Siedź spokojnie, nie chodź po klasie! Wiercisz się, jakbyś miał robaki!

Dzieci w szkolnych ławkach mają siedzieć bez ruchu i pilnie przepisywać z tablicy. I gdyby się zastanowić, nauczyciel wymaga od uczniów dużo więcej niż od siebie. Przecież on sam jest w ciągłym ruchu – siada, wstaje, krąży po sali, gestykuluje i mówi. Dlaczego tych przywilejów mamy pozbawiać zdobywające wiedzę dzieci?

Badań, które mówią, jak zbawienna dla poprawy zapamiętywania i uczenia się jest aktywność fizyczna, są setki. A mimo to ciągle sadzamy siedmiolatki w ławkach i każemy im siedzieć przez 45 minut. Słynny był eksperyment prowadzony ponad 10 lat temu przez amerykańskiego psychiatrę Johna Rateyego. Wprowadził on w szkole codzienne poranne ćwiczenia aerobowe. Po przyjściu do szkoły dzieciaki zamiast siadać w ławkach, najpierw maszerowały na salę gimnastyczną i tam przez 40 minut biegały. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Pod koniec roku szkolnego ich oceny poszybowały w górę i te dzieci z zaniedbanych środowisk osiągnęły wyniki równe tym z elitarnych szkół.

Do szkół za oceanem wprowadzane są kilkuminutowe programy ćwiczeń „GoNoodle” (www.gonoodle.com), które można wykonywać w czasie lekcji. Mają formę krótkich filmów, na których performerzy tańczą, ćwiczą i śpiewają, a dzieci mają robić to wspólnie z nimi. Spróbowałam i muszę przyznać, że tych kilka minut potrafi dać niezły wycisk

W Finlandii uczniowie obowiązkowo wychodzą na dwór na każdą przerwę. Młodsze dzieci, mając naturalną potrzebę ruchu, faktycznie wykorzystują ten czas bardzo aktywnie. Ze starszymi bywa różnie. Mimo wszystko zastrzyk świeżego, a najczęściej mroźnego powietrza również pozytywnie wpływa na pracę szarych komórek.

Nacisk na aktywność fizyczną w szkole kładzie też duńska reforma nauczania wprowadzona w 2014 roku. Zainspirowani nią uczeni z uniwersytetu w Kopenhadze byli ciekawi, czy zajęcia ruchowe w trakcie lekcji mogą pomóc w przyswajaniu nowej wiedzy. Przeprowadzili eksperymenty na lekcjach matematyki.  

– Dzieci uczą się lepiej, jeśli w czasie lekcji mogą używać do nauki całego swojego ciała – mówi Jacob Wienecke, główny autor badań, które publikuje pismo „Frontiers of Human Neuroscience”. – O ile wcześniejsze badania pokazywały pozytywny efekt intensywnych ćwiczeń fizycznych na uczenie się, tutaj mówimy o zwyczajnym, naturalnym ruchu. Jest on przynajmniej tak samo skuteczny, jeśli wkomponowany zostanie w proces uczenia – dodaje Wienecke.

Grupę 165 pierwszaków z trzech szkół podstawowych w Kopenhadze podzielono na trzy grupy. Pierwsza na lekcjach matematyki pozostawała w ciągłym ruchu. Dzieci skakały, czołgały się, balansowały na jednej nodze, a wszystko to związane było z omawianym materiałem. Rozwiązując zadania z arytmetyki, używały siebie nawzajem do dodawania i odejmowania. Ucząc się geometrii, budowały figury z własnych ciał.

Uczniowie z drugiej grupy siedzieli w ławkach, ale zamiast zeszytów mieli klocki Lego. Wszystkie zadania rozwiązywali za ich pomocą. Chodziło o sprawdzenie, na ile pomocne w nauce matematyki jest wykorzystanie zdolności manualnych dziecka.

Wreszcie uczniowie z grupy kontrolnej brali udział w tradycyjnie prowadzonych lekcjach, używając zeszytów i ołówków. Cały eksperyment prowadzony był przez sześć tygodni. Po tym czasie wszystkie dzieci poddane zostały testom sprawdzającym ich wiedzę.

Wszyscy uczniowie poprawili wyniki. Ale największy postęp zrobiły dzieci mające na matmie WF

Zrobiły dwa razy większy postęp niż dzieci z grupy uczącej się z klockami Lego. Z kolei między dziećmi wykorzystującymi zdolności manualne a uczącymi się w konwencjonalny sposób nie było znaczących różnic. Efekty tej metody były nadal widoczne w osiem tygodni po zakończeniu eksperymentu.

