Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To właśnie tam stoi najsłynniejszy hotel świata. Działa od roku 1898, więc bywał w nim jeszcze Marcel Proust, Francis Scott Fitzgerald opisał go w powieści "Czuła jest noc" (1934), Irving Berlin - w piosence "Puttin' on the Ritz" (1927), zaś Billy Wilder umieścił w nim akcję "Miłości po południu" (1957), w której młoda Audrey Hepburn kocha się w Garym Cooperze.

 

Ritz zawsze był hotelem nowoczesnym - jako pierwszy dołączył do każdego pokoju łazienkę (co nie spodobało się Oscarowi Wilde'owi, który wolał, żeby obsługa przynosiła mu "sprzęt do mycia"), wprowadził szafy wbudowane w ściany, a obok nich, obowiązkowo, wiszący zegar z brązu. Kuchnią kierował w Ritzu Auguste Escoffier, kochanek aktorki Sary Bernhardt, twórca m.in. deseru Melba.

"Moja dupa jest międzynarodowa"

Jednak książka Amerykanki Tilar J. Mazzeo "Hotel Ritz. Życie, śmierć i zdrada w Paryżu" tylko w niewielkim stopniu zajmuje się latami chwały Ritza. Jej główny temat to okres mroczny - okupacja niemiecka i moment wychodzenia spod niej. Możemy tu przeczytać o tym, jak to marszałek III Rzeszy Hermann Göring zajmował całe piętro Ritza łącznie z tzw. apartamentem królewskim, w którym na stoliku obok fotela przechowywał dwie kryształowe misy - jedną wypełnioną tabletkami morfiny, drugą mieszaniną szmaragdów, opali, czarnych pereł, granatów i rubinów.

W latach 1940-44 Paryż raczej głodował, ale w Ritzu zajadano ostrygi, zapijając je strumieniami szampana. Niemieccy oficerowie ubrani we fraki rozmawiali po francusku ze swymi francuskimi gośćmi. Broń oddawali do depozytu przed wejściem do hotelu. Kolaboracja kwitła w najlepsze. Można było odnieść wrażenie, że Niemcy traktowali Ritza, własność rodziny szwajcarskiej, jako terytorium neutralne.

Z różnych rodzajów kolaboracji najpikantniejsza była ta horyzontalna, czyli łóżkowa. Pomijając to, że podczas okupacji niemieckiej w Paryżu sześciokrotnie wzrosła liczba burdeli, jest oczywiste, że sławne Francuzki bez oporów romansowały z nordyckimi blondasami. Aktorka Arletty (1898--1992), gwiazda "Komediantów" (1945) Marcela Carnégo, zadała się z porucznikiem ze sztabu Luftwaffe w Paryżu Hansem-Jürgenem Soehringiem. Już po wyzwoleniu przesłuchiwana na tę okoliczność wyjaśniła: "Moje serce jest francuskie, ale moja dupa jest międzynarodowa". Podobno to błyskotliwe zdanie podpowiedział jej Henri Jeanson, dowcipny autor dialogów filmowych, m.in. do "Fanfana Tulipana". Jednak Arletty miała poczucie humoru i bez niczyjej pomocy. Na zarzuty pewnego wojskowego piętnującego jej stosunek do Niemców odpowiedziała: "Nie spałabym z nimi, gdybyście ich nie wpuścili do Francji".

Oskarżenie o "indignité nationale", czyli zhańbienie narodu przez kolaborację, spadło również na projektantkę mody Coco Chanel (1883-1971). Ona rozbroiła przesłuchującego słowami: "Doprawdy, proszę pana, jeśli kobiecie w moim wieku trafia się kochanek, trudno wymagać, żebym mu zaglądała do paszportu". Wybrankiem Chanel był Hans Günther von Dincklage, attaché wojskowy ambasady niemieckiej, bez wątpienia szpieg. Podobno i Chanel Niemcy zarejestrowali jako agentkę, nadając jej kryptonim "F-7124". Pod koniec roku 1943 i na początku 1944 jeździła do Berlina, gdzie Walter Schellenberg z SS namawiał ją, by skontaktowała się ze swym starym znajomym Winstonem Churchillem. Przy pomocy Chanel Niemcy próbowali zawrzeć separatystyczny pokój z Wielką Brytanią. Po wojnie Chanel przekonywała, że von Dincklage był podwójnym agentem. Póki brytyjskie archiwa wojenne pozostają zamknięte, nie poznamy prawdy na ten temat. Francuskie akta Chanel zaginęły. Pewnie nie przypadkiem w dotyczące jej śledztwo wtrącił się nieformalnie wspomniany Churchill. A Chanel zaraz wyjechała do Lozanny, gdzie dalej romansowała z von Dincklagem.

Chanel, od 1937 r. zajmująca apartament na trzecim piętrze Ritza, sama też próbowała wykorzystać Niemców. Gdy ci wprowadzili we Francji "ustawodawstwo rasowe", zgłosiła, że 90 proc. praw do perfum Chanel nr 5 mają jej żydowscy wspólnicy, rodzina Wertheimerów, którzy wyjechali do Stanów Zjednoczonych. Jednak Wertheimerowie czujnie przekazali swoje udziały konstruktorowi samolotów Félixowi Amiotowi, od którego odzyskali je po wojnie. Dlatego zabiegi prawnika Chanel Renégo de Chambruna, zięcia Pierre'a Lavala, premiera kolaboranckiego rządu Vichy, by pozbawić Wertheimerów Chanel nr 5, spełzły na niczym.

