Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po raz pierwszy usłyszała Josefinę Borquez, gdy ta darła się na dachu rudery, gdzie mieszkała i zarabiała na życie jako praczka. Dziennikarka Elena Poniatowska, jak zwykle starannie ubrana, z notatnikiem przemierzała uliczki dzielnicy San Lázaro w drodze do więzienia Lecumberri, by zrobić wywiad z osadzonym. - Krzyczała tak donośnie, że postanowiłam sprawdzić, co się dzieje - opowiada Elena. Nie działo się nic. Po prostu Josefina darła się, bo miała wszystkiego dość.

Szarobrudna parterowa czynszówka, w środku korytarz i jednopokojowe mieszkania. Słychać było stukot maszyny do szycia, stęchły smak starzyzny, silny sztynk uryny bił z każdego kąta, dzieciaki grały na korytarzu w szmaciankę, głośno nastawione radio nadawało operę mydlaną - tak Poniatowska zapamiętała pierwszą wizytę u Josefiny. - Czego ode mnie chcesz?! - wykrzyknęła stara, zniszczona kobieta. - Chcę porozmawiać. - Ja nie mam czasu! Pracuję! Jak nie pracuję, nie jem! - Josefina wskazała na stertę rzeczy do prania. Ale zgodziła się na rozmowę w środę między czwartą a szóstą po południu, to był jej jedyny wolny czas. Elena latami przychodziła do wąskiego, ponurego mieszkania Josefiny, bo postanowiła o niej napisać powieść. Josefina zawsze witała Elenę z pogardliwym uśmieszkiem: no i czego ta paniusia znowu chce?

Napisana na podstawie relacji Josefiny książka "Do sępów pójdę" wyszła w 1969 r. i stała się bestsellerem. Dzięki niej Elena wdarła się na literacki parnas Meksyku. Wydała ponad 30 tomów reportaży, esejów, opowiadań, powieści, wywiadów. Bez wątpienia jest dziś pierwszą damą meksykańskiej literatury.

Dziadek odpytuje

- Nurzałam ręce w wełnie owieczek, tłustej, skręconej, wilgotnej. I czułam, jakbym dotykała wnętrza ziemi - wspomina Elena Poniatowska. - Mój dziadek André Poniatowski trzymał stado owiec w pobliżu wioski Francoulaise w departamencie Lot. Była wojna. Elena urodziła się w Paryżu 19 maja 1932 r. Ojciec Jean pochodził z francuskiej linii książąt Poniatowskich, rodzina matki - Paulette Amor - miała w Meksyku wielkie hacjendy, stracili ziemię po rewolucji meksykańskiej z lat 1910-29, ale zostało jeszcze dużo pieniędzy na bogate życie. - Kiedy w 1939 r. wybuchła wojna, tato wstąpił do armii, z gen. de Gaulle'em ewakuował się do Anglii, mama aż do 1941 r. była kierowcą ambulansu Czerwonego Krzyża - wspomina Poniatowska. - Mnie i młodszą o rok siostrę Sofię (nazywamy ją z polska Kitzia) rodzicie wysłali na południe Francji do dziadka. W willi Speranza roiło się od służby: ogrodników, szoferów, lokajów. Dziadek uczył wnuczki gramatyki, historii Francji i zadawał skomplikowane zadania z matematyki. - W nocy budziłam się z krzykiem, bo nie umiałam rozwiązać zadań - opowiada Elena. - A ja się tak bałam zawieść dziadka André. W początkach 1942 r. pojawiła się matka i wywiozła córki przez Hiszpanię i Kubę do Meksyku. Na lotnisku w egzotycznym Veracruz czekała babcia Elena Iturbe.

Ten rustykalny akcent

Zamieszkały w stolicy Meksyku w secesyjnym domiszczu z wieżyczkami przy ul. Berlin 6. Na podwórcu babcia hodowała 30 psów. Dziewczynki posłano do ekskluzywnej Windsor School - trzy kamienice dalej - z wykładowym angielskim.

