Los uśmiechnął się do Świdnicy. Miasto przetrwało II wojnę praktycznie bez zniszczeń. Zabytkowa starówka, zwarta poniemiecka zabudowa, bezcenne zabytki - Kościół Pokoju wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO, katedra ze 103-metrową wieżą, drugą w Polsce pod względem wysokości - po wieży jasnogórskiej.

Tu czuje się atmosferę inteligenckiego, kupieckiego miasta o pasjonującej historii. Świdnica nie miała problemów górniczego Wałbrzycha: miasta klasy robotniczej, szarego, zanieczyszczonego, kulturalnej pustyni. Mało brakowało, by to Świdnica - z ówczesnymi zakładami nowoczesnych technologii, jak fabryka aparatury precyzyjnej Pafal, Świdnicka Fabryka Urządzeń Przemysłowych czy Fabryka Wagonów Świdnica - a nie Wałbrzych (z trzema kopalniami, koksownią, fabrykami urządzeń górniczych), została w ramach reformy administracyjnej PRL w 1975 roku stolicą nowego województwa. Partia zdecydowała jednak, że większy zaszczyt należy się górnikom, i ostatecznie powstało województwo wałbrzyskie.

Wałbrzych zapłacił za likwidację zagłębia węgla kamiennego i degradację do miasta powiatowego biedą, wysokim bezrobociem, ucieczką mieszkańców. Dziś zmienia się na lepsze w fenomenalnym tempie.

Świdnica przeszła transformację z podobnymi problemami, ale zawsze była miastem bogatszym, z mniejszym bezrobociem, z widoczną energią mieszkańców i miejscem, do którego chętnie się wraca. Jak zmieniała się Świdnica? Co decyduje o jej wyjątkowości? Jak swoje miasto widzą mieszkańcy?

Bez gwoździ

Jest rok 1648. W Europie kończy się religijna wojna trzydziestoletnia pomiędzy katolicką dynastią Habsburgów a protestanckim Świętym Cesarstwem Rzymskim (I Rzesza) i sprzymierzonymi z nimi niemal wszystkimi liczącymi się ówcześnie państwami europejskimi. Na mocy pokoju westfalskiego zmuszony przez Szwedów cesarz Ferdynand III Habsburg zgodził się na budowę przez ewangelików trzech tzw. Kościołów Pokoju - po jednym w Jaworze, Głogowie i Świdnicy. Kontrreformatorzy postawili luteranom skrajnie trudne warunki: świątynia musi stanąć poza murami miejskimi. Może być budowana tylko z drewna, słomy, gliny i piasku. Bez użycia gwoździ. Nie może mieć wież ani dzwonnic. Nie może dominować w otoczeniu. Czas budowy: nie dłuższy niż rok. Teren pod ewangelickie getto: dwieście kroków na dwieście.

Pospolite ruszenie

Jest rok 1656. W Świdnicy pospolite ruszenie: mieszkańcy na budowę przynoszą wszystko, co tylko się może przydać. Najbiedniejsi po desce. Zrzucają się na materiały i budowlańców. Sami harują na budowie: chłopi, szlachta, mieszczanie. Kwestują i lobbują na protestanckich dworach w całej Europie. I tak w rok dali radę: spod rąk luteranów wyszedł największy drewniany kościół na Starym Kontynencie. Ma ponad 1 tys. m kw. powierzchni, zmieści 7,5 tys. osób, 3 tys. usiądą. Bazylika z drewnianego szkieletu wypełnionego słomą i gliną przetrwała ponad 350 lat. To bezdyskusyjnie najcenniejszy skarb Świdnicy i magnes dla turystów.

Kanclerz Niemiec Helmuth Kohl i premier Tadeusz Mazowiecki modlili się tutaj o pokój w drodze na słynną Mszę Pojednania w Krzyżowej pod Świdnicą w 1989 roku. W 25. rocznicę tego wydarzenia niemal tę samą drogę przebyły kanclerz Angela Merkel i premier Ewa Kopacz.

