Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

1. Kiedy zacząć uczyć dziecko jeździć na nartach

Podręczniki zalecają, żeby naukę zaczynać z 3,5-4-latkami. Oczywiście zdarzają się dzieci w tym wieku, które nie są gotowe.

Nie ma innego sposobu stwierdzenia, czy dziecko się już nadaje na narty, niż spróbować. Zaskakuje – to świetnie. Nie zaskakuje – trzeba zaczekać. I nie chodzi tylko o sprawność fizyczną.

Dobrze rozwinięty ruchowo trzylatek ma już fizyczny potencjał do rozpoczęcia nauki narciarstwa, ale barierą jest brak umiejętności utrzymania koncentracji, zapamiętywania i wykonywania poleceń.

Dziecko poradzi sobie lepiej z każdym sportem, jeśli od małego będzie uczone zaradności. Trzeba mu pozwalać próbować nowych ruchów, nie wyręczać w każdej czynności.

Warto posłać dziecko na zajęcia ogólnorozwojowe, zadbać o jego bazę fizyczną. Fajne są wszystkie zabawy uczące utrzymania równowagi i jednoczesnego skupianiem się na czymś innym – np. chodzenie po krawężniku i liczenie latarni.

Zajęcia na ściance wspinaczkowej lub w parkach linowych rozwijają koordynację ruchową i wzmacniają mięśnie ramion, a to się przyda dziecku przy wstawaniu ze śniegu.

Zimą dobre mogą być sanki, bo tu maluch oswaja się z pędem powietrza, grawitacją i uczy się, że można nic nie robić, a się przemieszczać!

Ważne są też predyspozycje, jedni mają większe, inni mniejsze, ale wiele zależy od nastawienia rodziców. Im więcej się z dzieckiem od małego ruszasz, tym lepiej. Typowy dwulatek raczej bawi się samochodzikiem na dywanie, a zbieganie ze skarpy wydaje się jego rodzicom szaleństwem. Ale okazuje się, że wystarczy z dzieckiem zejść z takiej skarpy kilka razy, oswoić, to da radę i będzie mieć z tego frajdę. I warto mu na to pozwolić, nawet jeśli raz czy drugi się przewróci.

2. Nauka zaczyna się, zanim wyjedziemy w góry

Dwulatek jest za mały, żeby go spuszczać na nartach ze stoku, ale możemy zacząć oswajać go ze sprzętem. Można kupić za kilkadziesiąt złotych nartki do zabawy, zakładane na zwykłe buty, w którym maluch będzie dreptał po dywanie albo po trawie. Kiedy w ubiegłym sezonie oglądaliśmy z żoną w telewizji Puchar Świata, Hania, wtedy dwulatka, oglądała z nami ubrana w takie nartki i kask.

Narty do zabawy można kupić już za kilkadziesiąt złotych.Narty do zabawy można kupić już za kilkadziesiąt złotych. Fot. Kuba Atys/Agencja Gazeta

Dla dziecka trudne do zaakceptowania mogą być same buty narciarskie – ciężkie, sztywne. Żeby uniknąć kłopotów na stoku, warto potrenować wkładanie takich butów i chodzenie w nich jeszcze przed wyjazdem. Hanka pierwszy raz włożyła buty narciarskie na 10 sekund. Powiedziała „nie” i zdjęliśmy. Gdyby to się zdarzyło na lekcji, to nie byłoby lekcji.

Jeśli nie mamy sprzętu, możemy go wypożyczyć kilka dni przed wyjazdem w góry i pokazać dziecku, jak się wpina but w wiązanie, pozwolić mu postać trochę w nartach, spróbować zrobić kilka kroków do przodu i do tyłu. Jeśli jest śnieg, można iść do parku i pociągnąć dziecko na nartach po płaskim terenie. Tak można się bawić już z dwulatkiem, nawet na takich drewnianych nartkach do zabawy. Przy takim ciągnięciu nie ma obciążeń na stawy, jakie występują przy zjeżdżaniu pługiem czy hamowaniu. A dzieciak uczy się łapać równowagę, trzymać równolegle narty.

Jak 2,5-letnia Hania przygotowuje się do debiutu na stoku koło domu

3. Jedziemy z dzieckiem w góry

Najlepiej, żeby debiut dziecko zaliczyło w Polsce. Nie ma sensu ciągnąć go w Alpy, bo tylko się zmęczy po drodze, a ośla łączka jest wszędzie taka sama. Jeśli mamy możliwość, pojedźmy w góry w marcu, kiedy jest cieplej i więcej słońca.

