Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jeśli prawdą jest to, co mówił, był najczęściej strącanym pilotem II wojny światowej. O swoich wojennych przygodach Halik opowiadał znajomym i dziennikarzom w wielu wywiadach.

Że pilotował spitfire’y.

Że był najmłodszym pilotem w całym RAF-ie.

Że służył w nim jako najemnik.

Że dostawał pieniądze za każdy trafiony niemiecki samolot.

Że w RAF-ie podawali kiepskie śniadania, ale wybaczył to Jego Królewskiej Mości.

Że kiedy trafili jego spitfire’a po raz pierwszy, przypomniał sobie, że nie skończył kursu spadochronowego.

Że po tym zestrzeleniu, gdy wpadł prosto do wody, przed śmiercią z wyziębienia uratowała go buteleczka whisky.

Że umierał z nudów w brytyjskim szpitalu, więc pisał listy do przyjaciela.

Że listy drukował brytyjski magazyn humorystyczny „Lilliput” – za każdą historyjkę lotniczą płacił pięć funtów, a po pięciu publikacjach Halik za 25 funtów kupił sobie samochód.

Że na podstawie tych historyjek powstała jego pierwsza książka „Hunters from the Sky”.

Że dzięki temu rozpoczął karierę dziennikarską.

Że strzelając do niemieckich myśliwców, jednocześnie uczył się filmowania:

„Pod maską chłodniczą samolotu była wmontowana kamera filmowa, która włączała się przy naciśnięciu spustu wyzwalającego ogień karabinu maszynowego. Działała, dopóki nie skończyłem strzelać. Postanowiłem nie oszczędzać królewskiej amunicji i choć samolot niemiecki już się rozlatywał, waliłem dalej, aby dłużej pracowała kamera. Cieszyło mnie, że zdobywam więcej zdjęć i moja metoda szybko się przyjęła w naszej eskadrze, a później także w sąsiednich”.

Najczęściej opowiadał o trzech strąceniach.

Pierwsze: gdy wyciągnęli go z kanału La Manche „jak zmokłego kota” i obudził się w szpitalu, gdzie chirurg wydobył z jego płuca odłamek z kabiny samolotu i wytłumaczył, że klatka piersiowa „to nie najlepsze miejsce do przechowywania wojennych pamiątek”.

Drugie: po którym wylądował na angielskiej plaży i spędził „miły wieczór u kolegów z British Navy”.

Trzecie: najważniejsze, w 1944 roku, miało miejsce nieopodal wioseczki La Folatiere, dziesięć kilometrów od Saint Jean d’Angély, we francuskim departamencie Charente-Maritime i uratowało reputację pana Boutina, najbogatszego mieszkańca wsi.

Chodzę od domu do domu i pytam o Halika.

– To on nie był Kanadyjczykiem? – dziwią się ludzie. – Polakiem? Naprawdę? Ożenił się z Pierrette, tyle wiemy, gdzieś wyjechali i więcej o nich nie słyszeliśmy.

Pierrette André Courtin oraz młodego, chudego żołnierza z przerzedzonymi blond włosami pamięta tu jeszcze kilka osób: Hélene Borel Grousset (rocznik 1927) i Ginette Bonnaud (1929) – koleżanki Pierrette ze szkoły – André Grousset (1928), Michel Prieur (1928)... I Monique Grousset Jaunas (1953), która znając ją z opowieści swoich rodziców, zawsze pasjonowała się przygodami Halika i po latach nieoczekiwanie go spotkała. Jeżdżę do nich przez kilka dni, próbujemy odtworzyć wydarzenia z czasów wojny.

Ze słów mieszkańców i dokumentów wyłania się nam historia, która brzmi jak połączenie serialu „’Allo ’Allo!” z oscarowym „Angielskim pacjentem”: cóż, że wojna, skoro wino jest przednie, koniak mocny, kobiety same wpadają w ramiona, do tego Niemcy nie wydają się tacy groźni. A żołnierz, który spadł z nieba? Opatrzyła go piękna dziewczyna z pałacu i jak to w takich opowieściach bywa, zakochali się w sobie. W finale jej ojczym, bogaty pan Boutin, który w czasie wojny balansował między konformizmem a męstwem, zdradą ojczyzny a bohaterstwem, zrobił sobie z zięcia alibi. Wersja z Halikiem w roli głównej zaczęła się wiosną 1944 roku. Francja w końcu podnosiła się po kapitulacji sprzed czterech lat. W listopadzie 1942 roku wojska niemieckie zajęły kolaborującą z nimi resztkę Francji ze stolicą w Vichy (La Folatiere znajdowało się od początku w strefie okupowanej). Armia francuska w Europie przestała istnieć, jej oddziały w Afryce przeszły na stronę aliantów. Niemcy aresztowali francuskich polityków i teraz także ulice miast dotąd nieokupowanej części Francji zaczęło patrolować Gestapo.

