Bardzo Dziki Zachód

Choć to niemal serce Alp, krajobrazy bliższe są Dzikiemu Zachodowi. Entlebuch, czyli jedyny w Szwajcarii rezerwat biosfery wpisany na listę UNESCO, to niekończące się torfowiska, alpejskie łąki, dziko płynące potoki i niezwykłe krasowe krajobrazy. Ponad rozległą równinę jak wielki klocek wyrasta sześciokilometrowe pasmo Schrattenfluch: gigantyczne skupisko białych kamieni o wielokątnych kształtach. Ta krasowa formacja, pełna srebrnych szczelin i rowów zajętych przez błyszczące jeziora, powstała w wyniku tysięcy lat erozji. Pełno tu jaskiń, w których co prawda nie spotkasz diabła, ale zobaczysz jego ślady – pazurami miał wyryć rysy w skale i wyrzucić hen zielone pastwiska, które kiedyś się tu rozciągały, karząc w ten sposób ich właścicieli za chciwość. Na terenie rezerwatu wyznaczono wiele tras wędrówkowych i rowerowych, a z przewodnikiem można zejść do jaskiń ze stalaktytami.

Labirynt pod ziemią

Jaskinia Hölloch z systemem 190 km podziemnych korytarzy jest najdłuższą jaskinią w Europie i piątą co do wielkości na świecie. Dla gości otwarta tylko w części przy wejściu, reszta służy speleologom. Pełno tu fantastycznych formacji skalnych i skamieniałości, w dodatku podziwianych w dość komfortowych warunkach, bo w środku jest zaledwie o 6 st. C chłodniej niż na zewnątrz. Z ciekawostek: mając na mapie odwiedzin Hölloch, warto się zatrzymać w hotelu Husky-Lodge w Muotathal. Oprócz gości mieszka w nim 30 psów rasy husky syberyjski – ufnych i przyjaznych. Bez nich życie dawniej byłoby ciężkie, w trudnych warunkach górskich farmerzy używali ich do pomocy w transporcie serów z hal na rynki w dole.

Spojrzeć w otchłań

Dość diabłów. Engelberg, czyli „Anielska Góra”, leży w sielskiej zielonej dolinie. Zimą to popularny ośrodek narciarski, latem – świetne miejsce na wędrówki i sprawdzanie swojej wytrzymałości psychicznej. Wrażenie dawkujemy powoli. Z Lucerny przyjeżdżamy wąskotorówką, wskakujemy w obrotową kolejkę linową Titlis Rotair na lodowiec, a tam idziemy na spacer najwyżej zawieszonym mostem w Europie. Rzucony na tło potężnych gór Titlis Cliff Walk (3040 m n.p.m.) z daleka wygląda jak chucherko. Ma zaledwie 91 cm szerokości, prawie 100 m długości i wisi między klifami, opierając się podmuchom wiatru. „Najbardziej przerażający most na świecie” – opisały go media po otwarciu. Śmiałków jednak nie brakuje: przy dobrej pogodzie można z niego spojrzeć w prawdziwą otchłań – 500 m w dół.

Spacerując z kozami

Cztery godziny marszu i 800 m różnicy wzniesień, ale warto, bo więcej niż tych wzniesień jest uniesień. Przez górskie lasy ponad jeziorem Lungernsee wytyczono 13-kilometrowy szlak wędrówkowy, który przemierzają wielbiciele motyli. Poprzez liście można tu wypatrzyć aż 115 gatunków, w tym biało-czarnego polowca szachownicę czy czerwono-niebieskiego kraśnika purpuraczka. Rankiem bywają tu też koziorożce i jelenie, a nad głowami latają orły.

Za to kto późno chodzi spać, ma szanse zobaczyć kozice. Wystarczy godzina wędrówki ze Schwyz do przełęczy Mythen i wytężony wzrok. Z platformy widokowej Zwüschetmythen (1437 m n.p.n.) rozciąga się widok na dolinę ze Schwyz, Rigi i jeziorem.

Po kozicach czas na kozy, które można... wypożyczyć i powędrować w ich towarzystwie przez dolinę Uri. Zwykle przejście trwa kilka godzin, ale możliwe są też dwa dni. „Ze wszystkich znanych mi miejsc to jest mi najdroższe i najbardziej interesujące” – wyznał Johann Wolfgang Goethe, który odwiedził dolinę trzykrotnie.

A dla miłośników kwiatów i roślinek – szlak szarotek dookoła Klewenstock. Łatwy, dostępy dla rodzin z wózkami, położony na południowych brzegach jeziora, gdzie jest dużo gondolek i kolejek. Trasa ma 3 km i w zależności od pory roku można tu zobaczyć 120 gatunków roślin alpejskich, z czego niektóre są bardzo rzadkie.