Przedstawiamy kilka polskich firm z różnych branż, skupiając się na ich genezie i perspektywach rozwoju.

Polski biznes. Tekstylia z licencją

Dokładnie 30 lat temu, w Krakowie, powstała firma Faro, działająca w branży tekstylnej. – Na początku ważne było nawiązanie współpracy z polskimi producentami tekstyliów domowych, dzięki czemu mieliśmy dostęp do towarów tekstylnych, które na polskim rynku nie były łatwo dostępne – mówi Tomasz Zieliński, współwłaściciel Faro.

A jakie były kamienie milowe w rozwoju firmy? Pierwszy z nich to ekspansja na rynki zagraniczne. Na początku były Turcja, Portugalia i Hiszpania, a następnie Pakistan, Indie, Chiny.

Kolejnym kamieniem milowym było podpisanie licznych umów licencyjnych, w szczególności z firmą Disney oraz Warner Bros.

– Szybko staliśmy się liderem w branży produktów licencyjnych. Jako jedyna firma w Europie mieliśmy licencję UEFA na tekstylia domowe z logo EURO 2012. Ostatnim przełomowym krokiem było wynajęcie nowoczesnych magazynów o powierzchni 3,5 tys. m kw. z nowoczesnymi regałami wysokiego składowania oraz wprowadzenie kolektorów kodów i przeszkolenie wszystkich pracowników – opowiada Tomasz Zieliński.

Na jakim etapie firma jest teraz? Ma znaczącą pozycją na światowym rynku w swojej branży.

Od lat jest np. poważnym wystawcą na tragach Heimtextil we Frankfurcie, które są jednymi z największych takich wydarzeń w branży tekstyliów domowych na świecie.

Firma została założona jako firma rodzinna i przez cały okres działalności pielęgnuje wartości jako taka. Dzięki temu większość pracowników, których jest ponad 50, jest wierna i oddana firmie, pracując w niej przeszło 10 lat. Dzięki temu, pomimo licznych zmian i ciągłego rozwoju, firma cały czas zachowuje swoją tożsamość sprzed lat i bez problemów udało się jej przejść przez ciężkie okresy, takie jak pandemia koronawirusa. Obecnie jesteśmy na etapie tworzenia nowych wzorów oraz produktów, aby jak najlepiej wpasować się w potrzeby naszych klientów – podsumowuje współwłaściciel Faro.

Polska marka. Od trzech krzeseł

1992 roku sięga również historia firmy Nowy Styl. Założyli ją bracia – Adam i Jerzy Krzanowscy. Zaczynali od siedmiu pracowników i trzech modeli krzeseł. Na początku meble rozwozili własnym polonezem po całej Polsce.

– Rynek głodny był wtedy takich produktów i pierwsze modele szybko zdobyły zainteresowanie, przerastając oczekiwania samych właścicieli. Produkcja musiała przyśpieszyć i rok później w Nowym Stylu pracowało już ponad 100 osób. To, co było kluczowe w tym czasie, to ciągłe inwestowanie. Właściciele każdą zarobioną złotówkę inwestowali w firmę, zwiększając jej możliwości produkcyjne, jakość mebli i uniezależniając się od dostaw komponentów z zagranicy. To pozwoliło odpowiedzieć na potrzeby rynku i wykorzystać jego potencjał – mówi Emilia Blutko z Nowego Stylu.

Pierwszy milion krzeseł stanowił ważny moment w rozwoju firmy. Z takim wynikiem Nowy Styl wchodził w XX w. – Dodaliśmy także nowe produkty do portfolio. Od teraz Nowy Styl to nie tylko krzesła – zaznacza Emilia Blutko.

Od 2006 roku firma rozwija też nowe marki. Jedne powstają w wyniku dywersyfikacji produktów, inne dzięki akwizycjom.

– Dzięki markom Nowego Stylu – Kusch+Co, Forum, SOHOS, Stylis, nasze portfolio jest dużo bardziej kompleksowe – dodaje przedstawicielka firmy.

Zaznacza, że Nowy Styl na przestrzeni lat z producenta stał się ekspertem w wyposażaniu przestrzeni: – Firma zaczęła świadczyć wiele usług, dzięki którym już nie tylko dostarczamy meble, ale kompleksowo aranżujemy i wyposażamy całe biura i przestrzenie publiczne.

A w jakim momencie rozwoju firma znajduje się teraz?

– Jako firma współpracujemy z markami rozpoznawalnymi na całym świecie. Aranżujemy wnętrza m.in. dla Toyoty, ABB, Siemensa czy Deloitte. Coraz bardziej angażujemy się także w działalność CSR i inicjatywy ekologiczne, redukując nasz ślad węglowy. Zespół Nowego Stylu, dziś składa się z kilku tysięcy pracowników – podkreśla Emilia Blutko

Portfolio firmy z trzech krzeseł zostało rozbudowane do kilkuset mebli, które firma sprzedaje w ponad 100 krajach. A czy zachowała swoją tożsamość sprzed lat?