- Hiszpańskiego nie znałyśmy ni w ząb - zapewnia Poniatowska. Języka nauczyła Elenę i Kitzię wiejska dziewczyna z gór stanu Puebla - Magdalena Castillo najęta przez babkę: - Bez przerwy do nich mówiłam. Codziennie długo ze sobą przebywałyśmy, bo pani Iturbe z księżną wieczorami zawsze wychodziły na przyjęcia. W hiszpańskim Eleny Poniatowskiej czasami pobrzmiewa rustykalny akcent z gór Puebla, używa rzadkich słów uznawanych za plebejskie. (Magdalena później wyniańczyła najpierw syna Kitzii, a potem troje dzieci Eleny). Kiedy starsze panie bawiły się na rautach, Elena i Kitzia spraszały koleżanki. Przebierały się w stroje matki i babki, bawiły się w królewski dwór. - Kiedyś zostanę królową Polski - chwaliła się koleżankom Elena. A gdy wojna się skończyła, do rodziny dołączył książę Jean. Z ośmioma odznaczeniami za męstwo. - Wiele lat moim idolem był por. Marie-André Poniatowski - mówi Elena. - Służył w polskiej dywizji pancernej gen. Maczka. Poległ od kuli snajpera w styczniu 1945 r. w Holandii, gdy po zwycięskiej potyczce z Niemcami wychodził z włazu dowodzonego przez siebie czołgu.

Rózgi pod Filadelfią

- Paulette, przecież one nawet nie potrafią się umyć! - skonstatował Poniatowski i postanowił zrobić w domu porządek.

- Rzeczywiście kąpałam księżniczki, jeszcze gdy miały 14 lat, i myłam im głowy - wspominała Magdalena Castillo.

Rodzice wysłali Elenę i Kitzię do prowadzonej przez sercanki szkoły Eden Hall pod Filadelfią. A tam dobre siostry wiedziały, że nic tak nie wpływa na kształtowanie charakteru jak skromne posiłki, dużo modlitwy, mnóstwo nauki i cienkie rózgi.

'Najdroższa Magdaleno! Kochamy Cię bardzo. I bardzo za Tobą tęsknimy. A tu jest nam bardzo źle. Wczoraj nas bardzo mocno ukarano, bo nie uprałyśmy bielizny, jedzenie jest bardzo niedobre. Wybłagaj u rodziców, by nas stąd zabrali!' - pisały dziewczynki do opiekunki. Pedagogika zakonnic przyniosła pożądane rezultaty - Elena została najlepszą uczennicą z angielskiego. Po maturze sercanki zaoferowały jej studia w świetnym katolickim Manhattanville College. Jednak w Meksyku krach finansowy pozbawił Poniatowskich wielkiej fortuny i rodzice nakazali powrót. - Ojciec całe życie starał się odbudować majątek. Działał w bankowości, farmaceutykach, kopalnictwie. Ale nie szło mu - opowiadała Elena.

Maleństwo się stacza

Kitzia natychmiast po powrocie wyszła za Pedra Aspe - młodzieńca z bogatej rodziny, który się w niej kochał od 12. roku życia. - Elena była prześliczną niebieskooką blondynką - wspomina Magdalena Castillo. - Przychodziły po nią tabuny chłopaków, żaden mi się nie podobał. A najgorszy był taki jeden, który zawsze pytał Elenę: 'No i co, szczurze, jesteś już gotowa?'. - Nie chciałam wychodzić za byle kogo, chciałam pracować jako dziennikarz - opowiada Elena. - Koleżanka załatwiła mi posłuchanie u szefa 'Excélsiora', największego dziennika, bo był jej wujkiem. - No to zrób może wywiad z moją bratanicą. I zobaczymy - powiedział grzecznie Elenie naczelny. - Tego samego dnia poszłam z mamą na koktajl do hrabiny Helen Nazelli wydawany na cześć nowego ambasadora USA Francisa White'a. I zrobiłam wywiad z ambasadorem - opowiada Elena. Wywiad został opublikowany. Elena dostała pracę w sekcji wydarzeń towarzyskich. Po dwóch latach przeniosła się do konkurencyjnego 'Novedades', dostała dwa i pół razy wyższe honorarium. - Proponowano mi etat, nie chciałam. Nigdy nie miałam stałej pensji, ubezpieczenia. I nigdy nie płacono mi tak jak mężczyznom. Dziennikarki postrzegano jako coś w rodzaju aktorki variétés, niemal striptizerki. Znajome matki biadały: - Biedne maleństwo. Stacza się w otchłań. A tu na dodatek Elena urodziła panieńskie dziecko. Emmanuel przyszedł na świat w Rzymie 7 lipca 1955 r. O jego ojcu nigdy nie mówiła. Dzisiaj syn jest profesorem fizyki na UAM.

