Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mattiego wymyśliła w autobusie. Był poranny szczyt. Dla niej, uznającej miejsce za zajęte już wówczas, gdy ktoś siedzi na sąsiednim fotelu, to jeden z największych koszmarów. Ramię ociera się o ramię, dłoń ślizga się po dłoni, szturchanie torebkami i oddechy prosto w twarz. Boże, jak ona tego nie znosi! W takich warunkach jechała do pracy tamtego dnia, w październiku 2015 roku, i rozmyślała o podobnych okropnych sytuacjach, które jej się zdarzały. – A gdyby tak zebrać je wszystkie w jednym miejscu? – pomyślała. – Ludzie powinni to zrozumieć, przecież nas – introwertyków – jest w Finlandii więcej.

Patrzcie, przyjechaliśmy z Finlandii

Nazywa się Karoliina Korhonen, ma 27 lat i mieszka w Oulu w środkowej Finlandii. Jest grafikiem, freelancerem. To musi nam wystarczyć, więcej o sobie nie powie, bo to sprawia jej równie duży dyskomfort jak podróż zatłoczonym autobusem.

Chętniej opowie o swoich koszmarach. Pierwszy (który pamięta): szkolna zabawa gwiazdkowa, gdy miała siedem lat. Wszystkie dzieci przyszły na nią z rodzicami, ona z ojcem. Chciała go o coś zapytać, stał odwrócony, więc szarpnęła go za sweter. Okazało się, że to tata kolegi. – Chciałam spalić się ze wstydu, bo zaczepiłam obcego faceta. Czekałam już tylko na koniec zabawy.

Jako nastolatka podróżowała z rodziną po Europie. Ojciec notorycznie fundował jej poczucie totalnego obciachu. – Zawsze gdy zwiedzaliśmy słynne zabytki, tato zakładał białą czapkę w niebieskie paski. Takie nakrycie głowy nosił Väinämöinen, bohater „Kalevali”, zbioru naszych legend narodowych. Biały i niebieski to nasze barwy, więc ojciec zakładał tę czapkę, aby obwieścić wszystkim, że przyjechaliśmy właśnie z Finlandii. Wyglądał komicznie, ludzie uśmiechali się pod nosem. Prosiłam, żeby ją ściągnął, ale im bardziej nalegałam, z tym większą ochotą ją nosił – dzisiaj Karoliina rozumie już, że przyczyną była wielka duma Finów z własnego niepodległego kraju, i nawet odkryła tę cechę w sobie. Ale wtedy czuła się niewyobrażalnie zażenowana.

Finowie - genetyczne laboratorium

Matti Virtanen, czyli Jan Kowalski

Z tamtego zatłoczonego autobusu Karoliina wybiega jak z płonącego budynku. W pracy bierze ołówek i szybko rysuje kreskówkową workowatą postać o obojętnym wyrazie twarzy i kaczych stópkach. To za jej pośrednictwem opowiadać będzie o swoich koszmarach, bo, jak przypuszcza, obrazek sprawdzi się lepiej niż tekst. Bohater będzie miał na imię Matti, bo Google podpowiada, że to najpopularniejsze imię w Finlandii. Dostaje nazwisko Virtanen, fiński odpowiednik polskiego Kowalskiego. Oraz biało-niebieską czapkę ojca.

Matti Virtanen, Fin introwertyk, bohater facebookowej strony „Finnish Nightmares”, debiutuje na Facebooku 19 października 2015 roku, tuż po godzinie 7.00. Dziesięć minut później Karoliina wrzuca na stronę drugi obrazek. Matti traci na ulicy równowagę, przewraca się i rozbija sobie głowę. O wiele bardziej niż krwawiąca rana martwi go, że jego upadek widzieli przechodnie. Jeden z nich podchodzi i pyta, czy nie trzeba wezwać karetki. „Nie, wszystko w najlepszym porządku”, odpowiada zawstydzony Matti, chcąc jak najszybciej zakończyć tę upokarzającą dla niego scenę.

