Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Twórcą i większościowym udziałowcem grupy jest Tadeusz Chmiel, jeden z najbogatszych Polaków. W tym gronie z pewnością jeden z najbardziej tajemniczych, od lat konsekwentnie broniący swojej prywatności. Nie uczestniczy w życiu publicznym, nie udziela się społecznie, nie odpowiada na propozycje wywiadów. Z agencji prasowych wycofał nawet swoje zdjęcie. Nasza opowieść o sukcesie grupy BRW powstała na podstawie rozmów ze współpracownikami, wspólnikami, także z sąsiadami. Co ciekawe, prawie wszystkie relacje mają wydźwięk pozytywny.

Meblarz w kombinezonie narciarskim

Rocznik 1956. Pochodzi z Chmielka pod Biłgorajem. Biznes rozpoczynał pod koniec lat 70. od przydomowego warsztatu stolarskiego, gdzie na własnoręcznie zrobionych obrabiarkach ze sklejki produkował stylizowane przez siebie meble kuchenne.

W 1983 r. w biłgorajskim Cechu Rzemiosł Różnych skończył kurs stolarski, na który dojeżdżał 20 km autobusem PKS, bo pierwsze auto kupił dopiero pod koniec lat 80. Dyplom czeladników stolarskich był mu niezbędny do utworzenia własnej firmy. W ten sposób w połowie lat 80. zarejestrował oficjalną produkcję mebli.

– Łysiejący, w okularkach, niczym się niewyróżniający – wspomina kolega z kursu stolarskiego, późniejszy wspólnik. – Nie był specjalnie rozmowny, przede wszystkim słuchał i czasem tylko o coś pytał. Ubierał się raczej skromnie, nie palił papierosów i nie pił alkoholu. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że takie zachowanie wynikało z przynależności do społeczności świadków Jehowy. Mówię to, bo dzisiaj wiedza na ten temat jest ogólnodostępna, choćby z Wikipedii. Jednak w tamtych czasach o takich sprawach dowiadywało się przypadkowo.

Jako że miał alergię na kurz i pył, pracował przede wszystkim na powietrzu. Także zimą, kiedy zakładał kombinezon narciarski.

Serwisanci przylatywali helikopterami

Na przełomie lat 80. i 90. małych, rodzinnych firm meblarskich, takich jak ta Tadeusza Chmiela, w Polsce były tysiące. Chmiel wiedział, że chcąc osiągnąć sukces, musi zdecydowanie zwiększyć produkcję. Ten cel można było osiągnąć tylko w jeden sposób: sprzedawać klientom meble w paczkach do samodzielnego montażu, tak jak w USA czy na zachodzie Europy. Bo tylko tak można było załatwić trzy największe problemy każdej początkującej firmy. Chodzi o zmniejszenie kosztów produkcji, magazynowania i transportu.

Twórca BRW wiedział, że nie dokona tego, robiąc meble na starych maszynach skonstruowanych chałupniczym sposobem, gdzie rozmiar każdego elementu jest zupełnie inny. Musiał kupić nowoczesne maszyny tnące kilka płyt jednocześnie z chirurgiczną dokładnością. Na targach w Poznaniu poznał szefa niemieckiej firmy handlowej Miller Minden i przekonał go, by ten sprzedał mu na raty centrum obróbcze, taki kombajn do drewna. Chmiel z aktówki wyjął 30 tys. marek, a kolejne 90 tys. marek zapłacił w rok, w 12 równych ratach.

Do dziś po Chmielku krąży opowieść, jak Tadeusz Chmiel przywiózł z Niemiec i zamontował pierwszą maszynę, którą przez kilka dni z wypiekami na twarzach oglądali miejscowi stolarze.

Wkrótce dzięki kombajnom do cięcia drewna firma Chmiela przekroczyła magiczną liczbę, produkując 100 kompletów meblościanek na dobę.

O skali przedsięwzięcia traktuje kolejna opowieść. – BRW było wówczas już dużym przedsięwzięciem logistycznym. Tadeusz, kupując kolejne maszyny, zastrzegał twardo, że w przypadku awarii musi zostać ona usunięta najpóźniej w 24 godziny. W efekcie serwisanci, wzbudzając we wsi niemałą sensację, przylatywali do Chmielka z Niemiec helikopterami – pamięta były współpracownik Tadeusza Chmiela.

