Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kiedy znajomym z Dijon mówię, że przyjechałem napisać artykuł o ich mieście - wzruszają ramionami. Dodaję, że chciałbym go zatytułować "Nie tylko musztarda". Zaświeciły im się oczy - nareszcie! Ale po chwili dorzucają: "Każdy przejeżdża przez Dijon, nikt się nie zatrzymuje. O czym właściwie będziesz pisał?". Przez następne dwa dni razem szukamy dobrej odpowiedzi.

***

Centralna rue de la Liberté biegnie od Place Darcy do Place de la Libération. Przy niej i w jej okolicy mieszczą się najciekawsze budowle Dijon. Wzdłuż wąskich brukowanych uliczek stoją renesansowe i średniowieczne kamienice. Ich fasady zdobią osobliwe rzeźby przestawiające człekokształtne postaci o dość upiornych twarzach. Te niepokojące fizjonomie idealnie pasowałyby do obrazów Hieronima Boscha.

Co jednak rubaszny grymas robi nad drzwiami mieszczańskiego domostwa? Kilkanaście metrów dalej inny widok: maisons a colombage , czyli mur pruski. Przypominają mi podobne domy widziane na Warmii i Mazurach, lecz różnią się od tamtych jaśniejszą barwą wzmacniających belek. Październikowe słońce niechętnie wychodzi zza chmur i jego promienie błyskają na tradycyjnych czarno-żółtych dachówkach burgundzkich dachów. Na jednym z nich czai się figurka czarnego kota. Dwadzieścia metrów dalej, na północnej ścianie kościoła Notre-Dame przycupnęła kamienna sowa - jeden z symboli Dijon. Legenda głosi, że jeśli dotknąć ją dłonią i wypowiedzieć w myśli życzenie, to zostanie ono spełnione. Z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że należy użyć lewej dłoni i że nie można następnie iść w stronę Place de la Libération, gdyż przyczajony kawałek dalej na murze smok gotów jeszcze pożreć życzenie.

Spomiędzy świeckich budowli wzbijają się w górę gotyckie wieże katedry St Bénigne i kościoła Notre-Dame. Obie świątynie powstały w XIII w., czyli po pożarze, który spustoszył miasto w 1137 r. Nieco późniejszy kościół St Michel (XV-XVI w.) chlubi się renesansowym frontonem, podobno jednym z najpiękniejszych we Francji. Dwa inne XV-wieczne kościoły, St Etienne i St Jean, w czasie rewolucji pełniły funkcje magazynu i targowiska (to chyba żaden wstyd, zważywszy, że podobny los spotkał paryską Notre Dame).

Choć od upadku wielkich książąt burgundzkich w 1477 r. przez Dijon przetoczyła się niejedna historyczna burza (od wojen religijnych, przez wojnę prusko-francuską, po niemiecką okupację), architektoniczne skarby miasta przetrwały w zaskakująco dobrym stanie. Może należy dziękować za to (jak ponoć czynią niektórzy) Matce Boskiej Dobrej Nadziei? Jej drewniana rzeźba z XI w. (jedna z najstarszych w kraju) stoi w Notre Dame. 11 września 1533 r., gdy szwajcarskie wojska oblegały miasto, mieszkańcy zabrali posąg ze świątyni i nieśli go na czele błagalnej procesji. Dwa dni później Szwajcarzy porzucili oblężenie. We wrześniu 1944 r. zdawało się, że zgromadzeni w Dijon żołnierze niemieccy będą stawiać opór aliantom. Tymczasem w nocy z 10 na 11 września opuścili miasto. Była to, jak łatwo obliczyć, czterysta jedenasta rocznica "cudu szwajcarskiego".

***

Place de la Libération (plac Wyzwolenia, chodzi o 1944 r.) w ciągu swej ponad 300-letniej historii zdążył być też placem: Królewskim, Rewolucji, Cesarskim i Wojska... Naprzeciw niego, w dawnym pałacu książąt Burgundii mieści się ratusz, a także bardzo ciekawe Muzeum Sztuk Pięknych. Ma ono wszystkie atuty dobrego prowincjonalnego muzeum sztuki: nie trzeba czekać w kolejce (sale świecą pustkami), bilety są bezpłatne, zwiedzanie przebiega w ciszy i spokoju (uwaga: większość muzeów w Dijon jest zamknięta we wtorki).

Kolejną piękną zaletą mniej znanych muzeów jest to, iż kryją w sobie nieraz fenomenalne niespodzianki. Znajdziemy tu dzieła wielkich mistrzów: Rubensa, Delacroix, Picassa, Rodina, Maneta, Vasariego, de la Toura... A obok nich małe skarby, np. "Memento mori" nieznanego artysty. Albo kolekcja płócien Nicoli de Staël, rosyjskiego emigranta czasów rewolucji, żołnierza Legii Cudzoziemskiej, abstrakcjonisty, którego obrazy można też oglądać na okładkach kieszonkowych francuskich wydań powieści Alberta Camusa. I wreszcie prawdziwy przebój: maski plemienne ze Środkowej Afryki wystawione w gablocie obok dwóch wazonów pomalowanych przez Picassa. Bez słowa komentarza. Sztuka zwykle zwana "prymitywną", "tradycyjną" lub "etniczną" nagle znalazła się obok klasyka, a ten ekspozycyjny gest nie został wsparty żadną zawiłą, nowoczesną interpretacją. Stoję jak urzeczony.

