AKADEMIA OPOWIEŚCI

Czekamy na wasze opowieści o nauczycielach z podstawówki, liceum, uczelni, ale także o innych ludziach, którzy byli dla was inspiracją na całe życie.
 
Regulamin akcji jest dostępny TUTAJ. Teksty najlepiej przysyłać za pośrednictwem naszej FORMATKI. Najciekawsze będą publikowane na łamach ogólnopolskiej „Gazety Wyborczej” oraz w jej wydaniach lokalnych lub w serwisach grupy Wyborcza.pl.

Nadesłane prace wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców.
 
ZWYCIĘZCY DOSTANĄ NAGRODY PIENIĘŻNE:

za pierwsze miejsce w wysokości 5556 zł brutto,
za drugie miejsce – 3333 zł brutto,
za trzecie miejsce – 2000 zł brutto.

Piąte liceum ogólnokształcące w Białymstoku. Klasa biologiczno-chemiczna. Prawie żeńska. Tylko dwóch chłopaków. Łatwo z nami nie mieli, bo potrafiłyśmy być złośliwe. W klasie „kilka rogatych dusz”. I dwie nauczycielki, których się nie zapomina: Krystyna Augustyn i Aldona Sytnik. Całkowicie odmienne postacie.

Profesor Krystyna Augustyn - fizyczka z burzą ciemnych loków. Bardzo ostra, wymagająca, bez taryfy ulgowej. Miała taką godność w sobie - zawsze wyprostowana i opanowana, dostojna. Nawet teraz po latach na spotkaniu absolwentów budziła respekt.

W liceum zabierała nas na wycieczki, których nie zapomnimy do końca życia - na obozy wędrowne, w góry, nad morze i do planetarium. Była niesamowitą organizatorką.

Wyjazd do Krakowa i Wieliczki pamiętam, bo się z koleżanką „zapodziałyśmy”. Zbiórka miała być pod kościołem Mariackim. Przyszłyśmy, nikogo nie było. Pojechali do Wieliczki bez nas. Już miałam wizję, jak to będzie: że profesor Augustyn rzuca nas na pożarcie smokowi wawelskiemu. A ona powiedziała tylko chłodno: "Jak nie chciałyście jechać, to trzeba było powiedzieć".

W szkole siała postrach, ale na wyjazdy zapisywaliśmy się błyskawicznie. Nie zmieniała się z pana Hyde’a w doktora Jekylla. Na wycieczkach - tak jak na fizyce - wymagała zdyscyplinowania. Nie stawała się koleżanką, a uczyła wytrwałości i odwagi - kilometry pokonywaliśmy na tych obozach wędrownych, podróże pociągiem trwały godzinami, z przesiadkami, czasem czekaliśmy gdzieś na dworcu nawet w nocy. Jestem jej wdzięczna, że pokazała mi naszą piękną Polskę.

A profesor Aldona Sytnik - polonistka - była uosobieniem dobroci. Zawsze uśmiechnięta szatynka. Pamiętam ją w ołówkowej spódnicy do kolana. Chętnie nosiła brązy. Miała łagodny i przyjemny głos. Bardzo długo namawiała mnie, żebym wzięła udział w konkursie recytatorskim. Wcześniej występowałam w szkolnych akademiach, ale poza szkołą, nigdy! Wydawało mi się: obcy ludzie, młodzież z różnych szkół, nie dam rady. Broniłam się, jak mogłam. Ale pani Aldona cierpliwie namawiała.

W końcu uległam. „Niania War’ka 13 l. nocą opiekuje się dzieckiem. W pomieszczeniu pieluchy, zapach kapuśniaku i towaru szewskiego” - brzmiały pierwsze słowa opowiadania „Spać się chce” Czechowa, które przygotowałam. Nie wygrałam tego konkursu, ale w jury siedział pan Jerzy Siech - aktor Teatru Dramatycznego im. Węgierki w Białymstoku, który prowadził zespół amatorski „PRO”. Na tym konkursie mnie zauważył i zaproponował, żebym chodziła na zajęcia. I tak upór pani Aldony i jej konsekwencja sprawiły, że zaczęła się moja przygoda z aktorstwem. I trwa do dziś.

To dzięki profesor Sytnik wiem, że nawet jeśli nie wierzymy w siebie i  boimy się, że coś nam nie wyjdzie, to warto zaufać innym i próbować.

Izabela Dąbrowska – aktorka filmowa i teatralna. Absolwentka Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza filii w Białymstoku na Wydziale Lalkarskim. Ma w swoim dorobku ponad sto ról filmowych i telewizyjnych. M.in. „Boża podszewka” I. Cywińskiej, „Galerianki” K. Rosłaniec, „Kołysanka” J. Machulskiego, „Wszystko będzie dobrze” T. Wiszniewskiego, „Trzy minuty. 21:37” M. Ślesickiego, „Ida” P. Pawlikowskiego, „Bogowie” Ł. Palkowskiego, „Powidoki” A. Wajdy. Popularność przyniosła jej rola Pani Basi, sekretarki prezesa w miniserialu komediowym „Ucho Prezesa”.