Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Z Puszczy Augustowskiej wróciłam zła, dobita, smutna. Koszmar! Nie ma już pięknego, jednego z najstarszych jej fragmentów, w jego miejscu powstał gigantyczny zrąb. Nie ma już jarząbków chowających się między gigantycznymi pniami, nie ma sóweczki. Zostały zgliszcza dawnej świetności” - napisała niedawno na Facebooku  zajmująca się fotografią przyrodniczą Magda.

Jej relacje ilustrują zdjęcia zaoranego zrębu ze smutno wystającymi gdzieniegdzie pniakami. Takich obrazków jest z roku na rok więcej.

Puszcza Knyszyńska, Notecka i Biała, lasy Mazur, Bieszczadów i Pogórza coraz częściej usiane są zrębami, gniazdami po wycince, a drogi rozorane przez ciężki sprzęt wyciągający kłody. By dobrać się do kolejnych cennych kawałków, leśnicy budują kolejne drogi

Jak podaje portal Drewno.pl, w 2017 r. Lasy Państwowe zamierzają sprzedać nieco ponad 40,5 mln m sześc. drewna, czyli o 2 mln więcej niż w tym roku.

Potwierdza to Anna Malinowska, rzeczniczka Lasów Państwowych, ale uspokaja: - Dzieje się tak, bo dojrzałość osiągają lasy posadzone po roku 1945, w okresie intensywnych prac zalesieniowych na gruntach porolnych. O zachowaniu prawidłowych proporcji między ilością drewna, jaka przyrasta w lasach, a ilością drewna pozyskanego świadczy fakt, że w Polsce w latach 1993-2013 pozyskiwano średnio zaledwie 55 proc. całkowitego przyrostu, podczas gdy np. w Szwajcarii wskaźnik ten wynosi 90 proc., w Szwecji - 70 proc., a w Austrii - 60 proc. Obecnie pozyskujemy ok. 65 proc. drewna, jakie przyrasta na pniu, reszta stale powiększa zasoby.

Zobacz także: Jak odróżnić dziki las od plantacji? Sprawdzamy z Greenpeace'em

Jest super, ale tylko na papierze

- Efekt jest taki, że choć od początku lat 90. pozyskanie wzrosło ponaddwukrotnie, to niemal tak samo zwiększyły się zasoby drewna w Lasach Państwowych - do 1,9 mld m sześc. Są dziś rekordowe, piąte co do wielkości w Europie - dodaje pani rzecznik.

To prawda, ale w krajach, które wskazuje Anna Malinowska, większość lasów to lasy prywatne, zwykle bardziej eksploatowane niż te należące do państwa. W sąsiednich Niemczech, gdzie ponad połowa lasów jest w rękach prywatnych, zapas drewna na pniu jest większy niż w Polsce.

- Na papierze to rzeczywiście wygląda nieźle. Diabeł tkwi w szczegółach. Przyrost  masy drzewnej w tabelkach dają nam posadzone zaraz po wojnie monokultury, które mają właśnie ponad 60 lat i dość szybko przyrastają. Nie mam nic przeciwko cięciom w monokulturach w ramach ich przebudowy, ale niestety tnie się też często w starodrzewach, które ze względu na ich walory przyrodnicze powinny jeszcze co najmniej kilkadziesiąt lat rosnąć – wyjaśnia Paweł Pawlaczyk z Klubu Przyrodników. 

Pawlaczyk zwraca też uwagę na coś jeszcze. Choć w statystykach ogólnych wszystko wygląda dobrze i wycina się 65 proc. przyrostu, to w niektórych nadleśnictwach planuje się obecnie pozyskanie ponad 100 proc. I choć zwykle wynika to ze specyficznej struktury wieku drzewostanów takiego nadleśnictwa, to dotyczy także nadleśnictw z cennymi przyrodniczo drzewostanami.

- Cięcia na poziomie wynoszącym ponad 100 proc. przyrostu (tj. wycina się więcej, niż przyrasta) są już realizowane w takich bieszczadzkich nadleśnictwach jak Lutowiska i Stuposiany, a w innych wynoszą 80-90 proc. przyrostu – dodaje Radosław Michalski z fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze

Trzy drzewa bierz, jedno zostaw

Co ciekawe, wygląda na to, że piłę, z którą dziś hasają po lasach kontrolowane przez PiS Lasy Państwowe, włożył im do ręki poprzedni rząd. Większe wycinki w lasach to nie tylko efekt zmiany planów urządzania lasu, podstawowego dokumentu, którym posługują się nadleśnictwa. Dwa lata temu koalicja PO-PSL - mimo ostrzeżeń ze strony organizacji ochrony przyrody - postanowiła, że do zatwierdzanych raz na 10 lat planów urządzania nie trzeba będzie wliczać tzw. cięć sanitarnych i trzebieży. Niestety, w wielu wypadkach mogą one stanowić nawet jedną trzecią pozyskiwanego drewna.

