Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Soki Kubuś i napoje Tymbark, makarony Lubella albo dżemy Łowicz – chyba nie ma w Polsce domu, w którym domownicy choćby raz nie jedli lub nie pili któregoś z tych produktów. Nie każdy ma jednak świadomość, że oprócz rozpoznawalności mają one jeszcze jeden wspólny mianownik – producenta: spółkę Maspex z Wadowic.

Firma skupia obecnie kilkanaście różnych marek, co czyni ją jednym z potentatów w branży spożywczej w Europie Środkowo-Wschodniej.

Przelewając z pełnego w puste

Droga do tego sukcesu to – jak mówią założyciele Maspexu – „typowa ścieżka polskiego kapitalizmu”: od garażu do miliardów. Wszystko zaczęło się, gdy Polska wkraczała w nowy, demokratyczny rozdział historii i rodziła się wolnorynkowa gospodarka. Wówczas Krzysztof Pawiński, obecny prezes Maspexu, kończył studia na Akademii Górniczo-Hutniczej. Oprócz magisterki z budownictwa podziemnego na uczelni zrobił także doktorat z przepływów substancji fizycznych w podziemnych pomieszczeniach. Jako młody naukowiec często wyjeżdżał do Niemiec. Pod koniec lat 80. półki rodzimych sklepów świeciły pustkami, za to te na Zachodzie uginały się od towarów.

Co więc zrobił ekspert od przepływów? Zaczął przelewać z pełnego w puste. Nawiązał kontakty z producentami z Zachodu, zorganizował kolegów ze studiów i wspólnie zaczęli sprowadzać do Polski to, czego brakowało. Hitem okazały się zabielacze do kawy. W ten sposób w 1990 r. narodziła się firma Maspex. Założyło ją w Wadowicach pięciu kolegów: Krzysztof Pawiński, Zdzisław Stuglik, Jerzy Kasperczyk, Sławomir Rusinek i Józef Szczur. 

– W biznesie pomogła nam atmosfera i unikalny klimat tamtych lat. Nie było kapitału, był za to fantastyczny rynek, przyjazny i głodny. Kiedy rodził się kapitalizm, wszyscy pragnęli czegoś nowego, własnego, ale nie każdemu tę chęć udało się przekuć w sukces – opowiada o początkach firmy Pawiński.

Maspex zaczął od sprzedaży sprowadzanych z Niemiec produktów, które brandował własnymi nazwami: zabielaczy do kawy Coffeeta czy kakao DecoMorreno. Po trzech latach uruchomił własną produkcję – najpierw herbatki owocowe Ekoland, napój kakaowy Puchatek, cappuccino i gorąca czekolada La Festa.

Dlaczego się udało?

– Po pierwsze: działaliśmy wspólnie. To wyjątkowe, bo robienie biznesu przez pięć, a potem sześć niezależnych osób jest dużym wyzwaniem. Nie poróżniły nas pierwsze sukcesy i pierwsze zarobione pieniądze – mówi prezes. – Każdy wniósł do firmy maksimum tego, co mógł dać. Każdy był i jest ważny. To, co nas wyróżniało na początku, to wiara, że się uda, marzenia o stworzeniu polskiej firmy o europejskich standardach. Wyróżniała nas pasja do tego, co robimy. I ta pasja jest w nas do dziś.

Apetyt rośnie

Najbardziej znaczącym momentem był rok 1995 i pierwsze duże przejęcie sfinalizowane przez Maspex. Pod skrzydła spółki trafił wówczas zakład przetwórstwa owoców Polska Żywność z Olsztynka. To tam zaczęła się historia i późniejszy sukces soków Kubuś.

– Dostrzegliśmy potencjał w wytwarzanym tam soku marchwiowym, który do pewnego momentu kojarzył się tylko z cierpkim smakiem. Po połączeniu marchewki z owocami Kubuś stał się produktem, który ma doskonały smak, a mamy i dzieci go uwielbiają. Dzięki inwestycji w zaplecze produkcyjne, rozpoznawalność marki i dystrybucję z produktu lokalnego stworzyliśmy ogólnokrajowy. Na własne oczy obserwowaliśmy, jak nisza rynkowa przekształca się w dużą kategorię, bo dzisiaj soki i napoje dla dzieci to 18 proc. tego, co pijemy – chwali się Pawiński.

