Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kupuje pan jeszcze wodę butelkowaną?

– Tak, chociaż tego nie pochwalam – śmieje się Maciej Bursztein. – Tak naprawdę nie kupuje się wody, tylko wygodę. Gdy czasami zapomnę zabrać z domu butelki filtrującej naszej produkcji, kupuję wodę np. na stacji benzynowej. Ale gdy człowiekowi chce się pić, nie zastanawia się, że to nieekologiczne, nieekonomiczne i niezgodne z wizerunkiem.

MICHAŁ WALCZAK

Maciej Bursztein jest dyrektorem technicznym Formastera, firmy, która jak mało która powstała i opiera się na codziennym używaniu kranówki. Najpierw na jej podgrzewaniu, a teraz – głównie filtrowaniu.

Zaczęło się od podgrzewaczy

Według rodzinnej historii wszystko zaczęło się jeszcze w latach 80., gdy Sławomir Bursztein, ojciec Macieja, zaczął produkować pompy głębinowe do wody i z powodzeniem sprzedawał je m.in. na Węgrzech.

– Ale początek firmy to tak naprawdę 1989 rok, kiedy na szeroką skalę rozpoczęła się produkcja wymyślonych i opatentowanych przez mojego ojca przepływowych ogrzewaczy do wody – mówi Maciej Bursztein, który od dziecka kręcił się po firmie, a zanim zasiadł w zarządzie, pracował praktycznie na każdym stanowisku.

Jak to często bywa, na początku wynalazca i właściciel firmy, gdy trzeba, sam staje przy maszynie w pierwszym zakładzie. Ogrzewacze były taką nowością, że trzeba było stworzyć nową polską normę dla tego typu urządzeń. Zainteresowanie urządzeniami, które po podłączeniu do prądu podgrzewają wodę, przez lata pozostawało ogromne. Do dziś sprzedano ich kilkanaście milionów na całym świecie. Trafiły w bardzo egzotyczne miejsca, m.in. są montowane w kamperach produkowanych w Australii czy ekskluzywnych przenośnych toaletach w Korei Południowej.

– Niestety, patent wypracowany przez mojego ojca nieskutecznie chronił jego prawa autorskie i na rynek weszła konkurencja. Trzeba się było tym tortem podzielić – przyznaje Maciej Bursztein.

Ogrzewacze produkują do dziś. Co roku na rynek trafia około 100 tys. tych urządzeń. A ogólna zasada ich działania, wykorzystywana również przez konkurencję, nie zmieniła się od 25 lat.

W Formasterze pracują jednak nad zupełnie nowym modelem, trwa już produkcja pierwszych serii. – Nadchodzi era inteligentnych domów. Nowy podgrzewacz musi być bardziej ekologiczny i taki, by można było nim sterować za pomocą smartfona. Zakończyliśmy już prace badawczo-rozwojowe, złożyliśmy patent i liczymy na to, że nowy model wejdzie wkrótce na rynek – zapowiada Maciej Bursztein.

Drugi krok

Kiedy rynek podgrzewaczy się nasycił, Formaster był już sporą firmą – zatrudniał około stu osób, a od 1997 roku działał w nowym zakładzie, też w Kielcach. I wtedy pojawił się nowy pomysł – produkcja filtrów do wody, najpierw grawitacyjnych, w formie dzbanków, a potem ciśnieniowych, czyli montowanych na stałe do instalacji.

– Szukaliśmy sposobu na rozwój firmy, bo u nas od zawsze jest zasada, żeby reinwestować zarobione pieniądze, a nie kupować dom na Lazurowym Wybrzeżu. Produkcja filtrów to efekt obserwacji rynku i w sumie dosyć długi proces. Trzeba było też przełamać barierę psychologiczną związaną z nową kategorią produktową – mówi Maciej Bursztein.

Przyznaje, że ludzie na początku pukali się w głowę, gdy słyszeli o filtrach do wody. – Tłumaczyliśmy i tłumaczymy nadal, że wprawdzie kranówka nadaje się do picia, ale filtry pomagają w jej optymalizacji, czyli zmiękczeniu, bo twarda woda to problem nie tylko Polski, lecz generalnie całej Europy. Filtr usuwa różne zanieczyszczenia niewidoczne gołym okiem. Przecież każdy z nas wie, jaką wodę otrzymuje po dłuższej przerwie w jej dostawie – dodaje Maciej Bursztein.

