Kolejna odsłona Akademii Opowieści. O co chodzi w naszej akcji?

Cezary Łazarewicz radzi jak pisać [PORADNIK]

"Nieznani bohaterowie naszej niepodległości". Weź udział w naszej akcji, przyślij opowieść [FORMULARZ]

Michał Byszewski po nocach czytał „Sto lat myśli polskiej”, Szekspira, Mickiewicza. Żona strofowała, że wydatki na naftę obarczają budżet. Mówił, że jest demokratą, myślał, że nie będzie Polski bez wolnych chłopów.

Kaczkowiznę z dworkiem na ziemi kutnowskiej kupił od Niemca, który wydał powstańców styczniowych kozakom. Ci młodzików powiesili przy stawie. Sąsiedzi na każdym kroku nie dawali mu o tym zapomnieć.

Małe gospodarstwa chłopskie rozciągają się nad rzekami, które co roku zalewają uprawy. Dziedzic z włościanami meliorują pola i nie od jego majątku zaczynają.

Ostatnie metry rzeki Zofia z mężem Kazimierzem Glińskim skończy regulować latem 1939 r, już po śmierci ojca. W 1945 iść tędy będzie na Berlin Armia Czerwona i spali dębowe śluzy.

Michał Byszewski, ojciec ZofiiMichał Byszewski, ojciec Zofii ARCHIWUM PRYWATNE

Wszyscy bracia męża

W majątku Boniewo na Kujawach nie ma męskiej ręki, więc Teodora z Krzymuskich Glińska ma urwanie głowy z synami.

W 1920 r. wszyscy zgłoszą się do wojska. Jana wojskowa komenda skieruje do zaopatrzenia. Joanna zostanie sanitariuszką. Henryk za bohaterstwo w wojnie polsko-bolszewickiej w bitwie pod Komarowem otrzyma krzyż Virtuti Militari. Tomek przywiezie dwa Krzyże Walecznych. Kazimierz – Krzyż Walecznych. Z 203. pułkiem ułanów szarżował pod Ciechanowem i uczestniczył w operacji niemeńskiej. Maturę ma prawo zdawać w mundurze, pod szablą.

Gdy później syn zapyta: – Zabiłeś? – Strzelasz, strzelają do ciebie – odpowie. Kulę, która utkwiła w czaszce jego konia, kazał oprawić i nosił przy kluczach.

Kiedy w 1926 r. marszałek Piłsudski poprowadzi do przewrotu majowego, w którym zginie Andrzej, najmłodszy Gliński, jego brat Tomek, talent dostrzeżony na Konkursie Kompozytorskim Filharmonii Warszawskiej i zdobywca serc w Ziemiańskiej, słynnej przedwojennej kawiarni, wyzwie Wieniawę-Długoszowskiego, osobistego adiutanta Józefa Piłsudskiego, na pojedynek. – Polacy zginęli, a ty się tu bawisz – warknie do pierwszego ułana II Rzeczypospolitej.

O mało przez Tomka czwarty z braci Glińskich – Kazimierz – nie dostanie za żonę Zosi Byszewskiej z Kaczkowizny.

Oświadczyny

Kazimierz Gliński poznaje ją w 1926 r. kilka kilometrów od jej rodzinnego majątku, w białym klasycystycznym pałacu w Luszynie, który należy do rodziny Grabskich. Żona Grabskiego to siostra jego matki.

LuszynLuszyn ARCHIWUM PRYWATNE

Kiedy niedługo potem Kazimierz jedzie z matką prosić o rękę Zosi i słyszy: nie, Teodora z Krzymuskich Glińska trzaska drzwiami i odjeżdża karetą, bo czy byle szlachetka będzie odmawiał ręki córki jej synowi?

W nocy ktoś puka do dworu. To panicz jeszcze raz chce rozmawiać z panem Byszewskim: – Ja wiem, że Zosia pana kocha – mówi ojciec. – Ja pana szanuję. I pańskich braci, za krew przelaną za ojczyznę, ale nie mogę pozwolić, żeby Kaczkowizna poszła na zmarnowanie, a za pańskimi braćmi idzie też sława osób, które lubią się bawić, przez co wasz majątek rodzinny jest w słabej kondycji.