Hepburn i czekoladowy róż

W 'Novedades' w dziale wydarzeń towarzyskich Elena pisywała ploteczki, porady kosmetyczne, np.: 'Koniec z ciemnymi szminkami jak śmiertelna orchidea czy brylantowa purpura. Usta nie mogą też być blade ani pociągnięte wazeliną. Taki styl jest jeszcze w cenie tylko u egzystencjalistów. Rok 1956 przyniósł modę na czekoladowy róż - barwa wylansowana przez włoskie aktorki'. Albo: 'Mel Ferrer kupił dwa obrazy Cavarrubia w galerii Antonia Souzy. Odwiedził galerię z Audrey Hepburn, która jest w rzeczywistości jeszcze bardziej czarująca niż na ekranie. Patricia Romandia i Celia Chávez szczęśliwe niczym jaszczurki studiują w mglistym Londynie. Nasz typ na najlepiej ubraną damę tygodnia: Adriana Ochoa de Teresa'.

Wywiadzie, daj męża!

Pisała też reportaże z miasta i robiła wywiady, co było przywilejem i dowodem uznania jej szefów. - Hej, patrzcie na małą Poni, jak poobijanym volkswagenem garbusem jedzie na wywiad z kierownikiem rzeźni! - wykrzyknął kiedyś życzliwie Carlos Fuentes. Przez ponad 40 lat opublikowała ponad 10 tys. wywiadów - średnio cztery na tydzień! W latach 90. wyda je w monumentalnym zbiorze siedmiu tomów 'Todo México'. Pracowała na okrągło. Na wywiady targała synka, by mieć go przy sobie jak najdłużej. Chodziła do szkół, fabryk, na targi w ubogich dzielnicach, podglądała życie robotników, sprzedawców, artystów, polityków, intelektualistów - pisze Michael K. Schuessler w biografii 'Elenisima'. Ceny cebuli i pomidorów, walki chłopów o ziemię, eksmisje osiedli bezdomnych były dla niej ważniejsze niż nowe literackie trendy importowane z Paryża.

Dzięki wywiadom wyrobiła sobie nazwisko, stała się celebrity. Opowiadała jej koleżanka Maria Mendoza: - Byłyśmy na wakacjach w Aguascalientes. Elena odziana w białe suknie, blond włosy, błękitne oczy, opalona, szał. Na balu pewnego wieczoru, uciekając przed zdjęciem, wlazłyśmy pod stół bankietowy przykryty długim obrusem. A tam - wyobraźcie sobie! - czatował już paparazzo! No i dzięki wywiadom znalazła męża. - Proszę, tu jest trochę artykułów, moich. Niech sobie pani coś tam z tego powycina, doda pytania i będzie miała pani wywiad. Bo ja mam mało czasu - profesor Guillermo Haro miał o dziennikarzach jak najgorsze zdanie. - Założę się, że nie wie pani, jakie mi zadać pytania. Elena rzeczywiście przyjechała do obserwatorium Tonantzintla nieprzygotowana. Tymczasem profesor Haro w roku 1959 był światowej sławy astrofizykiem, odkrył 12 nowych gwiazd. Badał obiekty w Mgławicy Oriona. Był o krok od Nobla . - Zawzięłam się i dwa tygodnie później wróciłam do Tonantzintla z dobrymi pytaniami - wspomina. - Po wywiadzie profesor Haro odwiózł mnie z synkiem na dworzec. A potem Guillermo Haro poślubił Elenę (choć zabiegała o to dziewięć lat), mieli syna Felipe w 1968 r. i córkę Paulę w 1970 r.

