Marzy mi się Puszcza Białowieska z obszarami bez dróg, ale za to z niedźwiedziami i padliną - mówi dr hab. Nuria Selva z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wojciech Mikołuszko: Jest jedno pytanie, które zawsze chciałem ci zadać, ale trochę się bałem. Mógłbym je zadać dzisiaj?

Dr hab. Nuria Selva*: Pytaj.

Jest rok 1997. Ze słonecznej Hiszpanii do pochmurnej Polski przyjeżdża młoda, piękna dama, by badać przyrodę Puszczy Białowieskiej. Zamiast jednak zająć się jakimś ślicznym, miłym, puchatym zwierzątkiem, ona zabiera się do badania jednej z najbardziej obrzydliwych rzeczy, jakie można tam znaleźć: padliny. Nuria, dlaczego wybrałaś taki temat?!

- Właśnie dlatego, że padlina jest taka obrzydliwa, śmierdząca i brzydka, niewiele było o niej wiadomo. Co się z nią dzieje? To mnie zainteresowało. Choć muszę ci się przyznać, że początkowo byłam zafascynowana wilkami. Temat padliny podsunęli mi profesorowie Henryk Okarma i Włodzimierz Jędrzejewski.

Nuria Selva Fernandez. Obrączkowała już wilki i rysie. Teraz zajmuje się badaniem niedźwiedzi
Nuria Selva Fernandez. Obrączkowała już wilki i rysie. Teraz zajmuje się badaniem niedźwiedzi   ADAM WAJRAK

 W twoim rodzinnym kraju nie badało się padliny?

- Badało się, bo mamy sępy. Podobnie zresztą jak w Afryce. Wszędzie, gdzie jest ciepło i rozciąga się otwarty, trawiasty teren, temat padliny wydaje się oczywisty. Jest mnóstwo drapieżników, które polują na duże ssaki kopytne. Zostaje sporo odpadków, które przyciągają wyspecjalizowanych padlinożerców: liczne gatunki sępów czy hieny. Padlina znika tam w ciągu piętnastu minut. Ale niewiele było wiadomo, co się z nią dzieje w chłodniejszym klimacie, wśród gęstych lasów. Badanie tego było dużym wyzwaniem

Dlaczego?

- Bo tę padlinę trzeba było znaleźć. Szukaliśmy przede wszystkim resztek ofiar wilków. Korzystaliśmy z radionadajników, w jakie wyposażono niektóre z tych drapieżników. Były to jednak czasy przed GPS-em i odbiorniki nie pokazywały dokładnej lokalizacji. Czasem musieliśmy więc bardzo długo szukać. Pomagało nam w tym śledzenie tropów na śniegu. Przydawał się też mój pies, Antonia. Szczególnie gdy nie było śniegu albo spadł świeży i zakrył wszystkie tropy. Wtedy Antonia była nieoceniona.

ADAM WAJRAK

 A jak znajdowaliście inną padlinę niż tę z resztek po polowaniach wilków?

- Rysie nie miały obroży telemetrycznych, więc ich ofiar szukaliśmy, wyłącznie tropiąc po śniegu. Czasem też ktoś mi mówił, że znalazł padlinę w lesie. Dużo informacji otrzymywałam od leśników i generalnie ludzi pracujących w terenie.

Amerykański biolog i pisarz Bernd Heinrich w książce „Ravens in Winter” („Kruki zimą”) opowiada, że często sam przywoził padlinę do lasu, by przyciągnąć i obserwować kruki. Też tak robiłaś?

- Tylko kilka razy. Generalnie wolałam obserwować padlinę w miejscu, gdzie zwierzę straciło życie.

I jak ją obserwowałaś?

- Zazwyczaj z ukrycia, z małego szałasu. Automatyczne kamery wtedy jeszcze nie były tak dobre. Musieliśmy używać filmów fotograficznych, co oznaczało maksimum 36 klatek w jednej rolce.

Jakich padlinożerców udało ci się dzięki temu namierzyć?

- Część to gatunki, które naukowcy z Białowieży znali już ze skłonności do padlinożerstwa. To lisy, kruki i dziki. Nikt jednak nie wiedział, że na padlinie tak często żeruje bielik. Albo jastrząb. Widzieliśmy też, że do martwego zwierzęcia niemal natychmiast przylatują sikorki. W sumie opisałam 36 gatunków zwierząt żywiących się padliną w Puszczy Białowieskiej.

W obiektywie Wajraka: bielik i kruki rozrywające padlinę.
W obiektywie Wajraka: bielik i kruki rozrywające padlinę.  ADAM WAJRAK

 Czy potrafiłyby one żyć bez padliny?

- Tak, bo w Puszczy Białowieskiej nie ma obligatoryjnych padlinożerców takich jak sępy. Lisy na przykład przez większą część roku żywią się gryzoniami. Ale pod koniec zimy, gdy śnieg jest zamarznięty, nie mogą się do nich dokopać. Nie upolują ptaka, bo większość z nich przebywa wtedy na zimowiskach. A coś trzeba jeść. Jedynym rozwiązaniem pozostaje padlina.

