Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- To niesamowite, jaki mamy wpływ na gospodarkę - mówi Marcin Kuśmierz, prezes Home.pl, największego w Polsce dostawcy usług internetowych dla małych i średnich przedsiębiorstw.

Z usług Home.pl korzysta 350 tys. firm, a że nie są to pojedynczy użytkownicy, ostrożnie zakłada się, że jest ich nawet cztery miliony. Z serwerów tej firmy korzysta ponad połowa stron w Polsce, dzięki niej działa sześć tysięcy sklepów online, obsługiwanych jest 110 tys. certyfikatów SSL. A to tylko wycinek działalności.

Spotykamy się w Szczecinie, w siedzibie firmy, w gabinecie nowoczesnego biurowca przy nadodrzańskich bulwarach. Z czwartego piętra rozciąga się widok na Odrę, Stare Miasto, zamek i reprezentacyjne Wały Chrobrego.

- To najlepszy widok w Polsce - nie ma wątpliwości szef Home.pl.

Pionierskie czasy

Home.pl narodził się w Szczecinie w 1997 r. To pionierskie czasy internetu w Polsce. Trzech kolegów: Stefan Jurczyk, Piotr Kapcio i Krystian Stypuła uruchomiło firmę zajmującą się dostawą usług internetowych. Stypuła miał wtedy 19 lat, był w ostatniej klasie Technikum Łączności. Jak nowatorskie było to przedsięwzięcie, niech świadczą daty: Google pojawił się w Polsce dopiero w 1998 r.

Firma rozpoczęła działalność w niewielkim pokoiku na Basenie Górniczym - portowej części miasta. Szybko przeniosła się do centrum, a po trzech latach od powstania do Pazimu - wówczas najbardziej prestiżowej powierzchni biurowej w Szczecinie.

- Nasz wkład finansowy był groszowy. Wnieśliśmy do firmy swoje komputery i pracę. W drugim roku działalności przychód Home.pl osiągnął siedmiocyfrową wielkość - wspominał w rozmowie z „Wyborczą” Stypuła. - Teraz taki interes na polskim rynku internetowym bez dużych nakładów finansowych jest nieosiągalny.

Home.pl postawił na oferowanie klientom kont e-mailowych oraz webhostingu (dzierżawienie firmie miejsca na serwerze na jej stronę www). Szybko został liderem usług hostingowych i sprzedaży domen.

- Postawienie na branżę internetową nie daje gwarancji sukcesu. Gdyby tak było, to mielibyśmy niejedną Dolinę Krzemową - tłumaczył Stypuła. - W tej dziedzinie jest podobnie jak w innych, wiele firm pada, albo się nie rozwijają.

Firma postawiła na dobry kontakt z klientem, dla którego internet był nowością, szczególnie w komercyjnym wykorzystaniu.

Dwa razy sprzedana

W 2012 r. Szczecin zelektryzowała wiadomość, że Home.pl „się sprzedaje”. Trzech wspólników Home.pl pakiet ok. 60 proc. akcji sprzedało francuskiemu holdingowi V4C Estern Europe. Wartość firmy wyceniana była na 150-200 mln zł. Zatem za pakiet 60 proc. udziałów inwestor mógłby zapłacić ok. 120 mln zł. Więcej niż najwyższa kumulacja w historii Lotto (w 2011 r. sięgnęła 56 mln zł). Do dziś kwota, jaką trójka założycieli otrzymała za udziały, owiana jest tajemnicą.

W 2015 r. Home.pl zostało sprzedane po raz drugi. Tym razem niemieckiemu gigantowi United Internet za 640 mln zł, co, jak na polskie warunki, do dziś pozostaje spektakularną transakcją. Pokazuje też, jak zaledwie w ciągu kilku lat wzrosła wartość firmy (nawet przy uwzględnieniu, że kupiec przejął także pozostałe 40 proc. udziałów).

Od tego momentu założycieli Home.pl nie ma już nawet w radzie nadzorczej. Stypuła nie dał jednak o sobie zapomnieć. Wrócił do biznesu (m.in. jako współudziałowiec centrum sportowego), ale znany jest też jako aktywista-społecznik w dzielnicy, w której mieszka. Współtworzył zwycięski projekt do Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego zakładający utworzenie nowego parku i przestrzeni publicznej.

Kierujący dziś firmą Kuśmierz pracuje w Home.pl już 11. rok. Jego historia to świetny przykład na to, jak szczecińska firma się rozwijała. Jeszcze na studiach Kuśmierz założył firmę hostingową z ofertą dla małych i średnich firm. Rozwijała się, ale w tempie, jakie nie satysfakcjonowało właściciela. Sprzedał więc firmę, a kupującym był właśnie Home.pl. Kuśmierz trafił do ITI, gdzie odpowiadał m.in. za budowę działu badań i rozwoju. W 2007 r. zdecydował się jednak przejść do Home.pl, od razu na stanowisko dyrektora zarządzającego. Firma warta była wówczas ok. 40 mln zł, co - jeśli porównamy to z kwotą transakcji z 2015 r. - pokazuje, jak bardzo się rozwinęła.

„Nie interesowała mnie kariera czy osobiste korzyści, chciałem kreować rzeczywistość. Dałem firmie napęd, dzięki któremu zaczęła odważniej, szybciej i skuteczniej działać” - mówił w jednym z wywiadów.

- Patrząc na nasz segment rynku, jesteśmy dwa i pół razy więksi niż najbliższa konkurencja - dodaje w rozmowie z „Wyborczą”. -  Mamy mniej więcej 50 proc. rynku. Wyniki finansowe? Po stronie sprzedażowej to już są setki milionów złotych.

Firma uchodzi za bardzo stabilną, bo opiera się na setkach tysięcy klientów - mikro i małych przedsiębiorców, czasem zahaczając o tych średnich. Nie startuje w przetargach na wielkie instalacje dla dużych firm.

- Nie ma więc tak, że jak stracimy jednego klienta, to musimy zwalniać ludzi, bo zabraknie iluś tam milionów - wyjaśnia Kuśmierz.

Tłumacze technologii

- Co takiego „produkuje” dziś Home.pl - pytamy Kuśmierza.

- Pomagamy klientom wykorzystać internet do komercyjnego zastosowania - tłumaczy szef Home.pl. - Zwykle firma nie wie, czego potrzebuje i co może zrobić w internecie. Ma ambicję, aby w nim funkcjonować, bo tak robią sąsiedzi, konkurencja, ale nie wie do końca po co. Budujemy z małymi firmami ich strategię. Dobieramy usługi, ale też doradzamy co i jak zrobić, by zarabiali więcej pieniędzy, a przynajmniej je oszczędzali. Po prostu wspomagamy małe firmy w cyfryzacji.

Jak to działa w praktyce, przekonuje się każdy, kto korzysta choćby z ofert sklepów internetowych. Sam „mechanizm” sklepu to nie wszystko. Żeby taka firma działała, musi mieć system płatności czy dostaw.

Home.pl oprócz samego „sklepu” oferuje więc pakiet dodatków: od przedstawienia dobrej oferty firmy kurierskiej, przez systemy płatności, wiedzę na temat reklamy, czy tego, jak wykonywać przyciągające uwagę zdjęcie produktów wystawianych na sprzedaż.

- Technologia jest trudna, a my tłumaczymy ją na język przeciętnego człowieka - mówi szef Home.pl. I dodaje: - Pchamy biznes w kierunku nowych technologii, zachęcamy do aplikacji, które poprawiają efektywność pracy. To ważne, bo jesteśmy jako społeczeństwo mega pracowici, ale - niestety - również mega nieefektywni. Ciągle bawimy się w „robótki ręczne”, nie chcemy dać zarobić innym, bo rzekomo bardziej opłaca się zrobić coś samemu. W efekcie ktoś, chcąc zaoszczędzić tysiąc złotych, straci dwa tysiące, bo spędzi tydzień na szukaniu czegoś darmowego. To jak z tymi legendami o tych, co jadą na drugi koniec miasta, bo tam jest paliwo tańsze o 5 gr.

Współpracują z gigantami

Dziś filarem Home.pl nie jest już oferta kont e-mailowych czy webhostingu. Rynek się nasycił, nie ma takiej dynamiki jak 20 lat temu.

Home.pl nawiązał partnerstwo z Microsoftem, Google'em, a zaraz dołączy do tego Facebook.

- Bierzemy z rynku narzędzia, które uważamy za superfajne, humanizujemy je, przygotowujemy do polskiego rynku, naszych realiów i oferujemy z naszym wsparciem technicznym i merytorycznym - mówi Kuśmierz.

Co da współpraca z Facebookiem? Szef Home.pl wyciąga laptopa. Na ekranie normalny widok, jaki widzi każdy użytkownik tego medium. Tyle że to nie jest zwykły Facebook.

- To Facebook dla firm, jego biznesowa wersja, która zamyka się do tego, co jest w firmie, nie ma kontaktu ze światem zewnętrznym - tłumaczy Kuśmierz.

To z jednej strony świetne narzędzie do komunikacji (jednym kliknięciem dzwonimy do drugiej osoby), z drugiej - proste w obsłudze. Bo kto, korzystający z internetu, nie zna dziś „fejsa”.

- Żadna firma wielkości Home.pl nie da rady wytworzyć oprogramowania takiej klasy, bo to są miliardy dolarów i tysiące ludzi - mówi szef Home.pl. - My znaleźliśmy swoją niszę na rynku. Internet jest dziś podzielony między Amazona, Facebooka, Google'a, Microsofta i Alibabę. I oni zdominują rynek. My ustawiamy się na takiej pozycji, by z nimi kooperować, by nasz klient czuł wsparcie lokalnej firmy, która go rozumie, a z drugiej strony zapewnia dostęp do najlepszych technologii.

