Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na początku lat 90. kanadyjskie konsorcjum konsultingowe na zlecenie rządu badało przemysł hutniczy w Polsce. Diagnoza dla Huty Częstochowa była szokująca: zostawić walcownię blach grubych i koksownię, resztę zrównać z ziemią.

Ówczesne kierownictwo przedsiębiorstwa z dyrektorem Józefem Wypychem złapało się za głowę. Jak to? A ludzie? Bo zakład był wówczas największym pracodawcą w Częstochowie – zatrudniał ok. 9 tys. hutników. A to znaczyło, że utrzymuje co najmniej drugie tyle mieszkańców regionu.

Kanadyjczycy się nie pomylili, a ich receptę na Hutę Częstochowa zrealizował – po 25 latach – sam rynek.

Huta u wrót Jury

Była II połowa XIX w., gdy warszawski przemysłowiec Bernard Ludwik Hantke zaczął myśleć o budowie huty żelaza. Na celownik wziął teren koło Częstochowy: bo obok zagłębie rud żelaza (kopalnie działały do lat 80. XX w.), tania siła robocza, nieduża odległość od kopalń węgla w Zagłębiu Dąbrowskim, który można przywieźć Koleją Warszawsko-Wiedeńską i nią też wywieźć wyroby z huty. Po latach okazało się, że z przyrodniczego i turystycznego punktu widzenia miejsce wybrano bardzo niefortunnie, bo zakład na zawsze odciął Częstochowę od wrót malowniczej Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

Budowa zaczęła się w 1896 r. Gdy po sześciu latach dobiegła końca, zakład dysponował już oddziałem wielkopiecowym – najnowocześniejszym w Królestwie Polskim, stalownią i walcownią, a zatrudniał ponad 1,5 tys. osób. Ukończenia prac nie doczekał jednak sam Bernard Hantke – zmarł w 1900 r.

Raków, który dotąd zamieszkiwało zaledwie kilkadziesiąt osób, w krótkim czasie przekształcił się w znakomicie funkcjonujące miasteczko ze zelektryfikowanymi ulicami i bogatym życiem społecznym.

Biznes hutniczy jest wrażliwy na zmiany koniunktury i w wyniku jednego z takich zawirowań w 1907 r. zakład przeszedł w ręce grupy Oberesien z Gliwic. Rozwój zahamowała też I wojna światowa, ale huta wyszła z niej bez większych strat i już w listopadzie 1918 r. mogła wznowić produkcję. W 1923 r. zmieniła właściciela na Modrzejowskie Zjednoczone Zakłady Górniczo-Hutnicze. W czasie II wojny światowej produkcję w Hucie Częstochowa kontrolował koncern zbrojeniowy HASAG z Lipska. Wykorzystywał m.in. pracę Żydów z częstochowskiego getta.

W 1946 r. zakład znacjonalizowano, a na początku lat 50. w ramach planu sześcioletniego nastąpiła wielka rozbudowa – powstały m.in. wielkie piece, stalownia i walcownia rur. W 1952 r. zmieniono nazwę na Hutę im. Bolesława Bieruta (obowiązywała do 1989 r.). Rozbudowę huty kontynuowano, w 1972 r. uruchomiono walcownię blach grubych – wówczas największą w Europie, która do dziś jest najważniejszym wydziałem.

W latach 80. Huta im. Bieruta była trzecią co do wielkości w Polsce (po krakowskiej Hucie im. Lenina oraz Hucie Katowice w Dąbrowie Górniczej).

Gorączkowy przełom stuleci

W latach 90. opracowano plan modernizacji zakładu. Zakładał budowę huty produkującej wysokogatunkową stal specjalną. Zainwestowano 400 mln dolarów, m.in. w piec elektryczny i linię ciągłego odlewania stali. W 1997 r. Huta Częstochowa zrobiła kolejny krok milowy: zaczął działać tzw. konel, czyli piec elektryczno-gazowy do wytopu stali specjalnych. Produktu, który miał zapewnić prosperity.

W 1998 r. zakład przekształcono w spółkę akcyjną skarbu państwa. I choć stał się jednym z najnowocześniejszych w Europie, nie zarabiał. Gigantyczne inwestycje spowodowały kłopoty: wpływy nie wystarczały na pokrycie zobowiązań, w tym odsetek od kredytów. Maszyny stawały, bo nie było pieniędzy na naprawy. Do tego popyt na wyroby stalowe na świecie spadł. Restrukturyzacja stała się koniecznością. Zaczęto wydzielać z huty spółki, które na bazie wydzierżawionego majątku miały prowadzić niezależną działalność. Zredukowano załogę: część odeszła do tworzonych spółek, inni pożegnali się w ramach hutniczego pakietu socjalnego.

