Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Beata Łyżwa-Sokół: Zwykle o ludziach mówi się, że są fotogeniczni, a na twoich zdjęciach fotogeniczne są miasta. I to niekoniecznie te pocztówkowe – Nowy Jork, Londyn, ale też Rzeszów...

Franciszek Mazur: Miasta zawsze mnie pociągały. Jestem chłopakiem z rzeszowskiego blokowiska, kończyłem studia w Poznaniu, a mieszkałem z rodziną w Warszawie. Co prawda weekendy jako dzieciak spędzałem u babci na wsi, ale to w mieście czuję się jak u siebie.

Na studiach zrealizowałeś projekt dokumentalny o polskich blokowiskach pokazywany na kilku wystawach, m.in. w Centrum Sztuki Współczesnej.

– Jeszcze w Rzeszowie, a potem w Poznaniu i we Wrocławiu lubiłem odwiedzać blokowiska, obrzeża miasta, tzw. sypialnie. Wybierałem jakiś kierunek na mapie i jechałem autobusem czy tramwajem na ostatni przystanek.

Fascynowały mnie wielkie idee architektoniczne, w tym Le Corbusiera – oparta na podporządkowaniu miasta człowiekowi. Przez lata próbowałem ją odnaleźć i uwierzyć, właśnie fotografując sypialnie. Ale przekonałem się, że to idea niepraktyczna.

Le Corbusier zakładał, że miasto jest stworzone dla ludzi dobrych. Otwarte przestrzenie są użytkowane przez wszystkich i szanowane. Miejsca spotkań, świetlice, parki funkcjonują na zasadzie wspólnego dobra. Ale ludzie mają skłonność do chronienia swojej prywatności, chcą mieć pewne najbliższe terytorium tylko dla siebie, więc zaczęli te przestrzenie zamykać, prywatyzować.

New York 2008 r.New York 2008 r. Fot. Franciszek Mazur / Prywatne zbiory

W 2008 r. odwiedziłeś Nowy Jork, miasto fotografowane już tysiąckrotnie. Czym ciebie zachwyciło?

– Tym, czym wielu. Wysokością, tętnem i rozmachem. W tym czasie w Warszawie mimo całego rosnącego city jedynym budynkiem naprawdę wznoszącym się ponad miastem był Pałac Kultury.

Przed wyjazdem obejrzałem mnóstwo filmów, w tym oczywiście Woody’ego Allena, „Taksówkarza” czy „Dym”, w którym bohater codziennie robi zdjęcie jednej ulicy na Brooklynie. W rezultacie nasiąkłem obrazami Nowego Jorku z lat 70. i 80.

Interesowały mnie stare doki wokół Manhattanu i zaniedbane, omijane przez turystów zakątki. Na miejscu okazało się, że ta przestrzeń jest już skomercjalizowana lub zamieniona w parki czy deptaki. Ale ostatecznie udało mi się. Mieszkałem u kolegi na Manhattanie, ale odwiedziłem też znajomych pod miastem, więc miałem szczęście poznać dwa zupełnie inne Nowe Jorki.

A w zasadzie dwie skrajnie różne Ameryki. Tę nowoczesną, w której gdziekolwiek się odwrócisz, otaczają cię ogromne, błyszczące wieżowce, między którymi z prędkością światła przemyka zapracowany tłum. Oraz tę poprzemysłową, gdzie nic się nie dzieje, każdy przelot samolotu powoduje drżenie szyb w tanich domach i można być jedynym białym człowiekiem z niebieskimi oczami, który spaceruje ulicą.

Ale i tak widzę, że pociąga cię architektura, a ludzie są tylko jej elementem.

– Inspirują mnie obrazy Hoppera. U niego człowiek jest anonimowy, pojawia się w przestrzeni jako intrygujący element kompozycji.

Warszawa 2017Warszawa 2017 Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Zagadujesz ludzi podczas zdjęć?

