Gdy byłam w IV klasie podstawówki, uczył mnie polskiego. Pamiętam, jak pojawił się w szkole. A wraz z nim powiew inności. Apaszki pod szyją, wzorzyste koszule. Na tle innych, w większości szarych nauczycieli wyróżniał się nie tylko sposobem ubierania, ale przede wszystkim podejściem do ucznia. Jak na lata 80. było ono niezwykle nowoczesne. Kumpelskie, bezpośrednie i pełne szacunku.

Lekcje z Marandą były niezwykłe

Dla dzieciaków, które dopiero co skończyły edukację wczesnoszkolną i wyszły spod skrzydeł jednej pani sprzedającej im naiwną wiedzę o świecie ex cathedra, lekcje z Marandą były niezwykłe. Nie tylko dlatego, że opowiadał nam o książkach, które warto czytać, przedstawieniach, które warto zobaczyć, i filmach, które warto obejrzeć.

Traktował nas (a mieliśmy wtedy przecież po 10 lat!) jak dorosłych. Był ciekaw naszych opinii i nas samych. Znał nasze mocne i słabe strony. Pierwsze starał się rozwijać, drugie wzmacniać. Miałam w klasie kumpla rozbójnika. Już jako dziewięciolatek jarał szlugi za szkołą, zawsze trzymał się ze starszymi, rozrabiał. Przyjmując nauczycielską retorykę: „sprawiał problemy wychowawcze”. Ale nie na lekcjach z Marandą.

Bo Maranda w moim kumplu umiał dostrzec to, czego nie widzieli inni nauczyciele. Że jest niezwykle inteligentny, że przeczytał tyle książek, ile w sumie nie przeczytała nasza cała klasa (z piątkowiczami na czele), że jego wiedza o świecie współczesnym znacznie przekracza poziom wiedzy jedenastolatka. Pożyczał więc mu książki i filmy, by dalej się rozwijał (był to czas, gdy w domach Polaków zaczęły pojawiać się magnetowidy). Dużo z nim dyskutował. Nie ganił. Tłumaczył.

Dobrze widzi się tylko sercem...

A potem odszedł do innej szkoły. Zmieniał je kilkakrotnie. W jednej przez jakiś czas był dyrektorem. Długo myślałam, że był za dobry na podstawówkę. Że w V klasie byliśmy dla niego nierównymi partnerami do dyskusji. Że jego miejsce jest w liceum i to nie byle jakim.

Potem przyszło mi do głowy, że najlepsi belfrzy powinni być właśnie w podstawówce. Starsi uczniowie mogą sobie całkiem nieźle poradzić bez nich sami. Młodszym powinni mądrze objaśniać świat, uczyć krytycznego myślenia. Młodsi nie dadzą sobie bez nich rady. Dlatego jestem szczęśliwa, że w podstawówce spotkałam Tadeusza Marandę.

Belfra, który nauczył mnie odważnie mówić, co myślę, przy jednoczesnym szacunku do każdej osoby.

W pamiętniku, do którego mi się wpisał, wymalował specjalnym tuszem kwiaty jak z witraża Wyspiańskiego. A pod spodem cytat z „Małego Księcia” Exupéry’ego: „Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.

Zastanawiam się, ile musiał nad tym siedzieć. Ile siedział nad 26 pamiętnikami, które dała mu cała nasza klasa? W każdy wpisał się z niebywałą starannością. Pamiętam, że potem kłóciłyśmy się z koleżankami, komu najładniej.

"Kapitanie, mój kapitanie"

Niedawno postanowiłam dowiedzieć się, co się u niego dzieje. Wpisałam w Google jego imię i nazwisko i tak dowiedziałam się, że umarł. Stało się to w 97 r. We wspomnieniach przyjaciela o nim czytam, że serce nie wytrzymało stresu związanego z dyrektorowaniem. Że każdego 28 października – w dniu imienin Tadeusza – na jego grób przychodzą byli uczniowie. Szkoda, że nie wiem, gdzie jest. Minęło tyle czasu…

Tylu spotkałam po nim nauczycieli, wykładowców z tytułami. A jednak pytana o najlepszego belfra, jakiego miałam, zawsze myślę o poloniście z IV klasy podstawówki. Jedynym, dla którego chciałoby mi się wdrapać na szkolną ławkę i zakrzyknąć jak w „Stowarzyszeniu umarłych poetów”: „Kapitanie, mój kapitanie!”.

Olga Szpunar, dziennikarka „Gazety Wyborczej” w Krakowie

Akademia Opowieści: "Nauczyciel na całe życie"

Rozpoczęła się III edycja Akademii Opowieści. Czekamy na wasze opowieści o nauczycielach z podstawówki, liceum, uczelni, ale także na opowieści o waszych mistrzach życia. Może nim być wasz szef, kolega, wychowawca. Ktoś, kto był dla was inspiracją na całe życie. Zachęcamy, byście nam o nich napisali.

Regulamin akcji jest dostępny TUTAJ. Opowieści można przysyłać za pośrednictwem FORMATKI.

Najciekawsze teksty będą sukcesywnie publikowane na łamach ogólnopolskiej "Gazety Wyborczej" oraz w jej wydaniach lokalnych lub w serwisach z grupy Wyborcza.pl. Nadesłane prace wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców.

ZWYCIĘZCOM PRZYZNANE ZOSTANĄ NAGRODY PIENIĘŻNE:

• za pierwsze miejsce w wysokości – 5556 zł brutto
• za drugie miejsce w wysokości – 3333 zł brutto
• za trzecie miejsce w wysokości – 2000 zł brutto