Nad ranem Michał Byszewski wyciąga krzyż, na który Kazimierz Gliński przysięga, że nikomu nigdy nie podżyruje Kaczkowizny. W latach 30. przyjechał Tomek do brata po pożyczkę, a Zofia mężowi przypomniała: – Przysięgałeś!

Si, si to włóczęgi serenada

Kazimierz hodował nasienne buraki cukrowe, współpracował z fabryką nasion Janasza w Kutnie. W 1938 r. postawi szkołę publiczną w Orątkach.

Do niej należała uprawa ogrodu, szparagów; robienie przetworów, które szły do delikatesów warszawskich. Prowadziła Koło Gospodyń Wiejskich, rozdawała nasiona, zakładała ogródki warzywno-owocowe, woziła wdowom i sierotom żywność, ubrania, opał, przy lampie naftowej odbierała porody. Noblesse oblige. Co trzeci cukierek jej dzieci mają odkładać dla biednych.

Zofia z mężem Kazimierzem GlińskimZofia z mężem Kazimierzem Glińskim ARCHIWUM PRYWATNE

Zofia z małym StasiemZofia z małym Stasiem ARCHIWUM PRYWATNE

Gliński jest podporucznikiem w 16. Pułku Ułanów. Raz w roku na dwa miesiące jeździ do Bobrujska na poligon.

Jest sierpniowe popołudnie 1939 r. „Si si si, to włóczęgi serenada, si si si” leci z gramofonu. Wchodzi goniec z kartą mobilizacyjną. 1 września z Luszyna na dworzec do Żychlina jadą bryczki z ziemiaństwem na wojnę. „Do zobaczenia za tydzień w Berlinie” salutują sobie.

Zofia zostaje na Kaczkowiźnie z 11-letnim Stasiem, trzyletnią Basią, w zaawansowanej ciąży. – Mąż na froncie, nie jadę – mówi do Tomka, który zajeżdża, żeby ją zabrać do Rumunii.

Kazimierz Gliński dostaje powołanie do 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich i pod Tomaszowem dostaje się do sowieckiej niewoli. Tego dnia jego żona rodzi najmłodszą córkę Hanię, w schronie, który kazała wybudować w ogrodzie. Obok trwa bitwa nad Bzurą.

Pierwsza wiadomość o mężu będzie pod koniec września, bo z sowieckiego transportu ucieka żołnierz z pobliskiej wsi. Zrobili dziurę w pociągu. Podobno Kazimierz nie chciał, uważał, że dla oficera tak to nie honor.

W pierwszym liście z Kozielska pozdrawia wszystkich i nieznanego przybysza, czyli trzecie dziecko.

W 1943 r. Niemcy odkrywają zbrodnię katyńską. Zofia Glińska czyta o niej w niemieckiej gadzinówce. Każe dzieciom uklęknąć. „Wieczny odpoczynek, racz mu dać Panie…”.

Wojna wytycza granice

Granica podzieliła majątek. Kaczkowizna należy teraz do III Rzeszy a 3,5-hektarowe pole – Michałówka, którą Michał Byszewski przeznaczył „na naukę” najstarszego syna Zosi – jest już Generalną Gubernią.

Zofia Glińska w MichałówceZofia Glińska w Michałówce ARCHIWUM PRYWATNE

Na przełomie września i października 1939 Zofia zastaje w kancelarii Niemca. Za wcześniejsze zasługi dostał do zarządzania okoliczne majątki. – Jestem żoną właściciela – mówi Zosia. – A gdzie właściciel? – W niewoli.

Niemiec salutuje: – Żona oficera jest pod moją opieką.

W dworze jest teraz posterunek Grenzschutzu między Warthegau (Kraj Warty; w Rzeszy) a Generalną Gubernią.

Jeden z „grenszuców”, który mówi po polsku, szkoli chłopów: – Zobaczcie, Żyd jest tylko do człowieka podobny, że jak postawi ślad, to taki sam. Ale to nie jest człowiek.

Drugi chodzi z psem do łapania ludzi. Posadził pupila przed elegancką Żydówką, a sam poszedł na obiad. Jak tylko drgnęła, pies rzucał się jej do szyi.

Coś podpowiedziało Zofii, żeby ściąć na Michałówce trzy topole na deski. Niemiec ma łzy w oczach, kiedy mówi, że w Warthegau będzie wywózka polskich ziemian do obozów.

