Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W wolontariat zaangażowany jest co czwarty Amerykanin po 55. roku życia. 20 mln starszych mieszkańców Stanów Zjednoczonych regularnie pomaga innym w swoim otoczeniu, prowadzi warsztaty, spotyka się z uczniami, odwiedza chorych i samotnych, organizuje lokalne imprezy. Poświęca na te działania znacznie więcej czasu niż młodsi aktywiści. Gdy kilka lat temu organizacja Corporation for National and Community Service zsumowała godziny, jakie Amerykanie 55+ spędzili w ciągu 12 miesięcy na bezpłatnej pracy na rzecz innych, wyszła zawrotna liczba 3 mld godzin.

Zamknięci w domu

W Polsce osoby po pięćdziesiątce nadal należą do najmniej aktywnych społecznie. Według badania stowarzyszenia Klon/Jawor w wolontariat angażuje się co dziesiąty dojrzały Polak. Wśród dwudziestopięciolatków – co piąty. Zainteresowanie taką formą spędzania czasu przez starsze osoby jest u nas ponaddwukrotnie mniejsze niż średnia Unii Europejskiej. Popularność wolontariatu zbiega się z innymi danymi, które mierzą poziom zadowolenia z życia i zdrowia mieszkańców Europy. Najchętniej w altruistyczną pracę włączają się Islandczycy, Holendrzy, Szwedzi, Austriacy, Duńczycy, Finowie i Norwegowie – ponad połowa starszych obywateli. I to właśnie w tych krajach żyje się dojrzałym ludziom najlepiej.
Polski scenariusz starości jest inny. Po przejściu na emeryturę rzadko kto znajduje dla siebie nową aktywność. Zwykle zostaje się w domu. Sporadycznie ktoś zaangażuje się w działanie organizacji pozarządowych, niewielu śledzi wydarzenia kulturalne. Doskwiera samotność - jak podają autorzy raportu „Aktywni seniorzy" wydanego przez Instytut Spraw Publicznych, aż 40 proc. starszych ludzi w Polsce nie ma przyjaciół.

Czy starość w Polsce jest trudniejsza?

A właśnie aktywność społeczna jest kluczem do zachowania samodzielności, poczucia szczęścia i kontroli nad własnym życiem. – Jednym z najczęstszych problemów starszych osób jest poczucie, że nie są nikomu potrzebni – mówi Agnieszka Iwan ze stowarzyszenia Regionalne Centrum Wolontariatu w Krakowie.
- Znalezienie zajęć, w których ktoś doceni czas i doświadczenie starszej osoby, to najlepszy lek na samotność i pozbycie się wrażenia, że czas przecieka między palcami - tłumaczy Roksana Pilch z krakowskiego stowarzyszenia Wolontariat św. Eliasza w Krakowie. Związani z organizacją wolontariusze od kilkunastu lat pomagają chorym, samotnym mieszkańcom, odwiedzają pacjentów w szpitalach. Jej założyciel, karmelita o. Stanisław Wysocki, który po raz pierwszy zetknął się z działalnością wolontariatu w trakcie studiów i długoletniej pracy duszpasterskiej we Włoszech, powtarza dziś zgłaszającym się do wolontariatu osobom: nawet nie wiecie, ile zyskacie.

Oddaję, co dostałam

Dziś środa, więc Danuta Cholewa od rana jest w Szpitalu Specjalistycznym im. J. Dietla. Szkoli studentki. Uczą się od starszej wolontariuszki opieki i rozmowy z chorymi. – Jestem cztery lata po nowotworze piersi. Wycięte węzły chłonne, nie ma przerzutów, wszystko dobrze. Nie ma nic za darmo. Chcę oddać to, co dobrego mnie spotkało – mówi 57-letnia rencistka. Działa w wolontariacie od dwóch lat. Dowiedziała się o nim, gdy poszła na pokaz slajdów z podróży do lokalnego domu kultury. – Nosiłam w sobie gotowość do takiej decyzji. Tam spotkałam osoby, które mną pokierowały – opowiada.
Zanim zaangażowała się w opiekę nad pacjentami, cierpiała na bezsenność. – Wizyty w szpitalu są najlepszym lekarstwem. Gdy wracam do domu po kilku godzinach z chorymi, kładę się do łóżka zmęczona. Zasypiam bez kłopotu, spokojna i spełniona – opowiada.