Małe duże radości

Maj 2015 r. Inny wymiar, inne czasy. Świdniczanie kolejny raz jednoczą się wokół wspólnej sprawy. W konkursie "podwórko Nivea" miasto zajęło drugie miejsce i w nagrodę firma ufunduje nowoczesny plac zabaw dla dzieci przy jednym z przedszkoli. Dla wielu codziennym porannym obowiązkiem w ostatnich tygodniach było zalogowanie się na Facebooka i oddanie głosu na świdnicką lokalizację. Na 60-tysięczne miasto padło 260,8 tys. głosów!

Również pomnik Jana Pawła II, który stanął rok temu przed katedrą, sfinansowano z datków mieszkańców. Zebrano 200 tys. zł. Szklana instalacja Porta Santa, czyli sześciometrowe szklane drzwi za rzeźbą świętego, kosztowała 260 tys. zł i sfinansowały ją władze miasta.

I kolejny powód do radości w listopadzie 2012 r.: odbudowanie wieży ratuszowej po 45 latach od zawalenia poprzedniczki z powodu nieprawidłowo przeprowadzanych prac rozbiórkowych.

- Chciałbym, by tak jak rosła budowa, rosła potęga miasta. Odbudowując wieżę ratuszową, spłacamy dług historii. Bądźmy z niej zwyczajnie dumni - mówił Wojciech Murdzek, ówczesny prezydent Świdnicy.

Lwica i kreatywni wynalazcy

Ewelina Kwit-Betlej (29 lat) to tegoroczna Lwica Biznesu - twórczyni marki kosmetyków naturalnych Resibo (ich produkcja i sprzedaż rozpoczęła się w grudniu). Tytuł Lwicy w kategorii zdrowie i uroda otrzymała w maju od pisma "Law Business Quality".

Z kosmetykami najpierw eksperymentowała w domu. - Zaczęłam mieszać naturalne oleje i sprawdzać, jak działają na moją skórę - opowiada. Dziś korzysta z zewnętrznego laboratorium.

Dla niej Świdnica jest idealnym miejscem do życia. Po ośmiu latach studiów i pracy we Wrocławiu z mężem Piotrem dwa lata temu wrócili na stare śmieci.

Na dniach Ewelina urodzi. Ma pomysły na rozwój firmy. Ze Świdnicy nie zamierza się ruszać. - Tu mamy rodzinę, znajomych. Jest tu wszystko, czego nam potrzeba - mówi. Docenia położenie miasta w pobliżu gór, piękny Rynek z odbudowaną wieżą ratuszową i otwartymi coraz dłużej ogródkami. Jeszcze kilka lat temu nie był to codzienny widok. Czuć, jak śródmieście odzyskuje życie.

- W Świdnicy jest pięknie, żyje się wygodnie, ale dla wielu młodych i ambitnych ludzi nie ma satysfakcjonującej pracy związanej choćby z zaawansowanymi technologiami czy branżą IT. Dlatego wyjeżdżają do Wrocławia albo do Anglii - przyznaje Mateusz Zelek, 25-letni inżynier środowiska, absolwent Politechniki Wrocławskiej. Razem z Wojciechem Czajkowskim stworzył projekt Enso, który zwyciężył w konkursie Agora Startup Fest 2015 i zdobył 50 tys. zł nagrody.

Enso to małe, owalne urządzenie wielkości kamyka. Służy do badania powietrza - zasysa je, analizuje skład i jakość, następnie wyświetla komunikat w aplikacji na smartfona, np. jeśli w powietrzu przekroczono dopuszczalne stężenie substancji, na którą uczulone jest dziecko.

Zelek wyprowadził się ze Świdnicy, od roku pracuje we Wrocławiu. Myśli o wyjeździe do Kalifornii. Chce eksportować Enso na rynek amerykański. W najodważniejszym scenariuszu po roku projekt świdniczan ma przynieść 2 mln zł przychodu. Pierwsze oferty już mają. I marzą: - Przed trzydziestką zostać milionerem, a potem zwiedzać świat - planuje Mateusz Zelek. - Do Świdnicy wrócę, jak to osiągnę. Stąd wszędzie jest blisko, nie stoi się w korkach jak w dużych miastach. Spokojnie będę mógł odpoczywać - mówi.

