Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gwiazda filmu Vadima "I Bóg stworzył kobietę", który pod koniec lat 50. gorszył światowe drobnomieszczaństwo, powiedziała kiedyś, że wolałaby się nigdy nie narodzić. Gen. de Gaulle nazwał ją "francuskim artykułem eksportowym równie ważnym jak samochody Renault". Ale Bardot to nie tylko ikona Francji. To jednak z ikon XX wieku.

W 1973 r., mając 39 lat, odeszła z filmu i przeniosła się do ulubionego domu w Saint Tropez - La Madrague. Opuszczała swe schronienie po to tylko, by walczyć o prawa zwierząt lub wygłaszać niemiłe i niezbyt przemyślane uwagi o imigrantach. Niekiedy kojarzono ją z Frontem Narodowym Jean-Marie Le Pena, jednak nigdy nie była członkinią ani nawet sympatykiem jego partii. W rzeczywistości nigdy nie przestała być sobą - żyła, jak chciała: otwarta, naturalna. Nigdy nie poddała się chirurgii plastycznej, choć Sophia Loren, Gina Lollobrigida i Lauren Bacall powierzały chirurgom swe nadzieje na nieśmiertelne piękno. Życie Bardot to nie tylko sprzeciw wobec hipokryzji i moralnych przesądów - także wobec wyrachowania i kalkulacji.

Kiedy w początkach lat 50. wkroczyła przebojem na scenę, Francja i świat nie były na nią gotowe. "Kobiety z mojego pokolenia pamiętają jej pierwszą okładkę w" Elle "w 1950 r. - wspomina francuska historyczka mody Nicole Parrot. - Bardot miała wtedy 16 lat. Miała krótkie orzechowe włosy i wspaniałą figurę tancerki. Reprezentowała coś, co nie miało dotąd miejsca w świecie mody - dziewczęcość". Przedtem nastolatki chowano przed ludzkim wzrokiem i światem haute couture. "Były pyzate, niezgrabne dziewczynki ubierane przez matki w granatowe spódniczki, z których zdążyły wyrosnąć, i były zamężne kobiety. Nic pośrodku". Nie było magazynów dla nastolatek ani dziewczęcej mody. "Bardot zmieniła to wszystko. Stworzyła własny styl, który robił błyskawiczną karierę. Teraz kobiety bez względu na wiek mogły ubierać się jak młode dziewczyny!". "Lolita" Nabokova ukazała się pięć lat później.

Potem Bardot stała się kobietą i świat oszalał. Mając 18 lat, wyszła za Rogera Vadima, reżysera, który cztery lata później obsadził ją w roli niemoralnej Juliette w "I Bóg stworzył kobietę". W czasach Jamesa Deana i Elvisa Presleya sama jej postać zdawała się uosabiać jakiś rewolucyjny przełom. Skandal w Ameryce wywołała scena, w której Bardot tańczy boso, rozczochrana, z rozpuszczonymi włosami, błyszcząca od potu. Sukces filmu i oburzenie, jakie wywołał, wróciły jak bumerang do Europy.

 

W 1958 r. redaktor "Paris Match" Raymond Cartier poświęcił "przypadkowi" Brigitte Bardot całe osiem stron. Zaprosił psychologów, antropologów i socjologów, by przyjrzeli się prawdziwym źródłom zjawiska i przedstawili wnioski. Na pierwszy ogień poszły okoliczności wejścia na ekrany w USA filmu "I Bóg stworzył kobietę", a w szczególności wydarzeń w Filadelfii, Cleveland, Providence i Memphis, gdzie aresztowano właścicieli kin, a sędziowie w perukach i togach oburzali się na lubieżność tej skandalicznej produkcji. Czy filmy z Bardot nie powinny zostać zakazane w USA? Psychoanalitycy "Paris Match" zajęli się też dzieciństwem aktorki spędzanym w luksusowej XVI Dzielnicy Paryża. Mieszkała w siedmiu pokojach z rodzicami, do których zwracała się w trzeciej osobie, starszą siostrą, nianią i ptakami w białej klatce, których domowy kot Krokus "ani myślał pożreć, bo zmieszczaniał tak samo jak jego właściciele".

