30 lat temu zjednoczone Niemcy i wolna Polska podpisały Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. W tym czasie wiele zmieniło się na lepsze między Polakami a Niemcami, jednak postrzeganie języka Goethego w Polsce nadal jest dość krytyczne. Jak chcecie to zmienić?

Karin Ende: Z badań wynika, że generację X interesują przede wszystkim muzyka, moda, lifestyle, klimat i technika. Dlatego Goethe-Institut koncentruje się głównie na tych obszarach. Zresztą nowoczesna moda idzie ostatnio w parze z ochroną środowiska. Recycling dotarł w Niemczech także do tej branży. Wielu młodych projektantów ubrań, plecaków czy butów pracuje na odzyskanych z recyclingu materiałach. W ubiegłym roku przeprowadziliśmy kampanię w mediach społecznościowych pod hasłem „Język Twojej Pasji". Chcemy, by niemiecki kojarzył się pozytywnie jako możliwość otwierająca drzwi do realizacji nie tylko celów zawodowych, ale także i pasji. Niemiecki może przynieść wiele radości. Oprócz stworzenia strony internetowej www.jezykTwojejpasji.pl, otworzyliśmy jeszcze profile na Facebooku i Instagramie i rozpoczęliśmy współpracę z polskimi influencerami. Dzięki temu udało nam się dotrzeć do 3 mln Polaków. Chcemy przekonać rodziców, by, oprócz angielskiego, zachęcili swoje dzieci do nauki niemieckiego.

W Polsce wiele osób uważa, że warto uczyć się niemieckiego przede wszystkim z powodów zawodowych. Czy chcecie w takim razie to zmienić?

Nie! Chcemy to „uzupełnić", dodać nowe perspektywy. Chcemy pokazać, że warto znać niemiecki nie tylko w sytuacji, kiedy myśli się o pracy w Niemczech. Wymiana handlowa Niemiec z Polską i pozostałymi krajami Grupy Wyszehradzkiej jest porównywalna z Chinami. Rośnie liczba niemieckich firm otwierających filie w Polsce i szukających wykwalifikowanych pracowników mówiących po niemiecku. A tymczasem liczba uczących się niemieckiego w Polsce spada. Obecnie trochę mniej niż 2 mln uczy się języka Goethego, 10 lat temu było to 2,3 mln.

Wielu Niemców mówi po angielsku. Może nie ma sensu uczyć się ich języka?

Oczywiście, że jest sens, ponieważ angielski nie jest już traktowany jako język obcy, tylko po prostu jako drugi język. Więc kiedy wszyscy mówią po angielsku, trzeba się czymś wyróżnić, szczególnie na rynku pracy. Z rozmów z rekruterami w Polsce wiemy, że chętniej wyszukują i zatrudniają ludzi, którzy oprócz angielskiego, znają także niemiecki. Za Odrę i Nysę Łużycką trafia około 30 proc. polskiego eksportu, więc firmy walczą o pracowników ze znajomością niemieckiego.

Ale niemiecki jest zdecydowanie trudniejszy od angielskiego.

Absolutnie nie! Dla dzieci, które uczą się angielskiego, język niemiecki nie będzie trudny, ponieważ istnieje wiele podobieństw.

Rodzajniki rzeczników, które sprawiają Polakom najwięcej trudności, są jednak zdecydowanie trudniejsze w niemieckim niż w angielskim…

Ach, Niemcy też często mylą rodzajniki! Nie można się na nich koncentrować! Po latach nauki przychodzą automatycznie do głowy. Rodzajniki są przereklamowane! (śmiech)

Czy jednak nauka dwóch języków obcych nie jest zbyt dużym obciążeniem dla dzieci?

