Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tomasz Czoik: Kiedy zrodziła się u pana pasja do komputerów i informatyki?

Jarosław Czaja: Bardzo wcześnie, jeszcze w podstawówce. Byłem zafascynowany komputerami. Pierwszym domowym sprzętem był ZX Spectrum mojego starszego brata. Później zamienił go na Commodore 64. Nieco lepsza maszyna, ale ciągle 8-bitowa. Gdy byłem w siódmej klasie, w 1992 r., rodzice kupili mi mój pierwszy komputer z prawdziwego zdarzenia – Amigę 500. 16 bitów, konkretna grafika. To już było coś. Przekonywałem wtedy mamę, że grzech nie wziąć (śmiech). Dwa lata później przesiadłem się na Amigę 1200. Chyba miałem taki komputer jako pierwsza osoba na osiedlu.

Komputery traktował pan wówczas jako zabawę?

– Wręcz przeciwnie. Grałem niewiele, za to namiętnie kupowałem kolejne numery „Bajtka”, czekałem na dostępne tam listingi programów, które można było przepisać na komputerze i uruchomić. Niektórych z nich z różnych przyczyn nie udawało mi się zapisać i cała praca, trwająca nawet pół dnia, szła na marne. Z dzisiejszej perspektywy nie wygląda to być może ciekawie, ale wtedy sprawiało mi ogromną frajdę. W szkole interesowałem się przede wszystkim tymi przedmiotami, które mogły mi się przydać w programowaniu. W podstawówce była to matematyka. W szkole średniej na to miejsce weszła informatyka i w tym kierunku wybrałem studia. Najwięcej swoich wolnych godzin poświęcałem pracy nad różnorakimi programami. 

Jak rodzice podchodzili do pana pasji? Odganiali kiedykolwiek od komputera?

– Miałem dużo swobody. Nie tylko nie odganiali, ale regularnie finansowali moje kolejne zachcianki, co w tamtych czasach nie było tak proste jak dziś. Ilekroć było mi coś potrzebne, np. nowy komputer czy procesor, mogłem na nich liczyć. Zapewne moje prośby były spełniane kosztem ich wyrzeczeń. 

Kiedy pojawiły się pierwsze pieniądze z programowania?

– Pierwsze komercyjne zlecenia wpadły mi na początku studiów. W 1998 r. przygotowałem dla jednej z firm oprogramowanie dla systemu monitoringu wideo. Rok później pojawił się projekt dla Planetarium Śląskiego. Całkiem dobrze to wyszło, bo opracowane prawie 20 lat temu oprogramowanie funkcjonuje do dziś. W kolejnych latach były projekty już w ramach Future Processing – m.in. SkyNavigator, oprogramowanie, które miało wspomagać poszukiwania obiektów niegwiazdowych na obrazach nieba, a także system automatycznego rozpoznawania twarzy dla klienta brytyjskiego tworzony przez nasz pierwszy czteroosobowy zespół. 

Z różnych artykułów na temat FP wynika jednak, że pierwsze lata waszej działalności nie były tłuste. Co okazało się przełomem?

– Długo szukaliśmy swojej drogi. Bliżej mi było do inżyniera niż biznesmena. Tworzyliśmy projekty ciekawe technologicznie, ale nie przynosiły one komercyjnego sukcesu. To było stresujące i rozczarowujące. Po kilku latach działalności w mocno start-upowym klimacie zaczęliśmy budować bardziej przewidywalny biznes – oparty na projektach zlecanych przez klientów, którzy brali na siebie ryzyko rynkowe, a potrzebowali wsparcia na poziomie technicznym. No i w końcu zaczęły się pojawiać pieniądze, a z nimi większa stabilizacja. Przełomem był 2007 r. i współpraca z brytyjską firmą Wayfarer tworzącą systemy biletowe dla transportu publicznego. To było dla nas gigantyczne przedsięwzięcie. Dzięki temu zleceniu w krótkim czasie nasz zespół urósł do 50 osób. Niedługo potem zaczęli się pojawiać kolejni klienci, m.in. z branży ubezpieczeniowej i wydawniczej. Nasze przychody dynamicznie rosły, a z nimi nasz zespół i gotowość do pozyskiwania oraz realizacji kolejnych projektów. 

Co jeszcze zadecydowało o sukcesie?