– Myślimy, że tak. W 2019 roku przeszliśmy rebranding, w którym firma wróciła do swoich korzeni, nazwy z samego początku – Nowy Styl. Założyciele firmy pochodzą z Podkarpacia i dalej, mimo upływu lat i obecnej skali firmy, tak jak na początku corocznie wspierają lokalne ośrodki pomocy i fundacje. Także główne wartości firmy nie uległy zmianie. Jej właściciele dalej cenią i wymagają ambicji, pokory, uczciwości i tolerancji od osób, które tworzą zespół Nowego Stylu podsumowuje Emilia Blutko.

Marka. Była i Żółta Stopa

Marki CCC pewnie przedstawiać nie trzeba. Często jest podawana jako przykład sukcesu zarówno na rynku krajowym, jak i na zagranicznych. Początki działalności obecnej Grupy CCC sięgają pierwszej połowy lat 90. Powstała wtedy Firma Handlowa „Miłek" zajmująca się detalicznym i hurtowym handlem obuwia.

Od 1996 roku marka działała w formule sklepów franczyzowych pod charakterystyczną nazwą „Żółta Stopa". Trzy lata później zarejestrowano CCC.

– Oczywiście dobry start nie byłby możliwy bez najważniejszych rzeczy, jaką są po pierwsze zrozumienie potrzeb i oczekiwań klientów, po drugie fantastyczny zespół – mówi Marta Rzetelska, PR Manager w CCC.

Jakie były najważniejsze kamienie milowe w rozwoju firmy?

– Ważny był na pewno 2004 rok, kiedy CCC zadebiutowało na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, co potwierdziło już silną pozycję marki. W tym samym roku rozpoczęła się także ekspansja zagraniczna – produkty CCC trafiły na rynek czeski. Dalszy rozwój był możliwy m.in. za sprawą poczynionej w 2016 roku inwestycji w spółkę Eobuwie.pl. Dzięki niej płynnie weszliśmy w świat zakupów online. Dziś kontynuujemy drugą fazę cyfryzacji biznesu, rozszerzając sukcesywnie model omnichannel – inwestycje w technologie i logistykę trwają nieprzerwanie od 2018 roku – opowiada Marta Rzetelska.

Dziś CCC to bardzo znany szyld i bardzo duża organizacja. Czy mimo wszystkich zmian i rozwoju, zachowała swoją tożsamość sprzed lat, czy ma dziś zupełnie innych charakter?

PR Manager firmy przedstawia to tak: – W CCC postrzegamy się dziś jako firma technologiczna, która sukcesywnie rozwija omnikanałową platformę modową. Od początku kierujemy się jedną zasadą – chcemy dostarczać klientom produkty dopasowane do ich potrzeb, odpowiadające aktualnym trendom, wygodne, jakościowe i w konkurencyjnych cenach. Chcemy również, aby mieli oni możliwość wyboru kanału, w którym zakupią nasze produkty. Wraz z transformacją cyfrową Grupy CCC, jesteśmy dziś w stanie zapewnić kupującym wiele ścieżek zakupowych, tym samym budować pozytywne doświadczenia klientów.

Polski biznes. Monitorują na luzie

Wrocławska firma Brand24 zajmuje się przede wszystkim monitorowaniem Internetu i mediów społecznościowych. Klientów – firmy i marki, w tym największe – mają w ponad 150 krajach świata. Globalną ekspansję rozpoczęli w 2012 roku. Ale jaka jest właściwie geneza Brand24?

– Firma, czy też narzędzie, powstało z potrzeby. Założyciele firmy potrzebowali wewnętrznego narzędzia do wyszukiwania treści na platformach, w których wówczas pracowali. Rozwiązania dostępne na rynku do tej pory, nie oferowały takich funkcji czy możliwości, które spełniałyby wymagania w 100 proc., więc postanowili napisać swoje. Kluczową potrzebą była szybkość działania i akuratność – precyzyjność, oraz łatwość w dostępie do treści. Po sprawdzeniu i wykorzystywaniu narzędzia w swojej codziennej pracy, pojawił się pomysł, aby wypuścić rozwiązanie szerzej – bo jeżeli jest w stanie spełniać ich oczekiwania – to „odnajdzie się" również w pracy innych, podobnych im osób – mówi Mikołaj Winkiel, Chief Evangelist Brand24

Opowiada, że bardzo ważnym impulsem rozwojowym były otwarcie się na klientów z całego świata i pierwsze sprzedaże za granicą: – Dzięki temu udowodniliśmy, że Brand24 sprawdza się wszędzie i może stanowić podstawę do zrozumienia potrzeb internautów. Drugi kamień milowy, jest chyba w trakcie – czyli zmiana z narzędzia dającego informacje o najważniejszych liczbach, w rozwiązanie oferujące kilka produktów analitycznych dla marketingu i nie tylko – mówi

I uściśla: – Mają pomagać zrozumieć dyskusje w internecie, a nie tylko je „przeliczyć". Mam wrażenie, że mimo upływu ponad 10 lat, firma nadal zachowuje swój zdrowy dystans do rzeczywistości i nie zmieniliśmy się w bezduszne korpo oraz nadal jesteśmy pełną luzu ekipą, z którą można się umówić na kebab. Chcemy wierzyć, że i nasi klienci o tym wiedzą – podsumowuje Mikołaj Winkiel.