Brak przyjaciół szkodzi jak palenie


Doświadczenie wolontariuszki potwierdza wyniki amerykańskich badań, które pokazały, że osoby pomagające innym dłużej żyją, są zdrowsze lepiej funkcjonują w społeczeństwie i mają niższe ryzyko depresji. Dotyczy to zwłaszcza osób po 65. r.ż. Brytyjscy naukowcy z Uniwersytetu w Southampton kilka miesięcy temu zaprezentowali wyniki badań, które również dowiodły, że wolontariat w późniejszych latach życia z większą mocą korzystnie wpływa na zdrowie psychiczne, bo przywraca poczucie celu i pomaga w utrzymywaniu sieci społecznych.
Danuta Cholewa stara się być u chorych kilka razy w tygodniu. Przychodzi na cztery-pięć godzin. Bywa na kardiologii, internie, neurologii i oddziale rehabilitacyjnym. Chodzi od sali do sali, zagaduje, wypatruje tych, którzy najbardziej potrzebują towarzystwa. – Zrobię herbatę, gdy ktoś zmarznięty. Nakarmię, posmaruję kremem twarz, jeśli jest sucha. Niektórzy chcą rozmawiać, inni – by tylko potrzymać za rękę, pogłaskać. Mam dla tych chorych czas. Czyli coś, czego dzisiaj najbardziej brakuje – mówi wolontariuszka. – Siostra śmieje się, że szpital ujawnił mój ukryty talent. Wiem, jak rozmawiać z ludźmi, być z nimi. Skąd to wiem? Mówię to, co sama chciałabym usłyszeć w takiej sytuacji. Pamiętam, czego mi brakowało w życiu i staram się uchronić przed tym innych.
Kiedy chory wyznaje, że boi się nadchodzącej operacji, Danuta Cholewa zapewnia go: Jutro o ósmej rano będę o pani myśleć. Proszę o tym pamiętać. Po wszystkim słyszy, że to pomogło.

Cały dzień jeżdżę tramwajem. Wtedy samotność jest mniejsza


W rozwój wolontariatu w Krakowie angażuje się miasto i organizacje pozarządowe. Częściej zgłaszają się kobiety, zwykle po sześćdziesiątce, choć są również wolontariusze 70-, 80-letni. – Chętnych do działania przybywa, ale wciąż barierą jest brak zaufania wobec bezinteresowności. Ludzie nie wierzą, że ktoś chce im pomóc, nie oczekując niczego w zamian – mówi Roksana Pilch.
– Najlepszą nagrodą jest pytanie: Kiedy pani znowu przyjdzie? Wtedy mam pewność, że jestem potrzebna – mówi Danuta Cholewa.

Grzebanie w ziemi

Ze szpitalami współpracują również starsi mieszkańcy Katowic. – Od marca prowadzimy Klub Książki Mówionej. Nasi wolontariusze odwiedzają pacjentów oddziału geriatrycznego, którym czytają fragmenty różnych książek. To punkt wyjścia do wspólnej rozmowy o życiu. Jedna z lektur uruchomiła wspomnienia o zabawkach z dzieciństwa. Innym razem zastanawialiśmy się, czy pierwsza miłość jest najważniejsza – opowiada Ewa Kulisz, kierownik projektów Parkowa Akademia Wolontariatu i Akademia Aktywnego Seniora w fundacji Park Śląski.
Wolontariusze zostawiają na oddziale ulotki o fundacji. To zachęta, by po wyjściu ze szpitala byli pacjenci przyłączyli się do działań. – Jest z czego wybierać. Wolontariusze prowadzą lekcje rosyjskiego i angielski na dwóch poziomach, mamy zajęcia jogi, fitnessu, rękodzieła. Od niedawna w ramach wolontariatu prowadzimy również Zieloną Akademię. To prace ogrodnicze w centralnym miejscu parku Śląskiego. W połowie maja zaczynamy sadzić kwiaty, potem trzeba będzie je pielęgnować. Wiele starszych osób ma działki, wyszliśmy naprzeciw ich zainteresowaniom. Pomysł przyciągnął wielu nowych ludzi – opowiada Kulisz. Dodaje: – To efekt domina. Jedna osoba, która przyszła do Parku, przyciąga kolejną. Z czasem okoliczności do wspólnego spędzania czasu jest coraz więcej. W tygodniu zajęcia, w sobotę jeszcze grill, wycieczki rowerowe, wernisaże. Wszystko, tylko nie siedzenie w domu.



Długowieczni
Polskie społeczeństwo starzeje się w szybkim tempie. Już co siódmy Polak ma skończone 65 lat, za 40 lat w tym wieku będzie już co trzeci z nas. Zmiana struktury demograficznej oznacza, że powinniśmy m.in. inaczej projektować miejskie przestrzenie, przebudować system opieki i zdrowia.
Jakie stoją przed nami wyzwania i jak je realizować, zastanawiamy się w ramach akcji społecznej "Wyborczej" pod hasłem DługoWIECZNI.
W bieżącej edycji skupiamy się na bezpieczeństwie osób starszych, promujemy stosowaną w wielu krajach „Kopertę życia”, pokazujemy rozwiązania nowoczesnej medycyny i przykłady integracji pokoleń.
Akcję wspiera fundacja Jolanty Kwaśniewskiej Porozumienie bez Barier.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.