– Z pewnością nasz zespół i wypracowanie pewnej kultury organizacyjnej. Mieliśmy kolejne cele, poprzeczka szła w górę, ale zawsze dawaliśmy radę. Myślę, że to kwestia determinacji, odrobiny szczęścia, ale przede wszystkim tego, że działaliśmy zespołowo. To był dobry fundament, na którym dało się wiele zbudować. I poświęcamy dużo uwagi,
by tego nie stracić. Nasz zespół jest świadomy, jaka jest sytuacja firmy, i staramy się, by osoby dostrzegające różnorakie problemy miały możliwość wpływania na to, co się dzieje. Myślę, że duże firmy potrafią skutecznie zabijać w pracownikach pasję i odpowiedzialność za organizację. Za wszelką cenę staramy się tego uniknąć.

Future Processing jest zaangażowane w różnorodne projekty. Co jest ich wspólną wartością?

– Żyjemy w ciekawych czasach, gdzie technologia w coraz większym stopniu wpływa na rzeczywistość. Przyświeca nam idea, by przez realizowane projekty dawać ludziom i organizacjom możliwość wykorzystania ich pełnego potencjału. Jesteśmy na bieżąco z tym, co się dzieje w świecie IT, i mamy fachowców, którzy są w stanie przełożyć umiejętności i doświadczenia na rozwiązania dla klientów. Nasze działania dotyczą różnych obszarów, mamy projekty związane z opieką zdrowotną, inteligentnym miastem, przemysłem i usługami finansowymi. W każdym przypadku inwestujemy w to, by zrozumieć daną branżę i jej problemy, a dla klientów być nie tylko dostawcą technologii, ale też partnerem biznesowym – widzimy siebie w roli pomostu pomiędzy światem technologii i biznesu. 

Stawiamy na innowację. Przykładem może być sztuczna inteligencja, którą zajmujemy się od początku istnienia firmy, a w ostatnich latach dostrzegamy coraz więcej możliwości zastosowania tej technologii w branżach klientów. W oparciu o tzw. uczenie głębokie wspieramy diagnostykę medyczną na podstawie obrazów z tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego. Analizujemy obrazy satelitarne pod kątem monitorowania stanu środowiska naturalnego. Przeprowadzamy wizyjną kontrolę jakości na liniach produkcyjnych. Sądzę, że automatyzacja w wielu kolejnych obszarach stanie się wkrótce możliwa. Komputery są coraz szybsze, dysponują ogromnymi zbiorami danych, a metody i narzędzia uczenia maszynowego stale się rozwijają. 

Firma zaznacza swój ślad także w... kosmosie.

– Zawiązanie konsorcjum FP Space i udział Future Processing w projektach dla Europejskiej Agencji Kosmicznej to dla mnie spełnienie marzeń. Wspomniałem już o tym – pierwszym produktem FP w roku 2000 był SkyNavigator, którego zadaniem było szukanie obiektów niegwiazdowych na obrazach nieba. Nie udało się odkryć nowej komety ani zrobić na tym biznesu, ale dla mnie jako programisty praca nad SkyNavigatorem to było naprawdę coś.

Gdy dwa lata temu zaangażowaliśmy się w projekt PW-Sat2, a teraz w konsorcjum FP Space, wróciła mi inżynierska ekscytacja. Myślę, że to szczęście działać w IT w dzisiejszych czasach. Nie tylko w coraz większym stopniu wpływamy na otaczający świat, ale możemy dorzucić swój kawałek do tak ambitnych przedsięwzięć jak dalsza eksploracja kosmosu. Moim zdaniem rozwój autonomicznych sond kosmicznych i technologii robotycznych przyspieszy eksplorację kosmosu, która stanowi kolejny krok dla postępu ludzkości.

W ramach konsorcjum FP Space w Future Processing pracujemy nad stworzeniem oprogramowania, które będzie wspierać automatyzację przetwarzania zdjęć satelitarnych. Pozwoli to m.in. na efektywniejszą i mniej kosztowną niż obecnie ocenę poziomu eutrofizacji śródlądowych wód powierzchniowych. Inne nasze wyzwanie to opracowanie rozwiązań algorytmicznych pozwalających na podnoszenie rozdzielczości obrazów satelitarnych, co ma ogromne znaczenie praktyczne, zwiększając obszar zastosowań obrazów rejestrowanych przez poszczególne satelity. FP i nasza spółka córka FP Instruments są również zaangażowane w umieszczenie na orbicie czwartego polskiego satelity PW-Sat2. Przetestuje on technologię „żagla deorbitacyjnego”, która pozwoli na skrócenie czasu zejścia z orbity zbędnych satelitów. Ten projekt realizuje Politechnika Warszawska, a my go wspieramy. 

