Kolejna odsłona Akademii Opowieści. O co chodzi w naszej akcji?

Cezary Łazarewicz radzi jak pisać [PORADNIK]

„Nieznani bohaterowie naszej niepodległości”. Weź udział w naszej akcji, przyślij opowieść [FORMULARZ]

Jej pasją były Francja i język francuski. Już w pierwszej klasie liceum rywalizowała z maturzystami w olimpiadzie przedmiotowej z tego języka i wygrała. Potem odnosiła kolejne sukcesy, które stały się dla niej przepustką na studia. Po maturze mogła zostać przyjęta bez egzaminów wstępnych na dowolną uczelnię w Polsce, ale wybrała Uniwersytet Śląski, bo nie chciała opuszczać rodzinnych stron. W trakcie studiów i już po nich wielokrotnie wyjeżdżała na staże do Francji. Proponowano jej tam pracę, proszono, by została. Mogła wynająć mieszkanie, ściągnąć rodzinę.

W latach 90. propozycja rozpoczęcia nowego życia na kolorowym, bogatym Zachodzie była kusząca, ale mama nie chciała zostawiać rodzinnych stron. Proponowano jej też pracę w Polsce, w firmach, które dobrze płaciły, kusiły możliwościami rozwoju. Mama mówiła jednak, że dla niej ważniejsze od pieniędzy są relacje z ludźmi. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby nie mieć wolnych weekendów dla rodziny, nie upiec w niedzielę ciasta. Ale też nie potrafiła wyobrazić sobie, że zastąpi swoich uczniów partnerami biznesowymi.

Nagradzała szczerość

Mama uczyła w liceach w Dąbrowie Górniczej. Najpierw w I LO, które sama ukończyła, później w VII LO. Była przykładem nauczycielki z powołania. Ludzie, którzy często zarzucają nauczycielom, że ich praca ogranicza się do poprowadzenia czterech lekcji dziennie, powinni poznać moją mamę.

Jej praca zaczynała się na dobre dopiero po powrocie ze szkoły. Sprawdzała wypracowania i klasówki, przygotowywała się do lekcji na następny dzień. Ale przede wszystkim żyła życiem uczniów. Gdy któryś nie pojawiał się długo w szkole, a nie miała wieści od jego rodziców (nie wszyscy mieli wówczas telefony), zakładała kurtkę i jechała na drugi koniec miasta, żeby zapytać, czy wszystko w porządku.

Uczniowie jej ufali. Uczyła młodzież, że szczerość jest najważniejsza, dlatego maturzystki potrafiły poprosić ją wprost, by zwolniła je z lekcji, bo chciałyby pojechać po wystrzałowe buty na studniówkę. I zwalniała je dlatego, że nie skłamały.

Pół nocy na telefonie

Młodzież zwracała się do niej również z poważnymi problemami. Pamiętam, jak kiedyś mama pół nocy spędziła na rozmowie telefonicznej z uczennicą, która miała życiowe problemy i depresję. Myślała o samobójstwie i zadzwoniła do koleżanki z klasy, by poinformować ją o swoich planach, a ta koleżanka zadzwoniła do mojej mamy.

Przez kilka nocnych godzin moja mama tłumaczyła przez telefon załamanej dziewczynie, że warto żyć. Udało jej się ją przekonać.

Teraz, kiedy jako dziennikarka edukacyjna piszę na co dzień o sprawach uczniów i nauczycieli, moja mama jest dla mnie punktem odniesienia. Spotykam wielu nauczycieli z takim powołaniem, jakie miała ona. I uważam, że to właśnie oni są grupą, która ma największe zasługi w budowaniu wolnej Polski. To przecież oni kształtują umysły młodych ludzi, którzy w przyszłości będą decydować o losach kraju. Przekazują im nie tylko potrzebną w życiu praktyczną wiedzę i umiejętności, związane ze znajomością języków obcych, obsługi komputera czy rozwiązywania równań matematycznych, ale też uczą postaw, których nie ma w szkolnych programach: wrażliwości na los innych, szczerości, uczciwości, obowiązkowości. Należy im się za to wielki szacunek.