Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tomasz Cylka: Różne polskie marki AGD próbowały na stałe zaistnieć na naszym rynku. Ale to wroniecka Amica jest dziś obecna niemal w każdym domu. Jak to się zaczęło?

Jacek Rutkowski, prezes zarządu Grupy Amica: Fabryka Kuchni we Wronkach, bo taka była poprzednia nazwa obecnej firmy Amica SA, już pod koniec lat 80. zaczęła eksportować kuchnie wolnostojące na zachód Europy – do ówczesnej Republiki Federalnej Niemiec. Prawdziwy skok nastąpił w 1994 r., kiedy w procesie prywatyzacji – Bank Handlowy i Holding Wronki wygrali przetarg na kupno fabryki. O szybkości rozwoju firmy świadczą dwie liczby: sprzedaż w roku 1994 wynosiła 140 mln zł, a w 2017 - prawie 2,7 mld. Także z początku lat 90. pochodzi marka Amica, która obecnie jest najbardziej znaną marką AGD w Polsce.

A jak pan znalazł się w tym w biznesie? W latach 70. studiował pan na roku m.in. razem z Andrzejem Byrtem – wieloletnim prezesem MTP i ambasadorem RP w Niemczech i Francji oraz Jackiem Kseniem, który budował potęgę WBK. Trzech absolwentów z jednego roku ówczesnej Akademii Ekonomicznej w Poznaniu odniosło ogromny sukces. To się rzadko zdarza.

- Myślę, że to przypadek. Pracowaliśmy w różnych branżach. Jacek Kseń w bankowości, Andrzej Byrt był przede wszystkim dyplomatą, a ja zaczynałem w handlu zagranicznym, a później w szeroko rozumianym biznesie. Ale nie ulega wątpliwości, że ówczesny kierunek handlu zagranicznego na obecnym Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu stał na wysokim poziomie i dobrze nas przygotował – nawet do wówczas nieprzewidywalnych zmian politycznych i gospodarczych.     

Jak zatem wyglądał polski rynek AGD 20 lat temu, a jaki jest dzisiaj?

- Przede wszystkim ponad 20 lat temu wszyscy w Polsce uczyli się biznesu. Niektóre firmy zostały sprywatyzowane szybciej, inne wolniej, a część firm państwowych w ogóle zniknęła z powierzchni. Pojawili się też nowi przedsiębiorcy, którzy dostrzegli szanse na rozwój. W naszej branży AGD dotyczyło to przede wszystkim handlu. Handlowe sieci państwowe jak ZURiT [Zakład Usług Radiotechnicznych i Telewizyjnych, sieć zajmująca się w czasach PRL sprzedażą i naprawami urządzeń elektronicznych domowego użytku] przestały istnieć. W ich miejsce powstały setki mniejszych lub większych hurtowni, sklepów, sklepików etc.

W kraju był ogromny popyt na sprzęt AGD i nie byliśmy w stanie go zaspokoić. Był to wówczas rynek producenta. Ale w ciągu ostatnich 20 lat nastąpiły kolosalne zmiany. Do Polski weszli praktycznie wszyscy liczący się producenci AGD, tacy jak Whirlpool czy Siemens. Po stronie handlu nastąpiła ogromna konsolidacja. Z tego wyłoniły się trzy wielkie, polskie sieci handlowe i kilku silnych, lokalnych dystrybutorów. Na rynek weszły także międzynarodowe koncerny. Ale polskie sieci handlowe odparły ten atak i dzisiaj na rynku mamy tylko jedną międzynarodową sieć handlową, która zresztą nie jest w pierwszej trójce pod względem obrotów.

Gusta Polaków też się zmieniły?

- Zmienił się polski konsument. Widzimy to np. po wzroście sprzedaży sprzętu do zabudowy. Klienci mają dzisiaj więcej pieniędzy i bardziej wyrafinowany smak. Szukają urządzeń AGD, które poza aspektami technicznymi spełniają także wysokie wymagania pod względem designu. Dzisiaj kuchnie stały się miejscami niezwykle wyeksponowanymi, a ich wygląd wpływa znacząco na wystrój całego mieszkania. Sprzęt AGD, choćby ze względu na swój rozmiar, stanowi widoczny element pomieszczenia, a to oznacza, że stał się ważną częścią nowoczesnego wnętrza. My musimy te zmiany dostrzegać i się do nich dostosować.

Polskie firmy produkują towary przede wszystkim na nasz rodzimy rynek, czy też stawiają na eksport? Jak to wygląda w przypadku Amiki?   

- Już 30 lat temu, jeszcze jako wroniecka Fabryka Kuchni, widzieliśmy szanse naszego rozwoju na rynkach zagranicznych. Pierwszym naszym rynkiem w Europie Zachodniej, na którym zbieraliśmy bezcenne doświadczenia, był w 1987 r. rynek niemiecki. Mówiliśmy wtedy, że jeżeli spełnimy kryteria tamtejszych, wymagających klientów, nic nie zatrzyma nas w drodze do podboju Europy. I tak się stało. Dzisiaj sprzedajemy towary za ponad dwa miliardy złotych na rynkach międzynarodowych i stanowi to 75 proc. naszego obrotu.

Czy polityka ma ogromny wpływ na biznes, patrząc choćby na rynek rosyjski?

- Polityka ma zawsze wpływ na biznes – stricte, jak w przypadku wojny handlowej USA – Chiny czy  sankcji wobec Rosji. Główny jednak wpływ rządów i polityki widzimy w kształtowaniu warunków makroekonomicznych czy ram prawnych w danym kraju. W ostatnich latach kilkakrotnie rezygnowaliśmy z decyzji akwizycyjnych lub inwestycyjnych w niektórych krajach ze względu na niestabilny ekosystem prawny.

Trudny był rok 2009. Światowy kryzys gospodarczy wpłynął również na Amikę. Sprzedano fabryki Samsungowi, firma była na krawędzi upadłości. Nie było innego wyjścia niż sprzedaż?

- W roku 2009 było bardzo ciężko, gdyż Amica była mocno zadłużona. Wprowadziliśmy radykalny program sanacyjny [restrukturyzacja zadłużenia firmy] i zapewne udałoby nam się wyjść z opresji. Jednakże decyzja o sprzedaży nierentownych fabryk pralek i lodówek była w tamtym okresie właściwa. Uzyskaliśmy dwa efekty: zredukowaliśmy znacznie dług i pozbyliśmy się fabryk przynoszących straty. W efekcie już w 2011 r. Amica weszła na drogę szybkiego wzrostu zysku. W ubiegłym roku zysk netto wyniósł 150 mln zł.

Jak to się stało, że mimo tylu trudności Amica przetrwała, choć tylu waszych konkurentów upadło?

- Podstawą jest dobra jakościowo produkcja i ekspansja eksportowa. Postawiliśmy na młodych, dynamicznych ludzi, którzy chcą coś osiągnąć w życiu. I nie chodzi tylko o pieniądze – chcą mieć też sukces! Ale w biznesie tak jest, że jedne firmy odchodzą w przeszłość, jak Kodak w Stanach Zjednoczonych czy w Polsce Łucznik, a inne powstają - jak Apple czy nasze RTV EURO AGD. Przez te lata Amica przeszła trudną drogę, ale od kilku lat rozwijamy się na tyle dynamicznie, że możemy realnie myśleć o dołączeniu na stałe do czołówki europejskich producentów sprzętu AGD.

Udało się zatem wyjść na prostą. Co dalej?

- Realizujemy opracowaną w 2013 r. dziesięcioletnią strategię HIT 2023. Chcemy za pięć lat osiągnąć ok. 1-1,2 mld euro wartości sprzedaży. Koncentrujemy się na Europie i jesteśmy mocni – oprócz Polski – w Niemczech, Skandynawii, Rosji, Anglii i Francji. Czeka nas jeszcze wejście na kilka dużych rynków europejskich i nad tym pracujemy.

Planujemy dalszy rozwój sprzedaży w Europie ze szczególnym uwzględnieniem wzmocnienia naszej obecności w sektorze studiów mebli kuchennych (SMK). W związku z tym otworzyliśmy w tym roku w Poznaniu wyjątkowy w skali kraju firmowy showroom. Nasza inwestycja już zaczęła odgrywać ważną rolę, jeżeli chodzi o wsparcie sprzedaży i budowanie relacji z klientami. Showroom nie tylko pozwala zapoznać się z najnowszymi produktami Amiki. Buduje także wizerunek firmy z ogromnymi tradycjami i zapleczem w postaci własnej fabryki, w której mamy m.in. nowoczesny dział R & D czy niedawno otwarte w pełni zdigitalizowane centrum logistyczne pozwalające na sprawną obsługę klientów, niezależnie od ich położenia geograficznego. Jest to niezwykle ważne z punktu widzenia firmy, która stawia na ekspansję na rynkach zagranicznych. W ten sposób przedstawiamy nasze kompetencje nawet tym spośród potencjalnych klientów, którzy do tej pory nie prowadzili swojego biznesu z firmami z Polski, a więc nie znają dobrze rynku polskiego. W tego typu relacjach podstawą sukcesu jest budowa wiarygodności i pokazanie solidności partnera.

Rozwijamy także moce produkcyjne w naszej fabryce kuchni we Wronkach. Chcemy w tym roku wyprodukować prawie 1,5 mln sztuk piekarników i kuchni wolnostojących oraz pół miliona płyt grzewczych. Ponadto dużym wydarzeniem w tym roku będzie zaprezentowanie rynkowi nowoczesnego, dużego piekarnika, który mamy zamiar pokazać na targach IFA w Berlinie, a wprowadzić na rynek krajowy pod koniec roku.

Ale Amica to nie tylko fabryki. Ponad dekadę temu firma związała się z Lechem Poznań. Patrząc na to, jaka dziś jest atmosfera w klubie i jak negatywnie reagują na zarząd klubu kibice, nie żałuje pan tej decyzji?

- W 2006 r. Amica rzeczywiście związała się z Lechem, ratując go z ciężkiego położenia finansowego i stała się jego akcjonariuszem. Jednakże trzy lata później banki podczas kryzysu zmusiły nas do wyjścia z Lecha. W ten sposób stałem się prywatnym właścicielem klubu, którym zarządzamy poprzez poznańską spółkę holdingową Racon. Oczywiście, że tej decyzji nie żałuję. Lech jest prawie stuletnim klubem, który miał wielu właścicieli. Trenerzy i zawodnicy przychodzili i odchodzili, ale zawsze byli kibice, i to z pokolenia na pokolenie. I kto tego nie zrozumie, nie pojmie sensu piłki nożnej. Oczywiście, że w maju tego roku byłem bardzo sfrustrowany, rozczarowany, a nawet wściekły, gdyż wydawało się, że tym razem nic nam nie przeszkodzi w zdobyciu tytułu mistrza Polski. Stało się inaczej. Ale znów spoglądam w przyszłość i wierzę, że tym razem się uda. Wierzę, bo jestem kibicem.

100 firm na stulecie100 firm na stulecie Grzegorz Kubicki

AKCJA „WYBORCZEJ” – „100 FIRM NA STULECIE”

Nasza niepodległość liczy sobie już 100 lat. To niezwykły jubileusz, który jak żaden inny powinien być szansą nie tylko na świętowanie „ponad podziałami”, ale i na chwilę refleksji nad tym co nam – jako społeczeństwu – przez te 100 lat się udało. Skąd wyruszaliśmy i dokąd udało nam się dojść.

Na co dzień historii lubimy przyglądać się przez pryzmat bitew, wojen, wielkiej polityki. To efektowne, ale upraszcza obraz, przynosi konkretne wnioski, a przy okazji recepty na przyszłość. Rozwój gospodarki, ekonomia, przedsiębiorczość, codzienna praca – kojarzą się bardziej przyziemnie.

A przecież historia niepodległej Polski to także historia jej rozwoju ekonomicznego. Gospodarki, która po pierwszych latach szoku związanego z końcem pierwszej wojny światowej, rozbudzonymi oczekiwaniami społecznymi, trudnościami z dopasowaniem trzech części, z których „zszywano” nową Polskę, wpadła najpierw w wojnę handlową z Niemcami, a potem oberwała światowym kryzysem gospodarczym. I gdy w końcu zyskała oddech i zaczęła się rozwijać, to zaraz spotkała ją kolejna wojna, a potem ponad 40 lat brutalnego eksperymentu społeczno-gospodarczego zwanego realnym socjalizmem. Ten ostatni, domykający stulecie okres gospodarki wolnorynkowej, to przecież „tylko” niecałe 29 lat...

Przez ostatnie 100 lat w Polsce były i są firmy i Firmy. Te drugie, pisane wielką literą, tworzyły i tworzą jakość samą w sobie, były i są składnikiem naszej tradycji, jakże ważną częścią historii, kapitałem społecznym. Warto o nich opowiedzieć w stulecie niepodległości.

Wybierzmy 100 z nich.

To oczywiście kropla w morzu polskiej przedsiębiorczości. Członków złotej setki chcemy dobrać tak, by razem tworzyli stuletni pejzaż zmieniającej się, rozwijającej gospodarki naszego państwa. Wybór jest trudny. Na razie w wewnątrzredakcyjnej dyskusji wyłoniliśmy kilkadziesiąt przedsiębiorstw. Pomóżcie nam wybrać kolejne.

Wasze propozycje przysyłajcie na adres stonasto@agora.pl. To mogą być firmy, które prowadzicie, w których pracujecie lub pracowaliście. Albo po prostu takie, które szanujecie i podziwiacie za to, co i jak robią. Wszystkie głosy weźmiemy pod uwagę, nasza lista nie jest jeszcze kompletna.

Wspólnie wybieramy firmy, które współtworzą historię Polski. Historię, z której wspólnie chcemy być dumni także za kolejne 100 lat.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.