Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pomarańczowy opel kadett z 1975 roku przyciąga wzrok. Stoi zaparkowany w biurowcu o złotej elewacji na parterze, jego odnowiona karoseria błyszczy w przestronnym holu wejściowym. Kartka z opisem nie pozostawia wątpliwości, że to auto z historią. Wygląda jak eksponat, przez chwilę można poczuć się jak w muzeum.

Takim samym pożyczonym od ojca oplem Krzysztof Klicki 28 lat temu „odpalił” swój biznes. W maju 1990 roku rozwiózł 2 tys. egzemplarzy „Wyborczej” do 11 kieleckich sklepów Społem. Od tego się zaczęło. Podobnego kadetta z tamtych lat prezesowi matce – jak nazywają Klickiego – wyszukali, odnowili i sprezentowali w 2015 roku pracownicy.

Odbierając kluczyki, prezes nie ukrywał wzruszenia. Bo auto symbolizuje czasy, gdy o złotym biurowcu w Kielcach (z 12 kondygnacjami i lądowiskiem dla helikoptera na dachu) mógł tylko marzyć.

Dziś właściciel Kolportera zajmuje 53. miejsce wśród najbogatszych Polaków (według tygodnika „Wprost”). Jego majątek jest wyceniany na 740 mln zł.

Firma kolegów

Na przełomie lat 80. i 90. młody wówczas student fizyki szukał własnego pomysłu na biznes. Rozważał, czy nie zająć się prowadzeniem przydrożnych barów, ale nic z tego nie wyszło. Nie chciał jak inni handlować walutą ani zyskującymi na popularności komputerami.

Klicki wpadł za to na pomysł, aby dostarczać prasę do sklepów spożywczych. Takie rozwiązanie podpatrzył na Zachodzie. – Wielka firma to było młodzieńcze marzenie. A wybór kolportażu to trochę przypadek, a trochę determinacja – wyjaśniał po latach.

Dariusz Materek, rzecznik Kolportera, ocenia to tak: – Zadziałało zgranie trzech czynników. Po pierwsze, Krzysztof Klicki szukał tytułu, który mógłby rozwozić do nowych miejsc. Po drugie, wchodząca wówczas na rynek „Wyborcza” potrzebowała nowych możliwości dotarcia do czytelników. Po trzecie wreszcie, prezes Społem wykazał się dużą otwartością i na rzucony pomysł zareagował: „Spróbujmy”.

Kierowniczki sklepów nie ukrywały zdziwienia. Pytały Klickiego: – Jak to, panie, gazety razem z bułkami?

– Tak – odpowiadał. Gdy pierwszego dnia koło południa sprzedało się zaledwie 40-50 egzemplarzy, przerażony Klicki osobiście wziął się do sprzedaży gazet. Z pierwszej dostawy zostało mu jednak aż 60 proc. nakładu.

Mimo to się nie zrażał. Dołączał kolejne tytuły, w tym pierwsze kolorowe czasopismo, „Przyjaciółkę”.

Budował zupełnie nową sieć dystrybucji na rynku zmonopolizowanym do tej pory przez państwowy Ruch.

Proponował m.in. sprzedaż gazet i czasopism na stacjach benzynowych, z wózków prasowych.

Wydawcy – zwłaszcza ci duzi, z Warszawy – na początku z dużą ostrożnością podchodzili do małej firmy z Kielc.

– Przekonać ich, aby zaufali, nie było wtedy łatwo – przyznaje Materek.

Po kilku miesiącach Klicki otworzył oddział w Katowicach, zatrudnił pierwszego pracownika. – W 1990 r. całą firmę oprócz prezesa tworzyło pięć osób, młodych ludzi, kolegów – opowiada Materek. Gdy gazety nie mieściły się już w samochodzie osobowym, Klicki kupił ciężarowego NRD-owskiego robura. A że miał prawo jazdy kategorii C, sam na początku siadał za kierownicą.

– Prezes więcej czasu spędzał za kółkiem niż za biurkiem, bo sam rozwoził gazety. Tak było przez kilka lat. Inni koledzy pomagający mu w zarządzaniu firmą pracowali zresztą podobnie: rozwozili prasę, sortowali ją – relacjonuje Materek.

Ale firma balansowała na granicy. Marże były małe, trzeba więc było podejmować większe ryzyko – zdobywać kolejne rynki, otwierać nowe oddziały.

Pod koniec 1990 r. Kolporter dostarczał kilkanaście tytułów prasowych do ok. 150 punktów sprzedaży. Jego miesięczne przychody wynosiły równowartość dzisiejszych 70 tys. zł.

Wychodzenie na prostą zajęło trzy-cztery lata. Czas na zbieranie owoców przyszedł później. Dziś kielecka firma to największy dystrybutor prasy w Polsce. Według szacunków Izby Wydawców Prasy ma ponad połowę rynku i znacznie wyprzedza Ruch (ok. 30 proc.). Prasę dostarcza do ok. 36 tys. punktów detalicznych.