Nocą przeprowadza przez granicę dzieci, trzy krowy, kury, podstawowy sprzęt. W ciągu kilku dni chłopi stawiają z topolowych desek w Michałówce jednoizbowy domek kryty strzechą i obórkę.

MichałówkaMichałówka ARCHIWUM PRYWATNE

W słomianych strzechach skrywa się meldunki, rozkazy, które dowództwo AK przesyłało z Warszawy do Poznania i z powrotem. Do pałacu w Luszynie na rekonwalescencję przyjeżdżają wysocy oficerowie niemieccy. Zarządcą jest Bolesław Zawalicz-Mowiński, który w wywiadzie był jeszcze przed wojną. Po niemiecku mówi perfekt i wydobywa informacje. Punkt przerzutowy kurierów między Gubernią a Rzeszą ustanawia u Zofii Glińskiej (potem w powstaniu warszawskim zostanie szefem sztabu pod dowództwem mjr. Stanisława Błaszczaka, pseudonimu „Róg”).

Ratuj się kto może

W niemieckich obozach jenieckich można dostawać jedną paczkę miesięcznie. Adresy do żołnierzy, którzy nie mieli rodzin, udostępnia Czerwony Krzyż. Zofia wysyłała paczki do podchorążego Ludwika Karola Webera i porucznika Zygmunta Chmiela, który siedział w Woldenbergu. „Paczka, którą otrzymałem, spotęgowała moją winę w stosunku do Pani. Chleb 1300 gr., luksusowy boczek 510 gr., wyśmienity smalec... – pisze Weber (chce też tak dać znać Zofii, że bebeszą paczki). – Na dobroć Pani nie widzę właściwego określenia”.

Jest sierpień 1944. Miejscowe dzieciaki wołają: „Ratuj, ratuj się kto może, bo Kozacy są w oborze”. Od strony Płocka nadciągają Kozacy dońscy, z kobietami, dziećmi, wielbłądami. Jedna z kobiet rodzi dziecko. Zofia: – Trzeba ochrzcić. Ksiądz: – Absolutnie nie, to prawosławni. Zofia: – Dziecko trzeba przywitać na świecie. Urządzimy chrzciny.

To te oddziały kozackie, które odmówiły pacyfikacji powstania warszawskiego. Później alianci oddadzą ich Rosjanom, Sowieci wielu od razu zamordują, pozostałych wywiozą do obozów.

Po sierpniu 44 r. przychodzą uchodźcy z Warszawy. Zofia szyje im cieplejsze ubrania z koców.

Ty durna baba

W 1945 r. do Kaczkowizny wchodzi Armia Czerwona. W ogrodzie i na podwórzu pali się kilkadziesiąt ognisk, przy których śpią żołnierze. Mróz jest siarczysty. W dworze zakwaterował się sztab. Rosjanki w mundurach, bo nie mogą wytrzymać napastowania pijanych oficerów. Jeden z kucharzy mówi do dziedziczki: – Jutro tu nic nie będzie wasze. Zofia: – Ziemia była dziadka, ojca, a teraz moja, nie jesteśmy przecież Niemcami. – Ot, ty durna baba, nie będziesz miała zawtra co kuszać. Bierz, chowaj – nakazuje Stasiowi.

Dzieci Zofii: Basia, Hania i Staś GlińscyDzieci Zofii: Basia, Hania i Staś Glińscy ARCHIWUM PRYWATNE

Następnego dnia Sowieci strzelają z pepeszy do starego buhaja. Drzwi do spichlerza otwierają serią z karabinu: „Wszystko wasze” mówią do chłopów. Ci stoją, patrzą po sobie. „Jak nie wy, inni wezmą”. Chłopi opróżniają obory, stodołę, spichlerz. A dziedziczka Kaczkowizny: – Tylko pamiętajcie, że będziecie potrzebować ziarna na zasiew.

Pan Janowski z sąsiedzkiego majątku Długie miał spryt Zagłoby. Służący przyświecał mu świecą, kiedy w środku dnia czytał chłopom list od syna, który miał być jakoby pułkownikiem w ZSRR i dziękował im za opiekę nad majątkiem, a jak wróci z frontu to ich wynagrodzi. Tak pierwszy impet szabru w majątku zatrzymał.