Ten wątek zamknijmy słowami dyrektora Ritza - Claude'a Auzello, który po wyrokach śmierci w Międzynarodowym Trybunale Wojskowym w Norymberdze zażartował kwaśno: "Straciliśmy 12 stałych klientów".

Stare bordeaux znów żłopał jak wodę

Aby książka nie była wyłącznie minorowa, Mazzeo przywołuje także motywy pocieszne. Choćby o tym, jak Hemingway w sierpniu 1944 r. "wyzwolił" Ritza. Gdy Alianci oswobadzali Paryż - wbrew rozkazowi Hitlera niewysadzony w powietrze przez generała Dietricha von Choltitza - pisarz i korespondent wojenny wpadł do hotelu, który znał od lat 20., wspierany przez żołnierzy z francuskiego ruchu oporu. Anglików, którzy pojawili się w Ritzu godzinę wcześniej, przepędził okrzykiem: "To ja zajmę Ritza. Jesteśmy Amerykanami. Będziemy żyć tak, jak za starych dobrych czasów". Obsługa przyjęła go niczym długo oczekiwanego serdecznego przyjaciela. Hemingway zajął pokój nr 31, zaczął "żłopać stare bordeaux jak wodę", po czym przerzucił się na szampana Perrier-Jouët Grand Brut i na brandy. Przyjmował tabuny gości. Gdy w numerze odwiedzili go Simone de Beauvoir i Jean-Paul Sartre, po kilku kolejkach de Beauvoir powiedziała do Sartre'a: "Słuchaj, może byś sobie poszedł?". Odrobinę później i w innym pokoju słynny fotoreporter Robert Capa zgłębiał cielesność Ingrid Bergman, kochanej wtedy przez cały świat za rolę w "Casablance".

Zwiastun filmu o Cesarze Ritzu, założycielu wielu hoteli, w tym paryskiego:

 

Tilar Mazzeo jest Amerykanką. Nie ona pierwsza napisała o zdarzeniach, o których Francuzi woleliby zapomnieć. Trzy lata temu wyszła po polsku książka Alana Ridinga "A zabawa trwała w najlepsze. Życie kulturalne w okupowanym Paryżu". Ale amerykańskość autorki w tym wypadku pomaga jej w wyzbyciu się przesadnej atencji dla nobliwej Francji. Mazzeo nie boi się być złośliwa. Powiada, że "Sartre wstąpił do ruchu oporu tego samego dnia co paryska policja", czyli dziesięć dni przed wyzwoleniem. Przypomina szacunki swego rodaka, politologa Roberta Paxtona, że ruch oporu we Francji obejmował mniej niż 3 proc. całej populacji.

Kolaboracja jako początek EWG?

Czasem miewa zaskakujące pomysły. Jej zdaniem wojenne pokazy mody w Ritzu, comiesięczne francusko-germańskie lunche przy okrągłym stole - z udziałem przemysłowców, polityków i projektantów haute couture - "dały początek debacie, która nieco ponad dekadę później osiągnie punkt kulminacyjny w postaci utworzenia Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej".

Oczywiście przesadza także, uważając za przejaw skrajnego bohaterstwa to, że wiosną 1943 r. podczas nocnych nalotów alianckich ktoś włączył światło w piwnicy kuchennej Ritza, wskazując w ten sposób lotnikom znajdujący się vis-a-vis budynek ministerstwa sprawiedliwości. Ja już większej dozy heroizmu dopatrywałbym się u bohaterów plotki cytowanej przez Mazzeo: o tym, że amerykańska rozwódka Wallis Simpson, dla której Edward VIII zrezygnował z brytyjskiego tronu, często dostawała od ministra spraw zagranicznych Rzeszy Joachima von Ribbentropa 17 goździków na pamiątkę tego, ile razy byli w łóżku.

Mazzeo tematykę francuską zgłębiała stopniowo. Najpierw popełniła książkę o szampanie Veuve Clicquot Ponsardin, a właściwie o twórczyni tej marki - Barbe-Nicole Clicquot Ponsardin (1777-1866). Potem o perfumach Chanel nr 5. Jedno jest pewne, Mazzeo ma umiejętność wynajdywania smakowitych drobiazgów. Okazało się np., że w latach 20. w Ritzu pracował wietnamski pomocnik kelnera, niejaki Ho Szi Min. Nie wiem, czy fakt ten wpłynął w dłuższej perspektywie na poziom wietnamskiej kuchni, ale bez wątpienia facet narobił później w świecie sporo bigosu.

W kolejne weekendy marca "Wyborcza" zaprasza do podróżowania do czterech krajów Tony'ego Halika: Meksyku, Francji , Grecji i Argentyny. W czwartek 30 marca, w "Centrum Premier - Czerska 8/10" w siedzibie Agory spotkają się miłośnicy wolności, poznawania świata, wyzwań i podróży. Gośćmi Ewy Wieczorek i Michała Nogasia będą: Elżbieta Dzikowska, Martyna Wojciechowska, Marek Kamiński, Aleksander Doba i Mirosław Wlekły - autor książki "Tu byłem. Tony Halik". Na spotkanie można zgłaszać się pod adresem tonyhalik.evenea.pl lub telefonicznie (22) 555 54 55.

Od połowy marca biografia Tony'ego Halika będzie dostępna w księgarniach oraz na kulturalnysklep.pl

 

Tilar J. Mazzeo

 

Hotel Ritz. Życie, śmierć i zdrada w Paryżu

 

przeł. Miłosz Habura

 

Znak

 

Kraków

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.