W 2017 roku przychody Kolportera wyniosły ok. 1,65 mld zł, a zysk netto - ok. 56 mln.

Nie tylko prasa

Rewolucja polegała nie tylko na dostarczaniu prasy tam, gdzie jej do tej pory nie było. 25 czerwca 1997 roku, kiedy sieć dystrybucyjna Kolportera była już rozwinięta, firma otworzyła w Kielcach pierwszy salon prasowy. Mieścił się w ówczesnym Hotelu Centralnym, naprzeciwko dworca PKP. I zdecydowanie się wyróżniał.

Rzecznik Kolportera: – Chodziło o stworzenie miejsca, do którego klient mógłby wejść, wziąć prasę do ręki, przejrzeć ją. W ten sposób wyszliśmy poza schemat, w którym był on zmuszony, aby powiedzieć sprzedawcy – nieraz pochylając się do malutkiego okienka nad ladą – jaki konkretnie tytuł chce nabyć. W tradycyjnej sprzedaży kioskowej kupujący nawet nie wiedział, że istnieją inne gazety, czasopisma, które też mogłyby go zainteresować. A przecież w latach 90. pojawiały się dziesiątki nowych tytułów.

Obecnie Kolporter ma ok. 900 saloników prasowych. Prowadzą je ajenci, z którymi firma ma podpisane umowy.

Sprzedawane są w nich nie tylko gazety i czasopisma, ale również m.in. papierosy, słodycze, napoje. Do tego dochodzą mniej tradycyjne produkty, m.in. doładowania i abonamenty do aplikacji i platform internetowych (m.in. do Spotify), elektroniczne karty płatnicze (np. Google Play).

Materek pytany, jaki udział w ogólnej sprzedaży salonikowej ma dzisiaj sama prasa, odpowiada: – Cały czas jest asortymentem dominującym, natomiast widzimy od lat, że ten drugi segment – pozaprasowy – zaczyna się „rozpychać”. Sądzę jednak, że prasa będzie u nas zawsze towarem podstawowym.

Firma eksperymentuje też z mniej oczywistą dla siebie działalnością. Gdzieniegdzie otwiera tzw. strefy – gastronomiczną (Top Presso), w której oprócz gazety można kupić ciepłe przekąski, oraz alkoholową (Top Drink). Ale rzecznik zaprzecza, że Kolporter chce obrać kierunek dyskontowy. – Nie tworzymy tych punktów na dużą skalę [jest ich po kilkanaście], strefy są wydzielone tam, gdzie widzimy na nie zapotrzebowanie. Nasza filozofia oparta jest na elastyczności – twierdzi. Bo czym innym jest salonik zlokalizowany w galerii handlowej, metrze, a czym innym na osiedlu czy w miasteczku.

A jakich produktów saloniki sprzedawać na pewno nie będą? – Jest wiele takich. Ograniczają nas choćby gabaryty – odpowiada rzecznik. I zapewnia: – Możemy sobie wyobrazić różne scenariusze, ale nie taki, w którym w saloniku nie będzie prasy. Pozostały asortyment może być zmienny.

Matka zrezygnowała

Pod koniec 2016 roku prezes Klicki nieoczekiwanie zrezygnował z kierowania Kolporterem, choć dalej pozostaje jego jedynym właścicielem.

Nie tłumaczył decyzji mediom. „Jest dla mnie naturalnym etapem rozwoju Kolportera. Przekazanie sterów spółki w odpowiednie ręce planowałem już od dłuższego czasu” – stwierdził w oświadczeniu.

– Krzysztof Klicki jest człowiekiem wyjątkowo słownym. Pozostaje obecny w firmie, jest w końcu jej właścicielem, ale zarząd nad nią oddał Grzegorzowi Fibakiewiczowi – mówi Materek. Fibakiewicz jest w firmie od samego początku.

Kolporter, który kiedyś skupiał w grupie kapitałowej nawet kilkanaście spółek córek, w ostatnich latach przeszedł już etap konsolidacji biznesu i sprzedaży części okołoprasowej (m.in. terminali płatniczych). Porzucił też plany wejścia na giełdę. Ale Klicki ma również inne interesy, m.in. informatyczną firmę Infover, targowe Expo Silesia czy deweloperską spółkę Condite, która zapowiedziała jakiś czas temu budowę w Kielcach dużego osiedla mieszkaniowego dla około 3 tys. osób.

Jeśli na czymś się do tej pory sparzył, to głównie na inwestycji w klub sportowy. Wycofał się z finansowania Korony Kielce, gdy wyszło na jaw, że piłkarze i trenerzy brali udział w korumpowaniu sędziów.