Kilkulatek powinien stawiać pierwsze narciarskie kroki w terenie do tego przystosowanym. I z instruktorem, który wie, jak pracować z dziećmi. Zabranie malucha na stok dla dorosłych to nie jest dobry pomysł.

Najlepiej pojechać z dzieckiem na przedszkole narciarskie. Takie wyjazdy organizuje coraz więcej klubów i firm szkoleniowych. Dodatkowa zaleta jest taka, że na takich wyjazdach zazwyczaj także rodzice mają możliwość podniesienia swoich umiejętności, jeśli oczywiście chcą.

Jak nie przedszkole, to warto znaleźć na miejscu szkółkę dla maluchów, która ma wydzielony ogródek.

Im fajniejszy ogródek, bardziej kolorowy, więcej w nim sprzętu, tym lepiej. I ważne, żeby był w nim wyciąg taśmowy – taki ruchomy dywan, na którym wystarczy stanąć i wiezie cię do góry.

Stawianie pierwszych kroków na nartach to dla malucha wielkie wyzwanie. Dlatego postarajmy się do minimum ograniczyć liczbę innych nowych czynników. Przez dzień czy dwa poprzebywajmy z dzieckiem w pobliżu stoku. Niech pochodzi po śniegu w butach narciarskich. Popatrzy, jak działa wyciąg, jak się odbija karnety. Niech się poprzygląda innym dzieciom i zobaczy, że narty są fajne. Dzięki temu, kiedy już będzie miało pierwszą lekcję, powinno pójść łatwiej.

Narciarskie przedszkole.Narciarskie przedszkole. Fot. Snowflake

4. Rodzicu, czy jesteś gotowy?

Zanim oddamy dziecko do szkółki czy zabierzemy na przedszkole, musimy zadać sobie pytanie: czy my, rodzice, jesteśmy na to gotowi?

Jeśli nie jesteś pewien/pewna, czy masz odwagę oddać dziecko pod opiekę obcej osobie, może lepiej zaczekać. Bo jak będziesz stać trzy metry dalej i podbiegać co chwila, żeby pomóc dziecku się podnieść, poprawić rękawiczkę czy wytrzeć nos, nic z tego nie będzie.

Oczywiście rodzic powinien być w pobliżu. Instruktor musi mieć do niego telefon. A dziecku trzeba wytłumaczyć, że mama czy tata są blisko, siedzą w karczmie i w każdej chwili można ich zawołać.

Nawet jeśli masz kwalifikacje, nie ucz dziecka samodzielnie. To często się nie sprawdza. Nadmierne zaangażowanie rodzica powoduje opór dziecka. Frustrują się oboje. Jeśli nie chcesz wziąć instruktora, niech to będzie wujek, ciocia, jeśli tylko wie, jak pracować z dzieckiem. Praktyczna rada: zorientuj się, czy zaznaczony na mapie ośrodka wyciąg taśmowy na pewno jest ogólnodostępny, bo często na miejscu okazuje się, że wstęp mają tylko zapisani do lokalnej szkółki.

5. Jak uczyć dziecko jazdy na nartach: indywidualnie czy w grupie?

Debiut koniecznie jeden na jeden z instruktorem. Przez przynajmniej pierwsze trzy dni nauki.

Na naszych przedszkolach instruktor ma pod opieką często dwójkę maluchów, ale do pomocy asystenta. A taki asystent może zabrać dziecko do toalety, pobawić się z nim, gdy nie ma już siły, a w tym czasie instruktor zajmuje się drugim kursantem.

Pamiętajmy, że początki są dla dziecka bardzo męczące. Już samo podniesienie się ze śniegu to dla trzy-, czterolatka poważne wyzwanie fizyczne. A robi to po kilka razy przez dwie, przez trzy godziny. Przerwy na odpoczynek są bardzo potrzebne.

Szkolenie w grupie.Szkolenie w grupie. Fot. Snowflake

Na pierwsze zajęcia koniecznie przyjdźcie wcześniej. Niech dziecko ma czas wszystko obejrzeć, spokojnie się ubrać. No i koniecznie zadbaj, żeby zrobiło siku (to akurat przed każdą lekcją, nie tylko pierwszą).