Ciekawe też, że najbardziej na aktywności ruchowej zyskały dzieci, które już były dobre w matmie. Właśnie one najbardziej poprawiły wyniki. Wśród słabych uczniów alternatywne metody nauki nie przyniosły znaczących efektów. Jak podkreśla Wienecke, to bardzo istotna informacja. Wprowadzanie ruchu w czasie zajęć szkolnych jest wpisane w nowy program nauczania i ma poprawiać motywację, samopoczucie i uczenie się u wszystkich dzieci. Badania jego zespołu pokazały jednak, że nie wszyscy uczniowie zyskują tak samo. – Nie chcielibyśmy doprowadzić do sytuacji, w której dobrzy uczniowie stają się coraz lepsi, a słabi, zamiast równać w górę, zostają w ogonie.

10 praktycznych rad, jak uczyć dzieci matematyki.

Autorzy badań nie mają jednoznacznej odpowiedzi, skąd wziął się ten efekt. Spekulują, że być może dla uczniów mających problemy z matematyką zbyt dużym wyzwaniem było jednoczesne skupienie się na pracy umysłowej i aktywności fizycznej. Zbyt wiele zasobów umysłowych dziecka zostaje wykorzystanych na rozwiązanie zadań i zbyt mało pozostaje, żeby móc wykorzystać aktywność fizyczną do lepszego zapamiętywania. Wcześniejsze badania międzynarodowego zespołu Cateriny Pesce pokazały, że dzieci mające problemy z motoryką muszą wkładać bardzo dużo wysiłku umysłowego w wykonanie ćwiczeń ruchowych. Jeżeli jednocześnie mają wykonać zadania myślowe, nie są w stanie osiągnąć takich wyników jak dzieci z prawidłowo rozwiniętą koordynacją ciała.

Nieco podobny eksperyment przeprowadzili rok wcześniej uczeni z Holandii. Brało w nim udział aż 500 dzieci w wieku 7 i 8 lat. Podobnie jak uczniowie z Kopenhagi one również na lekcjach matematyki wykorzystywały ruch do uczenia się materiału. Dodatkowo ruch wpleciono też w lekcje języka. I tak na przykład ucząc się mnożenia 2 x 4, dziecko obliczając wynik, robiło odpowiednią ilość przysiadów. Literując słowo, musiało podskoczyć przy wypowiadaniu każdej głoski. Eksperyment trwał łącznie dwa lata, a tego typu lekcje odbywały się trzy razy w tygodniu po pół godziny każda. Łącznie w roku szkolnym prowadzone były przez 22 tygodnie.

Jak nie uczyć matematyki

Jakie były rezultaty? Jak pisze na łamach pisma „Pediatrics” Marijke Mullender-Wijnsma z Uniwersytetu Groningen, główna autorka badań, dzieci z aktywnej grupy osiągały dużo lepsze wyniki niż rówieśnicy mający tradycyjne lekcje. Różnice były takie, jakby aktywni ruchowo uczniowie mieli za sobą dodatkowe cztery miesiące nauki. Byli dużo lepsi w matematyce i literowaniu, nie zauważono natomiast różnic w czytaniu. Być może dlatego, że ćwiczone zadania skupiały się na zapamiętywaniu, powtarzaniu i rachunkach.

Jak podkreśla Marijke Mullender-Wijnsma, ta innowacyjna metoda nauczania daje efekty, ponieważ mózg i ciało pracują łącznie. – Uczenie się w ruchu wzmaga zaangażowanie, ponieważ dzieci uczą się wszystkimi zmysłami.

Wiemy z badań, że intensywne ćwiczenia fizyczne poprawiają zdolność skupienia uwagi u dzieci i poprawiają ich zachowanie w klasie. Są badania pokazujące pozytywny wpływ ćwiczeń wymagających koordynacji ciała na skupienie uwagi nastolatków. Coraz więcej się mówi o włączaniu ćwiczeń fizycznych w zajęcia szkolne jako integralnej części omawianego materiału albo w postaci krótkiej przerwy.


Uczmy matematyki tak, jak radził genialny Stefan Banach


Malke Rosenfeld, artystka i edukatorka, nauce matematyki poprzez ruch poświęciła książkę „Math on the Move”. Opisuje, jak ruch, taniec, świadomość swojego ciała sprzyjają uczeniu się matematyki. Podaje wiele sprawdzonych ćwiczeń i wskazówki, jak je wykonywać w klasie. Swoje spostrzeżenia opiera na nowym nurcie psychologii poznawczej nazywanym embodied cognition - ucieleśnione poznanie. Chodzi o to, że nie tylko mózg jest narzędziem poznawczym, ale całe ciało – uczymy się naszym ciałem. Szczególnie dotyczy to dzieci.

Niech więc nauka tabliczki mnożenia wygląda bardziej jak aerobik, a geometrii jak rozciąganie. Zastanawiam się, jak w ten sposób opanować pierwiastki, pochodne czy logarytmy. Z drugiej strony wytrenowane od pierwszej klasy dzieci pewnie by nas zaskoczyły swoją kreatywnością. Jeśli tylko im na to pozwolimy.