A jaką drogą pójdzie Kolporter? – Bylibyśmy naiwni, gdybyśmy nie zauważali rewolucji informacyjnej, ogromnego znaczenia mediów elektronicznych i siły internetu. Dlatego w salonikach pojawiają się nowe produkty – bilety elektroniczne, doładowania do platform internetowych, produkty gamingowe. Ale skupiamy się na tym, co jest naszym głównym biznesem, na czym znamy się najlepiej, czyli dystrybucji i sprzedaży prasy – zapewnia Materek.

Pytanie, czy rewolucja cyfrowa i spadek sprzedaży gazet mogą zmienić to myślenie. – Uważamy, że rynek prasowy będzie się zmieniał, ewoluował, ale nie zniknie – przekonuje rzecznik. Podaje przykład cieszących się coraz większą popularnością kolekcji wydawniczych. I zauważa, że niektóre segmenty prasy – w tym kolorowe czasopisma czy prasa specjalistyczna – dziś lepiej odnajdują się w tradycyjnej sprzedaży aniżeli w internecie.

Kolporter zatrudnia obecnie ok. 660 osób, blisko 30 proc. pracuje w Kielcach, gdzie znajduje się główna siedziba. Z okien rozpościera się widok na industrialną część miasta.

– Nie uważamy się za korporację – twierdzi Materek.

Pytany, czy dalej jest to firma kolegów, odpowiada: – Mamy kilkuset pracowników, to już nie te czasy, gdy Kolporter budowało kilka, kilkanaście osób. Dziś chodzi raczej o to, że nie obowiązuje nas dress code, nie ma sztywnych reguł, korporacyjnego sznytu. Firma ma w sobie pewien wewnętrzny luz, choć oczywiście wszyscy pracują dla niej bardzo ciężko.

100 firm na stulecie100 firm na stulecie Grzegorz Kubicki

AKCJA „WYBORCZEJ” – „100 FIRM NA STULECIE”

Nasza niepodległość liczy już 100 lat. To niezwykły jubileusz, który jak żaden inny powinien być szansą nie tylko na świętowanie ponad podziałami, ale i na chwilę refleksji nad tym, co nam jako społeczeństwu przez te 100 lat się udało. Skąd wyruszaliśmy i dokąd udało nam się dojść.

Na co dzień historii lubimy się przyglądać przez pryzmat bitew, wojen, wielkiej polityki. To efektowne, ale upraszcza obraz, przynosi konkretne wnioski, a przy okazji recepty na przyszłość. Rozwój gospodarki, ekonomia, przedsiębiorczość, codzienna praca – kojarzą się bardziej przyziemnie.

A przecież historia niepodległej Polski to także historia jej rozwoju ekonomicznego. Gospodarki, która po pierwszych latach szoku związanego z końcem pierwszej wojny światowej, rozbudzonymi oczekiwaniami społecznymi, trudnościami z dopasowaniem trzech części, z których „zszywano” nową Polskę, wpadła najpierw w wojnę handlową z Niemcami, a potem oberwała światowym kryzysem gospodarczym. I gdy w końcu zyskała oddech i zaczęła się rozwijać, to zaraz spotkała ją kolejna wojna, a potem ponad 40 lat brutalnego eksperymentu społeczno-gospodarczego zwanego realnym socjalizmem. Ten ostatni, domykający stulecie okres gospodarki wolnorynkowej to przecież „tylko” niecałe 29 lat...

Przez ostatnie 100 lat w Polsce były i są firmy i Firmy. Te drugie, pisane wielką literą, tworzyły i tworzą jakość samą w sobie, były i są składnikiem naszej tradycji, jakże ważną częścią historii, kapitałem społecznym. Warto o nich opowiedzieć w stulecie niepodległości.

Wybierzmy 100 z nich.

To oczywiście kropla w morzu polskiej przedsiębiorczości. Członków złotej setki chcemy dobrać tak, by razem tworzyli stuletni pejzaż zmieniającej się, rozwijającej gospodarki naszego państwa. Wybór jest trudny. Na razie w wewnątrzredakcyjnej dyskusji wyłoniliśmy kilkadziesiąt przedsiębiorstw. Pomóżcie nam wybrać kolejne.

Wasze propozycje przysyłajcie na adres stonasto@agora.pl. To mogą być firmy, które prowadzicie, w których pracujecie lub pracowaliście. Albo po prostu takie, które szanujecie i podziwiacie za to, co i jak robią. Wszystkie głosy weźmiemy pod uwagę, nasza lista nie jest jeszcze kompletna.

Wspólnie wybieramy firmy, które współtworzą historię Polski. Historię, z której wspólnie chcemy być dumni także za kolejne 100 lat.

WIĘCEJ O AKCJI NA wyborcza.pl/100firm

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.