Wprost przeciwnie! Neurolodzy dowiedli, że dla rozwoju dziecka nie ma nic lepszego niż wielojęzyczność. Im więcej języków się uczy, tym lepiej rozwija swój mózg. Dzieci potrafią doskonale segregować informacje. Jeden język obcy nie osłabia drugiego, a wręcz przeciwnie, zwiększa umiejętności uczenia się. Szczególnie, kiedy rozpocznie się naukę języków obcych we wczesnej fazie dzieciństwa, najlepiej od piątego roku życia. W Goethe-Institut oferujemy kursy od dziewiątego roku życia, ale wspieramy też 350 szkół w Polsce, które wprowadzają język niemiecki wcześniej niż określa to podstawa programowa, czyli przed siódmą klasą. Oferujemy obecnie 100 godzin darmowych konsultacji dla rodziców. Można się na nie zapisać online. W czasie konsultacji informujemy o dodatkowych zajęciach niemieckiego dla dzieci, o stypendiach, o materiałach dydaktycznych online. Na naszej stronie internetowej przygotowaliśmy bardzo wiele gier językowych dla małych dzieci, a na portalu mein.goethe.de znajduje się bezpłatny bank danych z tysiącem materiałów dydaktycznych dopasowanych do wszystkich poziomów nauczania.

Wspomina Pani o stronie internetowej. Pandemia wymusiła zmiany w sposobie nauczania. Jak zmieniła Waszą pracę, jak funkcjonuje zdalne nauczanie niemieckiego?

Wspaniale! Udało nam się dotrzeć do wielu uczniów, którzy przed pandemią ze względów logistycznych nie mieli szansy uczęszczać na nasze zajęcia. Po pandemii planujemy mobilne lekcje niemieckiego, z którymi będziemy odwiedzać mniejsze miejscowości w Polsce.

Wiele osób uważa, że zajęcia online są mniej wartościowe od stacjonarnych. Znaleźliście rozwiązanie tego problemu?

Tak! Kluczem są interaktywne zajęcia, na których wszyscy mają włączone kamery i mikrofony, tak, by nauczyciele i dzieci byli w ciągłym kontakcie. To znacznie podnosi zaangażowanie dzieci na kursach. Zajęcia zaczynamy od gier, w których można wziąć udział tylko przy włączonych kamerach. To ośmiela uczniów do ich używania. Na zajęciach online korzystają przede wszystkim nieśmiałe dzieci, które miały wcześniej problem z przełamaniem się w klasie.

Bardzo ciekawy i mobilizujący pomysł. Mam wrażenie, że takich w polskich szkołach bardzo brakuje… Co zmieniłaby Pani w polskim systemie nauczania języka niemieckiego?

Słyszę od uczniów, że najbardziej frustrujące jest dla nich ciągłe powtarzanie tego samego, tzn. kiedy przechodzą z podstawówki do szkoły średniej, od nowa zaczynają naukę tych samych konstrukcji gramatycznych. Poza tym często czują się niedocenieni przez system za ich zaangażowanie w naukę niemieckiego, nie zawsze dostają dodatkowe punkty za udział w konkursach, starając się o przyjęcie do liceum. Kuratoria uznają jedynie wyniki z olimpiad i niektórych konkursów, w tym zazwyczaj z języka angielskiego.

Wciąż też mało wiemy o samych Niemcach. Ostatnio zainteresowały mnie ciekawe dane. 12 proc. wszystkich książek na świecie wychodzi po niemiecku. Niektóre zestawienia pokazują, że rocznie każde gospodarstwo domowe w Niemczech wydaje około 400 euro na prasę i książki. Skąd ta fascynacja Niemców czytaniem?

To dzięki dobrej edukacji szkolnej. Ponadto czytanie jest w Niemczech odbierane jako dowód na przynależność do wyższej klasy społecznej.

Kto jest dzisiaj, Pani zdaniem, największym niemieckim artystą?

Igor Levit, 34-letni pianista z rosyjsko-żydowskimi korzeniami, który w czasie pandemii stworzył fantastyczny podcast ze wszystkimi 32 sonatami Beethovena. A moim ulubionym pisarzem jest Navid Kermani, którego rodzice pochodzili z Iranu. Na tych przykładach najlepiej widać, jakim ciekawym i różnorodnym krajem stały się Niemcy w ostatnich dziesięcioleciach.

W Polsce mało są znani muzycy popowi z Niemiec. Pokolenie 40- i 50-latków pamięta NENĘ i jej „99 Luftballons", ale współcześni wykonawcy są nieznani...

