Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ogromna fabryka okien w Bytowie wygląda... nie całkiem jak fabryka. Dopieszczone hale produkcyjne wielkości kilku boisk piłkarskich, marmurowe posadzki, ekskluzywny showroom, podświetlane schody, poręcze ze stali nierdzewnej, 30 tys. krzewów wokół firmowych hal.

– To moja firma i chcę się tu dobrze czuć – deklaruje Leszek Gierszewski, twórca i właściciel firmy. – I pracownicy też mają się tu dobrze czuć. Moi goście tak jak wy często się dziwią: przecież tak się nie robi, trzeba bardziej oszczędnie. Ale przecież to moje, a nie ich.

Z wojska do biznesu

Gierszewski był zawodowym wojskowym. Do szkoły oficerskiej wojsk zmechanizowanych we Wrocławiu trafia trochę na złość rodzicom. Nie wie do końca, w co się pakuje. A kiedy się już dowiaduje, jest za późno.

– Pomogło mi moje szczęście. Podczas trzeciego skoku ze spadochronem zaliczyłem wypadek. Nic poważnego, ale po twardym lądowaniu fiknąłem ze dwa razy. Na wszelki wypadek skierowali mnie na badania i lekarz stwierdził, że mam dyskopatię – wspomina Gierszewski, który po wypadku zostaje jeszcze w wojsku, bo jest wybitnym strzelcem. Potrzebują go na zawody, jeździ po całej Polsce. Ma tylko strzelać i wygrywać. Jak sam o sobie mówi: „Trochę taka święta krowa”.

Ale ciągnie go do biznesu. To zresztą rodzinne. Wujek założyciela Druteksu Lech Kołaszewski miał swoje zakłady: rowery BMX, części do maszyn, maszyny rolnicze. To on był zawsze biznesowym guru szefa Druteksu. Jeden znajomy robił betoniarki, inny – tablice rejestracyjne.

– Do tego zawsze interesowała mnie technika – mówi Gierszewski. – Do dziś znajomi czasem pytają: „Skąd ty to wiesz?”. Potrafię pospawać, wytoczyć, wyfrezować, koło zębate zrobić. Gdzieś po drodze tego wszystkiego liznąłem. Humanistą czy polonistą nie będę, ale za to czuję technikę, no i biznes.

Współpracownicy prezesa, z którymi rozmawialiśmy, śmieją się, że kiedy szef wejdzie do Castoramy, to jest jak dziecko w cukierni.

Na początku lat 80. pochodzący z Bytowa Gierszewski zakłada z kolegą z wojska pierwszą firmę. Robią doniczki i podstawki pod znicze – w wynajętym kurniku i trzech oborach zaadaptowanych na zakład produkcyjny. Wszystko w wioskach w okolicach Słupska.

Potem działa już sam. W 1985 r. zakłada Drutex. Pierwotna nazwa przedsiębiorstwa to: Wytwarzanie Wyrobów z Drutu, Łańcuchów i Sprężyn. – Urocza, prawda? – śmieje się prezes.

Pierwsze są siatki ogrodzeniowe – w schyłkowym PRL-u to kopalnia pieniędzy.

– W samym Słupsku działały bodaj 22 firmy zajmujące się produkcją siatek – opowiada Gierszewski. Produkował też dachówki z blachy, druty, gwoździe, a nawet klatki dla lisów.

A może by tak okna?

W roku 1993 Gierszewski buduje w Słupsku dom dla rodziny. Oczywiście interesuje go wszystko, co wiąże się z budową. Któregoś dnia czyta w „Kurierze Polskim”, że w Sopocie zbliżają się targi budowlane. Musi na nie jechać, przecież to królestwo nowinek. – To tam, już pod koniec zwiedzania, zobaczyłem maszyny do produkcji okien. To było jak… uderzenie pioruna. Od razu wiedziałem, że chcę to robić. Maszyny oferowała firma Aluma z Elbląga. Mówię, że chcę kupić. A oni, że trzeba wpłacić 40 proc. i poczekać trzy miesiące. A ja na to: „Płacę 100 proc. i jutro chcę mieć te maszyny w zakładzie”. Dla nich to było za szybko. Wychodząc, wziąłem starą „Gazetę Targową” – wydaną w styczniu, a był już październik. Przyjeżdżam do domu i patrzę: w prawym dolnym rogu duże ogłoszenie: „Garbaliński. Technika okienna. Maszyny...”, coś tam jeszcze. Firma z Poznania.