Krzysztof Wieczorkowski, prezes notowanego na warszawskiej giełdzie świdnickiego Sonela - największego w Europie Środkowo-Wschodniej producenta specjalistycznych urządzeń pomiarowych - przyznaje, że odczuwa brak młodych wykształconych fachowców. - Większość takich ludzi wysysa nam Wrocław i firmy takie jak Google, Siemens, Nokia, które otwierają tu swoje centra i oferują lepsze zarobki - tłumaczy.

W jego spółce brakuje techników - automatyków, specjalistów od technologii mobilnych. W nowoczesnym zakładzie Sonela w świdnickiej podstrefie Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, gdzie już pracuje 250 osób, zatrudnienie znajdzie z miejsca kilkanaście kolejnych. - Potrzebuję około pięciu specjalistów od technologii mobilnych, ze trzech sprzedawców i dwóch marketingowców. Muszą mieć wysokie kwalifikacje, otwarte umysły i oczywiście znać języki obce - wymienia prezes Wieczorkowski.

Oswajanie "Czerwonego Barona"

1901 rok. Rodzina arystokratów von Richthofen z dziewięcioletnim Manfredem przeprowadza się ze wsi Borek (później wchłoniętej przez Wrocław) do Świdnicy. Od przypadkowego spotkania z asem lotnictwa Oswaldem Boelckem Manfred miał już tylko jedno marzenie - zostać pilotem myśliwca. Szybko skończył kurs pilotażu - w Boże Narodzenie 1915 r. Dołączył do elitarnej eskadry Boelckego, z czasem został dowódcą własnej. Przez ponad dwa lata pojedynków lotniczych na niebie Europy strącił 80 samolotów, głównie brytyjskich. Zginął 21 kwietnia 1918 r. podczas walki powietrznej nad przełęczą Morlancourt we Francji za sterami trójpłatowego fokkera. Ponieważ myśliwce, którymi latał, były malowane na czerwono, od Anglików uzyskał przydomek "Red Baron" (Czerwony Baron).

Przez lata o "Czerwonym Baronie" mało kto w Świdnicy wiedział. Nie uczono o nim na lekcjach historii. - Może dla niektórych jest kontrowersyjny, ale to postać związana z miastem, znana na całym świecie. A wszystko, co wzmocnione historią, może się okazać sukcesem - przekonuje Sylwia Toporkiewicz, która z mężem zainwestowała ok. 10 mln zł (ponad 3 mln zł to pomoc unijna) w legendę świdnickiego pilota. Kilkadziesiąt metrów od domu, w którym mieszkał w Świdnicy Manfred von Richthofen, w 2013 r. otworzyli jedyny w powiecie czterogwiazdkowy hotel Red Baron.

Ciągle oswaja świdniczan z "Czerwonym Baronem". Tłumaczy, że grzechem jest odwracanie się od historii. - Przecież Świdnicy nie zbudowali Polacy, do II wojny to było terytorium Niemiec - przypomina. Na Dni Świdnicy odtworzyła myśliwiec, jakim latał "Red Baron", i postawiła makietę maszyny w Rynku. Okazała się największą atrakcją imprezy.

Miasto dla ludzi

Rok 1990. Absolwentka dziennikarstwa i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim wysiada z pociągu na stacji PKP Świdnica Miasto. Przyjeżdża na zaproszenie kolegi ze studiów, który został redaktorem naczelnym wskrzeszanego przez zreformowany samorząd tygodnika "Wiadomości Świdnickie".

Pomyślała, że nie ma nic do stracenia i spróbuje sił w nowym mieście, nie w Warszawie, gdzie miała już propozycje pracy. W najśmielszych snach nie przypuszczała wtedy, że 25 lat później ten dworzec będzie się jej śnił po nocach.

