Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jak przygotować dziecko na narty radzi Błażej Dawidson, instruktor narciarstwa, specjalista w organizowaniu szkolenia dla dzieci z Fabryki Narciarzy:

Jakie narty dla dziecka

- Dla dorosłych narty dobieramy do umiejętności narciarza, do rodzaju naszego „białego szaleństwa”, dla dzieci jednak nie ma tak wielkiego wyboru.

Nie ma sensu wybieranie topowych nart. Nie chodzi o to, żeby były słabej jakości, stare lub z wytartymi ślizgami, ale wystarczą przyzwoite. Poza tym sprzęt z najwyższej półki osobom zaczynającym przygodę z nartami będzie wręcz przeszkadzał, bo jest bardzo wymagający, często jest też twardszy.

Oznacz buty

Narty mają różną twardość, kształt i przeznaczenie. Dla początkujących, w tym dzieci, lepsze są te bardziej miękkie, które mają mały promień skrętu. Mały promień skrętu oznacza, że narta puszczona swobodnie ze stoku zatacza określony okrąg. Im mniejszy krąg, tym łatwiej będzie dziecku skręcać, co ma znaczenie w kontroli kierunku zjazdu.

Buty też powinny być bardziej miękkie. W butach bardziej plastycznych łatwiej jest dziecku uzyskać prawidłową sylwetkę przy zjeżdżaniu.

Narty i buty mają swoją skalę twardości. Im niższy wskaźnik, tym są bardziej miękkie. Można spytać w sklepie czy w wypożyczalni, jaki jest wskaźnik miękkości danych nart czy butów.

Narty dobiera się też do wysokości dziecka. Postawione czubkami do góry powinny sięgać wysokości oczu. Nie ma raczej znaczenia masa ciała dziecka.

Sprzęt to jedno, ale trzeba jeszcze pilnować, żeby go prawidłowo używać. Zdarza się, że dzieci mylą buty - prawy wkładają na lewą nogę itd. Wkładki do nart, czyli takie długie kapcie, pasują do konkretnego buta, a często rodzice wkładają je, jak wypadnie. Jeśli sprzęt jest nasz, warto jakoś oznaczyć np. wkładkę do prawego buta. W pierwszej chwili można nie odczuć tej różnicy, ale po pewnym czasie spędzonym na stoku wkładka może zacząć uwierać i obcierać stopę.

Ważną rzeczą przed wpięciem nart na stoku jest sprawdzenie, czy pod butem nie ma śniegu. Trzeba go oczyścić, zanim wepniemy nartę. Dzieciom trudno to zrobić samodzielnie, bo nie utrzymują równowagi na jednej nodze, tym bardziej w ubraniu i sprzęcie.

Zwróćmy też uwagę na to, czy but jest w ogóle zapięty! Spodnie narciarskie osłaniają go tak, że nie widać tego na pierwszy rzut oka. Niezapięty but zwiększa ryzyko urazu i kontuzji.

Jeśli na narty wybieramy się raz do roku, to lepiej jest je pożyczyć, niż kupować. Szczególnie, że dzieci rosną.

Na stoku obowiązkowy jest kask. Instruktor nie przyjmie na jazdę dziecka bez kasku. Technika jazdy się zmieniła, sprzęt powoduje, że jeździmy szybciej, bardziej agresywnie, na stokach jest też więcej narciarzy. Brak kasku każdego naraża na poważny uraz głowy!

Czym różni się sprzęt dla początkujących od profesjonalnego

Pomarańczowa szybka

Kask dobiera się do obwodu głowy, jak kapelusz. Trzeba zmierzyć dziecku obwód głowy na wysokości mniej więcej skroni. Jaki wybrać?

Jeśli w coś warto zainwestować, to w kask z regulacją z tyłu (pokrętłem). Można go wtedy lepiej dostosować do rozmiaru głowy. Kask powinien do niej przylegać, ale nie może jej nadmiernie ściskać. Najlepiej po założeniu poprosić dziecko, by pomachało głową w przód i w tył. Kask nie powinien spaść ani znacznie się przesunąć.

Jeśli jest zbyt duży, to podczas upadku może zsunąć się z głowy i nie dość, że nie chroni, to jeszcze zasłoni dziecku oczy.

Cena kasku zależy m.in. od jego lekkości. Ten najtańszy będzie też najcięższy. Lepiej wybrać lżejszy, droższy - ale bez popadania w przesadę.

