Kolejna odsłona Akademii Opowieści. O co chodzi w naszej akcji?

Cezary Łazarewicz radzi jak pisać [PORADNIK]

"Nieznani bohaterowie naszej niepodległości". Weź udział w naszej akcji, przyślij opowieść [FORMULARZ]

Ręka czy bramka?

Tomasz Iwan, były reprezentant Polski w piłce nożnej, asystent trenera Adama Nawałki w kadrze

– Bohaterem jest dla mnie kierowca, który wpuszcza drugiego kierowcę na ulicy, bo chorobą cywilizacyjną jest niezwracanie uwagi na człowieka. Bohaterstwo zaczyna się od małych rzeczy: zwykłej życzliwości, uśmiechu na ulicy, pomocy drugiej osobie.

W transmisjach piłkarskich mówi się o bohaterze meczu. Np. jak Robert Lewandowski wchodzi na boisko i w 9 minut strzela pięć bramek. Ale to wyczyny sportowe, prawdziwe bohaterstwo jest wtedy, kiedy coś poświęcamy. Np. sędzia dyktuje rzut karny, a zawodnik przyznaje się, że faulu nie było, i sędzia anuluje decyzję. Widziałem takie sytuacje. Albo „ręka Boga”, czyli bramka strzelona ręką przez Diego Maradonę w ćwierćfinale mistrzostw świata z Anglią w 1986 roku. Gdyby Maradona przyznał się od razu, że strzelił bramkę ręką, byłby bohaterem. A tak jest zdobywcą bramki.

Lubię, gdy dziewczyny coś ratują

Hania Golachowska z przedszkola w Warszawie, lat 6:

– Moja bohaterka to księżniczka Jula z książki o smokach i rycerzach niedorajdach. Jej tata wysłał rycerzy, żeby pokonali smoka, ale oni się przestraszyli. A księżniczka Jula pokazała, że smok nie jest zły. I została królową.

Lubię, gdy dziewczyny coś ratują. I mam figurkę Batmanki, wolałam ją niż Batmana.

JulaJula Fot. Wydawnictwo Zielona Sowa

Mama, babcia i prababcia

Maria Zapała, studentka UW

– Jestem harcerką, więc gdy dorastałam, to największymi bohaterami byli dla mnie Rudy i Alek z Szarych Szeregów, bo byli młodzi i dokonywali rzeczy, których starsi się bali.

Na co dzień moimi bohaterkami są moja mama, babcia, prababcia, bo one walczyły, żeby dać swoim dzieciom lepsze życie. Prababcię jako małą dziewczynkę posłano na służbę i dopiero kiedy była dorosła, już po wojnie, nauczyła się czytać i pisać. Do dziś stawia takie litery jak dziecko z podstawówki. Babcię podziwiam za to, że po śmierci męża umiała sobie poradzić, poszła pracować w kuchni i wychowała dzieci. Mamę za to, że jest dzielna, bo urodziła mnie, jak miała 20 lat, tyle co ja dzisiaj. Gdybym ja miała teraz swoje życie poświęcić dziecku?

Krzyże w Miętnem

Hanna Wilczek, dyr. Zespołu Szkół im. Bohaterów Westerplatte w Garwolinie, polonistka

– Bohaterami są dla mnie ci, którzy w pobliskiej szkole w Miętnem przed 34 laty bronili krzyży w klasach i zostali przez to usunięci ze szkoły.

Czy w mojej szkole są krzyże? Tak. Czy potraktowałabym jak bohaterów uczniów, którzy w imię swych przekonań o świeckiej szkole chcieliby ich usunięcia? Musiałabym się zastanowić, bo dziś świat nie jest taki czarno-biały.

Kiedy myślę o bohaterach, mam przed oczami bohaterów „Kamieni na szaniec” albo Dywizjonu 303, bo byliśmy właśnie na musicalu „Piloci”. Trudniej być bohaterem w czasach pokoju. Bohater naszych czasów to zdecydowanie bohater pozytywistyczny, dla którego wartością jest nauka i praca. Na szczęście nie musimy jak Konrad Wallenrod wybierać między szczęściem osobistym a dobrem ojczyzny. Chociaż widać teraz, jak młodzież szuka w naszej historii bohaterów romantycznych.

Nanga Parbat. Pamiętamy

Marek Osada, współwłaściciel agencji PR Sugarfree Communications

– Kończąc szkołę, byłem przekonany, że prawdziwy bohater to ten, kto walczy za ojczyznę i ginie, przeciwstawiając się przytłaczającej sile wroga. Dziś użyłbym słów „brawura”, „nieodpowiedzialność”, „szaleństwo”. Bohater musi mieć też zdrowy rozsądek i racjonalnie oceniać sytuację. Tego nam często brakuje; wielu internautów uważa, że ratownicy na Nanga Parbat powinni byli pójść po Tomka Mackiewicza, nawet gdyby mieli tam zginąć. Tak mocno udało się związać bohaterstwo ze śmiercią. Wolimy nosić koszulki „Nanga Parbat. Pamiętamy”, niż docenić niesamowite uratowanie życia Élisabeth Revol. Ratowanie kogoś z płonącego samochodu to niewątpliwie akt odwagi, ale to tylko chwilowe bohaterstwo. Pomaganie ludziom przez całe życie nie jest tak spektakularne, ale to bohaterstwo do potęgi. Dobrze, że są tacy ludzie jak Janina Ochojska.