Co by się stało, gdyby jej zabrakło?

- Mnóstwo zwierząt ginęłoby pod koniec zimy. Oczywiście, lisy czy kruki nie wymarłyby całkowicie z tego powodu. Brak padliny sprawiłby jednak, że cały ekosystem stałby się uboższy, mniej odporny na zmiany i gorzej by funkcjonował. Można to porównać do skomplikowanej maszyny. Wyjmiesz jeden element – nadal działa. Wyjmiesz drugi – też. Wyjmiesz parę następnych i system się załamuje. Tak samo w przyrodzie. Wyjmiesz jeden element, drugi – ekosystem nadal będzie działał. Zabierzesz kolejne, w tym padlinę, i w którymś momencie się załamie, zacznie gorzej funkcjonować.

Jakie znaczenie dla twoich badań miało to, że przeprowadzałaś je akurat w Puszczy Białowieskiej?

- Nie znam żadnego innego lasu w Polsce, gdzie mogłabym mieć razem wszystkie elementy. Tylko w Puszczy Białowieskiej źródłem padliny są zarówno resztki z polowań wilków i rysi, jak i zwierzęta, które umierają z zimna lub chorób. Weźmy na przykład dziki. W puszczy co 6-9 lat jest masowe owocowanie dębów. To sprzyja gryzoniom i dzikom. Mnożą się na potęgę. A potem trafia się zły rok, bez żołędzi, ale za to z mroźną zimą, i populacja dzików się załamuje. Masowo giną z głodu. I to jest rok z ogromną podażą padliny. Takie pulsowanie zasobów jest cechą charakterystyczną naturalnych ekosystemów. Pulsy żołędzi, gryzoni, dzików, padliny napędzają silnik przyrody. Dzięki temu w naturalnym ekosystemie wszystko wciąż się zmienia, a jednocześnie zachowuje równowagę. Tego w lesie gospodarczym, zmienionym przez człowieka, nie ma.

Kilka lat temu przerzuciłaś się z badań padliny w Puszczy Białowieskiej na badania niedźwiedzi w Karpatach. Te tematy mają ze sobą cokolwiek wspólnego?

- Niedźwiedzie też są padlinożercami. Wiosną, gdy budzą się z hibernacji po kilku miesiącach bez jedzenia, potrzebują dużo białka. Kopią w mrowiskach w poszukiwaniu larw mrówek. Dobierają się do uli, by wydobyć larwy pszczół. A najbardziej fantastyczne jest, jak znajdą padlinę. Najlepiej, jak będzie to duża padlina – na przykład żubra. W Bieszczadach śledziliśmy samicę niedźwiedzia z trzema młodymi. Gdy znalazła padlinę żubra, to spędziła przy niej cały tydzień. Mamy też historyczne informacje, że gdy w Puszczy Białowieskiej żyły niedźwiedzie, to też chętnie żywiły się padliną żubrów, a nawet same je zabijały!

Tatry są chyba jedynym miejscem w Polsce, gdzie za dnia można spotkać niedźwiedzia i -zupełnie jak na Alasce - obserwować jego naturalne zachowania. Najlepszy czas to jesień, gdy te wielkie zwierzęta objadają się słodkimi borówkami, aby solidnie otłuścić się przed snem zimowym. Gdy spotkacie niedźwiedzie, nigdy nie schodźcie ze szlaku i się do nich nie zbliżajcie.
Tatry są chyba jedynym miejscem w Polsce, gdzie za dnia można spotkać niedźwiedzia i -zupełnie jak na Alasce - obserwować jego naturalne zachowania. Najlepszy czas to jesień, gdy te wielkie zwierzęta objadają się słodkimi borówkami, aby solidnie otłuścić się przed snem zimowym. Gdy spotkacie niedźwiedzie, nigdy nie schodźcie ze szlaku i się do nich nie zbliżajcie.   Fot. Adam Wajrak

Teraz jednak w Puszczy Białowieskiej nie ma niedźwiedzi. Podobno jest za mała dla tak dużych zwierząt.

- Myślę, że niedźwiedzie mogłyby żyć w Puszczy Białowieskiej. Środowisko jest dla nich idealne. Problemem nie są niedźwiedzie, lecz ludzie. Musieliby się przygotować na życie obok tych dużych drapieżników. Ruch turystyczny należałoby jakoś regulować. Nie można by zostawiać śmieci w otwartych pojemnikach i zbierać je raz na miesiąc, jak to bywa teraz

Myślisz więc, że warto zorganizować akcję reintrodukcji niedźwiedzi do Puszczy Białowieskiej?

