– Nie chcieliśmy rano stać w korkach, a najlepiej w ogóle korzystać rano z samochodu, więc przedszkole musiało być w zasięgu rowerów czy hulajnogi córek – mówi Dorota z Krakowa, mama bliźniaczek.

Przedszkole. Prywatne czy publiczne

Wraz z mężem wybierali między publicznymi przedszkolami miejskimi a również publicznymi, ale prowadzonymi przez inne podmioty (np. fundacje). – Przy dwójce dzieci w wieku przedszkolnym raczej nie braliśmy pod uwagę przedszkola, za które w 100 proc. płacą rodzice – wyjaśnia.

Na co wtedy zwracali uwagę? Pierwsza kwestia to kwalifikacje kadry, a więc przede wszystkim to, czy nauczyciele są po studiach pedagogicznych. Wydaje się oczywiste? W praktyce wcale nie jest.

Następna sprawa to obiekt, w którym mieści się przedszkole: – Oglądaliśmy budynek i choć był stary, z cegły, to warunki w środku były dobre, a samo miejsce wydało się klimatyczne. Na korzyść przemawiał też fakt, że przedszkole prowadziło własną kuchnię, co dziś jest rzadkością. Nie odpowiadała nam wizja zupy rozlewanej do jednorazowych plastikowych misek, którą dzieci jedzą plastikową jednorazową łyżką, a także jednorazowych styropianowych czy plastikowych pudełek z drugim daniem – podkreśla Dorota.

Przedszkole. A może fundacyjne

Wstępna ocena wypadła dobrze, dzieci poszły do tego przedszkola (akurat to było fundacyjne). A jednak po dwóch latach zdecydowali się je zmienić. Dlaczego?

– Przede wszystkim dlatego, że zmieniła się nauczycielka w naszej grupie. Wychowawczyni, naszym zdaniem świetna, poszła na urlop rodzicielski, a naszą grupę przejęła pani, która nie miała takich świetnych kwalifikacji i podejścia do dzieci. O ile nam wiadomo, nie skończyła nawet studiów pedagogicznych i na każdym kroku popełniała błędy, których zdecydowanie nie powinna popełniać osoba pracująca z dziećmi. To m.in. faworyzowanie niektórych dzieci w grupie czy siedzenie w telefonie podczas zajęć. Kilkakrotnie przyłapana na tym przez rodziców tłumaczyła się, że wysyła rodzicom zdjęcia dzieci, a potem już zabroniono rodzicom zaglądania do sali i wstępu do tzw. strefy dzieci i problem pozornie zniknął, ale nie dla nas – opowiada Dorota.

Problemem okazały się też zajęcia dodatkowe, które często się nie odbywały i ciągle były przekładane. A do tego plac zabaw, który mimo zapewnień długo był niedostępny dla dzieci.

Wybór przedszkola. Ważna kadra

– W międzyczasie przedszkole zmieniło lokalizację na gorszą, tuż przy ulicy o dużym natężeniu ruchu, a własną kuchnię zamieniło na catering w plastiku – zauważa Dorota. – Ostatecznie przenieśliśmy się do przedszkola miejskiego, gdzie nie brakuje wykwalifikowanej kadry, jest bardzo fajny i duży plac zabaw, a miejsce jest spokojne i zaciszne, jest też własna kuchnia. Przedszkole jest stosunkowo niewielkie, uczęszcza do niego około 100 dzieci i mamy dobry kontakt z nauczycielami – podsumowuje.

Ania i Andrzej z Krakowa mieli trochę inną strategię: – Zależało nam, żeby przedszkole było blisko naszego domu i blisko parku. Liczyliśmy na to, że dzięki temu dzieci będą tam często wychodzić – opowiada.

Na wyżywienie uwagi nie zwracali: – Przyglądaliśmy się raczej warunkom lokalowym, a poza tym liczyła się raczej ogólna atmosfera.

