Edward Strząbała zapamiętał profesora od matematyki, dla Jerzego Stradomskiego nauczycielem na całe życie jest polonistka, podobnie jak dla Kingi Gawlik.

Miałem „kata", którego wspominam z ogromną sympatią i dużo mu zawdzięczam

Chodziłem chyba do jedynej w Kielcach szkoły podstawowej, w której nauczano nie języka rosyjskiego, tylko niemieckiego. Wzięło się to z jakichś układów personalnych. Towarzysz ze Śląska został zesłany na kierownika szkoły w Kielcach i miał żonę, która – już dobrze pamiętam – była Niemką z pochodzenia albo też absolwentką germanistyki. Tak czy siak, musiała się dla niej znaleźć praca w tej szkole. Swoją drogą, to była świetna nauczycielka i ten niemiecki jakoś tam opanowałem, ale schody zaczęły się potem…

Po podstawówce poszedłem do liceum im. Stefana Żeromskiego w Kielcach.

Wszyscy tam byli po trzech latach nauki rosyjskiego, a ja nie wiedziałem w ogóle, jak się te bukwy [litery alfabetu rosyjskiego – red.] rysuje. Nic nie wiedziałem.

Moim nauczycielem rosyjskiego, a zarazem wychowawcą klasy, został nieżyjący od dawna pan Adam Wypych. „Gryzłem" ścianę, on się nade mną „pastwił". Tak, tak, wyrył mi w moim twardym dysku, w mojej głowie, tak dogłębnie ten język, że do teraz radzę sobie z nim zupełnie nieźle, także w towarzystwie. I nawet akcent mam ponoć całkiem dobry. A ja przecież nigdy wcześniej ani później nie uczyłem się rosyjskiego. Tylko w liceum.

Był też cudownym wychowawcą. Organizował obozy rowerowe – jeździliśmy po Mazurach, po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Kiedy trzeba było, dokręcał śrubę, a kiedy indziej okazywał się dobrym kumplem.

Do dziś go wspominam, choć maturę zdałem w 1965 r. Pamiętam o nim także wtedy, gdy Eugen Indjic, znakomity pianista, którego mam zaszczyt znać, koncertuje w Kielcach lub Busku-Zdroju, a wszystkich chętnych do rozmowy po angielsku przepędza. Eugen, który każe się nazywać Żenią, to obywatel amerykański mieszkający we Francji, ale z pochodzenia to rosyjski Żyd. W takich sytuacjach zwykł mówić: „Ja z Edwardem tylko po rosyjsku". To dzięki mojemu nauczycielowi.

Edward Rzepka, kielecki adwokat, były sędzia Trybunału Stanu i były dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Kielcach

Nauczyła nas otwartego światopoglądu

Chodziłem do I LO im. Stefana Żeromskiego i takim nauczycielem na całe życie jest dla mnie nasza polonistka, pani Wiktoria Siwoń. W swoim stonowanym podejściu do życia była bardzo wyrazista. To takie połączenie spokoju, który zapada w pamięć, a do tego potrafiła inteligentnie wjechać na ambicję. Dzięki temu przez jej sposób prowadzenia lekcji, jak chyba każdy w naszej klasie, nauczyłem się dbania o język wypowiedzi.

Na pewno miała swój system odpytywania, każdy czekał i wiedział, że przyjdzie jego kolejność. Wiadomo było też, że nie trzeba wkuwać, tylko myśleć. A to wszystko w sytuacji, gdy nie była królową zaangażowania w pracę z uczniami po godzinach.

Po prostu spędzała ten czas optymalnie. Do tego miała bardzo inteligentne docinki i trochę sarkastyczny dowcip, który nikogo nie obrażał i który bardzo sam też cenię. Do tej pory pamiętam, jak jedna z moich koleżanek przyszła na lekcje i profesor Siwoń zapytała: „Iza, nowa fryzura?", Iza potwierdziła, a ona na to takim zawieszonym głosem: „Nie martw się, odrosną". W sumie nauczyła nas bardzo wiele, w niewymuszony sposób, nie tylko jeżeli chodzi o język polski, ale czegoś więcej, otwartego światopoglądu. Niestety, nasz kontakt urwał się dosyć szybko, bo pani profesor, chociaż była młodą osobą, bardzo wcześnie zmarła.