Od klęski w 1940 roku i powstania Vichy rozwijał się ruch oporu. W połowie 1943 roku do résistance należało kilkanaście tysięcy Francuzów, a oddziałów stale przybywało. Sami Francuzi nazywali je maquis. Partyzanci walczyli, ale też dostarczali aliantom informacje o niemieckich umocnieniach na wybrzeżu, by ułatwić inwazję na kontynent. Po inwazji w Normandii w czerwcu 1944 roku francuski ruch oporu wybuchł na masową skalę. W sierpniu wywołał powstanie w Paryżu i doprowadził do jego wyzwolenia. Brytyjski serial „’Allo ’Allo!” oddaje w groteskowej wersji realia Francji sprzed lądowania aliantów w Normandii. Akcja rozgrywa się w knajpce Café René, ulubionym miejscu spotkań stacjonujących w miasteczku Nouvion Niemców i jednocześnie ważnym punkcie operacyjnym ruchu oporu. Ale René Artois, właściciel kawiarni, pragnie przede wszystkim spokoju.

Aby go utrzymać, musi nieustannie balansować między współpracą z résistance a hitlerowcami. Nie odmawia ani jednym, ani drugim. Dla jednych jest wzorem patrioty, dla drugich ideałem kolaboranta w okupowanym kraju. Jednocześnie ukrywa alianckich lotników, których ruch oporu próbuje odesłać do Anglii, oraz niezwykle cenny obraz, „Upadłej Madonny z wielkim cycem” malarza van Klompfa, który zdeponowali u niego hitlerowscy oficerowie. Jeśli o obrazie dowiedzą się Francuzi, a o lotnikach Niemcy, René grozi śmierć.

Czy podobnie wyglądało życie pana Boutina? Być może nadawałby się na pierwowzór René Artois?

W czasie okupacji ludzie w La Folatiere patrzyli na niego krzywo. Dobrze wiedzieli, że zawsze bywał tam, gdzie mu się opłacało. Podejrzewali go o współpracę z Niemcami – jeszcze w 1943 roku hitlerowcy często zjawiali się w jego château. Więc tamten wiosenny dzień 1944 roku, jeśli wojna jednak nie potoczyłaby się po myśli hitlerowców, mógł mu w przyszłości pomóc. Samolot spadł w niedzielę rano, mniej więcej dziesięć kilometrów od La Folatiere, pomiędzy Villeneuve-la-Comtesse i Migré. Ludzie nie pamiętają, jak do tego doszło. Może strącił go inny samolot, a może trafiło działo przeciwlotnicze gdzieś nad La Rochelle. Miał uszkodzone podwozie, więc dobre pięćset metrów orał ziemię. Nie wybuchł, choć na pokładzie była podobno bomba. Dzieciaki pobiegły zobaczyć, co się stało. Bo kiedy spadały samoloty, dzieci w południowej Francji się cieszyły – wreszcie coś się działo. Przychodzili też dorośli. Stali i gapili się, dopóki nie nadciągnęli Niemcy. Był to duży samolot, chyba bombowiec, ale nikt nie pamięta detali. Załoga kilkuosobowa. Chyba sami Kanadyjczycy. Spadli na spadochronach niedaleko siebie w pobliżu samolotu i szybko zniknęli. Podobno ukrywał ich mer Villeneuve-la-Comtesse. Francuscy partyzanci zakopali spadochrony, żeby nie znaleźli ich Niemcy. Chyba już następnego dnia przyleciał po nich mniejszy samolot i zabrał do Wielkiej Brytanii. Z tych, co jeszcze żyją, tylko Michel Prieur był świadkiem awaryjnego lądowania samolotu z Kanadyjczykami, ale nawet on ma mgliste wspomnienia. Coś tam widział, resztę usłyszał od ludzi. We wsi akurat szykował się ślub, brakowało materiału na sukienkę. Uszyto ją ze spadochronu. To się tutaj często zdarzało. Jedwab ze spadochronu był marzeniem każdej Francuzki w okolicy.

Czy w bombowcu był też Halik?

Książka w formie ebooka jest dostępna w księgarni Publio.pl >>

W kolejne weekendy marca „Wyborcza” zaprasza do podróżowania do czterech krajów Tony’ego Halika: Meksyku, Francji, Grecji i Argentyny. W czwartek 30 marca, w „Centrum Premier - Czerska 8/10” w siedzibie Agory spotkają się miłośnicy wolności, poznawania świata, wyzwań i podróży. Gośćmi Ewy Wieczorek i Michała Nogasia będą: Elżbieta Dzikowska, Martyna Wojciechowska, Marek Kamiński, Aleksander Doba i Mirosław Wlekły - autor książki „Tu byłem. Tony Halik”. Na spotkanie można zgłaszać się pod adresem tonyhalik.evenea.pl lub telefonicznie (22) 555 54 55.

Od połowy marca biografia Tony’ego Halika dostępna w księgarniach oraz na kulturalnysklep.pl i Publio.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.