Raymond Cartier feruje wyrok: "Bardot jest niemoralna od stóp do głów". Redakcja "Paris Match" zgadza się z amerykańskimi cenzorami ze Wschodniego Wybrzeża: zakazać Bardot.

Francuscy intelektualiści zrozumieli wtedy, że chodzi o coś więcej niż kształty młodej gwiazdki. W eseju o Bardot z 1959 r. pt. "Syndrom Lolity" Simone de Beauvoir przewidziała przyszłe losy aktorki, jej sukcesy i kłopoty. Nazwała ją "lokomotywą kobiecej historii", porównując wtargnięcie na scenę publiczną tej pierwszej prawdziwie wyzwolonej kobiety w powojennej Francji do pojawienia się egzystencjalizmu.

Beauvoir zestawia postać wampa z lat 30. i 40. z powojenną rozerotyzowaną chłopczycą a la Audrey Hepburn. "Kobieta wamp nie stanowiła wyzwania, jej uwodzicielstwo było przedmiotowe. Mężczyźni tłoczyli się do magicznej pułapki, jakby skakali za burtę z własnej, nieprzymuszonej woli. Marlene Dietrich śpiewająca lekko schrypniętym głosem i pokazująca uda w jedwabnych pończochach rzucała urok. Brigitte Bardot nie rzuca uroków - ona działa. W jej ciele nie ma szczodrości symbolizującej bierność. Jej garderoba nie jest fetyszem i kiedy się rozbiera, nie odkrywa żadnych tajemnic. Po prostu pokazuje swoje ciało. Chodzi, tańczy, rusza się. Jest naraz myśliwym i zwierzyną. Jest przedmiotem dla mężczyzn, tak samo jak oni dla niej. I to właśnie rani męską dumę. Naturalność Bardot wydaje się więc bardziej perwersyjna od wszelkiego wyrafinowania. Gardząc biżuterią, makijażem i wysokimi obcasami, odmawia robienia z siebie idola, potwierdza swoją równość wobec mężczyzn. Stwierdza w ten sposób, że mężczyzn i kobiety łączy jedynie pożądanie i obopólna przyjemność". Dla wszystkich stało się jasne, że Bardot jak "obcy" Alberta Camusa doświadcza świata zmysłami.

Wiele współczesnych brytyjskich i amerykańskich feministek odrzuciłoby z oburzeniem Bardot jako symbol kobiety wyzwolonej. Lecz tak właśnie pamięta ją projektantka mody Nicole Farhi: "Bardot była kompletnie wyzwolona, choć pochodziła z mieszczańskiej rodziny. To fantastyczne, jak odrzucała konwencje. Żyła, jak chciała, ubierała się, jak chciała, jej wolność była prowokująca".

Prowokująca, lecz nigdy wulgarna. Dla Beauvoir "kobieta wyzwolona jest przeciwieństwem kobiety łatwej, frywolnej". Bardot miała według niej absolutne poczucie wolności. Nie próbowała manipulować ani zwodzić w odróżnieniu od współczesnych kobiet, które myślą, że wyzwala je taniec na rurce. Właśnie dlatego wydała się tak niebezpieczna.

"Nie obnosiła się z głębokimi dekoltami jak Loren czy Lollobrigida. Nosiła obcisłe golfy i podkoszulki, emanując zmysłowością spod ubrania". Najpotężniejszy i najsilniej działający jest erotyzm ukryty. Brytyjski filozof Anthony C. Grayling uważa, że Bardot "uosabia potęgę kobiecości. Patrząc na antyczne rzeźby, widzimy, że są umięśnione, ale męskie genitalia i piersi kobiet są bardzo małe, co ma znamionować opanowanie i samokontrolę".