Znajdującą się na skraju upadłości hutę uratowała decyzja ministra skarbu Emila Wąsacza, który zgodził się na podniesienie kapitału akcyjnego wynoszącego 370 mln zł o dalsze od 100 do 400 mln zł. Zakład pozbył się nieprodukcyjnych części, m.in. zbiornika w Poraju, wydzielane były kolejne spółki i w samej Hucie Częstochowa zostało już tylko 2,5 tys. osób.

W 2000 r. pojawiła się szansa na dodatkowe pieniądze: rząd włączył do Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej 30 ha nieużytków hutniczych, na które szybko znaleźli się inwestorzy.

Huta wróciła też do pomysłu wygaszenia wielkiego pieca. Wyliczono, że rezygnacja z produkcji surówki na miejscu ma przynieść rocznie 5 mln zł oszczędności. W lipcu 2001 r. urządzenie wygaszono.

W 2002 r. podjęto kolejną próbę ratunku: holding Polskie Huty Stali powołał spółkę Huta Stali Częstochowa, która wydzierżawiła majątek i przejęła załogę zadłużonej Huty Częstochowa, ale bez jej zobowiązań, które zdążyły urosnąć do 1,2 mld zł. Stara Huta Częstochowa, przy której zostały spółki, złożyła wniosek o upadłość.

Ale sytuacja się nie poprawiła, bo Huta Stali Częstochowa nie miała środków obrotowych i szybko zaczęła generować długi. Hutnicy stracili cierpliwość, gdy nie dostali wynagrodzeń. Zablokowali trasę szybkiego ruchu Warszawa – Katowice i budynek zarządu.

Donbas staje w szranki

W 2003 r. na horyzoncie pojawili się wreszcie inwestorzy: międzynarodowy koncern stalowy LNM, amerykański Steel Capital, indyjski Ispat i ukraiński Donbas. Komisja przetargowa zarekomendowała jednogłośnie Ukraińców: zaoferowali wyższą kwotę. Resort skarbu wykonał jednak zaskakujący manewr – wybrał LNM. Wiceminister Andrzej Szarawarski tłumaczył: – Wejście LNM zwiększy konkurencyjność Polskich Hut Stali i Huty Stali Częstochowa oraz wzmocni polski sektor hutniczy wobec zagranicznego.

Poza tym – jak utrzymywał Szarawarski – LNM przedstawił lepszy program inwestycyjny i zobowiązał się, że kupi wszystkie spółki wyodrębnione z huty. Ale to właśnie Donbas od początku deklarował przejęcie wszystkich spółek.

Skandal zawisł w powietrzu. Przetarg unieważniono, do nowego zaproszono LNM i Donbas. Tym razem lepszą ofertę przedstawił LNM już jako Mittal Steel i to on dostał wyłączne prawo do negocjacji. Ale Hindusi nie dogadali się ze związkami zawodowymi, a bez zabezpieczenia załogi i pod naciskiem demonstrujących pracowników w grze pozostał już tylko Donbas.

Kolejna trudna dekada

W czerwcu 2005 r. Ukraińcy podpisali hojny pakiet socjalny dający hutnikom 10-letnie gwarancje zatrudnienia, w lipcu – umowę kupna Huty Stali Częstochowa wraz ze spółkami, które włączono w strukturę zakładu. Donbas zapłacił za hutę 1,252 mld zł.

Kolejne lata okazały się jednak równie trudne jak poprzednie. Donbas na modernizację wydał pół miliarda złotych, ale rok 2009 przyniósł kryzys i dramatyczny spadek zamówień na sztandarowy wyrób – blachy grube. Produkcja ISD Huty Częstochowa spadła o ok. 70 proc. Inwestor odnotował stratę ok. 200 mln zł.

Kolejny rok nie był lepszy – szukając oszczędności, ISD sprzedało koksownię i rurownię. Potem przyszedł czas na cięcia kosztów pracowniczych. Zwolnienia grupowe były wykluczone przez zapisy pakietu socjalnego, więc przez kolejne lata firma negocjowała ze związkami aneksy do pakietu i na ich mocy redukowała załogę. Zostało ok. 3 tys. osób.