Nic dziwnego, że w miarę sukcesu apetyt przedsiębiorców z Wadowic zaczął rosnąć. Z roku na rok na koncie Maspexu zaczęło przybywać dużych i smakowitych kąsków. Dzięki kolejnym przejęciom firma stała się właścicielem takich rozpoznawalnych marek jak Cremona, Tymbark, Lubella, Mlekołaki, Plusssz, Tiger czy Malma. Stawiała też własne fabryki i coraz mocniej rozpychała się za granicą (ma spółki zależne i zakłady produkcyjne w Czechach, Rumunii, Bułgarii, na Słowacji, Węgrzech i Litwie). Dziś produkty Maspexu znajdziemy na sklepowych półkach w aż 50 krajach na świecie.

Do największej transakcji w historii spółki doszło w 2015 r. Wówczas od innego giganta spożywczego – firmy Agros-Nova (należącej do skandynawskiego funduszu IK Investment Partners) – kupiono siedem kolejnych marek: Łowicz (dżemy), Krakus (warzywa konserwowe), Kotlin i Włocławek (keczupy i koncentraty pomidorowe), Fruktus (majonezy, musztardy i sosy), Tarczyn i DrWitt (soki). W ręce Maspexu trafiły wówczas także dwa kolejne zakłady produkcyjne – w Łowiczu i Wąsoszu.

Rok później firma z Wadowic kupiła jeszcze trzy zakłady oraz markę Bucovina – wicelidera na rynku wody w Rumunii. W 2017 r. do portfolio trafiły także zakład produkcyjny wody mineralnej Velingrad w Bułgarii oraz sześć farmaceutyków.

Ciągłe inwestycje

To właśnie na dwa ubiegłe lata przypada okres największej prosperity w historii firmy. W 2017 r. skonsolidowane przychody ze sprzedaży Grupy Maspex osiągnęły rekordowy poziom – 4,42 mld zł. Na tym jednak spółka nie poprzestaje i ciągle inwestuje. W maju tego roku w Lublinie uruchomiła nowoczesny kompleks produkcyjny ze zautomatyzowanym centrum logistycznym o wartości 130 mln zł. Miesiąc później Maspex otworzył w Olsztynku kompleks produkcyjno-magazynowy wart 170 mln.

– W tym roku sfinalizowaliśmy gigantyczny projekt, dzięki któremu będziemy mogli nie tylko poszerzać naszą ofertę, ale także jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby naszych partnerów handlowych – mówi o tych inwestycjach Dorota Liszka, rzeczniczka spółki. – Najważniejsze inwestycje w obszarze produkcji realizujemy w Łowiczu i obejmują one m.in. budowę zakładu produkcyjnego z instalacją nowoczesnych linii produkcyjnych, budowę zautomatyzowanego magazynu wyrobów gotowych, rozbudowę zaplecza służącego przetwórstwu owoców i warzyw, trwa też budowa centrum produkcyjnego. Biorąc pod uwagę nasze zagraniczne oddziały, inwestujemy równocześnie m.in. na Węgrzech, w Rumunii i Czechach.

Ale – jak niemal w każdym biznesie – oprócz blasków zdarzały się też momenty kryzysowe.

