Kolejna odsłona Akademii Opowieści. O co chodzi w naszym konkursie?

Zapoznaj się z REGULAMINEM konkursu

Weź udział w konkursie, przyślij opowieść, wygraj nagrody! [FORMULARZ]

Ognisko powoli dogasało. Jack ciągle nie przyjeżdżał. Najwidoczniej samolot z Ameryki się spóźniał. Wytrwale czekaliśmy na amerykańskiego gościa. Miał nas uczyć nowego sposobu życia i myślenia. Czekając na amerykańskiego nauczyciela, rozmawialiśmy o naszej rzeczywistości. A były to czasy niezbyt odległe. Wprawdzie ocet jeszcze nie zajmował honorowego miejsca na półkach sklepowych i nie było kartek na mięso, cukier i kawę, ale wszystko prężnie zmierzało w tym kierunku. Lodówkę i pralkę trzeba było załatwiać, a nie kupować, zaś telewizory bywały w peweksie za bony dolarowe. Jeśli gdzieś pojawiły się cytryny, banany, nie wspominając już o mandarynkach, ustawiały się gigantyczne kolejki. Prawdziwym rarytasem był papier toaletowy. Tylko wyjątkowe szczęście i sznurek do przewleczenia rolek pozwalały na zdobycie go gdzieś w odległej dzielnicy. Z przewieszonymi przez ramię papierowymi koralami pełen euforii nabywca wracał do domu, a przechodnie pytali, gdzie go kupił. W dobrym tonie było obdarować kogoś jedną rolką. Jedynie babcie klozetowe miały władzę absolutną nad jedynymi papierami wartościowymi.

Na co mi dziesięć samochodów?

Wreszcie Jack się pojawił. Nie przypominał amerykańskiego kowboja, nie wyglądał też na faceta z wypchanym portfelem. Podobny był do nas, tyle że miał ścieralne dżinsy, o jakich my wtedy tylko marzyliśmy. Jack miał nas uczyć pozytywnego myślenia i pokazać, jak działa gospodarka rynkowa. Tak zaczął swój wykład: „Stoicie w długich kolejkach i narzekacie, że nie ma mięsa, zamiast zastanowić się, co zrobić, żeby sytuacja się poprawiła. Musicie inaczej zorganizować swoje życie. Wymyślcie teraz 20 sposobów, żeby mięso było dostępne dla każdego. Pozwólcie sobie na fantazjowanie, bo tak się rodzi nowa rzeczywistość. To, co dziś wydaje się wam nierealne, niemożliwe, jutro może się stać rzeczywistością. Wielkie marzenia kreują wielkie rezultaty. Nie pozwólcie, żeby wasze marzenia zarosły chwastami!”.

Po takich słowach amerykańskiego nauczyciela wybuchał śmiech i komentarze, że to niemożliwe, bo nie zależy od nas. A Jack ciągnął dalej: „Jeśli chcecie żyć lepiej, musicie stać się samodzielni, samorządni i samowystarczalni psychicznie, ekonomicznie i finansowo. Odkryjcie swoje prawdziwe marzenia i zacznijcie je realizować – tu i teraz. I nie bójcie się ich, one są częścią naszego życia. Jeśli przestajemy marzyć – przestajemy zmieniać świat na lepszy. To, o czym marzysz, czego oczekujesz od życia, jest twoją siłą napędową. Więc skup się na tym, co chcesz osiągnąć, i dodawaj do tego pozytywną energię, a zaczniesz tego doświadczać”.

Jack przedstawił kilka prostych i fascynujących przykładów z gospodarki amerykańskiej, tyle że w epoce realnego socjalizmu nie było to ani zrozumiałe, ani przekonywające. A całe spotkanie stawało się dziwaczne, żeby nie powiedzieć: szokujące. „Chcesz godnie żyć i zarabiać na życie, to kup dziesięć garniturów i sprzedaj je o dziesięć procent drożej, a zarobisz na garnitur dla siebie. A może lubisz samochody i znasz się na nich dobrze? Zacznij nimi handlować. Jeśli na każdym z dziesięciu sprzedanych aut zarobisz dziesięć procent, to będzie bardzo przyzwoity zarobek”. Słysząc takie słowa, pukaliśmy się w głowę i szeptaliśmy sobie do ucha, że nasz wykładowca zwariował. Na cholerę mi dziesięć samochodów? Przecież jak załatwię przydział na fiata, to od ręki go sprzedam na giełdzie za podwójną cenę. Zresztą skąd wziąć aż dziesięć?