Rękawiczki z guziczkami

- Elena, czy założyłaś rękawiczki?! - zawsze przed wyjściem z domu wołała babcia. Od powrotu ze szkoły w Ameryce mieszkała z babcią Eleną Iturbe przy ul. Morena 430 w dzielnicy Colonia del Valle. Rodzice rezydowali w domu obok. Babcia owdowiała za młodu. Niemal przez całe życie zalecał się do niej zamożny dżentelmen Arthur de Lima. Uległa dopiero w 70. wiośnie życia. Babcia nauczyła Elenę, że prawdziwa elegancja jest dyskretna. Dlatego Elena nosiła zazwyczaj szare kostiumy, rozjaśniała je jedynie sznurem pereł. I tak ubrana (w białych rękawiczkach z guziczkami) poszła kiedyś do więzienia.

- Dostałam list z więzienia Lecumberri od chłopaka, nazywał się Jesus Sánchez Garcia, napisał sztukę 'Zaczadzony', a więźniowie ją wystawili - wyjaśnia pisarka. - Zaprowadził mnie Luis Bun~ uel, bo on często chodził do Lecumberri do bloku 'J', gdzie trzymano dewiantów seksualnych, transwestytów, homoseksualistów. Wynajdywał tak postaci do filmów.

Ale Poniatowską bardziej interesowali uwięzieni kolejarze, którzy w 1959 r. sparaliżowali kraj strajkami. Przez szereg miesięcy wysłuchiwała ich opowieści. Po latach opublikuje powieść o ich przywódcy Demetriu Vallejo 'El tren pasa primero' (2006 r.). Przyniesie jej ona nagrodę Rómula Gallega - dla najlepszej książki Ameryki Łacińskiej.

Nikt nie jest dobry, kobieto

I właśnie idąc kolejny raz do więzienia, usłyszała krzyk Josefiny Borquez. - Byłam dla Josefiny manifestem społecznej niesprawiedliwości. Walczyła w rewolucji meksykańskiej o prawa ludu do godnego życia. Ale rewolucja przyniosła zamianę starej warstwy ziemiańskiej na władzę kasty urzędniczej wspieraną przez pociotków ulokowanych w przemyśle, bankach, handlu i mediach. Co tydzień Josefina opowiadała Elenie o świecie przepełnionych toalet bez bieżącej wody, o konnych marszach w deszczu lub piaskowych zadymkach podczas rewolucji, o miłościach, zdradach, rozstaniach, beznadziejności każdego dnia. - Przestań pieprzyć! Nikt nie jest dobry! Tylko takie głupie dupy jak ty mogą tak myśleć! - ryczała .

- Jakie małe dziewczynki! To kurwy, idiotko - śmiała się, gdy Elena pochwaliła sukienki nastolatek wystających po okolicznych bramach. - Żeby zaskarbić sobie szacunek Josefiny, pomagałam jej prać. Czyściłam benzyną sterty zabrudzonych kombinezonów roboczych. Karmiłam jej cztery kury, psa i kota. - Czasem nic nie mówiłyśmy, ściśnięte na krześle spozierałyśmy przez szparę w drzwiach na niebo, ciesząc się jego zmiennymi barwami - opowiadała Poniatowska. - Wierzę w reinkarnację - oznajmiła pod koniec rozmów Josefina. - Przyjdziesz i mnie nie zastaniesz, wpadniesz w powietrze, a ja będę kim innym. Wiem, że teraz po raz trzeci wróciłam na ziemię. Ale nigdy się tak nie nacierpiałam jak podczas tej reinkarnacji. Bo w poprzednim wcieleniu byłam królową. I chyba musiałam bardzo nagrzeszyć.

Arcydzieło komunistki

- To po prostu arcydzieło - oznajmił Emilio Abreu Gómez, czołowy krytyk literacki, recenzując 'Do sępów pójdę'. - Nie można jej przeczytać raz, trzeba do książki wracać, bo jest tam niezwykła obfitość zdarzeń, obrazów. Poniatowska stworzyła jedno z nielicznych literackich arcydzieł Meksyku. Nikt przedtem tak nie pisał o Meksyku. Elity intelektualne wolały nie zauważać nędzy, wykluczenia. Lepiej było bawić się literackimi konwencjami i udawać, że mieszka się w jakimś przyjemnym europejskim kraju. W pełnej drapaczy chmur stolicy można spędzić życie, spacerując po parkach, odwiedzać imponujące galerie sztuki i nie zauważać, że parę kilometrów dalej Meksyk staje się przysadzisty, brudny, niedożywiony, schorowany.

