Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

PAWEŁ FIGURSKI: 40 lat minęło, panie prezesie. Ma pan stałe miejsce na liście najbogatszych Polaków, firma się rozwija. Jak robić biznes, by tak wiele osiągnąć?

MIKOŁAJ PLACEK, prezes zarządu Grupy Oknoplast: Nic odkrywczego nie powiem: ciężko pracować. Trzeba mieć wizję, strategię, dążyć do celu i umieć wyróżnić się na rynku.

Firmę przejął pan od ojca w 2008 r. Musiał pan go przekonywać do tej decyzji?

– Niespecjalnie. To wszystko wyszło bardzo naturalnie. Niczego nie dostałem na tacy. W Oknoplaście zacząłem pracować jako 18-latek. Pracowałem fizycznie na hali, w dziale administracji, jako analityk finansowy, byłem dyrektorem handlowym i marketingu. Przeszedłem wszystkie szczeble, przez co znam firmę od podszewki. Zanim zostałem prezesem, już byłem osobą decyzyjną. Zajęcie fotela było więc tylko symbolicznym aktem.

Ojciec nigdy nie żałował swojej decyzji?

– Nie ma ku temu powodów. Firma bardzo dobrze się rozwija. A nawet nie tyle firma, co cała Grupa Oknoplast, na którą składają się trzy marki – obok Oknoplastu to WnD i Aluhaus. Działamy prężnie na 13 rynkach zagranicznych.

To pana zasługa, że Oknoplast wypłynął na szersze niż polskie wody?

– Można tak powiedzieć. Cały eksport zorganizowałem jeszcze jako dyrektor handlowy. Powiedziałem do ojca, że trzeba wejść na europejski rynek, bo to dla nas szansa.

Czytaj także: Rekord sprzedaży firmy spod Krakowa. Opanowują zachodnie rynki

Pierwsza była Słowacja.

– Tak, mały punkt w Dolnym Kubinie. Słowacja jest jednak małym rynkiem, tuż za miedzą. Niby uznawanym za eksportowy, jednak traktowaliśmy to jako wejście na kolejny rynek. Pierwszym dużym były Niemcy, gdzie zaczęliśmy działać w 2004 r.

I od razu problem z nazwą. Nie sprzedawaliście okien jako Oknoplast, ale pod marką Konzept-Fenster.

– To kwestia budowy marki. Dla społeczeństwa niemieckiego, niestety, polskie produkty dalej kojarzone są z niską jakością. Nasze okna są najwyższej jakości, nawet mogę zaryzykować twierdzenie, że są lepsze niż niemieckie. Mamy bardziej nowoczesny park maszynowy, lepiej zarządzamy produkcją, mamy najlepsze systemy. Mimo to stereotyp niskiej jakości produktów z Polski był na tyle duży, że zaproponowałem, byśmy na ten rynek weszli z nazwą marki po niemiecku. I tak powstał Konzept-Fenster. Po dwóch latach powiedziałem: cholera, czego my się mamy wstydzić? Jesteśmy lepsi, jesteśmy europejską firmą, nie możemy ukrywać, że pochodzimy z Polski, a nawet powinniśmy być z tego dumni. Zaczęliśmy sprzedawać jako Oknoplast. Może początkowo klienci nie byli przekonani, ale w końcu uzmysłowili sobie, że nie ma znaczenia, gdzie te okna są produkowane, skoro są rzeczywiście wyjątkowe.

Wtedy weszliście też w marketing sportowy.

– Zaczęliśmy sponsorować Borussię Dortmund. W marketing sportowy zainwestowaliśmy dwa lata wcześniej. Pierwszy był Inter Mediolan. To prestiżowy klub, jeden z trzech największych pod względem liczby kibiców we Włoszech, czyli zarazem potencjalnych klientów.

Łatwo było zostać sponsorem Interu?

– Bardzo trudno, bo tam właściciel skrupulatnie wybierał sobie firmy, z którymi chciał współpracować. Wielu odmówił. Znam historię firmy z Chin produkującej naboje do pistoletów. Właściciel stwierdził, że taka firma nie może finansować jego klubu. Nie interesował go też sponsoring ze strony firm bukmacherskich.

Ale z firmą z Ochmanowa współpracować chciał.

– Przyglądał się naszym produktom, przekonał się do tego, że nie robimy fuszerki.

Przekonaliście też Virtus Bolonia, utytułowany klub koszykarski. I to nie był zwykły sponsoring. Oknoplast znalazło się w nazwie zespołu. Czym ich przekonaliście?

– Ważną rolę odegrały pieniądze, choć oczywiście nie tylko. Gdy wchodziliśmy we współpracę, klub kupował polskiego koszykarza Jakuba Parzeńskiego, co też mogło mieć znaczenie. W klubie pracowała osoba, którą znałem z wcześniejszych projektów, i wspólnie doszliśmy do wniosku, że sponsoring tytularny może być ciekawym rozwiązaniem. To prawdopodobnie pierwszy przypadek, gdy nazwa polskiej firmy znalazła się w nazwie zagranicznego klubu.

