- Mój ulubiony nauczyciel to był, rzecz jasna, wuefista. Matematyczki się nie lubiło, bo była ostra. Jan Karepta, którego już dziś z nami nie ma, wychował Józefa Dankowskiego, później obrońcę Górnika Zabrze i reprezentacji kraju. Lgnąłem do niego, każdą wolną chwilę spędzałem w sali od wuefu w SP nr 4 w Knurowie. Na osiedlu w Szczygłowicach spędziłem całe dzieciństwo, między szkołą, boiskiem i podwórkiem. Kiedy siedziałem na jakichś nudnych wtedy dla mnie lekcjach, odliczałem każdą minutę do przerwy. A potem na kwadrans gnałem do sali. Jan Karepta sprawił, że zawsze stała dla mnie otworem. Choćby po to, by wziąć piłkę i porzucać do kosza. Sport był moim żywiołem, na lekcje wuefu czekałem najbardziej. Tak poza tym za szkołą nie przepadałem, myślałem sobie wtedy, że kiedy się z nią już uporam, moja noga nigdy w niej nie postanie. Wydaje mi się, że wielu z nas nie docenia szkoły: nudzi się, narzeka, nie lubi. Dopiero po latach dostrzegamy, ile dobrego zrobili dla nas ci znienawidzeni kiedyś nauczyciele.

Kiedy słyszałem słowa: „Zatęsknisz jeszcze za szkołą”, myślałem sobie: „Co to to nie, za szkołą nigdy”. A jednak. Dziś widzę, że ci nauczyciele, którzy czegoś tam ode mnie chcieli, robili to zwykle z myślą o mnie. Było w tym dużo bezinteresowności, troski, serdeczności, nawet gdy byli surowi, wymagali.

Mam takie wspomnienie jak pewien trener zaczepiał mnie na podwórku i mówił „Jurek, zaprowadź mnie do Antka, ty wiesz, gdzie on mieszka”. Szliśmy do Antka i namawialiśmy go, żeby poszedł z nami na trening. To był koniec lat 70. osiedle górnicze, PRL, rzeczywistość daleka od doskonałości. Niektóre dzieci miały w domu bardzo ciężko i to właśnie przede wszystkim te dzieciaki trener chciał wyrwać na trening. Wiedział, że marnieją w domach, a piłka była jakąś nadzieją. Dawała szansę wybicia się i ja na przykład z tej szansy skorzystałem.

Dziś jako człowiek dojrzały mogę docenić to, co dla mnie zrobiła szkoła i nauczyciele. Jedni mniej, drudzy więcej, ale to było bardzo dużo. Nawet jeśli wtedy tego nie dostrzegałem. Nie rozumiem więc, dlaczego w Polsce, która się zmienia, jest coraz bogatsza, zawód nauczyciela skazuje część ludzi na życie poniżej jakiegoś elementarnego poziomu godności.

Jako człowiek, który odniósł sukces w sporcie, jeżdżę z wykładami dla biznesmenów, opowiadając, co to znaczy lider, jak jest ważny w każdej grupie. Przekonuję, że bez lidera, czyli dobrego trenera, zawodowy klub piłkarski nie jest w stanie osiągać sukcesów. W biznesie dobry lider wyceniany jest bardzo wysoko, trenerzy piłkarscy zarabiają dziesiątki milionów euro za rok.

Myślę, że liderami są też nauczyciele. W dodatku mają pokierować, wpływać na życie naszych dzieci, nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy machnąć ręką na nich i na ich robotę. Często naprawdę ciężką, traktowaną z lekceważeniem. Jakby nie zależało nam na wykształceniu i przyszłości naszych dzieciaków. Na przyszłości kraju. Jeśli dzieci tracą w szkole czas, to tego czasu już nigdy nie odzyskają. Szkoła to powinno być oczko w głowie, zawód nauczyciela musi mieć swoją rangę. To oczywistości, a jednak 30 lat od upadku PRL wciąż nie umiemy tego urzeczywistnić.

Akademia Opowieści „Nauczyciel na cały życie”

Czekamy na wasze opowieści o nauczycielach z podstawówki, liceum, uczelni, ale także na opowieści o waszych mistrzach życia. Może nim być wasz szef, kolega, wychowawca. Ktoś, kto był dla was inspiracją na całe życie. Zachęcamy, byście nam o nich napisali.

Regulamin akcji jest dostępny na stronie internetowej TUTAJ. Opowieści przysyłajcie za pośrednictwem naszej FORMATKI INTERNETOWEJ.

Najciekawsze teksty będą sukcesywnie publikowane na łamach ogólnopolskiej „Gazety Wyborczej” oraz w jej wydaniach lokalnych lub w serwisach z grupy Wyborcza.pl. Nadesłane prace wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców.

ZWYCIĘZCOM PRZYZNANE ZOSTANĄ NAGRODY PIENIĘŻNE:

za pierwsze miejsce w wysokości – 5556 zł brutto
za drugie miejsce w wysokości – 3333 zł brutto
za trzecie miejsce w wysokości – 2000 zł brutto