Pracujemy nad tym. Organizujemy właśnie ogólnopolski konkurs karaoke z niemiecką muzyką. Główną nagrodą jest nagranie własnej piosenki w profesjonalnym studiu. W ubiegłym roku przygotowaliśmy tournée z niemieckim hiphopowcem Rogerem Reklessem i warsztaty, na których analizowaliśmy teksty jego utworów. Wiele osób przekonało się, że niemiecki jest melodyjny. Kiedyś usłyszałam od ucznia pierwszej klasy: „Karin, kiedy Ty mówisz po niemiecku, to kompletnie nie brzmi on twardo, jak sobie wyobrażałem". Przeprowadziliśmy badania, sprawdzając w 60 klasach w polskich szkołach, jaki jest wizerunek języka niemieckiego. Porównaliśmy opinie uczniów, którzy uczą się niemieckiego z tymi, którzy nigdy się z nim nie zetknęli. Okazało się, że ci, którzy nie mają zajęć z niemieckiego, uważają, że niemiecki brzmi strasznie, że to twardy język i mało sexy, a poza tym jest bardzo trudny do nauczenia.

Skąd pochodzi ten stereotyp?

To także sprawdziliśmy, przeprowadzając badania. Stereotypy pochodzą z hollywoodzkich i Netflix-owskich superprodukcji o III Rzeszy, w których bardzo często aktorzy mówią po niemiecku tak, jakby ciągle wydawali wojskowe komendy. Bardzo mi przykro, że nasz język jest wciąż utożsamiany z tym tonem rozkazów.

Jak chcecie więc walczyć z tymi stereotypami w Polsce?

Chcemy pokazać młodym Polakom, że dzięki niemieckiemu mogą realizować swoje marzenia zawodowe i prywatne. Oferujemy także spotkania online z Niemcami. I widzimy, że stereotypy znikają, kiedy ludzie poznają się nawzajem. Znam wielu młodych Polaków, którzy przed pandemią kilka razy w roku odwiedzali Berlin, który zyskał miano hipsterskiej stolicy Europy. Wiem, że oni stają się najlepszymi ambasadorami nowych Niemiec i języka, po tym, jak sami mogli się przekonać o niemieckim stylu życia.

Jak Pani go określi?

Niemcy ciągle się zmieniają. Dziś mój kraj jest bardzo żywy, otwarty i różnorodny. Obecnie co czwarty Niemiec ma migracyjne korzenie. W Bundestagu zasiada obecnie 58 posłów, których przodkowie pochodzą z różnych części świata. Jako społeczeństwo ciągle się rozwijamy, nadal istnieją różnice między bogatymi a biednymi. Wciąż mamy wiele do zrobienia, ale to jest właśnie gwarancja naszego sukcesu, że nie osiadamy na laurach, że chcemy budować bardziej sprawiedliwe społeczeństwo, w których wszyscy mają równy dostęp do edukacji i gospodarczego dobrobytu.

W ostatnich latach Niemcy stawały się coraz bardziej „zielone". Na jesieni może nawet wybierzecie pierwszą, „zieloną kanclerz". Jak do tego doszło?

To jest faktycznie sukces partii Zielonych. Osobiście znam wielu założycieli partii z 1980 roku i muszę przyznać, że to ich konsekwentna polityka zmieniła nasz kraj na bardziej przyjazny naturze. Poza tym myślę, że społeczeństwo staje się bardziej świadome znaczenia ochrony klimatu, kiedy osiągnie pewien poziom dobrobytu i nasyci się dobrami materialnymi. Ważnym czynnikiem była także edukacja środowiskowa w szkołach. Ponadto Niemcy są coraz bardziej znaczącym producentem zielonych technologii, szczególnie w obszarze odnawialnych źródeł energii.

Niemcy są krajem przemysłowym, krajem samochodów, co więc było punktem zwrotnym w tej zielonej transformacji świadomości?

Strach przed przyszłością! Częścią naszej mentalności jest patrzenie w przyszłość, więc ludzie zaczęli myśleć o tym, jaki świat zostawią swoim dzieciom i wnukom.

A wyobraża sobie Pani Niemcy bez samochodów?

Tak! Jestem pewna, że za 10 lat transport indywidualny w dużych miastach nie będzie istniał, że w nadchodzących latach parkingi zostaną zredukowane, a ścieżki rowerowe rozbudowane, podobnie jak transport publiczny.