Była może połowa września i przerabialiśmy greckie tragedie, które – wydawało mi się – rozumiałam. Do odpowiedzi zgłosiłam się sama, bo chciałam szybko dostać piątkę. Pytania mnie jednak zestresowały. „Sorka”, bo tak zwracaliśmy się do nauczycielek w II LO w Sanoku, zatrzęsła nerwowo grzywką i przewróciła kilka razy oczami. Już wiedziałam, że moja ocena nie będzie wcale taka dobra.

Nie spodziewałam się jednak, że dostanę dwóję! Byłam wściekła. Ja z taką oceną? Przecież książki zaczęłam czytać szybciej, niż prosić mamę o lalkę. Od tej pory moim jedynym celem było czytanie każdej lektury od deski do deski. Że niby ja nie rozumiem kontekstu albo nie umiem dopasować go do przeżyć osobistych autora? O nie. Szybko się okazało, że nikt nie dostawał dobrych ocen. W całej klasie nie znalazła się na początku semestru ani jedna osoba z piątką z odpowiedzi. Sorka, czyli pani Dorota Wierdak, była surowa, ale chyba sprawiedliwa. Bo którego nastolatka obchodziła nauka? Zaczęłam się przykładać. Notowałam wszystko dokładnie, ale nadążyć nie było łatwo. To nie były zwykłe lekcje.

Wykłady i dyskusje

Na lekcjach u pani Doroty Wierdak czułam się jak na wykładach. Nie było suchych faktów ani czytania z podręcznika. Czasem ostro z kimś dyskutowała, najczęściej z kolegą, który był maniakiem historii i twierdził, że ma zawsze rację. Okazywało się, że jednak nie miał. Było nie tylko o literaturze, ale o historii, głównie naszej smutnej historii Polski, bez której wg Sorki nie byłoby takich skarbów literatury. Po tej pamiętnej dwói prowadziłam zeszyt idealnie, bo co jakiś czas mieliśmy wystawianą z niego ocenę. Nie opuściłam żadnej lekcji, starałam się pisać ładnie, ale Sorka i tak znalazła czas, żeby znaleźć błędy.

Cięty język pamiętam do dziś

Minęło kilka lat od mojej nauki, ale cięty język Sorki i jej ironiczne, ale zabawne przytyki pamiętam do dzisiaj. W klasie mieliśmy kolegę z takim samym nazwiskiem co jeden z najsłynniejszych poetów staropolskich. To był typ wysokiego mięśniaka. Uwielbiał być w centrum uwagi i na każdej lekcji głośno z każdym rozmawiał. Kiedy Sorka uważała, że przesadził, mówiła, że takie nazwisko zobowiązuje i nie wypada mówić głośno, a szczególnie takich głupot. Jemu się robiło głupio, my się śmialiśmy, a Sorka mogła dalej prowadzić lekcję. Moją ulubioną epoką literacką był wówczas romantyzm. Podczas gdy inni śmiali się z cierpienia Wertera i uważali, że to frajer, bo nie umiał się nawet zastrzelić, ja pochłaniałam każdy wiersz i każdą lekturę romantyczną. Lekcje o naszych wieszczach lubiłam najbardziej. Usłyszeliśmy, że umowna data zakończenia romantyzmu to pierwsza połowa XIX wieku, ale w Polsce trwała tak naprawdę dłużej. Byliśmy bardziej romantyczni, bo zniewoleni do 89 roku. Te słowa Sorki zaczęłam rozumieć dopiero później.

Tłumaczyłam, o co chodzi

Na ocenę ze sprawdzianu czy kartkówki każdy czekał z niecierpliwością. Sorka obiecywała, że już jutro będą oceny, chyba że jej papuga o imieniu Papug dobierze się do nich jako pierwsza. Śmiała się, że możemy dostać lekko nadgryzione kartki. Po moim fiasku z dwóją zdobywałam coraz lepsze oceny. Trafiałam w klucz, ale surowość Sorki rzadko pozwalała na wystawienie piątki.

To sprawiało, że wciąż bardziej się starałam. W klasie byłam postrzegana jako kujon i wykorzystywana jako szybka powtórka przed sprawdzianem. Koleżankom tłumaczyłam, o co chodzi w lekturze, a tym, które dostały z odpowiedzi jedynkę, dawałam między lekcjami korepetycje. Wtedy zrozumiałam, że naprawdę lubię ten polski i chcę dalej się go uczyć. Do matury z polskiego czułam się świetnie przygotowana. Już siedzieliśmy na sali, a do egzaminu dzieliło nas kilka minut. Wtedy ktoś spanikował: „Ej, ale co, jeśli będzie »Granica«. Ja nic o niej nie wiem”. Szybciutko wszystkim wytłumaczyłam, ale i tak trafił nam się Mickiewicz i Pawlikowska-Jasnorzewska. Z wyniku byłam dumna. Rozszerzony polski poszedł mi nawet lepiej niż podstawowy. Zawsze szła mi lepiej rozprawka niż pytania testowe „pod klucz”.

Duma

Sorkę odwiedziłam już jako absolwentka liceum i przyszła studentka filologii polskiej na Uniwersytecie Rzeszowskim. Towarzyszyła mi koleżanka z ławki, która dostała się na AGH do Krakowa. Wszyscy cieszyli się z jej sukcesu i zapowiadali karierę, ale Sorka bardziej gratulowała mi. Okazało się, że sama studiowała w Rzeszowie i zastanawiała się, czy będą jeszcze mnie uczyć ci sami wykładowcy, co ją. Czułam dumę. Do swojej szkoły przyszłam już jako stażystka w lokalnej sanockiej gazecie. Po tych kilku latach okazało się, że Sorka Wierdak nadal mnie pamięta. Dalej uczy, dalej surowo, ale sprawiedliwie ocenia, ale kształci też młodych aktorów w kole teatralnym. Z wyglądu taka, jaką zapamiętałam. Dumna, że zaczynam karierę.

Akademia Opowieści: "Nauczyciel na całe życie"

Rozpoczęła się III edycja Akademii Opowieści. Czekamy na wasze opowieści o nauczycielach z podstawówki, liceum, uczelni, ale także na opowieści o waszych mistrzach życia. Może nim być wasz szef, kolega, wychowawca. Ktoś, kto był dla was inspiracją na całe życie. Zachęcamy, byście nam o nich napisali.

Regulamin akcji jest dostępny TUTAJ. Opowieści można przysyłać za pośrednictwem FORMATKI.

Najciekawsze teksty będą sukcesywnie publikowane na łamach ogólnopolskiej "Gazety Wyborczej" oraz w jej wydaniach lokalnych lub w serwisach z grupy Wyborcza.pl. Nadesłane prace wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców.

ZWYCIĘZCOM PRZYZNANE ZOSTANĄ NAGRODY PIENIĘŻNE:

• za pierwsze miejsce w wysokości – 5556 zł brutto
• za drugie miejsce w wysokości – 3333 zł brutto
• za trzecie miejsce w wysokości – 2000 zł brutto