Do Wielkopolski jedzie już w niedzielę, zatrzymuje się w hotelu, żeby w poniedziałek skoro świt być po maszyny. Na hotelowym śniadaniu jest pierwszy, pod drzwiami firmy na czwartym piętrze kamienicy stawia się o godz. 7.30. A tam tabliczka: otwarte od 9. Półtorej godziny siedzi więc na schodach. Tak relacjonuje to, co stało się potem: – U Garbalińskiego oprócz maszyn do robienia okien pokazali mi też maszyny do produkcji szyb zespolonych. Wtedy producenci okien nie robili sami szyb zespolonych, to był drogi biznes. Z kolei inne firmy zajmowały się tylko tym. Zostałem pierwszym w Polsce producentem, który robił i to, i to. Ale najpierw znowu usłyszałem tę śpiewkę: najpierw 40 proc., przed dostawą jeszcze 50 i po uruchomieniu końcówka. A ja im na to: „Daję 100 proc., tylko te maszyny chcę na już’”.

W Poznaniu stają na głowie, by jak najszybciej przygotować sprzęt – taki klient to przecież skarb. Już dwa dni później w Bytowie stawia się przedstawiciel firmy, który przywozi kasety VHS z materiałem, jak działają takie maszyny. Gierszewski wzywa do siebie swojego najzdolniejszego ślusarza, sadza go w fotelu przed telewizorem, każe mu oglądać i się uczyć. Żeby, jak już przyjdą maszyny, od razu ruszyć z produkcją.

USA, Czad i Reunion

Dziś Drutex zatrudnia w bytowskim zakładzie ponad 3,2 tys. osób. Oprócz okien PCW w ofercie ma okna oraz drzwi z drewna i aluminium, a także rolety, fasady i ogrody zimowe. Sami produkują profile okienno-drzwiowe z PCW i szyby zespolone. Dwa lata temu firma zakończyła budowę drugiego etapu Europejskiego Centrum Stolarki, które ma teraz ponad 95 tys. m kw., a każdego dnia powstaje tu 7 tys. okien. Zeszły rok Drutex zamknął z przychodami na poziomie ponad 861 mln zł i ponad 19-procentowym wzrostem sprzedaży. Okna z Druteksu można zobaczyć nie tylko w Europie, ale również w USA, Meksyku, Czadzie, Wietnamie, Iraku, Afganistanie, RPA czy na Zanzibarze.

Akurat kiedy spędzaliśmy dzień w firmie, przyjechali do niej kontrahenci z Australii, Kenii i Reunion – wyspy na Oceanie Indyjskim.

Zalety firmy rodzinnej

Drutex to firma rodzinna jak mało która. Pracowników o takim samym nazwisku jak właściciel jest kilkunastu. Kiedy pytamy, czy nie jest to niebezpieczne dla przedsiębiorstwa, bo przecież rodzinę traktuje się jednak inaczej, Gierszewski obrusza się: – I to źle? Nie wiadomo, dlaczego firma rodzinna uchodzi u nas za mniej nowoczesną. A ja uważam, że jesteśmy bardziej nowocześni od innych. Jak my szybko działamy! W korporacji co chwila odbywają się narady wszystkich ważnych, a końcowe wnioski i tak niewiele wnoszą. A jest jeszcze wyścig szczurów. Dramat! Ja zbudowałem firmę inaczej. Najważniejsza rzecz: nigdy nie starałem się być najmądrzejszy. Nie muszę. To moja firma – skoro mi na niej zależy, to muszę szukać takich, którzy wiedzą ode mnie lepiej. A gdybym był tylko wynajętym prezesem, musiałbym sobie dodawać ważności. To i pewnie bym mądrzejszych od siebie nie dobierał, bo po co mi konkurencja?

Prezes Druteksu dodaje jeszcze jedną ważną rzecz: – Zaufanie. W wielkich korporacjach ludzie boją się odpowiedzialności. A u nas jest duże zaufanie, ludzie dostają wolną rękę. I zapewniam, że nie ma tu czegoś takiego jak rodzinne układy. Jest dobro firmy. A zajęć mamy dużo, nie każdy musi być prezesem czy kierownikiem.

Niezależność ma swoją cenę

Gierszewski nie lubi outsourcingu. Woli mieć wszystko własne: centrum konferencyjne, ochroniarzy, serwis sprzątający, nawet flotę nowocześnie wyposażonych tirów – takich z kanapą narożną zamiast fotela pasażera, z klimatyzacją, również postojową etc.

