Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na masową skalę zaczęto ich używać w latach 70. Dziś trudno sobie wyobrazić bez sztucznego śniegu branżę narciarską, bo z każdym rokiem, mimo mroźnych zim, śniegu pada mniej.

Już teraz w Szwajcarii sztucznie naśnieżanych jest blisko 40 proc. tras narciarskich, a w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych od sztucznego naśnieżania zależne są niemal wszystkie stoki.

Przeczytaj także: W Zieleńcu ruszyły armatki śnieżne. Otwarcie za dwa tygodnie

Nie jest to obojętne dla środowiska. W krajach alpejskich ilość zużywanej wody w jednym sezonie narciarskim odpowiada rocznemu zapotrzebowaniu na wodę miasta liczącego 1,5 mln mieszkańców. Armatki śnieżne działają przy użyciu paliwa, co z kolei wiąże się z dodatkową emisją CO2.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.