są też kapsułki dla sportowców czy osób żyjących w stresie.

Po probiotyki, czyli podawane doustnie żywe kultury bakterii, sięgamy najczęściej podczas leczenia antybiotykami. Bo terapia antybiotykami zabija nie tylko chorobotwórcze mikroby, lecz także te, które wspomagają prawidłowe funkcjonowanie organizmu człowieka. Wówczas trzeba je dostarczyć z zewnątrz.

Rozmowa z Robertem Korneckim

Jolanta Kowalewska: W Sanprobi przy produkcji panuje higieniczny reżim. Czepki, fartuchy, maseczki, ochronne obuwie, przejścia przez śluzy...

Robert Kornecki, współwłaściciel i prokurent firmy Sanprobi: Wytwórstwo suplementów diety podlega rygorom produkcji spożywczej, ale my postanowiliśmy wprowadzić wyższe standardy, farmaceutyczne, jak przy produkcji leków. Mamy przecież do czynienia z mikroorganizmami i wytwarzanymi przez nie metabolitami. Chodzi o to, by zamykane w kapsułkach, wrażliwe na wilgoć i temperaturę bakterie rzeczywiście były bakteriami i po zażyciu zachowywały swoje właściwości. Stąd m.in. rozbudowany system wentylacyjno-klimatyzacyjny. W pomieszczeniach muszą być utrzymywane określona, kontrolowana elektronicznie temperatura i wilgotność oraz rygorystyczna czystość. Nasze probiotyki posiadają pozytywne opinie m.in. Centrum Zdrowia Dziecka oraz Instytutu Jakości Jagiellońskiego Centrum Innowacji.

To zacznijmy od początku firmy, czyli historii o tym, jak adwokat i dwóch lekarzy postanowili zająć się produkcją probiotyków.

– Z moim przyjacielem z liceum doktorem farmakologiem Igorem Łoniewskim i gastrologiem Wojciechem Marliczem dyskutowaliśmy o pozytywnym wpływie na zdrowie tak zwanych dobrych bakterii, które każdy z nas posiada w swoim organizmie. W pewnym momencie Wojtek zaproponował, żebyśmy spróbowali wprowadzić na polski rynek wysokiej jakości produkty probiotyczne. To było 11 lat temu. Z tej dyskusji po roku, w czerwcu 2008 roku, zrodziła się firma Sanprobi. Tu warto zaznaczyć, że Igor Łoniewski i ja nie byliśmy nowicjuszami. Prowadziliśmy już – i cały czas prowadzimy, od 22 lat – firmę farmaceutyczną Sanum Polska. Jesteśmy przedstawicielem niemieckiej firmy Sanum Kehlbeck. Zajmujemy się sprzedażą ich leków.

O ile Sanum Polska stworzyliśmy przy udziale kapitału niemieckiego, to Sanprobi jest w pełni polską firmą z wyłącznie polskim kapitałem.

Pierwszy produkt Sanprobi to...

– Sanprobi IBS. Zdecydowaliśmy się na szczep Lactobacillus plantarum 299v. Wspiera terapię zespołu jelita nadwrażliwego. Potem pojawiły się produkty z kompozycjami różnych szczepów bakterii. Potrzebne do wytwarzania naszych produktów populacje pożytecznych drobnoustrojów docierają do naszego zakładu w postaci probiotycznego proszku z instytutów w Kanadzie i Holandii. Z Kanady drogą lotniczą, z Holandii samochodami z monitorowaną temperaturą. To wspólnicy – lekarze – zajmują się wyszukiwaniem odpowiednich szczepów bakterii, badaniami, a ja stroną biznesową.

Przez lata kapsułkowanie, blistrowanie i kartonikowanie probiotyków wykonywaliśmy u naszego niemieckiego partnera. Od półtora roku, czyli od czerwca 2017 r., wszystko odbywa się już w Szczecinie. Firma ma dobrą historię finansową i mogliśmy pozwolić sobie na skredytowanie zakupu maszyn. Zdecydowaliśmy się na najlepsze. To była dobra decyzja. Na przeniesieniu produkcji do Szczecina w ciągu roku firma poczyniła duże oszczędności, a zaoszczędzone pieniądze mogliśmy przeznaczyć na badania i rozwój.

