Zadania wyszperał rosyjski matematyk Aleksandr Borowik od lat pracujący w Wielkiej Brytanii.

Już pierwsze z nich wymaga niezłej sprawności w manipulowaniu ułamkami i liczbami. Kandydatki do pracy na poczcie mają uprościć następujący ułamek:

.. .

W kolejnych zadaniach muszą m.in. wyciągnąć pierwiastek z liczby 331930385956 oraz pokazać, że im więcej 2 w wyrażeniu 0,2222..., tym bardziej jego wartość jest zbliżona do 2/9. Są też praktyczne zadania na liczenie wartości monet, odsetek od kapitału, a listę kończy zadanie:

"Z pewnej irlandzkiej wioski, którą zamieszkiwało 230 osób, emigrowało 3/4 jej populacji rolniczej oraz 5 innych mieszkańców. Jeśli teraz populacja rolnicza tej wsi zrównała się z populacją reszty mieszkańców, to jak przedtem były podzielone obie populacje?"

Spróbujcie odpowiedzieć.

Poniżej pełna lista tych zadań, które - cokolwiek by mówić - wymagały sporej biegłości w arytmetyce:

Zadania dla kandydatek do pracy na poczcie brytyjskiej w 1897 r.Zadania dla kandydatek do pracy na poczcie brytyjskiej w 1897 r. A. Borowik

Zdecydowana większość zadań na naszej tegorocznej maturze z matematyki na poziomie podstawowym jest dużo prostsza niż ten egzamin dla kobiet, które aspirowały do pracy na poczcie pod koniec XIX wieku.

Można załamywać ręce i ubolewać nad stanem współczesnej edukacji matematycznej, ale przecież prawdą jest także to, że współcześni maturzyści, którzy chcieliby pracować na poczcie, muszą mieć całkiem inne umiejętności niż urzędnicy w XIX wieku.

Dzisiaj nie trzeba samemu niczego przeliczać - robi to za nas komputer. Dużo szybciej i dużo sprawniej.

Aleksandr Borowik zauważa, że jeszcze 20 lat temu posiadacz konta w banku i książeczki czekowej  przynajmniej musiał potrafić sumować kolejne wydatki, aby nie zrobić manka na swoim koncie. Dzisiaj mamy aplikację w smartfonie, która pokazuje nam aktualny stan konta, a także wylicza zyski z ewentualnych inwestycji czy oszczędności i zarządza kontem.

Matematyka nas otacza ze wszystkich stron, jesteśmy od niej uzależnieni bardziej niż kiedykolwiek, ale jest to uzależnienie ukryte, niewidoczne. Wbudowane w algorytmy i zasady działania urządzeń, z których korzystamy na co dzień.

Google, Facebook, rozmaite aplikacje, dzięki którym korzystamy z konta w banku, zamawiamy taksówkę, umawiamy się na randkę, sprawdzamy rozkład jazdy pociągów i autobusów czy wytyczamy najkrótszą drogę dojazdu - są oparte na bardzo wyrafinowanej matematyce, która nie tylko jest poza zasięgiem współczesnego maturzysty, ale także typowego absolwenta matematyki na uniwersytecie.

Coraz wyraźniej rysuje się na całym świecie, nie tylko w Polsce, podział społeczeństwa na tych, którzy mniej więcej wiedzą, jak działają otaczające nas techniczne gadżety, a całą resztę, dla której to jest czarną magią.

W internecie krąży mem, na którym starszy człowiek mówi: "Minęło tyle lat, a ja wciąż czekam, kiedy mi się przyda sinus i cosinus...".

Twórca tego mema, zapewne nieświadomie, zilustrował podstawowy dylemat współczesnej edukacji matematycznej. Jak zachęcić młodych ludzi do nauki, jeśli dzisiaj nie ma bezpośredniego przełożenia pomiędzy kompetencjami matematycznymi i wykonywaną pracą, tak jak to było jeszcze w XIX wieku.

Rzeczywiście, można dziś zostać technikiem w telekomunikacji, operatorem tomografów komputerowych czy administratorem systemów komputerowych, nie widząc ani jednego sinusa czy cosinusa na oczy. Choć właśnie one są elementem transformat fourierowskich, które są podstawą działania współczesnych urządzeń przetwarzania sygnałów i danych.

Głęboka matematyczna wiedza jest potrzebna do tworzenia zaawansowanych technologii. Ale żeby ich używać i z nich korzystać, możemy być algebraicznymi czy arytmetycznymi analfabetami.

I to jest prawdziwym wyzwaniem dla współczesnej edukacji. Dopiero wieloletnie wykształcenie matematyczne (często dopiero na poziomie doktoratu) przynosi efekty, tj. daje przepustkę do tych branż, które zajmują się tworzeniem najnowszych technologii. Na niższych poziomach - w szkołach podstawowych czy średnich - młodzi ludzie nie mają dzisiaj wystarczającej motywacji, aby się uczyć matematyki.

Być może sytuacja dojrzała do tego, by kurs matematyki w szkolnictwie podstawowym i średnim nie był wyłącznie wstępem i przygotowaniem do nauki na poziomie akademickim. Może jego celem powinno być co innego - nauka otwartego myślenia skierowanego na rozwiązywanie problemów. Zamiast premiować znajomość wzorów i algorytmów - nagradzać umiejętność ich samodzielnego wymyślenia i wyprowadzenia. Uczyć myślenia, a nie odtwarzania. To się przyda w każdej profesji.