W osobnej sali można podziwiać grobowce książąt burgundzkich. Szczególną uwagę zwraca misternie wykonany grób Filipa Śmiałego. Prace nad nim rozpoczął za życia księcia Jean de Marville, który jednak zmarł przed ukończeniem dzieła. Ten sam los spotkał wybitnego holenderskiego rzeźbiarza Clausa Slutera. Ostatecznie dzieło ukończył jego siostrzeniec, Claus de Werve, w 1410 r., czyli sześć lat po śmierci Filipa Śmiałego.

***

Tak solidna porcja wrażeń estetycznych dopomina się o równie solidną puentę kulinarną. Gdzie leży Dijon, wie każdy - tam, gdzie robią musztardę. A dokładniej? Otóż nie byle gdzie, bo w Burgundii, w krainie słynącej z doskonałych win i z kuchni, która wywarła trwały wpływ na całą francuską sztukę kulinarną.

Wina, obok tych z Bordeaux i Szampanii, uważa się za najprzedniejsze we Francji. Wśród czerwonych królują szczepy Pinot Noir oraz Gamay. Nieliczne z nich oznaczone prestiżową apelacją Grand Cru AOC osiągają zawrotne ceny. W południowej Burgundii szczep Gamay służy też do produkcji lekkiego Beaujolais. Z kolei pośród białych win wielką estymą cieszy się Chardonnay z rejonu Chablis - podobno najlepsze na świecie.

Do najbardziej znanych specjałów należy boeuf bourguignon , czyli wołowina po burgundzku: mięso z marchwią i cebulą (czasem też z grzybami) duszone w czerwonym winie. Również z burgundzkiego stołu na światowe salony zawędrował coq au vin (kogut w winie). Inne przysmaki to escargots de Bourgogne , czyli ślimaki pieczone z czosnkiem, pietruszką, czasami z białym winem. I oczywiście plejada serów: charolais, chaource , a przede wszystkim époisses , który od XVI w. wyrabiali osiadli w Burgundii cystersi. Wszystkie te nazwy przepływają mi przez głowę, ciągnąc za sobą obłędne aromaty, ale nie muszę nawet sięgać do swojej studenckiej kieszeni, by wiedzieć, że dzisiaj ich nie spróbuję. Pozostaje zadowolić się mniej kosztownym pain (ciemne ciasto z dodatkiem miodu, przypraw, suszonych owoców), creme de cassis (likier z czarnych porzeczek) i, naturalnie, przesławną musztardą. Porzeczkowy trunek pija się z wodą lub w koktajlu Kir (creme de cassis i białe wino) zwanym tak na cześć legendarnego burmistrza Dijon Féliksa Kira (1876-1968). W 1960 r., przy okazji wizyty Nikity Chruszczowa, opracowano nową wersję drinka - Le Double K (likier porzeczkowy, wino i wódka).

Musztarda, znana już w starożytności, stała się burgundzką specjalnością w XIV w., kiedy papież Jan XXII utworzył w swym awiniońskim pałacu specjalną funkcję "pierwszego musztardnika papieskiego" i powierzył ją właśnie mieszkańcowi Dijon. Dziś głównym producentem musztardy jest we Francji grupa Amora-Maille, której fabryka mieści się przy quai Nicolas Rolin, tuż nad Kanałem Burgundzkim. Niestety, istniejące tam niegdyś Muzeum Musztardy zostało niedawno zamknięte. Na pociechę można odwiedzić firmowy sklep przy 32 rue de la Liberté (świetne miejsce, by kupić prezenty), gdzie obok tradycyjnego sosu z gorczycy i octu winnego (lub substancji zwanej verjus ) stoją fajansowe słoje, moździerze, butelki oliwy i octu oraz dziesiątki nowinek: musztarda malinowa, kokosowa, tajska, pomarańczowo-imbirowa...

***

Na koniec pobytu zapada werdykt: w drodze na Południe warto zatrzymać się w Dijon, choćby na jeden dzień. A i później, gdy zmierzamy np. w stronę Lyonu, czekają na nas burgundzkie winnice, miasteczko Beaune (z poliptykiem Rogiera Van der Weydena "Sąd ostateczny"), Muzeum Nicéphora Niépce'a, pioniera fotografii, w jego rodzinnym Châlon-sur-Saone, ruiny opactwa w Cluny...

Najsłynniejszy syn Dijon

W 1823 r. młody fracuski żołnierz o niemieckich korzeniach stacjonuje ze swym oddziałem w Dijon. Poznaje tam Catherine Moneuse, córkę handlarza drzewem, i żeni się z nią tego samego roku. Dziewięć lat później przychodzi na świat ich pierwsze dziecko - Gustave Bönickhausen, który w przyszłości pod nazwiskiem Eiffel zasłynie jako wybitny architekt, twórca Statui Wolności w Nowym Jorku, Dworca Keleti w Budapeszcie i przede wszystkim paryskiej wieży, wzniesionej na Polach Marsowych z okazji Wystawy Światowej w 1889 r.

W kolejne weekendy marca "Wyborcza" zaprasza do podróżowania do czterech krajów Tony'ego Halika: Meksyku, Francji , Grecji i Argentyny. W czwartek 30 marca, w "Centrum Premier - Czerska 8/10" w siedzibie Agory spotkają się miłośnicy wolności, poznawania świata, wyzwań i podróży. Gośćmi Ewy Wieczorek i Michała Nogasia będą: Elżbieta Dzikowska, Martyna Wojciechowska, Marek Kamiński, Aleksander Doba i Mirosław Wlekły - autor książki "Tu byłem. Tony Halik". Na spotkanie można zgłaszać się pod adresem tonyhalik.evenea.pl lub telefonicznie (22) 555 54 55.

Od połowy marca biografia Tony'ego Halika będzie dostępna w księgarniach oraz na kulturalnysklep.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.