Od dwóch lat przejęty przez miasto od PKP ogromny budynek dworca w centrum miasta stoi pusty. Nie działa też centrum przesiadkowe za ponad 20 mln zł, którego dworzec jest częścią. Był problem z konstrukcją podziemnego tunelu między dworcem kolejowym a autobusowym i konieczne były poprawki. W lipcu centrum ma już działać. Ale dworzec wyremontowany za 7 mln zł nadal będzie stał w większości nieużytkowany.

- Szukamy dla niego dobrej funkcji, nie chcemy, żeby to była tylko poczekalnia - mówi Beata Moskal-Słaniewska, od grudnia nowa prezydent Świdnicy. To sprawa pustego dworca spędza jej sen z powiek. Pierwotnie większość powierzchni miała zająć restauracja. Przepisy zabraniają jednak sprzedaży alkoholu na dworcach kolejowych. Nie ma więc chętnych na dzierżawę.

Sprawa dworca PKP i centrum przesiadkowego jest ważna, ale priorytetem dla Moskal-Słaniewskiej jest polityka mieszkaniowa. Dziś w Świdnicy na przydział mieszkania czeka 330 rodzin, niektóre 8-10 lat.

- Rocznie będziemy oddawać do użytku jeden budynek socjalny z blisko 25-30 mieszkaniami - zapowiada prezydent Świdnicy. Bierze się także do małych spraw: naprawy chodników, parkingów, budowy kładek dla pieszych - w każdej dzielnicy są zaniedbane przez poprzedników problemy do rozwiązania. Chce także zadbać o miejsca, w których świdniczanie spędzają wolny czas: teren wokół zalewu Witoszówka, stadion, basen odkryty, lodowisko i obiekty sportowe przy szkołach. Będzie też wsparcie dla wspólnot mieszkaniowych w śródmieściu Świdnicy, które chcą remontować dachy i elewacje budynków.

- Moi poprzednicy odwrócili się od miasta, realizując swoje wizje niekoniecznie potrzebne mieszkańcom i zapominając o sprawach drobnych, uciążliwych dla ludzi. Zmieniam to i przywrócę Świdnicę ludziom - deklaruje Beata Moskal-Słaniewska.

Miałabym to zostawić?

Aneta - studentka III roku medycyny na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi - ucieszyła się, kiedy na portalu Blablacar.pl wyklikała ofertę przejazdu do Świdnicy. To rzadki kierunek. Łatwo dostać się czymkolwiek z Łodzi do Warszawy czy Wrocławia, ze Świdnicą bezpośrednich, dogodnych połączeń Łódź praktycznie nie ma.

Aneta jedzie odwiedzić mamę, nadrobić zaległości towarzyskie z resztą rodziny i znajomymi. - Nie muszę tłuc się PolskimBusem i przesiadać we Wrocławiu na busa. Super - powiedziała, siadając na tylnym siedzeniu.

Jedziemy S8, potem autostradową obwodnicą Wrocławia. Na Bielanach zjeżdżamy na A4 w kierunku Legnicy, Zgorzelca. Po kilkunastu kilometrach na węźle Kosto-młoty zjeżdżamy z autostrady drogą na Jelenią Górę i Lubawkę. Po 10 km jazdy drogowskaz na Żarów, Świdnicę i strefy ekonomiczne każe nam skręcić w lewo. Jeszcze około 18 km i będziemy na miejscu. Droga powiatowa wybudowana staraniem prawicowych władz gmin Świdnica (miasta i wiejskiej), Żarowa i Jaworzyny Śląskiej oraz powiatu świdnickiego. To ułatwienie dla kontrahentów kilkunastu firm działających w żarowskiej i świdnickiej podstrefie Wałbrzyskiej Strefy Ekonomicznej (m.in. Colgate, Electrolux w Świdnicy, Electrolux, Bridgestone, AKS, Yagi w Żarowie). Ciężarówki z dostawami i towarem nie muszą już przebijać się przez miasta, żeby dotrzeć do A4 i Wrocławia.