'Na co dzień nie mieliśmy do czynienia z ludźmi, którzy pojawiają się na kartach książek Eleny. W naszym środowisku nie za bardzo się nimi przejmowaliśmy. Sądzę, że córka uznała, iż są to ludzie o wiele inteligentniejsi i bardziej twórczy aniżeli osoby z dobrego towarzystwa' - napisała po latach jej matka Paulette we wspomnieniach 'No me olvides'. - Na przyjęciach mamę pytano, czy jest krewną tej komunistki, co pisuje w gazetach - mówi Elena.

Masakra

- Krew! Krew jest na ścianach domów! Krew jest na trotuarach, wszędzie! - krzyczały Maria Martinez i Mercedes Olivera.

- Czy wyście oszalały? To niemożliwe. W Boliwii, w Paragwaju, ale nie w Meksyku! - Elena nie wierzyła koleżankom, gdy rozszlochane przedarły się przez śródmieście do jej domu w Coyoacán. - Libertad! México! - tak kilka godzin wcześniej 5 tys. studentów skandowało na historycznym placu Trzech Kultur w dzielnicy Tlatelolco. Na plac wjechały kolumny pojazdów opancerzonych. Przez dziewięć tygodni studenci strajkowali na uczelniach, domagając się demokratyzacji życia politycznego kraju. Wojsko rozpędziło strajkujących, wielu aresztowano. Dziesięć dni przed rozpoczęciem w Meksyku igrzysk olimpijskich studenci zwołali w Tlatelolco wiec. Żołnierze otoczyli manifestantów. Strzelali z bliska, w plecy uciekających wbijali bagnety. Kilkanaście minut później na placu leżały setki zwłok. Służby bezpieczeństwa aresztowały liderów studenckiego protestu.

Dla Meksyku ten wieczór był szokiem. Po raz pierwszy od zakończenia rewolucji w 1929 r. autorytarna, lecz dotychczas w miarę łagodna władza zdecydowała się na tak krwawą rozprawę z opozycją. Elena miała wtedy 36 lat, 4 czerwca urodziła drugiego syna - Felipe. - Następnego dnia o siódmej rano pojechałam z mężem do Tlatelolco. Dojechaliśmy autem na plac Trzech Kultur, był dosłownie zbrukany krwią. Nawet windy w budynkach były podziurawione kulami. Szyby powybijane. W okolicy wyłączono prąd i wodę, przy budkach telefonicznych stały patrole wojska. W pobliżu budynku MSZ, pośród ruin świątyni indiańskiej widziałam buty, które pogubili uciekający tamtędy ludzie. - Zaczęłam spisywać relacje świadków. Przez trzy miesiące spisałam ponad sto. W szpitalu francuskim odnalazłam Orianę Fallaci. Była na placu, została postrzelona. Zrobiłam z nią wywiad. Zaniosłam go do moich 'Novedades'. Ale szef odmówił publikacji: 'Rząd zakazał publikowania czegokolwiek o Tlatelolco'. Jednak redakcje usiłowały obejść zakaz. 'Novedades' każdego dnia przez wiele tygodni publikowało płatne ogłoszenia rodziców studenta Raula Álvareza Garina, np.: 'Minęło już 21 dni, a my nadal nie wiemy, gdzie jest nasz syn'. Znajomi strażnicy wpuścili reporterkę do więzienia Lecumberri. Tam wypytywała studentów: - Nie chcieli mówić o Tlatelolco. Jakby chcieli zapomnieć. Za to z pasją wyjaśniali cele i historię swego ruchu wolnościowego.

Jej przejmująca książka reportaż 'La noche de Tlatelolco' mogła się ukazać dopiero w 1971 r., po zmianie prezydenta. Rząd zakazał pisania o niej, ukazała się tylko jedna recenzja. Przed drukiem wydawnictwu ERA grożono zamachami. Tajniacy nieustannie śledzili Poniatowską, nękali chamskimi telefonami. Na mieście mówiono, że policja lada chwila skonfiskuje nakład, więc ludzie rzucili się do księgarń. Sprzedano 600 tys. egzemplarzy! Odtąd nazwisko Poniatowskiej w Meksyku znał każdy. Za książkę otrzymała cenioną nagrodę literacką Mazatlán. Spytana przez tygodnik '7 Dias', jaka ideologia przyświecała jej przy pisaniu 'La noche...', odrzekła: - Żadna. Jestem z pochodzenia Polką. A jaka jest ideologia Polaków? To ludzie gotowi rzucić się na koniach przeciw czołgom. To raczej donkiszotowska postawa, w rzeczy samej idealistyczna, ale nie jakaś konkretna.