Po wojnie jeszcze dwa lata Zofia może żyć w Michałówce, by w 1947 r. zamieszkać w Kutnie w dwóch pokoikach z aneksem kuchennym na piętrze budynku dla pracowników znacjonalizowanej fabryki nasion, którą odebrano jej szwagrowi Janaszowi.

Żyje nadzwyczaj skromnie, każdą rzecz ceruje. Na ulicy spotyka Żyda Hamburga, którego dziadek miał karczmę w arendzie u jej ojca. – Pani Glińska, pani Stasia żeni, a do Żyda nie przyszła złota kupić. Takich rzeczy się nie robi. – Ja bym chętnie kupiła, ale pieniędzy nie mam. – Oj pani Glińska, pani wszystko psuje, całą przyjaźń, pani się targuje.

I sprzedał jej „świnkę” wartą kilka razy więcej, którą zaszyła synowi w koszuli.

Zofia Glińska z domu ByszewskaZofia Glińska z domu Byszewska ARCHIWUM PRYWATNE

Jeszcze o braciach

Z braci męża najdalej pojedzie Tomek, przez Rumunię, Włochy, dotrze do Londynu, gdzie będzie grał z Hemarem, potem do Kalifornii.

Kiedy Janowi Niemcy odbiorą Boniewo, znajdzie pracę w zarządzie dóbr wilanowskich, gdzie włączy się w ukrywanie Żydów. Po wojnie będzie odbudowywał Teatr Wielki, ale kiedy wydrukuje ulotki protestujące przeciwko aresztowaniu prymasa Wyszyńskiego, trafi do więzienia, które zrujnuje mu zdrowie.

Henryk zginie w Gross Rosen.

Do zmierzenia pól

Zofia Glińska zostaje inspektorem terenowym zajmującym się plantacjami buraka cukrowego. Ubrana w spódnicospodnie i bluzę z ogromnymi kieszeniami na piersiach, z koziołkiem do mierzenia pól, jak z karabinem na plecach, pokonuje dziennie na rowerze 20-30 km.

W 1954 r. ktoś dopatrzył się, że skoro BeZeci, czyli byli ziemianie, nie mają prawa mieszkać w tym samym powiecie, gdzie były ich majątki, musi opuścić Kutno. Przyjeżdża do Szczecina, gdzie mieszkają już jej dzieci Stanisław i Barbara. Pracuje w spółdzielni na Warszewie. Po pół roku udaje się jej wrócić. W tym czasie dworek w Kaczkowiźnie zostaje rozciągnięty traktorami.

U schyłku życia Zofia zachoruje na parkinsona, ale dalej chce pomagać, mieszka u syna na Pogodnie.

Umiera w 1985 r w Szczecinie, ale chciała być pochowana na ojcowiźnie. Ostatnią drogę na cmentarz odbyła drabiniastym wozem ozdobionym wieńcami ze zbóż. Długi kondukt gospodarzy z okolicy szedł za nią przez pola.

MÓWI ROMEK ZAŃKO, WNUK ZOFII GLIŃSKIEJ (SYN BARBARY)

jest prezesem Fundacji Pod Sukniami w Szczecinie, inicjatorem ogólnopolskiej akcji „Płonące miasto” (pomocy ofiarom wojny w Syrii), podróżnikiem

Zofia Glińska z domu ByszewskaCEZARY ASZKIEŁOWICZ

Wśród moich przodków znajdzie się wiele malowniczych i niezwykłych postaci, przez których życie przetoczyła się wielka historia. Choćby piątka rodzeństwa mojego dziadka, na których życiorysach można by oprzeć kanwę serialu o pierwszej połowie XX wieku w Polsce.

Lecz nie znam osoby, o której można powiedzieć, że bardziej kochała swój kraj i pracowała dla niego niż moja babcia. Jak Pan Bóg jest w trzech osobach, tak jej miłość do ojczyzny objawiła się w trzech aspektach.