Kolejnych dziesięć minut później kreskówkowy Matti próbuje uniknąć poufałego przywitania ze znajomym. O godz. 14.30 strona „Finnish Nightmares” ma już tysiąc polubień. Po dwóch kolejnych historiach wrzuconych tego samego dnia (w pierwszej Matti źle znosi pochwały wyrażane pod jego adresem w obecności współpracowników, a w drugiej jeszcze gorzej reaguje na uwagę o pogodzie rzuconą przez siedzącego obok pasażera, traktując ją jako próbę nawiązania rozmowy, na myśl o czym zaczyna się pocić) – liczba fanów przekroczy 10 tysięcy. Dziś strona ma blisko 170 tys. fanów. – Miałam nadzieję, że ludzie polubią Mattiego, a ja od czasu do czasu wrzucę jakąś historię. Ale internauci pokochali go błyskawicznie i natychmiast zaczęli prosić o więcej. A my, Finowie, nie lubimy rozczarowywać ludzi – Karoliina od razu zabrała się do pracy nad kolejnymi historiami.

Czy leczyć się z perfekcjonizmu?

Spokój, cisza i prywatność

Zderzyła już Mattiego z ponad 60 sytuacjami. W każdej introwertyczny Fin czuje się skrępowany, zażenowany, zawstydzony, ewentualnie zły (choć nigdy swojej złości nie potrafi wyrazić wprost, co przeradza się w frustrację) albo za wszelką cenę próbuje któregoś z tych uczuć sobie oszczędzić.

Nie wyjdzie zatem z mieszkania, gdy usłyszy, że na klatce schodowej krząta się któryś z sąsiadów.

Choć ma ochotę poczęstować się w supermarkecie darmową przekąską albo próbką kosmetyku, nie zrobi tego, bo czułby się zobowiązany porozmawiać z rozdającą je hostessą.

Zazwyczaj ma pytania do instrukcji udzielanej przez przełożonego, ale nie ma śmiałości ich zadać, zwłaszcza w grupie innych osób.

Nigdy nie przyjmie oferty pomocy ze strony ekspedientki w sklepie.

Zazwyczaj pytania ucina krótkim „tak”, „nie” lub „aha”, a szczytem jego wylewności będzie pojedyncze zdanie lub jego równoważnik.

Jest gotów moknąć, jeśli pod wiatą przystanku skrył się już ktoś inny.

Nienawidzi spóźniania się – swojego i cudzego.

Nigdy nie poczęstuje się pierwszy i za nic w świecie nie zje ostatniego kawałka.

Gdy okaże się, że zatrzymał zły autobus, i tak do niego wsiądzie.

Zwróci pieniądze za każdą postawioną mu kawę.

Spali się ze wstydu, gdy popełni błąd w obcym języku.

Ma ochotę uciec, gdy ktoś głośno woła go na ulicy.

Życzyłby sobie, aby tak jak on wszyscy respektowali ciszę nocną.

– Czy my naprawdę tacy jesteśmy? – Karoliina robi krótką pauzę. – Finowie rzeczywiście cenią sobie spokój, ciszę i prywatną przestrzeń. Ale oczywiście nie wszyscy Finowie są tacy, najlepszym dowodem jest mój tato, który nie ma żadnych zahamowań. Więc Matti to po prostu ja, introwertyczka, a jego koszmary są moimi koszmarami.

Fiński cud, czyli jak urzędnik uzdrowił tysiące ludzi

Polskie koszmary

Ze skrzynki mailowej Mattiego dosłownie wysypują się propozycje tematów. – Dziś mniej więcej połowa historii to podpowiedzi od fanów – ocenia Karoliina. – Wybieram te, które powtarzają się najczęściej, przynajmniej kilkadziesiąt razy, ale muszę je czuć, a najlepiej przeżyć. Doskonałym przykładem jest koszmar „windowy”, czyli tych kilkadziesiąt sekund, które w drodze na swoje piętro spędzasz w windzie z obcą osobą. To także mój osobisty koszmar.

„Spójrz w sufit, potem na podłogę, rozglądaj się po ścianach, przyjrzyj się przyciskom, ale za nic w świecie nie spoglądaj w kierunku osoby jadącej z tobą” – to recepta Hanny z Minnesoty. Oprócz Finlandii Matti najwięcej fanów ma w USA i Wielkiej Brytanii, ale w jego perypetiach odnajdują się introwertycy z całego świata. – Regularnie dostaję propozycje, by zmienić nazwę strony na „Globalne koszmary”, i pewnie byłoby to nawet uzasadnione – zgadza się Karoliina. – Ale dzięki fińskości Matti ma swoją tożsamość.

Matti ma też prawie 2000 polskich fanów. Pod postami rodacy najczęściej deklarują, że odkryli w sobie fińską duszę. – To jest o mnie! Noszę w sobie Fina – komentuje niechęć Mattiego do gadki szmatki Klaudia z Krakowa.