Jak to jest w Szczecinie

Home.pl zatrudnia dziś 260 osób.

- Jesteśmy zautomatyzowani - tak wyjaśnia stosunkowo niewielką liczbę osób w stosunku do skali działalności prezes firmy. I podkreśla: - Jesteśmy wymagającym pracodawcą. U nas pracuje się ciężko, ale mądrze. Zatrudniamy sporo młodych ludzi i mamy ambicję kształtować wśród nich pewien etos pracy. Że nie ma nic za darmo, żeby wiedzieli, skąd się biorą pieniądze.

Firma pozostaje szczecińska chociaż - jak zaznacza Kuśmierz - Szczecin nie jest idealnym miastem do rozwoju biznesu. Przede wszystkim dlatego, że rynek pracowników jest płytki.

- Specjalistów szuka się długo i ciężko - mówi. - Z drugiej strony lepiej być tutaj silną firmą z dobrym brendem, niż zginąć w tłumie na czterech ulicach w Warszawie.

Kuśmierz nie ma też wątpliwości, że miasto ma świetne walory przyrodnicze i geograficzne. Razem z synem wybrał się małą motorówką z bulwarów w kierunku jeziora Dąbie i wysp między jeziorem a Odrą.

- Po 10 minutach byliśmy w dziczy, z ptakami, rybami, wszędzie było zielono - opowiada. - Takiego drugiego miejsca w Polsce nie ma. Ale proszę mi wierzyć - w Warszawie nikt o tym nie wie, a jedyne banery promujące Szczecin widziałem w… Szczecinie. Brakuje mi wsparcia ze strony miasta, by w jakiś sposób ściągnąć tutaj specjalistów, żeby chciało im się mieszkać w Szczecinie.

100 firm na stulecie100 firm na stulecie Grzegorz Kubicki

AKCJA „WYBORCZEJ” – „100 FIRM NA STULECIE”

Nasza niepodległość liczy sobie już 100 lat. To niezwykły jubileusz, który jak żaden inny powinien być szansą nie tylko na świętowanie „ponad podziałami”, ale również na chwilę refleksji nad tym, co nam – jako społeczeństwu – przez te 100 lat się udało. Skąd wyruszaliśmy i dokąd udało nam się dojść.

Na co dzień historii lubimy przyglądać się przez pryzmat bitew, wojen, wielkiej polityki. To efektowne, ale upraszcza obraz, przynosi konkretne wnioski, a przy okazji recepty na przyszłość. Rozwój gospodarki, ekonomia, przedsiębiorczość, codzienna praca – kojarzą się bardziej przyziemnie.

A przecież historia niepodległej Polski to także historia jej rozwoju ekonomicznego. Gospodarki, która po pierwszych latach szoku związanego z końcem pierwszej wojny światowej, rozbudzonymi oczekiwaniami społecznymi, trudnościami z dopasowaniem trzech części, z których „zszywano” nową Polskę, wpadła najpierw w wojnę handlową z Niemcami, a potem oberwała światowym kryzysem gospodarczym. I gdy w końcu zyskała oddech i zaczęła się rozwijać, to zaraz spotkała ją kolejna wojna, a potem ponad 40 lat brutalnego eksperymentu społeczno-gospodarczego zwanego realnym socjalizmem. Ten ostatni, domykający stulecie okres gospodarki wolnorynkowej, to przecież „tylko” niecałe 29 lat...

Przez ostatnie 100 lat w Polsce były i są firmy i Firmy. Te drugie, pisane wielką literą, tworzyły i tworzą jakość samą w sobie, były i są składnikiem naszej tradycji, jakże ważną częścią historii, kapitałem społecznym. Warto o nich opowiedzieć w stulecie niepodległości.

Wybierzmy 100 z nich.

To oczywiście kropla w morzu polskiej przedsiębiorczości. Członków złotej setki chcemy dobrać tak, by razem tworzyli stuletni pejzaż zmieniającej się, rozwijającej gospodarki naszego państwa. Wybór jest trudny. Na razie w wewnątrzredakcyjnej dyskusji wyłoniliśmy kilkadziesiąt przedsiębiorstw. Pomóżcie nam wybrać kolejne.

Wasze propozycje przysyłajcie na adres stonasto@agora.pl. To mogą być firmy, które prowadzicie, w których pracujecie lub pracowaliście. Albo po prostu takie, które szanujecie i podziwiacie za to, co i jak robią. Wszystkie głosy weźmiemy pod uwagę, nasza lista nie jest jeszcze kompletna.

Wspólnie wybieramy firmy, które współtworzą historię Polski. Historię, z której wspólnie chcemy być dumni także za kolejne 100 lat.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.