Nowa wizja rozwoju FP zakłada, że znów coraz śmielej będziecie stawiać na autorskie projekty. Macie w przyszłości zamiar całkowicie odejść od tworzenia na zlecenie?

– Nie chcemy porzucać robienia oprogramowania na zlecenie. To biznes, który działa dobrze, w którym mamy 18-letnie doświadczenie i wielu zadowolonych klientów. Daje nam to warunki do planowania rozwoju firmy w kolejnych latach. Rozwoju właśnie tej części firmy pracującej dla klientów oraz tej drugiej, inwestycyjnej, bazującej na własnych projektach. Nasze inwestycje wynikają z tego, że nowe technologie zmieniają naszą rzeczywistość, i chcemy mieć w tym swój udział. 

JAROSŁAW CZAJA

Prezes i właściciel gliwickiej firmy Future Processing. Ur. w 1978 r. Gdy w 2000 r. zakładał FP, nie spodziewał się, że firma stanie się graczem na globalnym rynku produktów usług, z powodzeniem konkurującym ze światowymi firmami IT. 
Dzisiaj Future Processing to zespół ponad 900 osób. Firma podejmuje ambitne wyzwania i pragnie wywierać pozytywny wpływ na świat poprzez inspirujące przedsięwzięcia biznesowe. FP współpracuje z największymi przedsiębiorstwami na świecie. W 2016 r. firma podpisała strategiczne partnerstwo z Microsoftem w ramach inicjatywy CityNext, czyli tzw. inteligentnych miast przyszłości. W 2017 r. przychody Future Processing wyniosły 98,4 mln zł.

100 firm na stulecie100 firm na stulecie Grzegorz Kubicki

AKCJA „WYBORCZEJ” – „100 FIRM NA STULECIE”

Nasza niepodległość liczy sobie już 100 lat. To niezwykły jubileusz, który jak żaden inny powinien być szansą nie tylko na świętowanie ponad podziałami, ale i na chwilę refleksji nad tym, co nam jako społeczeństwu przez te 100 lat się udało. Skąd wyruszaliśmy i dokąd udało nam się dojść.

Na co dzień historii lubimy się przyglądać przez pryzmat bitew, wojen, wielkiej polityki. To efektowne, ale upraszcza obraz, przynosi konkretne wnioski, a przy okazji recepty na przyszłość. Rozwój gospodarki, ekonomia, przedsiębiorczość, codzienna praca – kojarzą się bardziej przyziemnie.

A przecież historia niepodległej Polski to także historia jej rozwoju ekonomicznego. Gospodarki, która po pierwszych latach szoku związanego z końcem pierwszej wojny światowej, rozbudzonymi oczekiwaniami społecznymi, trudnościami z dopasowaniem trzech części, z których „zszywano” nową Polskę, wpadła najpierw w wojnę handlową z Niemcami, a potem oberwała światowym kryzysem gospodarczym. I gdy w końcu zyskała oddech i zaczęła się rozwijać, to zaraz spotkała ją kolejna wojna, a potem ponad 40 lat brutalnego eksperymentu społeczno-gospodarczego zwanego realnym socjalizmem. Ten ostatni, domykający stulecie okres gospodarki wolnorynkowej to przecież „tylko” niecałe 29 lat...

Przez ostatnie 100 lat w Polsce były i są firmy i Firmy. Te drugie, pisane wielką literą, tworzyły i tworzą jakość samą w sobie, były i są składnikiem naszej tradycji, jakże ważną częścią historii, kapitałem społecznym. Warto o nich opowiedzieć w stulecie niepodległości.

Wybierzmy 100 z nich.

To oczywiście kropla w morzu polskiej przedsiębiorczości. Członków złotej setki chcemy dobrać tak, by razem tworzyli stuletni pejzaż zmieniającej się, rozwijającej gospodarki naszego państwa. Wybór jest trudny. Na razie w wewnątrzredakcyjnej dyskusji wyłoniliśmy kilkadziesiąt przedsiębiorstw. Pomóżcie nam wybrać kolejne.

Wasze propozycje przysyłajcie na adres stonasto@agora.pl. To mogą być firmy, które prowadzicie, w których pracujecie lub pracowaliście. Albo po prostu takie, które szanujecie i podziwiacie za to, co i jak robią. Wszystkie głosy weźmiemy pod uwagę, nasza lista nie jest jeszcze kompletna.

Wspólnie wybieramy firmy, które współtworzą historię Polski. Historię, z której wspólnie chcemy być dumni także za kolejne 100 lat.

WIĘCEJ O AKCJI NA wyborcza.pl/100firm

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.