Inna historia opowiada o fotograficznej pamięci i zmyśle tworzenia. Tadeusz Chmiel potrafił przez cały dzień przyglądać się wystawie mebli na targach w Poznaniu. Wieczorem, kiedy wracał do pokoju hotelowego, wyjmował kartę papieru i kreślił to, co zapamiętał. Jednocześnie udoskonalał zapamiętane projekty mebli. Co ciekawe, wiele z nich później trafiło do masowej produkcji.

Czym ujął rosyjskich kierowców?

Tadeusz Chmiel miał szczęście, bo początek lat 90. to czas, kiedy Polacy poczuli powiewu Zachodu. Nie chcieli już topornych meblościanek ze sklejki, ale ładnych mebli, które do tej pory widywali przede wszystkim w amerykańskich serialach.

Chmiel i jego produkty zaspokajały te pragnienia. Znawcy branży podkreślają, że już na samym początku Black Red White szło w stronę modelu firmy zachodniej. Dlatego angielskojęzyczna nazwa, atrakcyjne – niczym z Zachodu – projekty mebli, do tego kolorowe katalogi z nowościami.

W połowie lat 90. meble z Chmielka stały się hitem eksportowym i zaczęły się świetnie sprzedawać na Wschodzie, przede wszystkim na Ukrainie i w Rosji. – W tym czasie obroty firmy sięgały już 300 tys. dolarów. Ale nie w miesiąc czy tydzień. Dziennie! Dziś to astronomiczna kwota rzędu 1,2 mln zł – opowiada z rumieńcami na twarzy były współpracownik Tadeusza Chmiela.

Jak Chmiel zdobywał klientów ze Wschodu? To kolejny dowód na geniusz jego i jego współpracowników. Przed siedzibą firmy, która wtedy już przeniosła się z Chmielka do Biłgoraja, codziennie gromadziło się w długich ogonkach po kilkadziesiąt tirów. Większość z rejestracjami z Rosji i Ukrainy. Firma tuż obok parkingu w ekspresowym tempie wybudowała elegancką poczekalnię z telewizorami, wygodnymi kanapami oraz łazienkami z prysznicami.

To nie wszystko, bo strażnicy na bramie dostali polecenie, aby wychodzić, kłaniać się i grzecznie obsługiwać, ale tylko kierowców samochodów ze wschodnimi rejestracjami. Inni mieli wysiadać i sami podchodzić do okienka.

– Po co to wszystko? Po prostu klienci z tamtego kierunku mieli czuć się u nas wyjątkowo. Aby jeszcze wzmocnić efekt, zaraz po wjechaniu na plac pojawiał się przy nich pracownik i wręczał talony na bezpłatny dwudaniowy obiad z kompotem w pobliskiej knajpce – opowiada pracownik spółki BRW.

I dalej: – Gdy informacja o takim traktowaniu rozeszła się wśród ukraińskich i rosyjskich klientów, zmęczeni wielogodzinnym staniem na granicy woleli przejechać jeszcze kilkadziesiąt kilometrów w głąb kraju, do nas, aby odpocząć, wziąć prysznic i zjeść obiad.

W ten sposób według szacunków spółka BRW dość szybko przejęła ponad dwie trzecie polskiego eksportu na tamte rynki.

Czas kuchni systemowych

Tak było aż do 1996 r., kiedy kryzys rosyjski zamknął prawie cały wschodni rynek. Chmiel się nie poddał. Wraz z pracownikami ruszył w Polskę szukać nowych odbiorców. Udało się. W następnym roku spółka BRW miała już w Polsce przeszło 1,5 tys. punktów sprzedaży. Zaczęła też regularnie pokazywać swoje meble na targach w Poznaniu. Właśnie wtedy BRW otworzył pierwsze własne sklepy wielkopowierzchniowe w Krakowie, Dąbrowie Górniczej, Zabrzu, a wkrótce w Gdańsku i Poznaniu.

Pewnie spółka BRW nie odniosłaby takiego sukcesu, gdyby nie zupełnie nowa filozofia mebli kuchennych. Co prawda znajdowały się one od początku w ofercie firmy, jednak były to dość proste zestawy, jak Ewa, Korona czy Ola. Dopiero pod koniec lat 90. w ofercie pojawiły się kuchnie systemowe, czyli takie, które klienci sami mogli tworzyć z wielu oferowanych szafek. Dziś meble kuchenne BRW znajdują się w co piątym polskim mieszkaniu.