– Leśnicy czasem mówią nawet żartem, że trzebież to 'trzy drzewa bierz, jedno zostaw'. Ostrzegaliśmy, że to się źle skończy – mówi Robert Cyglicki z Greenpeace

- Spójrzmy na dane - dodaje Robert Cyglicki. - W 2012 roku prognozowano, że w  2021 pozyskanie drewna będzie o 13 proc. większe w stosunku do 2011 jako roku bazowego, tj. wzrośnie z 32,4 mln m sześc. do 36,9 mln. Tymczasem po zmianach w ustawie poziom zakładany na 2021 osiągnęliśmy już w roku 2015. A w przyszłym roku z lasów ma wyjechać 40 mln m sześc. drewna. Czyli niewiele mniej, niż mieliśmy pozyskiwać dopiero w 2031 roku!

Jakich lasów chcą Polacy i dlaczego warto zmienić obecny model leśnictwa - rozmowa z dr. Markiem Giergicznym z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego

Porąb i spal na prąd

 Robert Cyglicki ostrzega, że to nie koniec ataku na lasy. Ostatnia propozycja rozporządzenia przygotowanego przez ministra Jana Szyszkę zakłada, że drewno mogące mieć zastosowanie w przemyśle będzie mogło być również spalane w elektrowniach węglowych.

- To dolewanie oliwy do ognia tylko zwiększy presję na lasy. Będzie można spalać najcenniejsze, najstarsze fragmenty lasów. Będzie można też wrzucić do pieców zabite przez korniki świerki z Puszczy Białowieskiej, od których obecności zależy życie chociażby tak cennego gatunku jak dzięcioł trójpalczasty – dodaje Cyglicki.

Ale Lasy Państwowe mają też swoje kłopoty. Olbrzymie cięcia i windowanie cen drewna sprawiły, że rosną środki na ich koncie, które kuszą polityków. Mówi się, że wicepremier Mateusz Morawiecki patrzy na nie z wielkim zainteresowaniem. Podległe mu resorty podobno mają już gotową propozycję, by Lasy Państwowe przestały samodzielnie sprzedawać drewno. Ma się tym zająć specjalnie wydzielona agencja, a środki uzyskane ze sprzedaży trafią bezpośrednio do budżetu, który dzięki temu zyskałby nawet kilka miliardów złotych rocznie.

Zakusy na Lasy Państwowe

Do kieszeni leśników nie trafiałyby już zyski - zamiast, sami zarabiać na siebie, byliby opłacani z budżetu, jak inni budżetowi urzędnicy. Sprzeciwiają się temu jednak minister środowiska Jan Szyszko i dyrektor generalny Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski. Dla ministra Lasy Państwowe są wielkim politycznym zapleczem. Obaj panowie najchętniej dodaliby jeszcze więcej przywilejów tej firmie, zamiast ją osłabiać.

O tym, że taka zmiana się szykuje i wicepremier rzeczywiście poluje na pieniądze z Lasów Państwowych, świadczy konferencja, którą organizuje w siedzibie Instytutu Badawczego Leśnictwa związana z ministrem Szyszką uczelnia ojca Tadeusza Rydzyka. Jak wynika z listu przewodniego, który był rozsyłany z programem, konferencja ma wykazać, że Lasów Państwowych nie wolno tykać, muszą pozostać niezmienione. Zaproszono na nią leśników, naukowców, dyrektorów parków narodowych oraz przedstawicieli resortów rolnictwa, obrony, energetyki i rozwoju.

Ta demonstracja siły ma dać do zrozumienia wicepremierowi Morawieckiemu, aby nie miał zakusów na Lasy Państwowe

Przedstawiciele organizacji ekologicznych na razie bardzo wstrzemięźliwie oceniają ewentualne propozycje Morawieckiego: - Trudno mówić o czymś, czego jeszcze nie znamy. Jeżeli leśnicy nie będą mieli pokusy, żeby ciąć więcej, bo ich zarobki nie będą, jak dziś, od tego zależeć, to być może sytuacja będzie zdrowsza. Ale zmiana może też spowodować efekt przeciwny - cięcia wzrosną, bo politycy będą chcieli wycisnąć z lasów jeszcze więcej niż obecnie Lasy Państwowe.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.