- Generalnie nie przepadam za reintrodukcjami. Są traumatyczne i dla ludzi, i dla zwierząt. Zwierzę musisz gdzieś złapać, przewieźć do nowego miejsca. Ono na początek jest zdezorientowane, przemieszcza się w różne strony. Ludzie też są zazwyczaj nieprzygotowani na powrót jakiegoś gatunku. Muszą zmieniać nawyki. Ale ucieszyłabym się, gdyby niedźwiedzie same przywędrowały do Puszczy Białowieskiej.

Skąd?

- Z Białorusi. Pod warunkiem że zaczną je tam lepiej chronić. Na Białorusi mają jakieś 60-70 niedźwiedzi, które zamieszkują centrum kraju. To jakieś 300 km od Puszczy Białowieskiej. Dla niedźwiedzia to nie problem przejść taki dystans. Tylko że jak dotrze tu jeden samiec, to się nie zatrzyma. Potrzebuje samicy, więc pójdzie gdzie indziej. A samice nie wędrują zbyt chętnie. Musiałoby być ich więcej. Niestety, na Białorusi kłusuje się na nie. Szkodzą im też polowania z nagonką i psami. Przestraszone niedźwiedzice uciekają w panice, gubią młode. Nie potrafią więc rozmnożyć się na tyle, by rozprzestrzenić się na zachód, w stronę Puszczy Białowieskiej.

To może mogłyby przywędrować z Karpat, na przykład z Bieszczadów?

- Na przeszkodzie stanęłoby im za dużo barier, głównie dróg. Niedźwiedzie oczywiście mogą przetrwać, wędrując przez nieprzyjazne tereny, ale przez krótki czas. A tu miałyby do przebycia ponad 500 km! Nie dałyby rady

Problem dróg w ochronie przyrody to temat twojej ostatniej publikacji, która ukazała się w „Science”, jednym z dwóch najważniejszych czasopism naukowych świata. Zespół, do którego należałaś, opisuje tam, że na Ziemi jest coraz więcej dróg, a dzikie zwierzęta mają kłopot, by je przekraczać.

- To nie jest tylko kwestia przekraczania dróg przez zwierzęta. To problem całego ekosystemu. Drogi dają dostęp ludziom. Wraz z ich pojawieniem się rośnie ilość zanieczyszczeń, hałasu; zwiększa się prawdopodobieństwo pożaru, zawleczenia obcych gatunków inwazyjnych, kłusownictwa, wycinki drzew i erozji gleb. To jest więc cała kaskada zdarzeń. Widzę, jak to się odbywa w Bieszczadach. Gdy buduje się nową drogę, to wkrótce przy niej pojawia się jeden dom, potem drugi, trzeci… W pewnym momencie tracisz nad tym kontrolę. To samo dzieje się w innych zakątkach świata: w Kongo czy w Boliwii.

Mapa świata. Kolorem czerwonym zaznaczono na niej te rejony, które są pocięte siatką drogową liczącą w sumie 36 mln km długości (do dróg zaliczono także strefę buforową rozciągającą się do 1 km po obu stronach szosy). Im bliżej niebieskiego, tym obszary pozbawione dróg są większe.

Credit: P. Ibisch et al.,
Credit: P. Ibisch et al.,  Science (2016)

Co to szkodzi?

- To jest ten sam problem co z padliną. Ekosystem funkcjonuje dobrze, gdy są wszystkie elementy. Jest wówczas odporny, nawet na zmiany klimatyczne. Gdy coś zabieramy, ekosystem słabnie. Dlatego trzeba chronić bezdroża dla nich samych; robić wszystko, by je utrzymać w takim niepofragmentowanym stanie.

Chcesz też likwidować istniejące drogi?

- Tak, tam gdzie nie są potrzebne. Na przykład w Puszczy Białowieskiej wiele dróg służy zwyczajnie temu, żeby można było łatwiej wycinać las i polować. Jeżeli nie chcemy ciąć Puszczy, to po co nam drogi? Zagrożenie pożarowe jest tu bardzo małe, bo Puszcza to bardzo wilgotne środowisko, a poza tym pożary też są naturalnym czynnikiem kształtującym las. Drogi też tak naprawdę zwiększają ryzyko pożaru. To wcale nie musi być bardzo kosztowne. Wystarczy przestać takiej drogi używać i remontować i przyroda zrobi resztę.

Ludzie nie będą mogli wejść już do lasu.

- Ależ będą mogli! Tyle że nie wszędzie samochodem, ale na piechotę, tak jak to robili przez całe wieki.

I taka Puszcza Białowieska ci się marzy?

- Tak, Puszcza z obszarami bez dróg, ale za to z niedźwiedziami i padliną.

* Dr hab. Nuria Selva pracuje w Instytucie Ochrony Przyrody PAN w Krakowie. Kieruje projektem badania niedźwiedzi w Karpatach i należy do międzynarodowego zespołu zajmującego się analizą wpływu dróg na przyrodę. Wcześniej badała padlinę i padlinożerców w Puszczy Białowieskiej. Wraz z mężem Adamem Wajrakiem opublikowała popularne książki przyrodnicze: „Kuna za kaloryferem” oraz „Zwierzaki Wajraka”.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem