Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Agata Kulczycka: Kazar istnieje od 1991 roku. Jak firma zmieniała się przez te lata?

Artur Kazienko: Przez pierwsze lata nasz biznes opierał się na kontraktacji obuwia z Włoch, a zamówione produkty dystrybuowaliśmy na rynku polskim. Od tamtej pory Kazar bardzo się zmienił i rozwinął. Obecnie mamy 50 salonów w Polsce, własne zespoły projektujące obuwie, torebki i akcesoria, prowadzimy ekspansję zagraniczną. Stawiamy na autorskie pomysły, inspirujemy się światowymi trendami, kulturą, sztuką.

Kiedy zaczynaliście, na polskim rynku brakowało wszystkiego. Biznes prowadziło się łatwo.

– Rynek był bardzo chłonny, brakowało wszelkich dóbr konsumpcyjnych. Naszym celem od początku było dostarczanie klientom produktów premium. Wtedy firmy powstawały jak grzyby po deszczu. Dawne socjalistyczne fabryki przejmowane przez prywatnych przedsiębiorców także produkowały buty, ale nie były one najwyższej jakości. Dlatego pomysł, by sprzedawać pod marką Kazar włoskie obuwie kojarzone z modą, prestiżem, szykiem, ze światowymi trendami.

Późne lata 90. były przełomowe. Po kilku latach prowadzenia dystrybucji doszedłem do wniosku, że trudno będzie utrzymać ten koncept biznesowy. Zdecydowałem, że zbudujemy sieć butików o profilu doradczym, a nie transakcyjnym. Uznałem, że jeśli firma ma się utrzymać na rynku, potrzebujemy innego spojrzenia na relację z konsumentem, musimy być blisko niego, wsłuchiwać się w jego potrzeby i na bieżąco na nie odpowiadać. Tylko wtedy możemy pozostać na rynku jako liczący się gracz. To pierwszy przełomowy moment. Zaczynałem budowę sieci sprzedaży od zera, to było prawdziwe wyzwanie. I to właśnie wtedy zdecydowałem się zainwestować w budowanie salonów w centrach handlowych.

Kiedy powstał pierwszy sklep?

– Jeszcze za czasów wspólnego biznesu ze Zbigniewem Inglotem, z Dariuszem Łyszczakiem i Krzysztofem Kassanem. Ale niepowodzenia kilku pierwszych salonów spowodowały, że wspólnicy się wycofali.

Ile tych porażek było?

– Początek był trudny. Brakowało wiedzy niezbędnej do skutecznego prowadzenia biznesu w tej branży, ale każde kolejne otwarcie uczyło mnie czegoś nowego. To dawało dalszą motywację do działania i przekonanie, że ta droga ma sens. Jeździłem na targi branżowe, obserwowałem zagraniczne marki – głównie luksusowe i z sektora premium. Między 2000 a 2005 rokiem udawało się otwierać najwyżej jeden sklep rocznie. Nie miałem inwestora zewnętrznego ani własnych środków na jednoczesne otwieranie kilku salonów… Dlatego wszystko działo się krok po kroku: pieniądze zarobione w jednym przedsięwzięciu inwestowałem w kolejny punkt. Rozwijając firmę, stopniowo dobierałem do zespołu ludzi z odpowiednimi kompetencjami.

Kiedy nastąpił kolejny przełom?

– W 2006 i 2007 roku. Powiększył się nasz zespół, do firmy przyszli ludzie z doświadczeniem, dzięki którym biznes nabrał tempa. Nastał dobry okres. W latach 2007-15 rynek był sprzyjający: wzrosły PKB i zamożność Polaków, weszliśmy do Unii, do kraju napłynęły pieniądze z zagranicy. Polska zaczęła się dynamicznie rozwijać, a takie przedsięwzięcia jak Kazar znalazły swoje miejsce na rynku.

W ciągu ostatnich kilku lat rynek stał się niezwykle konkurencyjny. Trwa wojna cenowa, w której szczęśliwie nie bierzemy udziału. Stoimy trochę z boku, przyjęliśmy inną strategię niż pozostali gracze. Zamiast obniżać ceny, zainwestowaliśmy w zmianę wizerunku salonów. Postawiliśmy na mocną zmianę kolorystyki, obecnie mamy dwie odsłony: ciemny brąz w połączeniu ze złotem oraz ciemny brąz z czarnym. Już 15 spośród 50 naszych salonów jest zaaranżowanych w nowy sposób. To design na światowym poziomie zaprojektowany we współpracy z włoskim biurem architektonicznym. Salony mieszczą się w najlepszych centrach handlowych, w kluczowych miastach w całej Polsce. Dodatkowo inwestujemy: rozwijamy nasz sklep online, wzmacniamy usługi omnichannel, rozbudowujemy sieć nie tylko salonów stacjonarnych, ale też outletów, stawiamy na nowoczesną komunikację i spójny, a zarazem unikalny marketing.

Próbujecie podbijać zagraniczne rynki?

– Jesteśmy od ponad roku w Czechach i od trzech lat na Węgrzech.

Czym one się różnią od polskiego?

– To na pierwszy rzut oka bardzo podobne rynki, dopiero na poziomie niuansów widać różnice. Rynek węgierski uznawany jest za dosyć mało modowy, a jednak zaryzykowaliśmy i się opłaciło. Węgrzy szukali takiej marki jak nasza: odważnej, wyrazistej, z najlepszymi standardami obsługi i wysokiej jakości produktami odpowiadającymi na światowe trendy.

Może po prostu nie było tam takich marek.

– To było jak w tym żarcie o agencie, który wyjeżdża do Afryki, by zbadać rynek obuwniczy. Dzwoni po dwóch tygodniach i mówi: „Dramat, chodzą boso, nie potrzebują butów. Nie inwestujemy”. Druga firma wysłała swojego agenta, a ten mówi: „Wchodzimy pełną parą na rynek. Oni w ogóle nie mają butów!”. W przypadku Węgier my także uznaliśmy, że skoro nie ma tam brandu, który dostarcza produkty w tym segmencie i tej półce cenowej co my, to jest to szansa. Okazało się, że decyzja była słuszna. Dziś w Budapeszcie mamy trzy salony i prowadzimy negocjacje w sprawie kolejnych. W Pradze otworzyliśmy pierwszy salon jesienią ubiegłego roku, drugi otworzymy jeszcze w tym sezonie.

A Ukraina, którą Kazar ma na wyciągnięcie ręki?

– Rozważamy także i ten kierunek. Prowadziliśmy nawet wstępne rozmowy, ale obecna sytuacja ekonomiczno-polityczna sprawiła, że ten region stracił na atrakcyjności. Sami nie zamierzamy otwierać biznesu za naszą wschodnią granicą. Możliwe natomiast, że skierujemy ekspansję w kierunkach zachodnim i południowym w ramach UE.

Jak jest z gustami Polek i Polaków, jeśli chodzi o buty?

– Polki są odważne, stylowe i jednocześnie wymagające. Lubią wyraziste buty i dodatki. Poszukują produktów dających satysfakcję, przyjemność i komfort, pozwalających im wyrazić się w bardzo indywidualny sposób. Mężczyźni natomiast są nadal dość zachowawczy w swoich wyborach, choć widoczne jest coraz większe zainteresowanie odważnymi modelami zarówno butów, jak i akcesoriów. Widać to na przykładzie sneakersów, które pojawiły się u nas kilka lat temu, kiedy były jeszcze absolutną nowością i budziły zaskoczenie. Zaczynaliśmy od zaledwie ośmiu modeli, a teraz ta grupa produktów stanowi nawet 30-35 proc. kolekcji męskiej.

Co jest modne tej jesieni?

– Ten sezon jest odważny. Na światowych wybiegach i w naszej kolekcji widać intensywne kolory – m.in. bordo, żółty, niebieski. Do tego wyraziste nadruki, zwierzęce motywy, ćwieki i łańcuchy na torebkach w rockowym stylu, buty o ciekawej konstrukcji i z ciekawym obcasem… W kolekcji męskiej kolorystyka jest bardziej stonowana, widać w niej inspiracje ulicami miast. Wykorzystujemy zaawansowane technologicznie materiały, które nie tylko pełnią określoną funkcję użytkową, ale też są elementem designu, np. powierzchnie pokryte gumą, rockowe, metalowe klamry, neopren. Poza samymi trendami bardzo mocno stawiamy na różnorodność w kolekcji. Wierzymy, że każdy z naszych klientów jest wyjątkowy.

Na jakim etapie są prace nad kolejnymi kolekcjami?

– Kolekcje przygotowujemy zazwyczaj z ok. ośmiomiesięcznym wyprzedzeniem. Wiosenno-letnia, którą będziemy wprowadzać do sprzedaży w styczniu, jest już w produkcji. Za chwilę zaczynamy pracę nad kolekcją na sezon jesień-zima 2019. Równocześnie zespół marketingu opracowuje strategię komunikacji i kolejne odsłony kampanii. W tak rozwiniętym biznesie jak nasz nie ma chwili przerwy.

Czy pan akceptuje każdy wzór?

– Tak się działo jeszcze 6-7 lat temu. Obecnie zajmują się tym dyrektorzy kolekcji. Mają świetne kompetencje, doświadczenie, wyczucie rynku i bardzo dobrze znają się na trendach w modzie. Wciąż się rozwijają – jeżdżą na światowe targi branżowe do Chin, Włoch, Brazylii, szukają inspiracji w otaczającym świecie, kulturze, sztuce. Ufam im całkowicie. Kolekcje z tych ostatnich lat były ich autorskimi projektami.

Kto projektuje dla Kazara?

– Mamy kilka etatowych osób i kilku freelancerów, z którymi współpracujemy. W poprzednich sezonach np. część sneakersowej kolekcji zaprojektował projektant z Los Angeles, a część damskiej kolekcji projektantka z Singapuru. Wychodzimy z założenia, że uzależnianie się wyłącznie od własnych projektantów jest w dzisiejszych czasach ryzykowne, firmę taką jak nasza musi cechować otwartość na ciągle świeże pomysły i nowatorskie podejście do oferty oraz biznesu w szerszej perspektywie. Koncentrujemy się więc w większym stopniu na rozwijaniu brandu i zarządzaniu nim, a nie na produkcji. Stawiamy na różnorodność. Korzystamy też aktywnie z rozwiązań ułatwiających prowadzenie biznesu, które przynoszą dziś technologia i świat, wierzymy też w team work. O tym, jakie finalnie będą kolekcje, jaki będzie Kazar, decyduje zespół dyrektorów kolekcji męskiej i damskiej, marketingu oraz sprzedaży. To nasze wspólne dzieło, które jest wynikiem współpracy oraz starannie przemyślanej, spójnej strategii. Nie ma tutaj miejsca na przypadek.

Liczył pan kiedykolwiek, ile modeli butów wprowadził Kazar na rynek?

– W każdej kolekcji jest to ok. 600 nowych wzorów butów: 350 wzorów damskich i 250 męskich. I oczywiście akcesoria, takie jak skórzane paski, portfele, breloki, jedwabne apaszki… Niedawno wprowadziliśmy także zegarki, perfumy, okulary przeciwsłoneczne.

Myślałam, że to maksymalnie kilkadziesiąt w kolekcji.

– Wtedy nie przetrwalibyśmy. Jako marka premium nie sprzedajemy butów czy torebek w ujęciu pojedynczego produktu czy nawet kategorii, ale pewien lifestyle. Naszą misją jest sprawienie, by klienci odczuwali przyjemność z noszenia naszych produktów. Żeby czuli się piękniejsi, atrakcyjniejsi, a co za tym idzie – szczęśliwsi. To filozofia, którą kierujemy się każdego dnia, niezależnie od tego, czy projektujemy kolekcję wysadzaną kryształkami Swarovskiego, czy brelok do kluczy. Dlatego nie możemy sprzedawać ciągle tego samego, bo nasze produkty straciłyby wyjątkowość, a marka unikalność i charakter.

