Zadzwoniła do mnie o 23, dzień przed maturą z polskiego, mówiąc, że będzie Jan Paweł II. "Weź sobie na szybko to powtórz" - stwierdziła. Jana Pawła II nie było, była Osiecka i "Lalka". Takie informacje nigdy się nie sprawdzają, ale jej telefon utwierdził mnie w przekonaniu, że zrobiła wszystko, żeby się udało.

Za czas strajku nauczyciele nie dostają pensji – tydzień protestu to nawet kilkaset złotych straty. Forum Związków Zawodowych i Związek Nauczycielstwa Polskiego otworzyły konto, na które można wpłacać pieniądze, by wesprzeć strajkujących nauczycieli. Związkowców zainspirował do tego komentarz publicysty „Wyborczej” Wojciecha Maziarskiego. Z pomocy funduszu będą mogli skorzystać ci, którzy nie należą do ZNP i FZZ.

Numer konta do wpłat: 13 1240 5934 1111 0010 8960 6877

Dlaczego warto wesprzeć nauczycieli? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Miała na sobie skórzaną kurtkę, krótkie blond włosy i okulary w grubych oprawkach. Otworzyła drzwi od pokoju nauczycielskiego z takim impetem, że aż odskoczyłam. Małgorzata Kowalczyk uchodziła za sprawiedliwego, dobrze przygotowanego polonistę i jednego z najlepszych w naszym ogólniaku. Mnie jednak przyciągnęło do niej coś zupełnie innego.

– „Widzę dużą poprawę. Dwa” – takie zdanie widniało na klasówce mojego ówczesnego chłopaka. Pomyślałam, że ktoś, kto tak pisze, musi wiedzieć, co mówi, a na dodatek mieć spore poczucie humoru. Gośka (już teraz mogę tak napisać) nigdy nie była moim szkolnym nauczycielem, ale i tak to właśnie ona wpłynęła na moje życie bardziej niż którykolwiek pedagog.

Spotkania z nią były zwyczajne. Nie działy się cuda, nie sięgała po nowatorskie metody, była sobą i w zupełności mi to wystarczało. Siadałam przy stole, a Gośka obok. Ona opowiadała mnie, ja opowiadałam jej. O tym, co w danej lekturze jest ważne, o tym, co mi się podobało w książce, a co nie. O tym, że Sienkiewicz jest bardzo nudny, że można omijać opisy przyrody u Orzeszkowej, a Żeromski to jednak nie umiał pisać. Nie było spięcia, nie było niepotrzebnych nerwów. Moja opinia była dla niej tak samo ważna jak ta wygłoszona przez Krzyżanowskiego, Wykę, Markowskiego czy innego znawcę literatury. O biografiach pisarzy opowiadała lekko i z taką pasją, że nie można było nie chcieć jej słuchać.

Chyba nigdy tego nikomu nie mówiłam, ale to właśnie dzięki Małgorzcie Kowalczyk poszłam na polonistykę. Chciałam uczyć w taki sposób jak ona. Jeszcze na studiach korzystałam z notatek zrobionych podczas zajęć z nią. Kiedy poprosiłam, żeby sprawdziła moją pierwszą roczną pracę z literatury staropolskiej, powiedziała tylko: „Ja to chyba jestem za głupia”. Sprawdziła – nie była za głupia. Wciąż podrzucała mi pomocne książki, ale też opieprzała za brak znajomości bieżącego repertuaru kin (do tej pory to robi!). Wciąż inspirowała, pchała naprzód i kibicowała.

Ja w zamian wkręciłam ją w nasze licealne towarzystwo. Zresztą nie potrzebowała tego wkręcania – Gośka wpasuje się wszędzie, nie ma osoby, która by jej nie lubiła. Podczas jednego ze spotkań, kuligu w Borkowie, raczyłyśmy się nalewką orzechową od pani Krystyny Marcinkowskiej, innego nauczyciela w kieleckim Śniadku. Następnego dnia Gośka zadzwoniła do mnie i stwierdziła: – Krysia zapomniała powiedzieć, że ta orzechówka to na żołądek dobra, ale pije się tylko kieliszeczek.

Pasją do literatury zaraziła mnie w liceum, sprawiedliwości w ocenianiu, sumienności w przygotowywaniu lekcji nauczyła już podczas praktyk studenckich obowiązkowych dla każdego przyszłego polonisty. Dawała wskazówki, mówiła, na co zwrócić uwagę. Podczas jednej z ostatnich prowadzonych przeze mnie lekcji usiadła jak zwykle w ostatniej ławce i coś skrupulatnie notowała. Przestraszyłam się, bo wydawało mi się, że już dobrze mi szło. Po lekcji zapytałam o te uwagi. Zdziwiona zaśmiała się: – Listę zakupów robiłam!

To nie był brak zainteresowania moją lekcją, to była pewność, że przekazała mi wiedzę, której potrzebowałam, aby samodzielnie uczyć innych. Oczywiście, była ona poparta tysiącem przeczytanych książek, zajęciami na studiach, spotkaniami metodycznymi, ale praktyczne uwagi, uwagi nauczyciela, który na co dzień podejmuje się kształcenia młodych ludzi, były wtedy najważniejsze.

Nie zostałam nauczycielem. Choć wszyscy namawiali mnie, tłumaczyli, że takich jak ja potrzebuje polska szkoła. Nie wzięłabym na swoje barki odpowiedzialności za przyszłość młodych ludzi. To, jak wiele zależy od dobrego pedagoga, wiedzą wszyscy, którzy trafili na tego nieodpowiedniego. Wtedy bowiem docenia się rolę dobrego nauczyciela – staje się przewodnikiem po zagadnieniach i towarzyszem zgłębiania wiedzy. Mój nauczyciel stał się moim drogowskazem.

Akademia Opowieści: "Nauczyciel na całe życie"

Rozpoczęła się III edycja Akademii Opowieści. Czekamy na wasze opowieści o nauczycielach z podstawówki, liceum, uczelni, ale także na opowieści o waszych mistrzach życia. Może nim być wasz szef, kolega, wychowawca. Ktoś, kto był dla was inspiracją na całe życie. Zachęcamy, byście nam o nich napisali.

Regulamin akcji jest dostępny TUTAJ. Opowieści można przysyłać za pośrednictwem FORMATKI.

Najciekawsze teksty będą sukcesywnie publikowane na łamach ogólnopolskiej "Gazety Wyborczej" oraz w jej wydaniach lokalnych lub w serwisach z grupy Wyborcza.pl. Nadesłane prace wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców.

ZWYCIĘZCOM PRZYZNANE ZOSTANĄ NAGRODY PIENIĘŻNE:

• za pierwsze miejsce w wysokości – 5556 zł brutto
• za drugie miejsce w wysokości – 3333 zł brutto
• za trzecie miejsce w wysokości – 2000 zł brutto

Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
"Nigdy nikomu nie mówiłam, że przez nią poszłam na polonistykę", jak na polonistkę kiepsko.
już oceniałe(a)ś
4
0
Chyba "nie przez nią", ale "dzięki niej".
@rtg123
A to już zależy od intencji mówiącego /piszącego; a dokładnie od zabarwienia emocjonalnego wypowiedzi.
już oceniałe(a)ś
1
0
To korki były?
już oceniałe(a)ś
2
1