Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nasza niepodległość liczy sobie już 100 lat. To niezwykły jubileusz, który jak żaden inny może i powinien być szansą nie tylko na świętowanie „ponad podziałami”, ale też chwilę refleksji nad tym, co nam jako społeczeństwu przez te 100 lat się udało. Skąd wyruszaliśmy i dokąd udało nam się dojść.

Na co dzień historii lubimy się przyglądać przez pryzmat bitew, wojen, wielkiej polityki. Nie dość, że to efektowne, to jeszcze upraszcza obraz, przynosi konkretne wnioski, a przy okazji recepty na przyszłość. Rozwój gospodarki, ekonomia, przedsiębiorczość, codzienna praca kojarzą się bardziej przyziemnie.

Być jak Wokulski...

A przecież nie samym Sienkiewiczem żyje człowiek (przynajmniej nie powinien). W życiu codziennym bardziej przydaje się Prus. To jak z Andrzejem Kmicicem i Stanisławem Wokulskim. Kochamy tego pierwszego, a przecież przykład na co dzień powinniśmy brać nie z hulaki i utracjusza, ale z sumiennego subiekta, który i w powstaniu brał udział, i potrafił pomnażać majątek. Albo inaczej - mimo bohaterskich wyczynów tego pierwszego ponad 100 lat później doszło do rozbiorów. A dzięki ludziom nie tylko kochającym Polskę, ale też mającym głowę do interesów - jak Wokulski - po kolejnych ponad 100 latach było jeszcze komu i dla kogo odzyskiwać niepodległość.

A historia niepodległej Polski to także historia jej rozwoju ekonomicznego. Gospodarki, która po pierwszych latach szoku związanego z końcem pierwszej wojny światowej, rozbudzonymi oczekiwaniami społecznymi, trudnościami z dopasowaniem trzech części, z których „zszywano” nową Polskę, wpadła najpierw w wojnę handlową z Niemcami, a potem oberwała światowym kryzysem gospodarczym. I gdy w końcu zyskała oddech i zaczęła się rozwijać - budując Gdynię, Centralny Okręg Przemysłowy - to zaraz spotkała ją kolejna wojna, a potem ponad 40 lat brutalnego eksperymentu społeczno-gospodarczego zwanego realnym socjalizmem. Ten ostatni, domykający stulecie okres gospodarki wolnorynkowej, to przecież „tylko” niecałe 29 lat...

Wspólnie wybierzmy złotą setkę

Przez ostatnie 100 lat w Polsce były i są firmy i Firmy. Te drugie, pisane wielką literą, tworzyły i tworzą jakość samą w sobie, były i są składnikiem naszej tradycji, jakże ważną częścią historii, kapitałem społecznym. Nie tylko wytwarzały i zarabiały, ale też zmieniały - i wciąż zmieniają -  rzeczywistość.

100 FIRM NA STULECIE. ROZMOWA Z IRENĄ ERIS

Jedne powstały, gdy odradzała się polska państwowość, inne w dwudziestoleciu międzywojennym, a jeszcze inne po wojnie i już w III Rzeczypospolitej. W ciągu stulecia istnienia odrodzonej Polski, w każdej epoce - nawet w PRL-u - nie brakowało przedsiębiorstw, które osiągnęły sukces, stały się marką i przyczyniły do powodzenia kraju. Warto o nich opowiedzieć w stulecie niepodległości.

Wybierzmy sto z nich.

To oczywiście kropla w morzu polskiej przedsiębiorczości. Członków złotej setki chcemy dobrać tak, by razem tworzyli stuletni pejzaż zmieniającej się, rozwijającej gospodarki naszego państwa. Wybór jest trudny. Na razie, w wewnątrzredakcyjnej dyskusji, wyłoniliśmy kilkadziesiąt przedsiębiorstw. Bardzo niejednogłośnie. Pomóżcie nam wybrać kolejne.

Swoje propozycje (najlepiej z uzasadnieniem) przysyłajcie na adres stonasto@agora.pl. To mogą być firmy, które prowadzicie, w których pracujecie, pracowaliście albo chcielibyście pracować. Albo po prostu takie, które szanujecie i podziwiacie za to, co i jak robią. Wszystkie głosy weźmiemy pod uwagę, nasza lista nie jest jeszcze kompletna!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.