Wybór przedszkola. Atrakcje dla dzieci

Bliskość parku była priorytetem: – I się rozczarowaliśmy, bo okazało się, że panie wcale nie tak chętnie chcą spędzać z dziećmi czas na zewnątrz i chodzić do tego parku. Później przyszła pandemia, dyrektorka chciała, żeby dzieci były pod kontrolą, więc siedziały już tylko na terenie przedszkola. A samo podwórko tam było małe i w sumie lepiej było wybrać przedszkole dalej od parku, ale za to z dużym placem zabaw – opowiada.

I dodaje: – Poza tym brakowało nam inicjatywy ze strony przedszkola. Trzeba było samemu inicjować różne wyjścia i inne atrakcje dla dzieci. Błąd polegał na tym, że nie mieliśmy w tej okolicy znajomych i nie mieliśmy kogo podpytać, jak to naprawdę jest w tych przedszkolach. Działaliśmy trochę po omacku – przyznaje Ania.

Za trzy lata będą szukać przedszkola dla kolejnego dziecka: – Teraz na pewno zrobię wywiad na temat nauczycielek. Menu w dalszym ciągu nie będzie dla nas bardzo istotne. Raczej to, czy przedszkole działa tylko jak przechowalnia dla dzieci, czy jednak wykazuje aktywność. Nie chodzi mi o edukację, ale o różne ciekawe zajęcia rozwijające, ruchowe, plastyczne czy muzyczne – wyjaśnia.

Jakie przedszkole wybrać. Są punkty wspólne

Jak więc wybrać przedszkole? Z tych dwóch krótkich opowieści wynika, że wiele zależy od indywidualnych oczekiwań. I najlepiej najpierw dobrze się zastanowić, na czym nam naprawdę zależy. Dla osób wybierających przedszkole po raz pierwszy jest to o tyle trudne, że nie mają takich doświadczeń, a więc też punktów odniesienia. Dlatego konstruktywna rada może brzmieć: rozmawiajcie dużo z ludźmi, którzy mają lub niedawno mieli dzieci w przedszkolu. Niekoniecznie tylko w tym, które mamy na oku (tu wywiad jest koniecznością). Rzecz w tym, by skonfrontować swoje oczekiwania, potrzeby, obawy i wątpliwości z rzeczywistością.

Uniwersalna rada: lokalizacja blisko domu naprawdę ma ogromne znaczenie. Kto miał okazję jeździć ze zmęczonym dzieckiem w samochodzie, ten wie dlaczego. Poza tym, po co marnować czas malucha w korkach i dodatkowo go męczyć?

Czy ważne jest jedzenie w przedszkolu? Raczej jednak tak. Dzieci jedzą dużo, ale nie jedzą, jeśli im nie smakuje. Efekt niedobrego menu może być taki, że w przedszkolu czują się źle i nie mają ochoty na zabawę i różnego rodzaju zajęcia, bo brakuje im kalorii, a wychodzą jak małe chmury gradowe. Przedszkola zwykle wywieszają listę posiłków, np. na tydzień. Warto zajrzeć i porozmawiać z rodzicami, czy porcje są odpowiedniej wielkości, a dzieci nie narzekają na jedzenie. To kryterium prawdy: nie spodziewajmy się, że dzieci będą przedszkolną kuchnię chwalić. Jeśli jest dobra, po prostu jedzą.

O kadrze sporo już było, więc na koniec obiekt. Niektóre przedszkola są zlokalizowane w budynkach, które od początku były projektowane właśnie w tym celu. Zwykle mają więc odpowiednią infrastrukturę, np. salkę gimnastyczną w guście i rozmiarach dla przedszkolaków, podobnie jadalnię, ubikacje (powinny być dostępne z poszczególnych sal, bez wychodzenia na korytarz), wygodne szatnie czy zwykle spory plac zabaw (to bardzo ważne). Innych budynków nie trzeba przekreślać, ale warto na nie spojrzeć oczami trzylatka.