Miłość do ziemi, niepojęta dla mnie, wręcz atawistyczno-mistyczna. Mam wrażenie, że widok falującego zboża, oranych skib ziemi, kwitnących łąk i praca sprawiały jej fizyczną przyjemność. Nieważne, czy to ojcowizna, czy ziemia zabrana przez okupanta, czy „ludową władzę”. Praca na ziemi, na polskiej ziemi. Z ziemią związani są ludzie, praca dla nich, pomaganie im. Dla nich trzeba się przesunąć, zrobić im miejsce, zrezygnować z wygodnego życia, jaki dał los w uprzywilejowanej warstwie. Zrobić im miejsce w Polsce i dla Polski. Wyjść poza swój krąg, obóz, zobaczyć innych. Jej ojciec Michał Byszewski, nazywany przez sąsiadów chłopomanem, byłby z niej dumny. Choć wyrzucona z majątku, ale jeszcze mogła dzielić się z tymi, którzy mają gorzej. Nigdy nie zapomniała o mężu, w którym się zakochała jako młodym ułanie, ochotniku 1920 r., który spełnił obowiązek wobec ojczyzny w 1939 roku, co doprowadziło go do tragicznej śmierci w Katyniu.

Wolność? chyba nigdy nie mówiła o tym. Wolność była w niej. Jako wolna osoba robiła, co uważała za ważne, bez względu na okoliczności. Wdowom zorganizować opał, żołnierzom w schronie we wrześniu 1939 r. podać herbatę, uspokoić, choć zaraz miała rodzić. Dowodząc komórką AK, przeprowadzać kurierów za granicę. Wysyłać paczki jeńcom wojennym, gdy miała dzieci do wykarmienia. Żyjąc z małej pensji po wojnie, udzielać się dla PCK.

Jest to dla mnie niezwykłą inspiracją.

Nie chcę brać udziału w licytacji, kto ma większą flagę. Jeśli mogę zrobić coś dla innych, coś dobrego, to jest to dziedzictwo pokolenia mojej babci i tego młodszego, które wyszło z tragedii powstania, wojny, obozów. Pokolenia, które poszło się uczyć, do pracy, by służyć innym. Zawsze mi to imponowało.

***

Akademia Opowieści. "Nieznani bohaterowie naszej niepodległości"

Historia Polski to nie tylko dzieje wielkich bitew i przelanej krwi. To również codzienny wysiłek zwykłych ludzi, którzy nie zginęli na wojnie. Mieli marzenia i energię, dzięki której zmieniali świat. Pod okupacją, zaborami, w czasach komunizmu, dzisiaj – zawsze byli wolni.

Każdy w polskiej rodzinie, wsi, miasteczku i mieście ma takiego bohatera: babcię, dziadka, nauczyciela, przyszywanego wujka, sąsiada. Jednych znaliśmy osobiście, innych – ze słyszenia. Opowiada się o nich anegdoty, wspomina ich z podziwem i sympatią.

Byli prawnikami, konstruktorami, nauczycielami, bywało też, że nie mieli żadnego zawodu. Uczyli, leczyli, tworzyli, wychowywali dzieci, budowali, projektowali. Dzięki nim mamy szkoły, biblioteki na wsi, związki zawodowe, gazety, wiersze, fabryki. Dawali innym ludziom przykład wolności, odwagi, pracowitości.

Bez nieznanych bohaterów – kobiet i mężczyzn – nie byłoby niepodległej Polski. Dzięki nim przetrwaliśmy.

Napiszcie o nich. Tak stworzymy pierwszą wielką prywatną historię ostatnich stu lat Polski. Opowieści zamiast pomników.

Na wspomnienia o nieznanych bohaterach naszej niepodległości o objętości nie większej niż 8 tys. znaków (ze spacjami) czekamy do 15 sierpnia 2018 r. Można je przysyłać za pośrednictwem NASZEGO FORMULARZA.

Najciekawsze teksty będą sukcesywnie publikowane na łamach „Gazety Wyborczej” (w tym jej dodatków, np. „Ale Historia”, „Magazyn Świąteczny”, „Duży Format” oraz w wydaniach lokalnych) lub w serwisach z grupy Wyborcza.pl. Nadesłane wspomnienia wezmą udział w konkursie, w którym jury wyłoni trzech zwycięzców oraz 80 osób wyróżnionych rocznymi prenumeratami Wyborcza.pl. Laureatów ogłosimy 5 listopada 2018 r.

Zwycięzcom przyznane zostaną nagrody pieniężne:

* za pierwsze miejsce w wysokości 5556 zł brutto

* za drugie miejsce w wysokości 3333 zł brutto

* za trzecie miejsce w wysokości 2000 zł brutto