Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mam kolegę, który tak ukochał swoje stare, 195-centymetrowe, proste i ciężkie narty (może nawet drewniane!), że długo nie poddawał się rewolucji carvingowej. Przekonał go dopiero Józef Uznański, nieżyjący już słynny taternik, ratownik, przewodnik i instruktor narciarski. Uznański miał już grubo po osiemdziesiątce, kiedy z politowaniem popatrzył na mojego relatywnie młodego kolegę i zapytał:

- I po co pan tak się męczy?

Morał z tego taki, że człowiek chętnie się przyzwyczaja i nie lubi zmian. Nawet tych na lepsze. A narty obecnie zmieniają się bardzo szybko. Co sezon są nowe modele, pojawiają się nowinki techniczne. Może nie na miarę przeskoczenia z prostej deski na carving, ale zawsze.

Dlatego zanim postanowicie kupić narty, odpowiedzcie sobie na poniższe pytania.

1. Jak dobrze umiecie jeździć?

Jeśli dopiero zaczynacie, kupowanie nart na zachętę nie ma sensu. A nuż wam się nie spodoba? Albo się połamiecie i będziecie musieli czekać do kolejnego sezonu? Możecie też przez pomyłkę kupić narty, które nie są dla was - bo są za dobre, albo za słabe.

Najpierw nauczcie się jeździć, poszalejcie trochę, popróbujcie, a potem ewentualnie kupujcie.

2. Jak często chcecie jeździć?

Jeśli mieszkacie blisko stoku albo w górach, to wiadomo, że chcecie mieć narty pod ręką. Jeśli jednak wyskakujecie na narty dwa razy w sezonie tylko na weekend albo wyjeżdżacie raz w sezonie na cały tydzień, to poważnie się zastanówcie, czy nie lepiej narty wypożyczać.

Będziecie mogli za każdym razem wziąć sobie inne i popróbować różnych marek, typów i nowinek - twardszych albo bardziej miękkich, cięższych albo lżejszych, o mniejszym promieniu skrętu albo o większym.

No i własne narty trzeba gdzieś trzymać poza sezonem, przygotować do niego i serwisować po nim (stówka lekko), jakoś przewieźć w góry i z powrotem (niby autem najwygodniej, ale dobrze wtedy mieć bagażnik dachowy; samolotem albo pociągiem - horror) i pilnować, żeby ich ktoś nie ukradł, kiedy idziemy na gulasz.

Czy naprawdę musicie być niewolnikami swoich własnych nart?

3. Jak gruby macie portfel?

Ktoś wyliczył, że narty opłaca się kupić, tylko jeśli jeździmy kilkadziesiąt dni w roku. Bo deski szybko się zużywają, starzeją i trzeba by je wymieniać co 2-3 sezony, a średniej klasy kosztują ze 2 tys. zł. No i ich transport też kosztuje (nawet bagażnik dachowy to większe zużycie paliwa), choćby sporo nerwów. Za tydzień jazdy na niezłych nartach z wypożyczalni zapłacicie na zagranicznych stokach ok. 100 euro (kijki w cenie).

4. Czy naprawdę bardzo, ale to bardzo chcecie je mieć?

Jeśli tak, to kupujcie i nie zawracajcie sobie głowy rachunkami.

Co raczej warto kupić, zamiast wypożyczać?

Można też kombinować tak jak Paweł Klimek, współpracownik serwisu Ski.online.pl: - Choć mam swoje narty, to często pożyczam inne. Nie zawsze chce mi się zabierać swoje na daleki wyjazd. No i lubię pojeździć na nowym sprzęcie. W wypożyczalniach w Alpach, a także w dużych ośrodkach narciarskich w Polsce, co roku mają nową kolekcję.

Jak się nie połamać na stoku narciarskim

Na pewno jednak trzeba mieć swoje rękawice, gogle i kask (nie chcemy mieć na głowie cudzej mikroflory - a każdy ma trochę inne bakterie i grzyby na skórze, czasem nieprzyjemne). Specjaliści radzą też, żeby kupić własne buty narciarskie. Można je wtedy dobrze dopasować i nie ryzykować, że będziemy cierpieć, zamiast bawić się na stoku. No i nie ryzykujemy grzybicy stóp.

- Właściwie zawsze zabieram w góry swoje buty, nawet jeśli narty wypożyczam na miejscu - mówi Klimek. - Bo wbrew obiegowym opiniom to nie narty decydują o komforcie jazdy, ale właśnie buty narciarskie. Nie miałem nigdy problemu z wypożyczonymi nartami, ale z butami tak. Warto więc poświęcić 3-4 wizyty w sklepie, żeby je dobrać. Dzisiejsza technologia pozwala idealnie dopasować je do stopy.

Buty powinny wystarczyć na jakieś 10 lat. Jeśli więc macie wolne 1,5 tys., to nie ma co się zastanawiać. A jeśli nie, to zawsze możecie postawić wszystko na jedną kartę i wypożyczyć.

Co ja robię?

Najpierw na narty, potem do sauny. Tak to robią Finowie

Przyznam, że jedyne narty, które miałem, były proste, drewniane i miały skórzane wiązania. Kiedy byłem dzieckiem, rodzice sprawili mi je pod choinkę. Jeszcze pewnie leżą w czyjejś piwnicy.

Problem może się zacząć, jeśli zachce wam się pojeździć poza przygotowanymi stokami. Narty turowe ciągle trudno wynająć, no i w dzikich górach nie ma wypożyczalni.

A jak jest z coraz popularniejszymi biegówkami?

- Z ich wypożyczeniem nie ma większego problemu wszędzie tam, gdzie można korzystać ze specjalnie przygotowanych tras, np. w Jakuszycach czy Górach Bialskich, nie mówiąc o czeskich ośrodkach w Karkonoszach, Górach Izerskich czy Orlickich - tłumaczy Grzegorz Grupiński, amator górskich wędrówek na nartach, współpracownik Magazynu Turystyki Górskiej "n.p.m.". - Jeśli ktoś chce podreptać na biegówkach raz czy dwa w roku na przygotowanych szlakach, wypożyczony sprzęt zupełnie mu wystarczy. Cena kompletu nart, butów i kijów to 30 do 40 zł na dzień. Jednak jeśli chcemy na nartach wyruszyć w teren i wędrować po nieprzetartych szlakach, z dala od ośrodków narciarskich, to bez własnego sprzętu się nie da - uważa Grupiński.

Taka jest cena wolności.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.