Kolejna rzecz - gogle. Bardzo przydatne, szczególnie dla dzieci. Gogle są przedłużeniem kasku, nie tylko chronią twarz przed wiatrem, ale też są osłoną przy upadku. Chronią oczy. A wiem, co dzieci potrafią robić z kijkami do nart. Najlepiej sprawdzają się gogle z pomarańczową szybką, ponieważ wyostrzają widzenie śniegu. Dziecko lepiej widzi, po czym jedzie i jakie jest ukształtowanie terenu.

Kijki do nart mogą być najzwyklejsze. Tym bardziej że często się gubią. Można kupić takie, które przy upadku wypinają paski przy kijkach zakładane na przegub dłoni. To powoduje, że wtedy kijki nas nie ciągną i nie plączą się między nartami.

Kijki dobieramy do wzrostu - postawione do góry talerzykami powinny sięgać nam do łokcia wzdłuż zgiętej pod kątem prostym ręki.

Jako cześć sprzętu można też wymienić tzw. żółwie na plecy, specjalne ochraniacze, czy dzióbki do zakładania na czubki nart. "Żółwie" są świetne, bo chronią kręgosłup dziecka przed urazem. Nie tylko gdy samo upadnie na plecy, ale też chroni przed innymi narciarzami. "Żółwia" dobieramy do wzrostu dziecka. Oczywiście powinien być lekki.

Dzióbki łączące czubki nart są kontrowersyjne, ale moim zdaniem bywają przydatne. Pomagają początkującym w utrzymaniu nart w pozycji pługu, uczą, jak ustawiać nogi. Na stokach często widać, jak instruktorzy jadą tyłem schyleni i trzymają dzieciom czubki nart razem - to daje ten sam efekt.

Na temat nauki jazdy pługiem też są podzielone zdania. Jedni jej nie uznają. Ja uważam, że uczy dzieci dwóch podstawowych rzeczy - kontroli prędkości zjeżdżania i wykonywania skrętów. A umiejętność zatrzymania się i skręcania jest kamieniem milowym w nauce jazdy na nartach.

Na cebulkę

Pamiętajmy, żeby odpowiednio ubrać dziecko na stok! To nawet ważniejsze od jakości sprzętu. Najlepiej ubierać je na cebulkę - zawsze można coś zdjąć lub dołożyć. Przyda nam się na stoku plecak.

To, na co narzekają najczęściej maluchy, to zimno na stoku. Marzną im dłonie i stopy. Zainwestujmy w dobrą, lekką, ale ciepłą kurtkę i spodnie narciarskie. Kombinezon jednoczęściowy jest kłopotliwy przy wizytach w toalecie.

Pod kask załóżmy dziecku kominiarkę. Przydatna jest też bielizna termiczna, bo pochłania wilgoć i trzyma zimno z dala od ciała.

Można też założyć pod kurtkę polar. Warto kupić ogrzewacze do dłoni i włożyć je dziecku do kieszeni kurtki. Można także kupić takie do wkładania do butów. To może bardzo zwiększyć komfort pobytu na stoku, pogoda zmienia się tam nagle i bywa naprawdę zimno.

Kiedyś organizowaliśmy szkołę dla starszych dzieci na lodowcu. Przyjechał chłopak, który zjeżdżał w dżinsach i swetrze zamiast kurtki! Musieliśmy pilnie interweniować u rodziców, którzy tak niefrasobliwie przygotowali dziecko do wyjścia na stok. A przecież to nie była kwestia braku pieniędzy na dobre ubranie.

Dla małych dzieci lepsze są rękawiczki z jednym palcem i tzw. fartuchem okalającym nadgarstek. Lepiej, by były dłuższe. Wkładanie dziecku na stoku rękawiczki z pięcioma palcami, na dokładkę wywiniętej na drugą stronę, to mordęga. Przydadzą się też ciepłe skarpety pod kolano.

Kupując dziecku ubranie na stok, bierzmy pod uwagę też komfort i wygodę. Niech to nie będzie ciężki sztywny ubiór, w którym nie ma swobody ruchów.

I jeszcze jedno - dzieci na stoku się gubią. Doskonałym rozwiązaniem jest umieszczenie na samym środku kasku naklejki - nie z boku, bo tam zakryją ją gogle - z imieniem malucha i numerem naszego telefonu. To się świetnie sprawdza. Ubierajmy też maluchy w jaskrawe stroje. Trudno je wychwycić wzrokiem, kiedy mają te same czarne lub granatowe kurtki.

Jak uczyć dziecko jazdy na nartach

 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.