McDonald’s ma obecnie w Polsce ponad 460 restauracji. Pani prowadzi aż 7 z nich. Wszystkie w Poznaniu. Jak zaczęła się Pani przygoda z siecią?

Natalia Pałka-Urban: Natknęłam się w gazecie „Pierwszy milion” na artykuł o franczyzie McDonald’s. Przeczytałam, odłożyłam gazetę i o temacie zapomniałam. Wrócił, gdy z mężem zaczęliśmy się zastanawiać nad własnym biznesem. Myśleliśmy najpierw o klubie tenisowym, ponieważ mąż jest profesjonalnym tenisistą. I wtedy przypomniałam sobie o franczyzie McDonald’s. Oboje stwierdziliśmy, że to jest to, czego szukamy. Porzuciłam pracę na etacie oraz rolę wykładowcy na uczelni. Dzisiaj prowadzę 7 restauracji w Poznaniu. Mąż mi w tym bardzo pomaga, stanowimy zgrany zespół. To ciekawe, że moja historia z franczyzą McDonald’s zaczęła się od przeczytania artykułu w gazecie, a teraz sama jestem bohaterką materiału, który może zachęci kogoś do podjęcia takich kroków, jakie ja podjęłam kilka lat temu.

Obecnie niemal 90 proc. wszystkich restauracji obecnych w Polsce działa na zasadzie franczyzy. Jaką drogę trzeba przejść, by zostać franczyzobiorcą McDonald’s?

Zaczęłam od napisania listu motywacyjnego i CV. Zgłoszenie wysłałam w Walentynki 2013 roku. Po upływie 2 tygodni, 28 lutego, otrzymałam zaproszenie na wstępną rozmowę kwalifikacyjną, po której odbyłam trzydniową wizytę w restauracji, aby poznać specyfikę funkcjonowania tego biznesu. To był bardzo intensywny czas. Po 4 tygodniach odbyłam jeszcze rozmowę z zarządem firmy. Po pozytywnym przejściu tego etapu, który jest kluczowy dla całego procesu, rozpoczęłam szkolenie. Wcześniej byłam wykładowcą, a nagle zostałam studentką. Ale podchodziłam do sprawy bardzo poważnie. Chciałam wszystkiego nauczyć się na 100 proc. Szkolenie wspominam bardzo miło, to był super czas, w otoczeniu świetnych ludzi. Otrzymałam ogromną dawkę wiedzy, która pozwoliła mi zrozumieć, jak funkcjonuje restauracja i cały system. We wrześniu 2013 roku dostałam informację, że zostanę licencjobiorczynią, a w grudniu otrzymałam klucze do pierwszej restauracji. W moim przypadku, proces przygotowania i dołączenia do systemu McDonald’s trwał dość krótko. Wszystko zależy od dostępności i zaangażowania kandydata. Przeciętnie rekrutacja zajmuje dwanaście miesięcy, z czego przez około dziewięć miesięcy kandydat szkoli się w restauracji.

Powiedziała Pani, że rozważała z mężem otwarcie klubu tenisowego. Dlaczego ostatecznie zdecydowała się Pani na franczyzę?

Jako licencjobiorczyni mogę spać spokojnie. McDonald’s nauczył mnie, jak prowadzić biznes w oparciu o najwyższe standardy, ze szczególnym uwzględnieniem  bezpieczeństwa pracowników oraz gości. Sama bym tego nie była w stanie zrobić. McDonald’s dostarcza know how pokazując jak prowadzić sprawdzony i stabilny biznes.  Bez odpowiednich procedur, schematów działania nie byłoby możliwe zapewnienie tak bezpiecznego miejsca.

Mówiła Pani o wsparciu na starcie. A w trakcie zarządzania restauracją? Czy również może Pani korzystać ze wsparcia centrali firmy?

Oczywiście. Weźmy na przykład produkty – są przetestowane, sprawdzone, odpowiadają trendom konsumenckim. Prawdopodobieństwo wprowadzenia nietrafionego produktu jest znikome. Jako samodzielny przedsiębiorca nie miałabym takich możliwości. Mam wsparcie przy zamówieniach, nie muszę martwić się, że jakaś dostawa się opóźni. Cały system działa sprawnie opierając się na współpracy z wieloletnimi dostawcami. I co ważne - wsparcie McDonald’s jest zawsze – jak świeci słońce i pada deszcz. Ostatni rok to potwierdził. Mam cały czas wsparcie operacyjne, pomoc we wdrożeniu nowych rozporządzeń. Prowadzę 7 restauracji w Poznaniu. Zatrudniam ponad 400 pracowników, wszystkich w oparciu o umowę o pracę – to duża odpowiedzialność, ale dzięki McDonald’s to jest komfortowa odpowiedzialność.

Podobno to jeden z franczyzobiorców wymyślił kultowego Big Maca. Tak samo było z Drive-thru, McMuffin czy Filet-O-Fish. Czy ma Pani poczucie realnego wpływu na rozwój sieci?

Oczywiście, że tak. Standardy i kwestie bezpieczeństwa są nie do ruszenia. Ale jesteśmy inspirowani przez McDonald’s do samodzielnego myślenia i podejmowania inicjatyw, które sprawią, żeby nasz biznes był bardziej profitowy. Moim konikiem jest ochrona środowiska – szczególnie dbam o kwestie właściwego zarządzania odpadami w  moich restauracjach. Ale mam też wpływ na rzeczywiste zmiany. Jakiś czas temu zaproponowałam zastąpienie jednorazowych tektur zbiorczych na opakowania wielorazowe. W przypadku tzw. „zielonki”, czyli sałat dostarczanych do restauracji udało się wprowadzić tę zmianę.

Jest Pani franczyzobiorcą od ponad 7 lat. Co dalej? Jakie możliwości rozwoju oferuje Pani McDonald’s?

Dzięki McDonald’s zaczęłam siebie postrzegać jako prawdziwego przedsiębiorcę, prawdziwą businesswoman. Moja firma jest sporym przedsiębiorstwem. McDonald’s działa w taki sposób, aby zaspokoić chęć na rozwój  otwierając nowe restauracje. Ja mam ich 7. Każdy kolejny lokal jest wyzwaniem. To kawał fajnej pracy, wyzwania. Liczę na to, że moja organizacja się jeszcze powiększy.

McDonald’s daje mi możliwość zarobienia pieniędzy, a z drugiej strony dużą elastyczność. Mogę pracować w godzinach, jakie mi pasują. Mam czas na rozwój, czas dla moich trojga dzieci. McDonald’s to taka wygodna łódź, do której wsiada się jako kapitan i w przyzwoitych warunkach wypływa na szeroką wodę. Jestem szczęśliwa, że jestem tu, gdzie jestem i mam wokół siebie wspaniałych ludzi. Jedyny błąd, jaki popełniłam to ten, że nie wysłałam listu motywacyjnego i CV do McDonald’s wcześniej.

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera McDonald's