Rozmowa z Josepem-Ramónem Ferrer i Escodą - dyrektorem departamentu ds. Smart cities w urzędzie miasta Barcelona, odpowiedzialnym za strategię technologicznego rozwoju miasta

Iwona Pawluk: Jaka będzie Barcelona za 25 lat?

Josep-Ramón Ferrer i Escoda: Chcemy, by było to miasto ekowystarczalne, o zerowych emisjach. Także miasto hiperpołączone, z szybką koleją, autostradami, portem. Ale przede wszystkim podstawą jest dla nas, by jak najlepsze były struktury XXI wieku - czyli technologia i komunikacja. Nasze miasto przyszłości chce nadal być miastem śródziemnomorskim. Określamy to mianem "slow city" - miasta, w którym ludzie mogą pracować, jeść, iść na zakupy, na targ, na spacer, podjechać autobusem. Oznacza to, że nie odrzucamy sposobu funkcjonowania miasta takiego, jakie jest teraz. Chociaż, oczywiście, za pomocą technologii będziemy to jeszcze usprawniać. Ale podkreślam: tylko usprawniać. Nie będziemy stosować technologii dla samego faktu jej stosowania.

Co sprawia, że w Barcelonie żyje się dobrze?

- Po pierwsze, klimat śródziemnomorski i jedzenie. Poza tym otwarty, przedsiębiorczy charakter mieszkańców, który sprawia, że chcą wciąż dokonywać innowacji, nie tylko technologicznych, ale także związanych z działaniem samego miasta: w polityce publicznej, w gospodarce, nawet w sposobie zarządzania. Dlatego też w najbliższych latach istotna będzie polityka zarządzania poprzez otwarty rząd. Chodzi tu o przejrzystość, ale przede wszystkim o nowy sposób rozmowy między władzami miasta i jego mieszkańcami, między administracją publiczną a miastem. Jesteśmy przekonani, że w ciągu najbliższych kilku lat ta relacja zmieni się dzięki nowym technologiom, ale przede wszystkim dzięki temu, że ludzie będą w większym stopniu uczestniczyć w polityce publicznej. Barcelona jest wzorem dla wielu miast na całym świecie, także dla polskich.

Które z waszych rozwiązań moglibyśmy powielić np. w Warszawie?

- Np. wykorzystanie w mieście innowacji technologicznych: aplikacji, interaktywnych urządzeń dla mieszkańców. Pracujemy teraz nad rozwiązaniem, w ramach którego na przystankach autobusowych zamontowane zostaną ekrany, które będą mogły komunikować się z mieszkańcami miasta. Albo opracowujemy miejski system operacyjny, w ramach którego firmy, uniwersytety, start-upy będą mogły rozwijać aplikacje dla miasta. Jeśli uda się go zrobić w sposób jak najbardziej uniwersalny, wiele miast będzie mogło skorzystać z tego systemu, a przemysł będzie w stanie wyprodukować wiele ciekawych rozwiązań nie tylko dla Barcelony.

Coś jeszcze?

- Pojazdy elektryczne. Zaczynamy prace nad rozwiązaniem dla przemysłu elektrycznego. To zakłada podpisanie umów nie tylko z przemysłem energetycznym, z dostawcami energii elektrycznej, lecz także przygotowanie infrastruktury, by było to możliwe, parkingów miejskich. To wg mnie idealny przykład sytuacji, w której potrzebne jest nie tylko finansowanie ze strony administracji publicznej, lecz także porozumienia z różnymi firmami z sektora prywatnego tak, by pracowały wspólnie. Innym przykładem byłoby rozwiązanie z obszaru mobilnego: mamy projekt, który nazywamy "Barcelona in your pocket", czyli "Barcelona w kieszeni", który zakłada, że w telefonie za dwa lub trzy lata będzie wszystko to, co mieszkaniec Barcelony lub turysta ja odwiedzający będzie chciał zrobić. By było to możliwe, pracujemy z wieloma firmami nad opracowaniem aplikacji i umieszczeniem ich na jednym portalu, który nazywamy "apps for Barcelona", aby użytkownik mógł wejść bezpośrednio na tę stronę i mieć najlepsze aplikacje miejskie na tym portalu. Wszystko to robimy z zamiarem, by było to możliwe do wyeksportowania w taki sposób, by służyło nie tylko Barcelonie, lecz także jakiemukolwiek miastu, które chciałoby skorzystać z tych rozwiązań.

A warto angażować mieszkańców w planowanie przestrzeni miejskiej?

- Oczywiście! Projekt Smart cities nie jest projektem rządu czy władz miejskich. Jest projektem miasta, dlatego też należy liczyć się nie tylko ze zdaniem mieszkańców, lecz także z ich zaangażowaniem. Mieszkańcy Barcelony są dumni ze swego miasta i wierzą w swoje miasto, i chcą uczestniczyć w tworzeniu miasta, i chcą wspólnie wprowadzać tu innowacje. W tym obszarze nowe technologie są kluczowe: umożliwiają komunikację miasta z mieszkańcem, zwiększają przejrzystość działania miasta, ale przede wszystkim sprawiają, że mieszkańcom łatwiej jest uczestniczyć w życiu miasta. Władze tych miast, które nie rozumieją, że demokracja coraz bardziej zmierza w tym kierunku, zostaną w tyle.

Gdyby pewnego dnia zdecydowałby pan wyemigrować, jakie miasto by pan wybrał?

- Cóż, jestem zakochany w Barcelonie. Ale gdybym musiał zamieszkać naprawdę w jakimś innym mieście, na pewno wybrałbym miasto śródziemnomorskie.