To nie wystarczyło. W 2013 r. zakład stanął przed koniecznością odchudzenia załogi o połowę, do 1,5 tys. Właściciele postawili ultimatum: restrukturyzacja zatrudnienia albo upadłość. Stanęło na dobrowolnych odejściach i odprawach. Rok później okazało się, że i przy 1,5 tys. zatrudnionych zakład nie odzyska rentowności. Nowy schemat organizacyjny przewidział docelowe zatrudnienie 994 osób. Pracodawca zaproponował dobrowolne odejścia z rekompensatą.

Zaczęły się też eksperymenty ze stalownią. W lipcu 2013 r. unieruchomiono ją pierwszy raz. Bardziej opłacało się sprowadzać wsad z ukraińskiej huty w Alczewsku, niż produkować go na miejscu. Tona ukraińskiego wsadu była tańsza o blisko 300 zł. Zarząd próbował nawet sprzedać stalownię, ale bezskutecznie.

Jesienią 2014 r. wraz z wojną we wschodniej Ukrainie i problemami z transportem slabów z Alczewska zapadła decyzja, by ponownie uruchomić stalownię. Brak wsadu groził wstrzymaniem produkcji, a próby znalezienia slabów gdzie indziej się nie powiodły. Od początku jednak władze huty podkreślały, że to rozwiązanie czasowe. I faktycznie, po roku stalownia znów stanęła. Powtórnie uruchomiono ją w czerwcu 2016 r. Pracuje do dziś.

Optymistyczne prognozy

W 2017 r. stalownia huty odlała ponad 519 tys. ton stali, a walcownia odwalcowała 464 tys. ton blach. Powstało też blisko 23 tys. ton prefabrykatów. Podstawowym produktem są blachy grube dla przemysłu maszynowego, stoczniowego i budownictwa. Kierunki eksportu to głównie rynek niemiecki, czeski, słowacki, brytyjski, estoński, belgijski, rosyjski i turecki. Dodatkowym produktem są prefabrykaty z blachy: elementy wież wiatrowych, maszyn budowlanych i cargi, czyli ściany zbiorników wielkogabarytowych.

Dzisiaj władze ISD Huty Częstochowa patrzą w przyszłość z optymizmem. – Rynek jest stabilny, ma wzrostowe tendencje, perspektywy są dobre – mówi Andrzej Jakubow, pełnomocnik zarządu ISD Huty Częstochowa. A prezes Wacław Korczak dodaje: – Dodatkowo sytuację poprawiła lipcowa decyzja Komisji Europejskiej o wprowadzeniu tymczasowych ceł na import stali do Wspólnoty. Mają obowiązywać 200 dni i spodziewamy się na tym skorzystać.

Jakubow: – Teraz głównym wyzwaniem jest zapewnienie podstawowego surowca do produkcji, czyli złomu. Mamy ambitne plany, by od października zwiększyć miesięczną produkcję do 55 tys. ton blachy i 64 tys. ton stali płynnej.

Dobra koniunktura to wzrost zatrudnienia – obecnie w ISD Hucie Częstochowa pracuje 1129 osób. Dodatkowo ok. 150 pracowników jest zatrudnionych przez agencje pracy tymczasowej, ale dostają takie same warunki pracy i płacy jak załoga zakładu.

Tymczasem na dawnych terenach hutniczych funkcjonuje ok. 150 podmiotów gospodarczych, z których największe to Huta Szkła Guardian i firma komputerowa x-kom.

– Znaczenie huty jako zakładu miastotwórczego na pewno zmalało. Trzeba jednak podkreślić, że przecież nie ma po nim pustki – mówi Wacław Korczak. – Na jego dawnych terenach, a to ponad 700 ha, działa wiele podmiotów, które się fantastycznie rozwijają i tworzą miejsca pracy. I nie są to tylko zakłady, które kiedyś były częścią hutniczego organizmu, jak koksownia, rurownia czy Elsen. To również wiele dużych, średnich i małych firm rozmaitych branż odpornych na koniunkturę. Gdyby podliczyć, ile osób w nich pracuje, pewnie okazałoby się, że więcej niż w hucie w okresie restrukturyzacji, czyli ponad 5,5 tys. osób.

100 firm na stulecie100 firm na stulecie Grzegorz Kubicki

AKCJA "WYBORCZEJ" - 100 FIRM NA STULECIE

Historia niepodległej Polski to także historia jej rozwoju ekonomicznego. Mamy mnóstwo firm, które – nawet w PRL-u – osiągnęły sukces, stały się marką. Chcemy o nich opowiedzieć, celebrując stulecie niepodległości.

POZOSTAŁE TEKSTY NA wyborcza.pl/100firm

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.