Octavio Paz się obraża

W 1976 r. pisze 'Kochany Diego, całuję Cię, Quiela' - zbiór listów, które do wielkiego malarza Diega Rivery mogła pisać z Paryża rosyjska malarka Angelina Bieloff. Była matką jego zmarłego syna. Rivera zostawił ją w Paryżu i wrócił do Meksyku. Po paru latach opętana miłością Bieloff pojechała za nim. Ale kiedy przyszła do Akademii Sztuk Pięknych, gdzie wykładał, Rivera minął Angelinę, w ogóle jej nie poznając. - Może trochę napisałam tę powieść epistolarną, myśląc o sobie. Czasem czułam, że mój Guillermo kocha tylko astronomię. A dziewięć lat po publikacji 'La noche...' Poniatowska znowu postanowiła wstrząsnąć sumieniem Meksyku, publikując w 1980 r. 'Fuerte es el silencio' - opowieść o walce bezdomnych z deweloperami spekulantami, relacje o partyzantce miejskiej i uwięzionych opozycjonistach. - To najlepsze reportaże kiedykolwiek napisane w Meksyku - podsumował wybitny krytyk Carlos Monsiváis. Po 'Fuerte...' znów odezwały się telefony z pogróżkami. Przed jej domem ostentacyjnie parkowali auta tajniacy. Na ulicy chcieli wyrwać aparat jej fotografa Héctora Garcii, a potem rzucili się na Elenę, gdy zauważyli, że trzyma rolki: - Jeden tak mocno ścisnął mi dłoń, że zmiażdżył pierścionek z perłą. Perła spadła gdzieś w kurz. Ale następnego dnia zadzwonił szef policji i mnie przeprosił. Dwa lata później publikuje 'Domingo siete' - wywiady z kandydatami w jak zwykle ustawionych wyborach prezydenckich. Była to ostra krytyka dyktatury 'z ludzką twarzą'. A w 1988 r. wychodzi zbiór reportaży 'Nada, nadie: las voces del temblor' o tragicznym trzęsieniu ziemi z 1985 r. Znów bestseller. Tak jak powieść 'Tinisima' z 1992 r. o kultowej w Meksyku fotografce z lat 20., włoskiej komunistce Tinie Modotti. Za tę książkę obraził się na Elenę noblista Octavio Paz: - Modotti wiedziała o gułagu, wiedziała, czym jest stalinizm, a mimo to popierała komunę! O takich wstrętnych ludziach nie powinno się tak świetnie pisać. Za powieść Elena - jako jedyny pisarz Meksyku - po raz drugi dostała nagrodę Mazatlán. - Nie pisałam o komunistce - broniła książki. - Napisałam o wybitnej kobiecie, tacy ludzie wtedy żyli, to był złoty wiek dla kultury Meksyku. Teraz nie ma już wielkich figur. Kobiety są konformistkami, nie mają oryginalnych poglądów. A miasto stało się tak gigantyczne, że nikt nie wie, co ktoś inny robi na drugim krańcu metropolii. Zmarłemu w 1988 r. mężowi oddała hołd w powieści 'La piel del cielo', która rozgrywa się w środowisku naukowców.