Ile osób zatrudnia Sanprobi?

– Pracuje dla nas ok. 40 osób, część z nich na co dzień zatrudnionych jest na uniwersytetach medycznych – dla nas świadczą usługi. Na stałe mamy zatrudnionych blisko 20 osób. Współpracujemy też z wieloma ośrodkami. Uczestniczymy w badaniach klinicznych prowadzonych przez uniwersytety medyczne w Szczecinie, Gdańsku, Poznaniu, Lublinie, Białymstoku czy Katowicach. Nad nowymi produktami pracujemy wspólnie z naukowcami z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współpracujemy także z różnymi ośrodkami badawczymi i naukowcami z zagranicy.

Pan sam stosuje probiotyki?

– Oczywiście. Powinny naturalnie występować w naszym organizmie, ale – przez tryb życia – je niszczymy. Stres, leki, złe odżywianie, alkohol i inne używki powodują pustoszenie flory bakteryjnej. Jeżeli wyniszczamy te dobre bakterie, które pozwalają nam prawidłowo funkcjonować, to w ich miejsce automatycznie wchodzą bakterie patogenne. I momentalnie się rozwijają. Wówczas z zewnątrz trzeba dostarczyć bakterie, które są przyjacielem organizmu i potrafią się zasiedlić w naszych jelitach. Muszą mieć jeszcze zdolność do kolonizacji i wypierania tych patogennych, bo jak nie, to same zginą, zostaną pożarte przez wrogie. Pamiętajmy jednak, że probiotyki to nie leki. Nie leczą, a ten proces mogą jedynie wspomagać.

Jak duży jest rynek probiotyków w Polsce?

– Myślę, że jest to rynek rzędu kilkuset milionów złotych rocznie. 300-400 mln, dokładnych danych nie mamy. My możemy mieć do 10 proc. udziału w rynku probiotyków dla dorosłych.

Czy jest szansa, żebyście weszli na zagraniczne rynki?

– Jest i takie plany mamy, ale żeby sensownie wejść na rynki zagraniczne, trzeba mieć własne szczepy bakterii probiotycznych. Teraz mamy dwa polskie szczepy. Na jeden jest już patent należący do Sanprobi. W ciągu dwóch-trzech lat będziemy prowadzić nad szczepami badania i właśnie te produkty chcemy wprowadzać na rynki zewnętrzne. W tej dziedzinie chcemy współpracować m.in. z naukowcami z Uniwersytetu Medycznego Charité w Berlinie, z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Czy własne szczepy bakterii trzymacie w laboratorium w Szczecinie?

– Szczepy bakterii są przechowywane we Wrocławiu, w Centrum Medycznym Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej im. Ludwika Hirszfelda. To Instytut Polskiej Akademii Nauk. Prowadzi polską kolekcję mikroorganizmów autoryzowaną w oparciu o traktat budapeszteński. Nasze szczepy są tam zdeponowane. Tam jest wzorzec, który następnie możemy pobierać do badań czy produkcji.

Ilu Polaków sięga po wasze probiotyki?

– Rocznie nawet do kilkuset tysięcy konsumentów w Polsce. Cały czas mamy znaczny, bo 20-30-proc. wzrost sprzedaży rocznie. Mamy nadzieję, że wspólnie z innymi producentami i dostawcami probiotyków odpowiedniej jakości stworzymy dobry i bezpieczny dla konsumentów standard. Temu służą nasze inwestycje w produkcję o standardzie farmaceutycznym oraz inwestycje w dział badawczo-rozwojowy.

100 firm na stulecie100 firm na stulecie Grzegorz Kubicki

AKCJA "WYBORCZEJ" - 100 FIRM NA STULECIE

Historia niepodległej Polski to także historia jej rozwoju ekonomicznego. Mamy mnóstwo firm, które – nawet w PRL-u – osiągnęły sukces, stały się marką. Chcemy o nich opowiedzieć, celebrując stulecie niepodległości.

POZOSTAŁE TEKSTY NA wyborcza.pl/100firm

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.