Fragmentami jedziemy przez las. Zielono i rześko. Na otwartej przestrzeni błękit nieba i wyłaniające się na horyzoncie kolejne pasma Sudetów - rozpoznaję Góry Sowie, Góry Wałbrzyskie i Karkonosze ze Śnieżką. Wcześniej po lewej stronie miałem Masyw Ślęży (718 m n.p.m.), robiący imponujące wrażenie zalesionej góry nie do zdobycia. Z daleka tylko maszt wieży radiowo-telewizyjnej na szczycie sugeruje, że to miejsce, do którego dotarła jednak jakaś cywilizacja.

- I miałabym to zostawić? - pyta Aneta, podziwiając widoki za oknem. - Nie ma mowy. Kocham to miejsce, ten spokój. Mam tu wszystko, czego potrzebuję do życia - tłumaczy.

Chce skończyć studia i zastanawia się nad rodzajem specjalizacji. Martwi ją brak miejsc pracy dla młodych lekarzy i problemy z odbyciem specjalizacji. Nie wie, gdzie rzuci ją los. Deklaruje, że chce pracować w Świdnicy i leczyć mieszkańców swojego rodzinnego miasta. - Wyjadę za granicę tylko wtedy, gdy brak pracy postawi mnie pod ścianą - mówi.

 

"Pracownia miast" - zapraszamy do Świdnicy!

Przez Świdnicę, Ostrów Wielkopolski i Słupsk w ostatnich wyborach samorządowych przeszedł obywatelski tajfun - mieszkańcy wybrali tam politycznych debiutantów. Jak chcą rozwijać swoje miasta? Jak zaangażować mieszkańców do współrządzenia? Jak sprawić, by miasto było przyjazne dla młodych i seniorów? Jak ośrodki średniej wielkości mogą rywalizować z metropoliami? Co zrobić, by firmy z małego miasta mogły podbijać świat? - to tylko część pytań, na które poszukamy wspólnie odpowiedzi podczas konferencji. Odbędzie się ona dzisiaj o godz. 10 w Teatrze Miejskim, Rynek 43, w Świdnicy.

W debacie wezmą udział m.in. prezydenci miast: Świdnicy Beata Moskal-Słaniewska, Słupska Robert Biedroń, Wałbrzycha Roman Szełemej i Ostrowa Wielkopolskiego Beata Klimek.

Przyjdź i dołącz do dyskusji! Udział w konferencji jest bezpłatny. Rejestracja: pracowniamiastswidnica.evenea.pl.

"Pracownia miast" to akcja społeczna "Gazety Wyborczej" - forum dialogu między liderami opinii: samorządowcami, mieszkańcami oraz naukowcami, ludźmi biznesu i kultury. Organizujemy je w formie dwudniowych wydarzeń. Podczas warsztatów skupiamy się na wyzwaniach, przed którymi stoi miasto, i jego problemach, szukamy sposobów ich rozwiązania. Na konferencji dyskutujemy o pomysłach, pokazujemy dobre praktyki, proponujemy działania. Wyjątkowość akcji polega na tym, że nie ogranicza się ona do dyskusji, ale jest narzędziem do wypracowywania pomysłów i praktycznych wskazówek, co zrobić, żeby miasta stały się miejscem lepszym do życia. Postulaty są wdrażane, monitorowane i opisywane przez dziennikarzy "Gazety Wyborczej".

Podczas pierwszej edycji - w 2014 r. - spotkaliśmy się we Wrocławiu, w Wałbrzychu, Poznaniu, Krakowie, Warszawie i Gdańsku. Sukces akcji sprawił, że w 2015 r. patronat nad nią objął prezydent RP Bronisław Komorowski.

W tym roku są cztery tematy przewodnie: zielone miasto, nowoczesna komunikacja publiczna i transport, rewitalizacja oraz partycypacja publiczna. Kolejne konferencje w ramach "Pracowni miast" odbędą się w Warszawie (17 czerwca) i Łodzi (24 czerwca).

 

Więcej na: Wyborcza.pl/pracowniamiast

 

Zajrzyj na nasz profil na Facebooku i Twitterze