Po włoskich klubach przyszedł czas na Niemcy i Francję.

– Mamy taką strategię, że podobnie komunikujemy się na wszystkich rynkach, na których funkcjonujemy. Uznałem, że skoro marketing sportowy wypalił we Włoszech, to zrobimy to samo w innych krajach. W Niemczech wybór klubu był prosty. W Borussii grali wówczas trzej Polacy – Łukasz Piszczek, Kuba Błaszczykowski i Robert Lewandowski. Przez chwilę zastanawialiśmy się nad Bayernem Monachium. Zrobiliśmy jednak badania, po których okazało się, że kibice w Niemczech podzieleni są na grupę tych, którzy Bayern kochają, i tych, którzy go szczerze nienawidzą. Borussia Dortmund aż tak bardzo nie antagonizuje. Ma sporą rzeszę fanów, dla reszty kraju jest neutralna i jedynie z kibicami Schalke Gelsenkirchen jest im nie po drodze.

Wizerunek klubu był też ważną kwestią, gdy wybieraliśmy klub z Francji. Nie chcieliśmy Paris Saint Germain i Olympique’u Marsylia, bo ich kibice nie mają dobrej prasy. Zdecydowaliśmy się na Olympique’u Lyon. Klub przyjazny, oparty głównie na wychowankach, z wielkimi sukcesami.

Wasza strategia była obliczona tylko na zagranicę czy liczyliście na odzew w kraju? O tym, że Oknoplast zostaje sponsorem kolejnego topowego klubu z Europy informowały polskie media. Było o was głośno nawet w portalach dla graczy. Dzięki temu, że sponsorowaliście Lyon, wasze logo pojawiło się w grze FIFA 14.

– Tak, nasze logo znajdowało się na spodenkach piłkarzy tych realnych i stroje wiernie odwzorowano w grze. W naszej strategii skupialiśmy się na zagranicy. To był nasz główny cel. Takiego odzewu w kraju się nie spodziewałem. Gdy podpisywaliśmy umowę z Interem Mediolan, mieliśmy zaplanowaną konferencję prasową na za dwa tygodnie. Polskie media podchwyciły tego newsa wcześniej. I nie tylko polskie. Inter Mediolan najwięcej kibiców ma w Indonezji i tam też dowiedzieli się, że Oknoplast został Top Sponsorem ich ulubionej drużyny.

Nie chciał pan zostać drugim Zbigniewem Drzymałą, właścicielem firmy Inter Groclin Auto, który z niewielkiego klubu Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski, choć na chwilę, zbudował silny ekstraklasowy zespół? Puszcza Niepołomice by panu nie odmówiła.

– Lubię piłkę, ale nie aż tak, żeby traktować ją jak drogą zabawkę. Pieniądze wolę przeznaczyć na szkółkę piłkarską. Z Jerzym Dudkiem współpracuję w ramach Akademii Progres. Już teraz kilku juniorów trafiło do dobrych klubów, co daje olbrzymią satysfakcję. Wspieramy też szereg inicjatyw, w które angażują się nasi pracownicy.

Ale z wielkich klubów w końcu się wycofaliście.

– Zakończyły się wszystkie umowy sponsorskie. Jeśli sponsoring jest obliczony na czysto biznesowe efekty, optymalny czas na zbudowanie marki to trzy lata. Tyle czasu sponsorowaliśmy BVB, Olympique i Inter. Wystarczy. Zauważyłem też, że polskie firmy, nawet te z branży, powielają nasz pomysł. Jak ktoś zaczyna kopiować, to trzeba wymyślić coś nowego.

I tym nowym jest...

– Kolejne działania marketingowe, jak choćby projekt Oknoplast Lab. W naszej branży problemem jest to, że ludzie niewiele wiedzą o oknach. Dotychczas my, specjaliści, komunikowaliśmy się z klientami w niezrozumiały dla nich sposób. Co komuś mówi liczba komór w profilu albo że szyba ma wartość U=1,0? Zupełnie nic. Nagraliśmy więc 10 lekkich, humorystycznych filmów, w których w prosty sposób tłumaczymy klientom, nad czym pomyśleć, kupując okna, informujemy ich o innowacjach. Projekt zdobył parę nagród branży reklamowej, mimo że okna to temat mało sexy. Obecnie ruszamy z kolejnym, lekko zmodyfikowanym sezonem.

Czytaj także: Wyjątkowe nowości w ofercie Oknoplastu. Okna PCV z wykończeniami z drewna i aluminium

Mówi pan o innowacjach w oknach. Na pierwszy rzut oka to przecież rama i kawałek szkła. Co tu jeszcze można wymyślić?

– Może się wydawać, że niewiele. Ale podam przykłady. Dzisiaj okno stanowi często dwie trzecie powierzchni ściany. Okno musi być coraz większe, ramy muszą być coraz trwalsze. Klient chce, by wpadło przez nie więcej światła, musimy zmniejszyć więc ramę, poprawiając przy tym jej wytrzymałość.