Jerzy Stradomski, prezes Stowarzyszenia Kieleckie Inwestycje, odpowiada za rozwój i strategie w jednej z warszawskich agencji eventowo-marketingowych

Zaraziła mnie miłością do Agathy Christie

Kiedy pani Małgorzata Kraska odpytywała nas ze znajomości „Buszującego w zbożu" i zapytała mnie o subiektywną opinię na temat lektury, przyznałam szczerze, że znam o wiele bardziej wartościowe. Dodałam też, że nie rozumiem powszechnej opinii, że ta książka potrafi zmienić życie. Nauczycielka kazała mi zostać po lekcji.

Okazało się, że chciała mnie zganić za niestosowną krytykę, ale przyznała w sekrecie, że tak naprawdę to się ze mną zgadza i też nie podziela zachwytów nad „Buszującym". W tamtym momencie zrozumiałam, że oprócz bycia surową panią od polskiego jest także fantastycznym człowiekiem.

Pani Kraska w Gimnazjum nr 12 w Kielcach uczyła języka polskiego, była moją wychowawczynią i niewątpliwie legendą. Drobna, skromna blondynka z wielką osobowością. To ona zaszczepiła we mnie zamiłowanie do języka.

Pani Małgosi nigdy nie umknęło, gdy ktoś nie odrobił lekcji albo nie przeczytał lektury. Do tej pory nie wiem, jak to możliwe, ale tuż po wejściu do klasy doskonale wiedziała, kto jest nieprzygotowany.

Rolę wychowawcy traktowała bardzo poważnie. Pod jej skrzydła oddawano „trudnych" uczniów z całej szkoły, a ona potrafiła sobie z nimi poradzić jak nikt inny.

Podczas lekcji polskiego zawsze myślałam, że jest to odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Mimo wielu lat doświadczenia wciąż była pełna pasji do swojego zawodu. Po zajęciach rozmawiałyśmy dużo o literaturze. Zaraziła mnie miłością do Agathy Christie.

Do tej pory żałuję, że po skończeniu szkoły nie odwiedzałam jej częściej.

Kinga Gawlik, studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie

Trzech muszkieterów

To było trzech muszkieterów, których znały całe Kielce: profesor Jerzy Zaremba od matematyki, Tadeusz Juszczyk od chemii i Jan Wójcik od fizyki. Zapamiętam ich do końca życia. Najbliższy mojemu sercu był profesor Jerzy Zaremba. Bardzo dociekliwy człowiek, świetnie mobilizował mnie do pracy, nauki. Wiedział doskonale, że będę studiować na AWF, że nie przepadam za matematyką i dobrze jej nie umiem, ale podkreślał, że w życiu nie można skończyć studiów i nie umieć tego przedmiotu.

Super było to, że nikomu, nawet największemu nieukowi, nie pokazywał, że jest jakiś gorszy. Miał w sobie tyle kultury, że potrafił to delikatnie powiedzieć i zasugerować, że trzeba się podszkolić.

Był bardzo wymagający, ale jednocześnie był jednym z najbardziej lubianych nauczycieli w szkole. Nie znam ucznia, który by go nie szanował i nie miał dla niego olbrzymiego respektu. Nie dziwię się, że otrzymał wiele nagród – m.in. od prezydenta miasta Kielce, Świętokrzyskiego Kuratora Oświaty.

Jak miałem u niego jakąś poprawkę, to musiałem się nauczyć, bo inaczej nie dostałbym pozytywnej oceny. Dało się ściągnąć, ale zadań do rozwiązania bywało czasem tak dużo, że zwyczajnie nie było na to czasu.

Mogę z ręką na sercu przyznać, że dzięki niemu maturę z matematyki bez problemów zdałem na czwórkę. Gdyby nie on, to na pewno bym sobie tak dobrze nie poradził. Na koniec mojej przygody ze szkołą śmiał się, żebym nigdy w życiu nie przyznawał się, że chodziłem do liceum o profilu matematyczno-fizycznym.

Miał bardzo duże poczucie humoru, jedyne w swoim rodzaju. Przed lekcjami dwoma krótkimi zdaniami potrafił sprawić, że z uczniów zupełnie schodziło napięcie. Czy dostałem u niego uwagę? Wiele gorszych rzeczy można było dostać (śmiech ).

Tomasz Strząbała, trener piłki ręcznej, wieloletni II trener PGE Vive Kielce