Marcos pod parapetem

Subcomandante Marcos 2 stycznia 1994 r. wszczął rebelię Indian Majów w górach stanu Chiapas na południowym krańcu Meksyku. A potem wysłał przez satelitę e-mailem list do Eleny z zaproszeniem do odwiedzin. List opublikował opozycyjny dziennik 'La Jornada'. List nawiązuje do barokowego stylu prozy Miguela de Cervantesa: 'Niech będzie Twa piękność pozdrowiona. I niech zbrojne wojska zamilkną w pokornym powitaniu. A mój Rosynant niech zbliży się do parapetu Twego okna, bym ja z całą odwagą moją mógł skoczyć w Twój balkon, choć grozi to upadkiem groźnym; i bym mógł (Na którym piętrze mieści się Waszej Wysokości komnata? Czy możemy negocjować tę najniższą? Nie? A zatem może basen w dogodnej odległości? A może puszysta poduszka wypchana miękkimi piórami kolorowych ptaków? Lub przynajmniej skromna prycza wojownika?); a zatem bym mógł oficjalnie zaprosić Ciebie, Pani, byś zechciała zniżyć się do tych rebelianckich i jakże niebezpiecznych stron i byś raczyła pozostawić na nich łagodny znak swych najdelikatniejszych stóp' (itd., itp. na kilku stronach tekstu). I podpis: 'Z gór południowo-wschodniego Meksyku powstańczy subcomandante Marcos, Meksyk, dane w lipcu 1994'. Elena natychmiast kupiła bilety lotnicze do Chiapas i poszła do galerii Sanborn po tytoń fajkowy dla subcomandante. - Z urokliwego San Cristóbal de las Casas jechaliśmy terenówką do kontrolowanego przez powstańców miasteczka Guadalupe Tepeyac. Padał deszcz. W Guadalupe powitał nas dźwięk tysiąca trąbek. Tak oznajmiano partyzantom nasz przyjazd - wspominała Poniatowska. Potem w namiocie Marcosa wiele godzin rozprawiali o naprawie Meksyku. Subcomandante jest z wykształcenia socjologiem i potrafi opowiadać z humorem. Poniatowska opublikowała wywiad z Marcosem w 'La Jornadzie'.

Kierowniczka literackiej toalety

Dziś Poniatowska jest ikoną meksykańskiej lewicy. Bierze udział w kampaniach wyborczych. W eleganckim, choć niewielkim domu w najpiękniejszej dzielnicy Meksyku Coyoacán codziennie pisze na komputerze, spoglądając na wielki portret księcia Józefa Poniatowskiego. I nieustannie spiera się z konformistycznym, wygodnickim środowiskiem intelektualnym kraju.

- My, dziennikarze, nigdy nie mówimy prawdy do końca. Pisarze nie śmieją krytykować rzeczywistości, bo większość z nich jest dobrze uplasowana w systemie wzajemnych powiązań. W Meksyku wszystko porusza się poprzez wpływy i znajomości. Inaczej jest się kneblowanym, dławionym i uciszanym. Także gazety stosują autocenzurę, jeśli coś jest sprzeczne z interesami, linią lub powiązaniami szefów. Co to za wolność prasy. Wolność do prawienia pochlebstw! A kiepsko opłacani dziennikarze kadzą establishmentowi. Nasze życie publiczne przepełnia poczucie niższości, urazy, niespełnienia, hipokryzji, cynizmu. One określają brak czegoś trwałego, mocnego w każdym Meksykaninie. Choć jej dorobek jest ogromny, wielokrotnie nagradzany, to w środowisku jest uważana za outsiderkę. Komentuje to z przekąsem: - Niektórzy nasi pisarze nie uważają mnie za prawdziwą pisarkę, jedynie za kierownika ekipy czyszczącej toalety na wielkim dworze literatury. Po polsku wydano zaledwie dwie jej książki.

W kolejne weekendy marca "Wyborcza" zaprasza do podróżowania do czterech krajów Tony'ego Halika: Meksyku, Francji, Grecji i Argentyny .

W czwartek 30 marca, w "Centrum Premier - Czerska 8/10" w siedzibie Agory spotkają się miłośnicy wolności, poznawania świata, wyzwań i podróży. Gośćmi Ewy Wieczorek i Michała Nogasia będą: Elżbieta Dzikowska, Martyna Wojciechowska, Marek Kamiński, Aleksander Doba i Mirosław Wlekły - autor książki "Tu byłem. Tony Halik". Na spotkanie można zgłaszać się pod adresem tonyhalik.evenea.pl lub telefonicznie (22) 555 54 55.

Od połowy marca biografia Tony'ego Halika dostępna w księgarniach oraz na kulturalnysklep.pl a także w formie ebooka w Publio.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.