Taki przydarzył się choćby w środku ubiegłorocznych wakacji. A to za sprawą grafiki, która w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego (1 sierpnia) pojawiła się na oficjalnym fanpage’u napoju Tiger Energy Drink. Na zdjęciu był środkowy palec z przewiązaną kokardką, a całość opatrzono hasłem: „1 sierpnia. Dzień Pamięci. Chrzanić to, co było, ważne to, co będzie!”. Wybuchł skandal. Administratorzy konta usunęli grafikę, ale w Maspex uderzyła fala krytyki. Za wpadkę w mediach i na kanałach społecznościowych przepraszał prezes Pawiński. W ramach zadośćuczynienia Maspex przelał na konto Światowego Związku Żołnierzy AK 500 tys. zł, a w tym roku wspólnie z Muzeum Powstania Warszawskiego uruchomił projekt edukacyjny „Parasol Historii. Wspomnienie ’44”. Bezpośrednio po wpadce wizerunkowej w mediach branżowych pojawiły się informacje, że bojkot Tigera pomógł właścicielowi marki ,zamiast zaszkodzić, a sprzedaż energetyka zamiast zmaleć, zaczęła rosnąć. Przedstawiciele Maspexu takich informacji nie potwierdzają, zasłaniając się tajemnicą handlową. Rzeczniczka spółki zdradza jedynie: – Sprzedaż co prawda nie spadła, ale była poniżej naszych oczekiwań.

100 firm na stulecie100 firm na stulecie Grzegorz Kubicki

AKCJA „WYBORCZEJ” – „100 FIRM NA STULECIE”

Nasza niepodległość liczy sobie już 100 lat. To niezwykły jubileusz, który jak żaden inny powinien być szansą nie tylko na świętowanie ponad podziałami, ale i na chwilę refleksji nad tym, co nam jako społeczeństwu przez te 100 lat się udało. Skąd wyruszaliśmy i dokąd udało nam się dojść.

Na co dzień historii lubimy się przyglądać przez pryzmat bitew, wojen, wielkiej polityki. To efektowne, ale upraszcza obraz, przynosi konkretne wnioski, a przy okazji recepty na przyszłość. Rozwój gospodarki, ekonomia, przedsiębiorczość, codzienna praca – kojarzą się bardziej przyziemnie.

A przecież historia niepodległej Polski to także historia jej rozwoju ekonomicznego. Gospodarki, która po pierwszych latach szoku związanego z końcem pierwszej wojny światowej, rozbudzonymi oczekiwaniami społecznymi, trudnościami z dopasowaniem trzech części, z których „zszywano” nową Polskę, wpadła najpierw w wojnę handlową z Niemcami, a potem oberwała światowym kryzysem gospodarczym. I gdy w końcu zyskała oddech i zaczęła się rozwijać, to zaraz spotkała ją kolejna wojna, a potem ponad 40 lat brutalnego eksperymentu społeczno-gospodarczego zwanego realnym socjalizmem. Ten ostatni, domykający stulecie okres gospodarki wolnorynkowej to przecież „tylko” niecałe 29 lat...

Przez ostatnie 100 lat w Polsce były i są firmy i Firmy. Te drugie, pisane wielką literą, tworzyły i tworzą jakość samą w sobie, były i są składnikiem naszej tradycji, jakże ważną częścią historii, kapitałem społecznym. Warto o nich opowiedzieć w stulecie niepodległości.

Wybierzmy 100 z nich.

To oczywiście kropla w morzu polskiej przedsiębiorczości. Członków złotej setki chcemy dobrać tak, by razem tworzyli stuletni pejzaż zmieniającej się, rozwijającej gospodarki naszego państwa. Wybór jest trudny. Na razie w wewnątrzredakcyjnej dyskusji wyłoniliśmy kilkadziesiąt przedsiębiorstw. Pomóżcie nam wybrać kolejne.

Wasze propozycje przysyłajcie na adres stonasto@agora.pl. To mogą być firmy, które prowadzicie, w których pracujecie lub pracowaliście. Albo po prostu takie, które szanujecie i podziwiacie za to, co i jak robią. Wszystkie głosy weźmiemy pod uwagę, nasza lista nie jest jeszcze kompletna.

Wspólnie wybieramy firmy, które współtworzą historię Polski. Historię, z której wspólnie chcemy być dumni także za kolejne 100 lat.

WIĘCEJ O AKCJI NA wyborcza.pl/100firm

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.