Nowoczesne okna naszpikowane są elektroniką. Mamy system ich otwierania za pomocą głosu czy aplikacji i będąc poza domem, możemy zdalnie je otworzyć, by przewietrzyć mieszkanie.

Mamy w końcu okna, które działają jak tablet. Stojąc przy szybie, możemy m.in. przejrzeć strony internetowe i komunikatory, klikając w nią palcem. Na oknie możemy wyświetlić film, włączyć tapetę z wybranym motywem z wakacji i poczuć się jak na egzotycznej wyspie.

Przy tych wszystkich sukcesach i planach na przyszłość największym zagrożeniem jest rynek pracy. Trudno wam znaleźć pracowników na linię produkcyjną?

– Jest to jakiś problem, ale radzimy sobie. Ludzie muszą dobrze zarabiać, chcieć przychodzić do pracy, czuć, że pracodawca o nich dba. U nas wszyscy mają umowę o pracę, różne benefity, budujemy dla nich siłownię przy pracy.

Jesteśmy otwarci na pracowników z zagranicy. W tej chwili w zakładzie pracuje około tysiąca osób, a co dziesiąty pochodzi z Ukrainy. Dla nich mamy opiekunów, tłumaczy, którzy pozwalają im się u nas zaaklimatyzować.

Wchodzi pan w drugą czterdziestkę. Nie obawia się pan kryzysu wieku średniego?

– Kryzys mnie nie dopada i mam nadzieję, że tak pozostanie. To kwestia wyznaczania sobie nowych celów. Chciałbym dalej rozwijać firmę, rynki, na których jesteśmy obecni. Nie ruszyliśmy od razu hura na 100 rynków, tylko skupiamy się na wzroście kilkunastu. Kolejne wyzwania to rynki za oceanem. Na razie w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i kilku krajach Ameryki Południowej mamy swoje punkty, ale to małe biznesy. Czas je powiększyć. 

100 firm na stulecie100 firm na stulecie Grzegorz Kubicki

AKCJA „WYBORCZEJ” – „100 FIRM NA STULECIE”

Nasza niepodległość liczy sobie już 100 lat. To niezwykły jubileusz, który jak żaden inny powinien być szansą nie tylko na świętowanie „ponad podziałami”, ale i na chwilę refleksji nad tym co nam – jako społeczeństwu – przez te 100 lat się udało. Skąd wyruszaliśmy i dokąd udało nam się dojść.

Na co dzień historii lubimy przyglądać się przez pryzmat bitew, wojen, wielkiej polityki. To efektowne, ale upraszcza obraz, przynosi konkretne wnioski, a przy okazji recepty na przyszłość. Rozwój gospodarki, ekonomia, przedsiębiorczość, codzienna praca – kojarzą się bardziej przyziemnie.

A przecież historia niepodległej Polski to także historia jej rozwoju ekonomicznego. Gospodarki, która po pierwszych latach szoku związanego z końcem pierwszej wojny światowej, rozbudzonymi oczekiwaniami społecznymi, trudnościami z dopasowaniem trzech części, z których „zszywano” nową Polskę, wpadła najpierw w wojnę handlową z Niemcami, a potem oberwała światowym kryzysem gospodarczym. I gdy w końcu zyskała oddech i zaczęła się rozwijać, to zaraz spotkała ją kolejna wojna, a potem ponad 40 lat brutalnego eksperymentu społeczno-gospodarczego zwanego realnym socjalizmem. Ten ostatni, domykający stulecie okres gospodarki wolnorynkowej, to przecież „tylko” niecałe 29 lat...

Przez ostatnie 100 lat w Polsce były i są firmy i Firmy. Te drugie, pisane wielką literą, tworzyły i tworzą jakość samą w sobie, były i są składnikiem naszej tradycji, jakże ważną częścią historii, kapitałem społecznym. Warto o nich opowiedzieć w stulecie niepodległości.

Wybierzmy 100 z nich.

To oczywiście kropla w morzu polskiej przedsiębiorczości. Członków złotej setki chcemy dobrać tak, by razem tworzyli stuletni pejzaż zmieniającej się, rozwijającej gospodarki naszego państwa. Wybór jest trudny. Na razie w wewnątrzredakcyjnej dyskusji wyłoniliśmy kilkadziesiąt przedsiębiorstw. Pomóżcie nam wybrać kolejne.

Wasze propozycje przysyłajcie na adres stonasto@agora.pl. To mogą być firmy, które prowadzicie, w których pracujecie lub pracowaliście. Albo po prostu takie, które szanujecie i podziwiacie za to, co i jak robią. Wszystkie głosy weźmiemy pod uwagę, nasza lista nie jest jeszcze kompletna.

Wspólnie wybieramy firmy, które współtworzą historię Polski. Historię, z której wspólnie chcemy być dumni także za kolejne 100 lat.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.