Jak przewidziała de Beauvoir, Bardot szybko odmówiła bycia "dobrą żoną" i "dobrą matką". Zakochiwała się i odkochiwała, cztery razy wychodziła za mąż, złamała setki serc, zostawała, odchodziła, urodziła syna, ale odkryła, że nie jest stworzona do macierzyństwa, i oddała go ojcu. Nie kierowała się buntowniczymi pobudkami. "Bardot - pisze de Beauvoir - nie była zbuntowana ani niemoralna. Nie próbowała szokować ani prowokować. Niczego nie żądała. Jadła, kiedy czuła głód, i równie normalnie traktowała seks. Pragnienia i przyjemności były dla niej prawdziwsze od zakazów i konwencji. Nikogo nie potępiała. Robiła, na co miała ochotę, i w tym cały kłopot". Patrząc z tej perspektywy, łatwo zrozumieć, że stała się ikoną egzystencjalizmu.

Françoise Sagan wydała o niej książkę dwa lata po porzuceniu filmu przez 39-letnią aktorkę. "Była uosobieniem sukcesu, pieniędzy, miłości - pisała Sagan - i nie widziała powodów, by komukolwiek to zwracać. Nie wstydziła się siebie, nie przepraszała za swój totalny sukces, choć tylu innych usprawiedliwiało swe połowiczne zwycięstwa. I dlatego właśnie siała powszechne zgorszenie".

Nie przejmowała się niczym. Jane Birkin, która w 1973 r. zagrała z nią w "Gdyby Don Juan był kobietą", była zdumiona: "Nie chciała robić filmów za granicą, bo nie lubiła wyjeżdżać z Francji. Wydawało się, że nie ma żadnych ambicji, nie szukała jakiegokolwiek uznania".

 

"Traktowała obojętnie władzę, jaką miała - uważa francuski pisarz Paul Fournel. - W roku 1956 żyła, jakby to już był rok 1968. W tym sensie była bardzo nowoczesna".

Jej beztroska w połączeniu z pięknem i szczerością czyniła ją tak niebezpieczną. Kiedy w Angers w 1958 r. trzech nastolatków zabiło bez powodu emerytkę, winna była Bardot, a nie egzystencjalista Camus. Zachwiała fundamentem francuskiego społeczeństwa. Potężniejsza od politycznych manifestów, swym stylem życia mogła faktycznie deprawować francuską młodzież.

"Reżyser Louis Malle opowiadał o niej niewiarygodne historie - wspomina brytyjski dramatopisarz David Hare. - Kiedy kręcili zdjęcia w pasażu handlowym w Lozannie, do Bardot podeszła kobieta w futrze, splunęła jej w twarz i wykrzyknęła:" Ty niszczysz nasze mieszczańskie społeczeństwo! "". Hare pyta: "Kto dzisiaj ma taką władzę?".

Przełożył Sergiusz Kowalski

Catherine Poirier - francuska krytyczka i eseistka filmowa mieszkająca w Londynie

W kolejne weekendy marca "Wyborcza" zaprasza do podróżowania do czterech krajów Tony'ego Halika: Meksyku, Francji , Grecji i Argentyny. W czwartek 30 marca, w "Centrum Premier - Czerska 8/10" w siedzibie Agory spotkają się miłośnicy wolności, poznawania świata, wyzwań i podróży. Gośćmi Ewy Wieczorek i Michała Nogasia będą: Elżbieta Dzikowska, Martyna Wojciechowska, Marek Kamiński, Aleksander Doba i Mirosław Wlekły - autor książki "Tu byłem. Tony Halik". Na spotkanie można zgłaszać się pod adresem tonyhalik.evenea.pl lub telefonicznie (22) 555 54 55.

Od połowy marca biografia Tony'ego Halika będzie dostępna w księgarniach oraz na kulturalnysklep.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.