Jeszcze bardziej fińska niż Matti jest Anna z Koszalina, która gdy tylko widzi, że sąsiad czeka na windę, natychmiast decyduje się na wspinaczkę schodami na swoje szóste piętro. Opory Mattiego przed przeciskaniem się w kinie przez zajęte fotele, aby dotrzeć do swojego, to pikuś przy tym, co w takiej sytuacji zrobi Weronika z Bogatyni. „Siadam na podłodze” – pisze.

A Damian z Rybnika podpowiada historię dla Mattiego: „Stacja benzynowa. Chcę zatankować klasyczną 95-kę, ale podchodzi gość z obsługi i oferuje droższą 98-kę, sięgając już po pistolet i wpychając go do wlewu. A ja nie mam odwagi powiedzieć nie”.

– Jestem Mattim – potwierdza Kasandra, fanka z Wrocławia, która za najgorszy koszmar uznaje ścisk w komunikacji miejskiej. – A stronę polubiłam, bo interesuję się Finlandią. Myślę, że Polacy są bardziej otwarci, ale często na ulicy czy w autobusie zauważam zachowania podobne jak u Mattiego.

Jak to jest być mamą w Finlandii?

Bo sprzedawca weźmie cię za idiotkę

– Przejrzyj komentarze, to setki koszmarów wziętych z życia. Ale znajdziesz tam również masę podpowiedzi, jak sobie z nimi radzić – zachęca Karoliina.

„Gdy ktoś prawi mi komplementy w obecności innych, czuję się, jakby mnie zmusił do striptizu” – pisze Sofia, Amerykanka.

Co zrobić, by uniknąć proszenia pasażera o przepuszczenie cię, gdy siedzisz na miejscu od okna? Laura ma na to radę: „Zaczynasz zakładać rękawiczki tuż przed jego nosem, powinien załapać, że chcesz wysiąść”.

„Wolę iść do innego sklepu, żeby kupić rzecz, której zapomniałem, niż drugi raz pojawić się przy kasie” – stwierdza Niclas.

Sisu: „Czy też czujecie się tak potwornie zażenowani, gdy okazuje się, że zapomnieliście zważyć owoce i kasjer musi to za was zrobić, a w tym czasie kolejka za wami rośnie?”.

„W Finlandii można przebywać w grupie ludzi w kompletnej ciszy, nikt nie czuje potrzeby przełamywania jej na siłę, możesz w każdym momencie opuścić innych, nic im nie tłumacząc, nawet nie mówiąc Do widzenia” – Humberto, Angolczyk, który mieszkał przez pewien czas w Finlandii, uważa tę postawę Finów za jedną z ich najwspanialszych cech.

Päivi tamtych urodzin nie zapomni do końca życia: „Miałam przyjęcie w restauracji. Nagle cała obsługa lokalu, z kucharzami włącznie, podeszła do mojego stolika i zaczęła śpiewać Sto lat. Wszyscy przerwali jedzenie i gapili się na mnie. Czułam, że spalę się ze wstydu”.

„Pół biedy, jeśli darmową próbkę wręczy ci w sklepie osobiście hostessa – pisze Merja. – Sytuacja się komplikuje, jeśli próbki leżą w pojemniku z podpisem, że są za darmo i można je brać. Bo co, jeśli czegoś nie zrozumiałaś? Co gdy przy kasie okaże się, że żeby dostać próbkę za darmo, trzeba było kupić coś innego? Dlaczego nikt inny nie bierze tych próbek? A może napis jest stary, na przykład obowiązywał wczoraj, a dziś już nie, więc trzeba będzie zapłacić i kupisz coś, czego w sumie nie potrzebujesz? Właściwie mogłabyś zapytać sprzedawcę, ale jesteś introwertyczką, więc unikasz pytania sprzedawców, zresztą czy nie pomyśleliby sobie, że jesteś idiotką, bo wszystko przecież napisane jak wół? I czy w ogóle warto sobie zawracać głowę darmowymi próbkami? Przecież możesz wyjść na biedaka, frajera lub skąpca?”. „Święte słowa” – komentują komentarz inni.

– To działa jak wielka terapia grupowa – cieszy się Karoliina. – Ludzie czytają historie Mattiego i opowiadają o swoich przeżyciach. Dzięki temu wiedzą, że takich osób jest więcej. Choć nie planowałam, że „Fińskie koszmary” rozwiną się w tym kierunku, bardzo się cieszę, że tak się stało. Ja też się dzięki temu lepiej czuję.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.