A kiedy dziecko już umie się poruszać na nartach i zatrzymać – dobrze, jeśli dołączy do kilkuosobowej grupy. Bo tu zaczyna działać mechanizm naśladownictwa, ścigania, dzieci się nawzajem dopingują. Jest wspólna rozgrzewka, zabawy po nartach. To bardzo pomaga.

6. Co powinno umieć dziecko po pierwszym tygodniu nauki

Najważniejsze, żeby dziecka nie zrazić. Żeby na pewno chciało na narty wrócić. Na naszych przedszkolach uświadamiamy rodzicom, że dzieci uczą się w różnym tempie. Czasem ich pociecha potrzebuje na początek więcej zabawy, a mniej nauki – to nie jest wyrzucanie pieniędzy w błoto. Tempo nauki nie jest takie ważne, bo dziecko od początku dobrze uczone na pewno będzie jeździć, i to jeździć dobrze. A to, w jakiej atmosferze się tego nauczy, ma ogromne znaczenie.

Ale uśredniając – po trzech dniach nauki po dwie-trzy godziny dziennie (oczywiście z przerwami) mały narciarz powinien umieć samodzielnie zjechać w linii stoku, zatrzymać się pługiem, podchodzić bokiem pod górkę, zmienić kierunek stania, „tuptając” po śniegu po okręgu.

Gdy dzieci mają to już opanowane, można je łączyć w grupy. Nauka w tym pierwszym tygodniu do końca powinna się odbywać na wyciągu taśmowym – orczyk wymaga siły i przełamania barier psychicznych. Naukę korzystania z niego można odłożyć na następny raz.

Po tygodniowym szkoleniu dziecko powinno samodzielnie zjeżdżać z łagodnego stoku, umieć skręcać pługiem i zatrzymywać się w wyznaczonym miejscu.

7. Jak uczy dobry instruktor narciarstwa

Pierwszy kontakt z dzieckiem jest najważniejszy. Fajnie, jak instruktor na początek kucnie, zdejmie gogle, zagada. Jeśli nawiążą od razu dobry kontakt, będzie łatwiej.

Dzieci uczą się obrazowo. Dlatego mówimy im, że mają trzymać narty „na frytki” lub „na pizzę”, a nie równolegle czy prostopadle. Jeśli dziecko nie odróżnia lewej strony od prawe, można mu nakleić na każdej narcie nalepkę z innym obrazkiem.

Najlepsza jest nauka przez zabawę. Pomocne są gadżety – bramki, pędzelki, hula-hoopy, kolorowe grzybki. Z najmłodszymi znakomicie sprawdza się gra w piłkę w nartach lub rzucenie wielką piankową kostką do gry. Dzieci są tak przejęte zabawą, że mimowolnie uczą się tuptać. Później w ramach toru przeszkód ustawiamy dzieciom na stoku hula-hoopy, do których przekładają kolejno inne przybory. To uczy jechania w określonym kierunku, równowagi i umiejętności zatrzymania się.

Przez pierwsze dni instruktor powinien jeździć przed dzieckiem, przodem do niego. To daje maluchowi poczucie bezpieczeństwa. A kiedy złapie, o co chodzi, może zacząć jeździć za instruktorem, żeby go naśladować.

Pierwszy tydzień nauki – na pewno bez kijków. Ale potem trzeba jednak do nich dziecko przekonać, bardzo pomagają w utrzymaniu równowagi.

8. Powtórka za tydzień, miesiąc, rok?

Jeśli mamy możliwość, żeby po pierwszym tygodniu nauki wyskoczyć z dzieckiem na weekend jeszcze w tym samym sezonie, to świetnie. Ale nawet jeśli minie rok, zanim znowu przypnie narty, to nic nie szkodzi.

Dziecko nie zapomni przez ten czas, czego się nauczyło. Ale na pewno spotka się z takim wyzwaniem, że jest większe i cięższe. Będzie zjeżdżać szybciej, trudniej będzie mu wstać. Czeka je nauczenie się od nowa koordynacji.

Dlatego warto, żeby dziecko przez kilka pierwszych sezonów dalej doskonaliło się pod okiem instruktora. Nie tylko wtedy, gdy chcemy, żeby jeździło sportowo. Dobrze nauczone dziecko będzie jako dorosły jeździć pewnie, z przyjemnością i bezpiecznie i nie zaskoczą go żadne, nawet najgorsze warunki.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.