Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Włosi mają piękne określenie na dziennikarza śledczego: „giornalista scomodo” (dosł. „niewygodny”). To ktoś, kto prowadzi śledztwa w sprawie obywateli stojących poza wszelkim podejrzeniem, odrzuca propozycje nie do odrzucenia, szkaluje możnych i zamożnych, nie daje się przekupić ani zastraszyć.

We Włoszech główną nagrodą dla takich dziennikarzy jest lupara bianca – zabójstwo, po którym nie ma żadnych śladów. A śledztwo po takim zabójstwie rozbija się – kolejne praktyczne powiedzonko – o il muro di gomma, gumowy mur. Tak Włosi nazywają dochodzenia w sprawie najgłośniejszych afer ostatnich czasów – nieudanego faszystowskiego zamachu stanu z 1970 r., zabójstwa Aldo Moro w 1978 r., zestrzelenia w 1980 r. samolotu Itavia 870 przez zabłąkany (?) pocisk przeciwlotniczy czy neofaszystowskiego zamachu bombowego w Bolonii z tego samego roku (do niedawna najbardziej krwawego zamachu terrorystycznego w dziejach Europy Zachodniej).

Nawet jeśli udało się kogoś aresztować, to ustalenia jednego śledztwa przeczą ustaleniom innego, a wszystko unieważnia trybunał kasacyjny, podejrzani wychodzą na wolność i znikają bez śladu. Gumowy mur. Przebić go potrafią tylko dziennikarze, tacy jak bodaj najsłynniejszy włoski giornalista scomodo Mauro De Mauro.

16 września 1970 r. został porwany pod własnym domem w Palermo. Jedynym świadkiem była córka, która widziała, jak kilku mężczyzn wciąga jej ojca do jego własnego samochodu. Auto odnaleziono następnego dnia, dziennikarza ani jego zwłok – nigdy.

Przed wojną De Mauro był zwolennikiem Mussoliniego. Miał przyjaciół w reżimie, którego zbrodni nigdy nie rozliczono. Po wojnie przeprowadził się na Sycylię, by zacząć tam życie od nowa. Od 1948 r. pracował jako dziennikarz śledczy. Dawne znajomości były bezcennym źródłem przecieków i dawały mu poczucie bezpieczeństwa.

Tematów nie brakowało. Po wojnie na południu Włoch nastąpił boom inwestycyjny. Głównie na papierze, bo grube pieniądze z funduszy państwowych i międzynarodowych (plan Marshalla i wczesne programy europejskie) teoretycznie szły na budowę dróg i mieszkań... a jakoś ludzie dalej stali w korkach i gnieździli się w slumsach.

To fenomen, który do dzisiaj widać w miasteczkach na południu Włoch, zwłaszcza na Sycylii. Centrum wygląda tak, jakby ostatni remont robiono tu jeszcze za Bourbonów, za to na okolicznych wzgórzach lokalni notable pobudowali sobie wille. Za co? Ujawniał to De Mauro: za „prowizje” od ustawianych kontraktów. W 1962 r. opublikował pierwszą mapę włoskiej mafii pokazującą, kto komu płaci i wydaje polecenia. W późniejszych zeznaniach skruszonych (penitenti) mapa ta została potwierdzona.

Pół wieku temu znaczna część opinii publicznej uważała mafię za coś w rodzaju nieszkodliwego folkloru. Niektórzy sądzili, że robi dla społeczeństwa więcej dobrego niż złego. Przecież zawsze będzie przemyt, prostytucja i handel narkotykami. Mówiono, że mafia cywilizuje półświatek, trzyma go w ryzach.

A że pobiera od niego haracze? To nie powinno w ogóle martwić praworządnych obywateli.

De Mauro pokazywał okrutne oblicze mafii, uświadamiając praworządnych obywateli, że im też mogą porwać córkę do burdelu albo zburzyć dom pod inwestycję „zaprzyjaźnionego” biznesmena. A haracz płacą wszyscy, np. w cenie paliwa. De Mauro wkurzył wielu wpływowych ludzi, prowadząc śledztwo w sprawie państwowego koncernu naftowego ENI (istnieje do dziś).

Jego szef Enrico Mattei zginął w 1962 r. w swym prywatnym odrzutowcu – oficjalnie uznano to za wypadek, ale wiele wskazywało na zamach. Tuż przedtem Mattei próbował obniżyć ceny paliwa, importując tanią ropę z pominięciem amerykańskich koncernów. Oficjalne śledztwo rozbiło się o il muro di gomma.

De Mauro znalazł dowody w sprawie Matteiego tuż przed swoją śmiercią – i zapewne dlatego zginął. Nitki tej afery prowadziły w stronę jednego z włoskich obywateli poza wszelkim podejrzeniem: wielokrotnego premiera Giulio Andreottiego.

Pytania o śmierć De Mauro wracały w kolejnych procesach „skruszonych” członków mafii. Z ich zeznań wyłoniło się spójne wyjaśnienie: De Mauro został zabity z rozkazu mafijnego bossa Stefano Bontade, który nie chciał, żeby wyszedł na jaw jego udział w zamachu na Enrico Matteiego. Zabójstwo zorganizował mafijny cyngiel Salvatore „Toto” Riina.

Riina już wtedy siedział za inne zabójstwa. W 2001 r. wznowiono śledztwo w sprawie jego udziału w zabójstwie dziennikarza, ale w 2011 r. ostatecznie uniewinnił go trybunał kasacyjny.

Śmierć De Mauro pozostała niewyjaśniona, ale dzięki niemu wyjaśniono wiele innych. Obrócił opinię publiczną przeciw mafii i zainspirował pokolenia nieprzekupnych prokuratorów, sędziów i dziennikarzy. Jego zabójca zmarł za kratkami, choć siedział tam akurat za inne zbrodnie.

***

Przypominamy o konkursie: Nagroda im. Krzysztofa Millera – za najlepszy materiał fotograficzny 2018

embed
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.