Widać, że o filtrach może opowiadać bardzo długo. Gdy oglądamy wybudowany w 2017 roku za 40 mln zakład w Bilczy, tłumaczy m.in., że kupowanie wody butelkowanej jest nieuzasadnione i nieekonomiczne.

MICHAŁ WALCZAK

– Dziś możemy się pochwalić, że jesteśmy jedynym liczącym się polskim producentem i łapiemy się do światowej czołówki z największymi możliwościami produkcyjnymi – mówi dyrektor techniczny Formastera.

Ale to również z powodu produkcji filtrów Formaster był na największym zakręcie. Doszło do tego przy okazji współpracy z niemieckim partnerem, dla którego trafiała niemal cała produkcja. – Przez lata produkowaliśmy dla nich gotowe produkty pod ich marką. Oni generowali zamówienia, a my skupialiśmy się tylko na produkcji. Sporo zainwestowaliśmy, żeby spełnić ich oczekiwania, a oni nagle postanowili uruchomić własną produkcję i zostaliśmy na lodzie. Wtedy rozwinęliśmy naszą markę i koniec końców wyszło nam to na dobre – opowiada Maciej Bursztein.

Dziś Formaster jest w stanie wyprodukować rocznie ponad 40 mln filtrów grawitacyjnych, czyli teoretycznie po jednym dla każdego obywatela Polski. Ale tak się nigdy nie stanie, bo już teraz połowa produkcji idzie na eksport, a na dodatek filtr trzeba po miesiącu wymienić.

Filtry dobrze sprzedają się w USA, gdzie woda nadal jest mocno chlorowana. Najbardziej nietypowym sposobem ich wykorzystania pochwaliła się dystrybutorka z rosyjskiego Irkucka, gdzie... przepuszczano przez nie wódkę.

Pytam o konkurencję z chińskimi firmami, które przecież potrafią skopiować niemal wszystko. – W Chinach mamy pięciu dystrybutorów. Żyje tam 400 mln osób z klasy średniej, które stać na wiele. One generalnie poszukują produktów europejskich, takich jak np. filtry do wody. Producent jest dla nich bardzo ważny, więc wysyłamy filtry z Bilczy do Chin – mówi dyrektor techniczny Formastera.

Krok trzeci, czyli zabierz wodę ze sobą

Trzy lata temu Formaster zaproponował coś zupełnie innego – butelkę filtrującą. – Gdy wchodziliśmy na rynek, w Europie takiego produktu jeszcze nie było – opowiada Maciej Bursztein. Tłumaczy, że to też było wyciąganie wniosków z obserwacji. Teoretycznie to logiczne następstwo produkcji filtrów. Chodziło o to, żeby nalać kranówkę do butelki, zabrać ją ze sobą i pić filtrowaną. Prace rozwojowe trwały dwa lata. Filtr jest stosunkowo mały, a musi bez większego oporu przefiltrować szybko znaczną ilość wody, bo to denerwujące, gdy butelkę trzeba np. mocno ścisnąć. Pomysł znów okazał się sukcesem. Firma sprzedała już prawie 1 mln butelek w Polsce i za granicą, m.in. w USA, gdzie jest tradycja picia zimnej wody z kranu.

– Jednak, niestety, w Chinach już nie. Tam nie ma tradycji picia zimnej wody. Oni piją ciepłą, z dodatkiem np. imbiru, albo herbatę. Dlatego na chiński rynek wprowadzamy czajnik z filtrem, czyli taki, który przefiltruje wodę i ją ugotuje – opowiada Maciej Bursztein.

Podczas rozmowy kilka razy podkreśla, że gdy rozwijają jakiś produkt, biorą pod uwagę informację m.in. ze zgłaszanych reklamacji. – Nie ma rzeczy, które się nie psują, nawet dreamlinery boeinga były uziemione. My na 1 mln butelek mieliśmy 204 reklamacje, czyli mniej niż promil. Ale trzeba z tego wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Kolejny krok

MICHAŁ WALCZAK

Grupa Formaster zatrudnia dziś blisko 280 osób, w tym ok. 30 w dziale badawczo-rozwojowym. I szykuje się do kolejnego kroku. W laboratorium testowana jest nowa generacja filtrów ciśnieniowych – takich, które montuje się bezpośrednio na instalacji wodociągowej.