– Leasing, outsourcing, duże kredyty – to rozwiązania dla bogatych. Nie dla mnie. – Puszcza oko Gierszewski. – Dziś wiele firm wybiera outsourcing, a moim zdaniem wszystko, co jest wynajęte, tak naprawdę jest droższe o 50 proc. Wolę płacić ludziom bezpośrednio niż pośrednikom. Drutex to zupełnie inna filozofia prowadzenia biznesu, ale spójna i konsekwentna. Te same zasady dotyczą sposobu organizacji produkcji – staramy się być maksymalnie niezależni, od zawsze. Choć to wymaga inwestycji, milionowych. Jak widać jednak, w tym szaleństwie jest metoda. Ja wszystkie pieniądze inwestuję w firmę – oto tajemnica naszego sukcesu. Poza tym jesteśmy szybcy i mamy prostą strukturę organizacyjną. I właśnie dlatego tak ciężko z nami konkurować.

Choć aż trudno w to uwierzyć, Druteksem zarządza obecnie tyle samo osób co wtedy, kiedy firma zatrudniała 200 pracowników. Dział kadrowy, którym cały czas kieruje szwagier Leszka Gierszewskiego, liczył zawsze trzy, maksymalnie cztery osoby. I dziś też tyle liczy.

Gdy prezes Gierszewski oprowadza nas po zakładzie, co chwilę pozdrawia pracowników: „Szczęść Boże, chopy”.

– Wśród nich jest wielu takich, którzy ze mną zaczynali. A to już o czymś świadczy – deklaruje właściciel. – Z drugiej strony myślę, że połowa ludzi na produkcji nawet nie wie, że to prezes idzie. Ale staram się, aby w pracy nie było między nami zbyt dużego dystansu, zwłaszcza w biurze. Ma być fajnie, to jest nasza firma.

Komu i z czym się kojarzy Drutex

Dziwi nas nazwa Drutex. Naszym zdaniem idealnie kojarzy się z fabryką drutu, ale nie produkcją luksusowych okien.

– A Osram kojarzy się panom z żarówkami? – kontruje Gierszewski. – Kiedyś na targach w Chicago spotkałem człowieka, który budował sieć sprzedaży firmy Fakro. Mówił mi wtedy: „Zobacz pan, jak ja mam trudno w Stanach. Fak-ro”. A tak serio: w Polsce wszyscy tę nazwę znają, wiedzą, że Drutex to okna. A na Zachodzie jest łatwa do zapamiętania, z niczym negatywnym się nie kojarzy. Kiedyś, dawno temu, myślałem jeszcze o LeGier albo LG, ale tę drugą nazwę mi Koreańczycy podpierniczyli – śmieje się Gierszewski.

W ubiegłym roku firma przeszła rebranding. I jest mocno obecna na rynku reklamowym – pojawia się m.in. przy meczach piłkarskiej reprezentacji Polski.

W Druteksie od dawna stawiają zresztą na promocję przez sport. Przez lata byli sponsorem piłkarzy Bytovii, a w latach 2014-16 przygotowali głośną kampanię reklamową, której twarzami byli Jakub Błaszczykowski, Włoch Andrea Pirlo i Niemiec Philipp Lahm. Dwaj ostatni to mistrzowie świata, piłkarze rozpoznawalni na całym świecie.

– Do sukcesu nie ma windy, trzeba iść po schodach, ale przykład naszej firmy potwierdza, że wysiłek się opłaca – dodaje Gierszewski.

Kiedy w różnych chwilach naszego spotkania dopytujemy prezesa o najtrudniejsze wspomnienia, zawsze odpowiada: – Wiem, że dla każdej historii dobry jest moment, kiedy bohater upada, cierpi, a potem wstaje z kolan. Muszą być tąpnięcie i skok, bo wtedy się to lepiej pisze czy czyta. Ja takiej historii dla was nie mam. Chyba jestem w czepku urodzony.

100 firm na stulecie100 firm na stulecie Grzegorz Kubicki

AKCJA "WYBORCZEJ" - 100 FIRM NA STULECIE

Historia niepodległej Polski to także historia jej rozwoju ekonomicznego. Mamy mnóstwo firm, które – nawet w PRL-u – osiągnęły sukces, stały się marką. Chcemy o nich opowiedzieć, celebrując stulecie niepodległości.

POZOSTAŁE TEKSTY NA wyborcza.pl/100firm

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.