– Raczej ich podglądam. Lubię, gdy pozostają anonimowi. Znów jak u Hoppera: na jego obrazach nic się nie dzieje, ale widok człowieka na drugim czy trzecim planie działa na wyobraźnię. Dopisujemy mu historię

Ze Szwajcarii przywiozłeś pocztówkowe zdjęcia kolejki Glacier Express. Tuż po twoim wyjeździe Szwajcarzy wprowadzili zakaz robienia zdjęć w tym miejscu.

– I za jego złamanie można nawet zapłacić mandat. Chcą, aby kontemplować przyrodę, a nie pstrykać fotki.

Upiększasz zdjęcia, które publikujesz na Instagramie? Robią to nie tylko amatorzy, ale również profesjonalni fotoreporterzy.

– Nie wymyślam zdjęć, nie doklejam chmur, nie dorysowuję uśmiechów. Zachwycam się tym, co widzę: światłem, przestrzenią, sytuacją.

Ale i tak pokazujesz głównie zdjęcia ładne, kolorowe, przyjemne.

– Mam mnóstwo nieładnych zdjęć architektury ulegającej destrukcji, upływowi czasu, zmianom klimatycznym. To kwestia postrzegania, która mówi o widzu tyle samo, co o fotografie. Kolega fotografował podkarpacki pejzaż. Wykonał serię malarskich zdjęć, pola pełne maków, pagórki. Na wernisażu w urzędzie miasta wielu się zachwycało, ale kilka osób dopytywało, dlaczego fotografuje chwasty...

Masz jakąś radę dla tych, którzy fotografują miasto?

– W „Wyborczej” przez wiele lat robiliśmy fotofelieton. Przez cały dzień szukaliśmy jakiegoś wyjątkowego ujęcia, nie musiało dokumentować wydarzenia, raczej obrazek z życia codziennego. Wtedy się nauczyłem, że możesz cały dzień chodzić z aparatem i nic nie wychodzić, ale wystarczy siąść w jednym miejscu i poczekać. Samo przyjdzie.

Oczywiście gdy się siądzie tam, gdzie jest pusto i nic się nie dzieje, może być trudno. Ale prędzej czy później coś się wydarzy. Pogoda się zmieni, zacznie nagle padać, ktoś będzie biegł, kogoś ochlapie samochód.

Większość zawodowego życia spędzam na czekaniu. Rzadko kiedy przyjeżdżam „na temat” i od razu pstrykam. Zwykle ktoś się spóźnia, negocjacje się przeciągają, nie działa sprzęt, makijażystka kolejny kwadrans odmładza bohatera sesji. Mam w sobie dużą niecierpliwość, czekanie muszę w sobie wyrobić. Chodzenie w tym nie pomaga, warto usiąść.

Franciszek MazurFranciszek Mazur 

Wielki konkurs fotograficzny „Gazety Wyborczej”

ETAP IV: MIASTO MOJE, A W NIM

Pokaż świat, w którym żyjesz
Z milionów fotografii, które robicie każdego dnia, chcemy ułożyć obraz Polski i portret ludzi, którzy tu mieszkają. Trwa „Wielki konkurs fotograficzny Wyborczej” – dla wszystkich, którzy kochają robić zdjęcia: aparatem, telefonem, własnoręcznie wykonaną kamerą obskurą.
Kto nie lubi się czasem zgubić w mieście, wtopić w tłum na deptaku i pogapić na ludzi wokół, wyrwać do parku na lunch, powłóczyć po rogatkach wieczorową porą?
W mieście można się zapomnieć, zapatrzyć, zakochać. Jak wyglądają polskie miasta w Waszych oczach, a nie w raportach urzędników? Miasto jest Wasze, pokażcie je na zdjęciach architektury, życia ulicy, z lotu ptaka, zrobionych w biegu telefonem.

Na zdjęcia czekamy do 30 kwietnia 2018 r.

Szczegóły na Wyborcza.pl/wielkikonkursfoto

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.