PRZECZYTAJ TAKŻE: Józef Prower. Wirtuoz nawróconych skrzypiec

Kurs palenia pieniędzy

Wreszcie przyszedł czas, kiedy nasz nauczyciel zaczął mówić konkretniej o pieniądzach. Uczył, jak sobie z nimi radzić, jak je wydawać, jak wyrobić sobie nawyk oszczędzania, jak się nimi dzielić z innymi i jak inwestować. Teraz zaczęły się dla nas prawdziwe schody. „Co byście zrobili, mając dużą fortunę?” – zapytał i wymienił jakąś gigantyczną kwotę. Nasze pomysły okazały się wyjątkowo blade. Nie mieliśmy pojęcia, co można zrobić z tak dużymi pieniędzmi.

Jack zaproponował, abyśmy teraz zainwestowali w niepewny interes. Każdy miał prawo przeznaczyć na ten cel dowolną kwotę, jaką uzna za stosowne, ale bez ryzyka. Doradził też, aby zostawić trochę gotówki na powrót z treningu do domu. Mieliśmy uważać, żeby ewentualna strata nie spowodowała katastrofy w budżecie domowym. W tym ćwiczeniu okazaliśmy się wyjątkowo hojni. Ryzykowaliśmy. Do Jackowego kapelusza powędrowały grube banknoty. A kiedy kapelusz był już pełny, Jack skomentował: „No proszę, narzekacie na brak pieniędzy, a tu niezła sumka się zebrała”. Jack podchodził do różnych osób, zwłaszcza do tych, które szczególnie narzekały na brak gotówki, i proponował, aby skorzystały z tej okazji i zebrane pieniądze w coś zainwestowały. Nikt się nie odważył wziąć, bo to nie jego. W takim razie Jack zaproponował, aby rozdać pieniądze jak leci. I tym razem grupa ostro zaprotestowała. „Dałem dużo, a teraz może wróci do mnie banknot o niskim nominale” – krzyczał ktoś. A Jack spokojnie komentował: „No to co? Ponieważ nie chcecie gotówki, nie pozwalacie jej rozdać, w takim razie forsa jest moja!”. „To nieuczciwe! Tam są moje pieniądze!” – wszyscy wrzeszczeli. „Zrobię z nimi, co zechcę. Podpalę!” – prowokował. „Jak to, on ma to tak sobie podpalić?” – pytaliśmy. A Jack spokojnie mówił: „Nic nie pozwalacie zrobić, podobnie jak w swoim kraju. Blokujecie przepływ energii. Zobaczcie, mamy ciągle tyle samo pieniędzy, a wy jesteście coraz bardziej podekscytowani”. Jack wyciągnął zapalniczkę i powoli zbliżał ją do banknotów.

Tego wieczora jeszcze wiele się działo z pieniędzmi i bez nich. Było sporo nauki. Cały ten trening służył temu, by zobaczyć, jak wielkie mamy ograniczenia w myśleniu, i by zacząć je przełamywać, choć dla postronnego obserwatora mogło to wyglądać na dziwną zabawę. Organizator zajęć otrzymał wezwanie na milicję. Musiał się biedak tłumaczyć, bo postawiono mu zarzut organizowania kursów palenia pieniędzy.

Akademia Życia Lucyny Winnickiej-Kawalerowicz

I tak się skończył jeden z pierwszych treningów, które na zaproszenie Lucyny Winnickiej-Kawalerowicz poprowadził specjalista z Ameryki. Lucynę Winnicką podziwialiśmy na ekranie dużym i małym. Światła reflektorów, oklaski, nagrody i wielka sława – to było jej życie. I nikt nie miał wątpliwości, że to aktorka niezwykła. Ale też chyba nikt się nie spodziewał, że u szczytu sławy odejdzie od aktorstwa i zacznie podróżować, a cuda z innego świata będzie opisywać w „Literaturze”, „Przekroju” i „Argumentach”. Po powrocie z Indii, Nepalu i Tajlandii zapragnęła, by w Polsce stworzyć takie miejsce, w którym każdy czułby się bezpiecznie, gdzie w ciszy i spokoju mógłby pracować nad własnym rozwojem i uczyć się życia w harmonii z sobą i otaczającym światem. Ryzykując krytykę i niezrozumienie w PRL-owskiej rzeczywistości, zaczęła się dzielić doświadczeniami przywiezionymi z Dalekiego Wschodu. Zapraszała specjalistów różnych dziedzin z całego świata. Sprowadziła do Polski niekonwencjonalne techniki, o których nie mieliśmy pojęcia.