– Ten sprzedawany obecnie jest produkowany od ośmiu lat. W nowej generacji zmieniliśmy mieszankę filtrującą. Zrezygnowaliśmy m.in. z niepożądanego sodu, jest też przepływomierz, który pokazuje, jak długo można jeszcze używać filtra. Przede wszystkim jednak jego montaż będzie znacznie łatwiejszy, nie trzeba będzie wzywać fachowca. Na nasze rozwiązanie zgłosiliśmy trzy patenty – mówi Maciej Bursztein, pokazując prototypowe urządzenie w laboratorium.

W zakładzie zwracają również uwagę rozstawione w różnych miejscach inne maszyny. To „wodostacje”, prototypy urządzenia, które ma zastąpić używane np. w biurach dystrybutory wody. Prace nad nimi trwają od roku. – Na świecie coraz częściej odchodzi się od klasycznych dystrybutorów z wymiennymi baniakami, bo w takich urządzeniach rozwijają się bakterie, a zbiorniki często są zrobione z poliwęglanu, który zawiera szkodliwy bisfenol, czyli pochodną żeńskiego hormonu. W USA wręcz zabroniono jego wykorzystywania w takich produktach – twierdzi Bursztein.

„Wodostacja” jest bezpośrednio podłączona do wodociągu, filtruje wodę i w razie potrzeby gotuje ją lub chłodzi.

– Dla nas to będzie zupełnie nowy produkt, bo po raz pierwszy nieprzeznaczony dla Kowalskiego, ale dla firm – tłumaczy Bursztein.

Niezależnie od tego firma szykuje się do budowy w Bilczy kolejnej hali o powierzchni 10 tys. m kw. – I nadal będziemy się rozwijać w kierunku filtrowania wody – zapowiada.

100 firm na stulecie100 firm na stulecie Grzegorz Kubicki

AKCJA „WYBORCZEJ” – „100 FIRM NA STULECIE”

Nasza niepodległość liczy już 100 lat. To niezwykły jubileusz, który jak żaden inny powinien być szansą nie tylko na świętowanie ponad podziałami, ale i na chwilę refleksji nad tym, co nam jako społeczeństwu przez te 100 lat się udało. Skąd wyruszaliśmy i dokąd udało nam się dojść.

Na co dzień historii lubimy się przyglądać przez pryzmat bitew, wojen, wielkiej polityki. To efektowne, lecz upraszcza obraz, przynosi konkretne wnioski, a przy okazji recepty na przyszłość. Rozwój gospodarki, ekonomia, przedsiębiorczość, codzienna praca  kojarzą się bardziej przyziemnie.

A przecież historia niepodległej Polski to także historia jej rozwoju ekonomicznego. Gospodarki, która po pierwszych latach szoku związanego z końcem pierwszej wojny światowej, rozbudzonymi oczekiwaniami społecznymi, trudnościami z dopasowaniem trzech części, z których „zszywano” nową Polskę, wpadła najpierw w wojnę handlową z Niemcami, a potem oberwała światowym kryzysem gospodarczym. I gdy w końcu zyskała oddech i zaczęła się rozwijać, to zaraz spotkała ją kolejna wojna, a potem ponad 40 lat brutalnego eksperymentu społeczno-gospodarczego zwanego realnym socjalizmem. Ten ostatni, domykający stulecie okres gospodarki wolnorynkowej to przecież „tylko” niecałe 29 lat...

Przez ostatnie 100 lat w Polsce były i są firmy i Firmy. Te drugie, pisane wielką literą, tworzyły i tworzą jakość samą w sobie, były i są składnikiem naszej tradycji, jakże ważną częścią historii, kapitałem społecznym. Warto o nich opowiedzieć w stulecie niepodległości.

Wybierzmy 100 z nich.

To oczywiście kropla w morzu polskiej przedsiębiorczości. Członków złotej setki chcemy dobrać tak, by razem tworzyli stuletni pejzaż zmieniającej się i rozwijającej gospodarki naszego państwa. Wybór jest trudny. Na razie w wewnątrzredakcyjnej dyskusji wyłoniliśmy kilkadziesiąt przedsiębiorstw. Pomóżcie nam wybrać kolejne.

Wasze propozycje przysyłajcie na adres stonasto@agora.pl. To mogą być firmy, które prowadzicie, w których pracujecie lub pracowaliście. Albo po prostu takie, które szanujecie i podziwiacie za to, co i jak robią. Wszystkie głosy weźmiemy pod uwagę, nasza lista nie jest jeszcze kompletna.

Wspólnie wybieramy firmy, które współtworzą historię Polski. Historię, z której wspólnie chcemy być dumni także za kolejne 100 lat.

WIĘCEJ O AKCJI NA wyborcza.pl/100firm

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.