Grupa BRW

BRW jest dziś największą polską grupą meblarską. Nie tylko produkuje meble, ale sprzedaje także produkty innych firm. Oferta salonów Black Red White jest kompleksowo uzupełniona choćby artykułami wyposażenia wnętrz. Spółka szczyci się około 20-procentowym udziałem w rynku pod względem wartości sprzedaży.

Grupa BRW to 22 spółki, w tym 11 mieszczących się za granicą: m.in. na Ukrainie, Białorusi, Słowacji czy w Rosji. Grupa ma 21 zakładów produkcyjnych w Polsce i za granicą. Największym jest ten w Biłgoraju, gdzie do dziś znajduje się centrala.

Żeby dopełnić obrazu BRW, trzeba dodać, że meble tej marki można kupić w 800 sklepach partnerskich, 74 własnych salonach, z których 12 to sklepy wielkopowierzchniowe.

Meble biłgorajskiej marki kupimy w ponad 40 krajach świata, począwszy od Czech, przez Grecję, po Nową Zelandię i Kanadę. W grupie Black Red White i w firmach współpracujących zatrudnionych jest ok. 11 tys. osób.

Tadeusz Chmiel

W listopadzie skończy 62 lata. W setce miesięcznika „Forbes” jest na 37. miejscu z majątkiem szacowanym przez to pismo na 1,041 mld zł. Inne źródła mówią nawet o 1,8 mld zł. Chmiel kontroluje ok. 50 proc. udziałów firmy Black Red White. Wraz z żoną Marzeną i dwójką dzieci mieszka w Lublinie.

100 firm na stulecie100 firm na stulecie Grzegorz Kubicki

AKCJA „WYBORCZEJ” – „100 FIRM NA STULECIE”

Nasza niepodległość liczy sobie już 100 lat. To niezwykły jubileusz, który jak żaden inny powinien być szansą nie tylko na świętowanie ponad podziałami, ale i na chwilę refleksji nad tym, co nam jako społeczeństwu przez te 100 lat się udało. Skąd wyruszaliśmy i dokąd udało nam się dojść.

Na co dzień historii lubimy się przyglądać przez pryzmat bitew, wojen, wielkiej polityki. To efektowne, ale upraszcza obraz, przynosi konkretne wnioski, a przy okazji recepty na przyszłość. Rozwój gospodarki, ekonomia, przedsiębiorczość, codzienna praca – kojarzą się bardziej przyziemnie.

A przecież historia niepodległej Polski to także historia jej rozwoju ekonomicznego. Gospodarki, która po pierwszych latach szoku związanego z końcem pierwszej wojny światowej, rozbudzonymi oczekiwaniami społecznymi, trudnościami z dopasowaniem trzech części, z których „zszywano” nową Polskę, wpadła najpierw w wojnę handlową z Niemcami, a potem oberwała światowym kryzysem gospodarczym. I gdy w końcu zyskała oddech i zaczęła się rozwijać, to zaraz spotkała ją kolejna wojna, a potem ponad 40 lat brutalnego eksperymentu społeczno-gospodarczego zwanego realnym socjalizmem. Ten ostatni, domykający stulecie okres gospodarki wolnorynkowej to przecież „tylko” niecałe 29 lat...

Przez ostatnie 100 lat w Polsce były i są firmy i Firmy. Te drugie, pisane wielką literą, tworzyły i tworzą jakość samą w sobie, były i są składnikiem naszej tradycji, jakże ważną częścią historii, kapitałem społecznym. Warto o nich opowiedzieć w stulecie niepodległości.

Wybierzmy 100 z nich.

To oczywiście kropla w morzu polskiej przedsiębiorczości. Członków złotej setki chcemy dobrać tak, by razem tworzyli stuletni pejzaż zmieniającej się, rozwijającej gospodarki naszego państwa. Wybór jest trudny. Na razie w wewnątrzredakcyjnej dyskusji wyłoniliśmy kilkadziesiąt przedsiębiorstw. Pomóżcie nam wybrać kolejne.

Wasze propozycje przysyłajcie na adres stonasto@agora.pl. To mogą być firmy, które prowadzicie, w których pracujecie lub pracowaliście. Albo po prostu takie, które szanujecie i podziwiacie za to, co i jak robią. Wszystkie głosy weźmiemy pod uwagę, nasza lista nie jest jeszcze kompletna.

Wspólnie wybieramy firmy, które współtworzą historię Polski. Historię, z której wspólnie chcemy być dumni także za kolejne 100 lat.

WIĘCEJ O AKCJI NA wyborcza.pl/100firm

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.