Realizując marzenia, utworzyła Akademię Życia – jedną z pierwszych pozarządowych organizacji samopomocowych, bez immatrykulacji, indeksów i okazałej siedziby. Na pierwszy plan wysuwała ideę humanitaryzmu, empatii i bezinteresownej miłości między ludźmi. Taka atmosfera sprzyjała budowaniu przyjaznych kontaktów. Przyjeżdżaliśmy z całej Polski, zostawiając otoczenie rodzinne i zawodowe, często pełne stresów i przeżyć niekiedy na pograniczu życia i śmierci. Nie wierzyliśmy, że Lucyna znajdzie dla nas czas. Znajdowała. Ona była zwyczajna, skromna i pełna życzliwości. Miała niebywałą umiejętność integrowania ludzi różnych środowisk w różnym wieku. Dla osób znajdujących się w niezwykle trudnej sytuacji życiowej organizowała pomoc, także finansową – zawsze jako „niewidzialna ręka”. Pomogła Polakom zrobić ogromny krok naprzód w uleczeniu zranionej duszy narodu, poturbowanej przez lata socjalizmu. Oswajała nas i przygotowywała do nowej rzeczywistości, która dopiero nadchodziła. Długa choroba przerwała jej dzieło. Odeszła w ciszy 22 stycznia 2013 r. Działania Lucyny Winnickiej nie poszły na marne, były przydatne dla wielu ludzi, budzą szacunek i uznanie.

***

Akademia Opowieści. „Nieznani bohaterowie naszej niepodległości”

Historia Polski to nie tylko dzieje wielkich bitew i przelanej krwi. To również codzienny wysiłek zwykłych ludzi, którzy nie zginęli na wojnie. Mieli marzenia i energię, dzięki której zmieniali świat. Pod okupacją, zaborami, w czasach komunizmu, dzisiaj – zawsze byli wolni.

Każdy w polskiej rodzinie, wsi, miasteczku i mieście ma takiego bohatera: babcię, dziadka, nauczyciela, przyszywanego wujka, sąsiada. Jednych znaliśmy osobiście, innych – ze słyszenia. Opowiada się o nich anegdoty, wspomina ich z podziwem i sympatią.

Byli prawnikami, konstruktorami, nauczycielami, bywało też, że nie mieli żadnego zawodu. Uczyli, leczyli, tworzyli, wychowywali dzieci, budowali, projektowali. Dzięki nim mamy szkoły, biblioteki na wsi, związki zawodowe, gazety, wiersze, fabryki. Dawali innym ludziom przykład wolności, odwagi, pracowitości.

Bez nieznanych bohaterów – kobiet i mężczyzn – nie byłoby niepodległej Polski. Dzięki nim przetrwaliśmy.

Napiszcie o nich. Tak stworzymy pierwszą wielką prywatną historię ostatnich stu lat Polski. Opowieści zamiast pomników.

Na wspomnienia o nieznanych bohaterach naszej niepodległości o objętości nie większej niż 8 tys. znaków (ze spacjami) czekamy do 15 sierpnia 2018 r. Można je przysyłać za pośrednictwem NASZEGO FORMULARZA.

Najciekawsze teksty będą sukcesywnie publikowane na łamach „Gazety Wyborczej” (w tym jej dodatków, np. „Ale Historia”, „Magazynu Świątecznego”, „Dużego Formatu”, oraz w wydaniach lokalnych) lub w serwisach z grupy Wyborcza.pl. Nadesłane wspomnienia wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców oraz 80 osób wyróżnionych rocznymi prenumeratami Wyborcza.pl. Laureatów ogłosimy 5 listopada 2018 r.

Zwycięzcom przyznane zostaną nagrody pieniężne:
* za pierwsze miejsce w wysokości 5556 zł brutto,
* za drugie miejsce w wysokości 3333 zł brutto,
* za trzecie miejsce w wysokości 2000 zł brutto.