By móc sprzedać produkt za cenę, za którą my go chcemy sprzedać, czyli np. czółenka damskie za 500 zł, muszą mieć one w sobie coś więcej. To nie mogą być ciągle te same czółenka na tym samym obcasie. W efekcie co sezon mamy ok. 800 nowych produktów, które różnią się od siebie nie tylko fasonem, ale również wykorzystanymi materiałami, zdobieniami, nowymi rozwiązaniami, które poprawiają komfort użytkowania. Co kolekcję chcemy być bardziej innowacyjni, a nawet więcej – nie tylko adaptować trendy światowe, ale tworzyć i promować te autorskie, własne. To są właśnie wyzwania, z którymi się mierzymy na co dzień.

100 firm na stulecie100 firm na stulecie Grzegorz Kubicki

AKCJA „WYBORCZEJ” – „100 FIRM NA STULECIE”

Nasza niepodległość liczy już 100 lat. To niezwykły jubileusz, który jak żaden inny powinien być szansą nie tylko na świętowanie ponad podziałami, ale i na chwilę refleksji nad tym, co nam jako społeczeństwu przez te 100 lat się udało. Skąd wyruszaliśmy i dokąd udało nam się dojść.

Na co dzień historii lubimy się przyglądać przez pryzmat bitew, wojen, wielkiej polityki. To efektowne, ale upraszcza obraz, przynosi konkretne wnioski, a przy okazji recepty na przyszłość. Rozwój gospodarki, ekonomia, przedsiębiorczość, codzienna praca – kojarzą się bardziej przyziemnie.

A przecież historia niepodległej Polski to także historia jej rozwoju ekonomicznego. Gospodarki, która po pierwszych latach szoku związanego z końcem pierwszej wojny światowej, rozbudzonymi oczekiwaniami społecznymi, trudnościami z dopasowaniem trzech części, z których „zszywano” nową Polskę, wpadła najpierw w wojnę handlową z Niemcami, a potem oberwała światowym kryzysem gospodarczym. I gdy w końcu zyskała oddech i zaczęła się rozwijać, to zaraz spotkała ją kolejna wojna, a potem ponad 40 lat brutalnego eksperymentu społeczno-gospodarczego zwanego realnym socjalizmem. Ten ostatni, domykający stulecie okres gospodarki wolnorynkowej to przecież „tylko” niecałe 29 lat...

Przez ostatnie 100 lat w Polsce były i są firmy i Firmy. Te drugie, pisane wielką literą, tworzyły i tworzą jakość samą w sobie, były i są składnikiem naszej tradycji, jakże ważną częścią historii, kapitałem społecznym. Warto o nich opowiedzieć w stulecie niepodległości.

Wybierzmy 100 z nich.

To oczywiście kropla w morzu polskiej przedsiębiorczości. Członków złotej setki chcemy dobrać tak, by razem tworzyli stuletni pejzaż zmieniającej się, rozwijającej gospodarki naszego państwa. Wybór jest trudny. Na razie w wewnątrzredakcyjnej dyskusji wyłoniliśmy kilkadziesiąt przedsiębiorstw. Pomóżcie nam wybrać kolejne.

Wasze propozycje przysyłajcie na adres stonasto@agora.pl. To mogą być firmy, które prowadzicie, w których pracujecie lub pracowaliście. Albo po prostu takie, które szanujecie i podziwiacie za to, co i jak robią. Wszystkie głosy weźmiemy pod uwagę, nasza lista nie jest jeszcze kompletna.

Wspólnie wybieramy firmy, które współtworzą historię Polski. Historię, z której wspólnie chcemy być dumni także za kolejne 100 lat.

WIĘCEJ O AKCJI NA wyborcza.pl/100firm

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.