A bohater polskiego stulecia wolności? Lech Wałęsa. Dzięki uporowi i odwadze Wałęsy i jego otoczenia Polska odzyskała wolność i niezależność. I to bez zbrojnego powstania, które mogłoby się zakończyć w sposób, jaki znamy z lekcji historii.

W Akademii opowieści: Pani Helena z Kresów przywiozła tylko książki. W Gorzowie założyła pierwszą księgarnię

Witos – słuszność i odwaga

Piotr Skwieciński, publicysta „Sieci”

– Bohaterstwo to połączenie dużej odwagi osobistej ze słusznością wyborów. Dziś polityka nie wymaga od nas bohaterstwa, w Polsce nie ma aż takich zagrożeń. Ale w przeszłości odwagę osobistą ze słusznością sprawy łączył idealnie Wincenty Witos. Jego zasługa – unarodowienie ludu, którego polskość u schyłku XIX wieku była spekulatywna – jest nie do przecenienia. Potem nie wycofał się przed sanacją, odmówił Niemcom, odmówił Rosjanom, choć go wszyscy kusili. I do końca pozostał wiarygodny dla ludu, nie „wysferzył się”.

Mój tata

Jaś Makowski z przedszkola w Warszawie, lat 6

– Bohater to ktoś, kto pomaga innym. Może wyciągnąć kogoś z wody albo z pożaru. W książkach mój ulubiony bohater to Karlsson, który lata z dachu. Gdy się napędzi, nabiera wielkich mocy. Bo bohater musi mieć specjalne moce.

Czy mam w rodzinie bohatera? Tak. Mój tata jest pilotem i zawsze może kogoś uratować.

Którzy się nie poddają

Janusz Meder, onkolog, prezes stowarzyszenia Polska Unia Onkologii

– Mianem bohaterów określiłbym tych, którzy przeszli przez takie piekło jak II wojna światowa. Najodważniejsi ratowali Żydów. Albo tacy jak mój tata, który był w Armii Krajowej, potem zaciągnął się do 2. Armii Wojska Polskiego, został ranny i w szpitalu spotkał moją mamę, która była tam siostrą instrumentariuszką. Albo ci, którzy walczyli w powstaniu warszawskim. Tam było więcej bohaterów, niż się dało potem zidentyfikować.

W onkologii na miano bohaterów zasługują te osoby, które mają galopującą chorobę, kierowani są już do opieki paliatywnej, ale się nie poddają, potrafią tak przestroić swoją psychikę, że choroba się wycofuje. Nazywamy to w medycynie „cudem”. Na szczęście nie trzeba być bohaterem, by pomyślnie przejść chorobę nowotworową. Wsparcie zespołu terapeutycznego, w którym są lekarz, terapeuta, osoba duchowna, często wystarczy zamiast bohaterstwa.

W Akademii opowieści: Mieczysław Gębarowicz. Strażnik polskich skarbów Ossolineum we Lwowie

Wolontariusze

Elżbieta Gościńska, dyrektorka Zespołu Szkół im. Bohaterów Września 1939 roku w Iławie, matematyczka

– Moi nauczyciele zorganizowali pomoc finansową i psychologiczną dla chłopca wychowywanego tylko przez babcię. Odnowili mieszkanie, zakupili meble, pomogli mu uwierzyć w siebie i nadrobić zaległości szkolne. Wolontariat – to dla mnie dziś największe bohaterstwo.

Kto słyszał o Płotnickiej?

Paweł Machcewicz, były dyrektor Muzeum II Wojny Światowej, odwołany przez ekipę PiS

– W czasach, w których żyjemy, bohaterstwem jest mówienie i robienie rzeczy niepopularnych, wbrew stanowisku większości. Tak jak ten człowiek ze znanego zdjęcia z 1933 roku, na którym tłum wiwatuje na cześć Führera, a on jeden nie podnosi ręki w nazistowskim pozdrowieniu. Musiał ponieść tego konsekwencje – na fotografii jego sylwetka została zaznaczona przez Gestapo.

Kiedy myślę o bohaterach II wojny światowej, przychodzi mi na myśl Helena Płotnicka, mieszkanka wsi pod Oświęcimiem, matka małych dzieci, która włączyła się w siatkę organizującą pomoc dla więźniów obozu, została aresztowana i zginęła. Milczący heroizm. Takich właśnie ludzi dotyczyła wystawa w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, którą przygotowałem. A często patrzymy na historię przez pryzmat wyłącznie znanych postaci. Zarzucano mi, że umieściłem za małe zdjęcie rotmistrza Pileckiego, tylko kilkanaście centymetrów. Tylko że o Pileckim i tak wszyscy wiedzą, a o Płotnickiej nie wie prawie nikt.

Edelman, chłopak który musiał decydować

Barbara Labuda, współpracownica Władysława Frasyniuka w podziemiu, później minister w kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego

– Bohaterstwo to ponadprzeciętna reakcja. Ktoś rzuca się pod pociąg, żeby uratować dziecko. Albo matki, które zasłaniają własnymi ciałami dzieci w czasie trzęsienia ziemi – widziałam potem w gruzowiskach dzieci przykryte ciałami matek.

Dziś nie trzeba bohaterstwa. Wystarczy odwaga. Władek Frasyniuk był bohaterem stanu wojennego. Pamiętam, jak się ukrywaliśmy, byliśmy umówieni z jakimiś ludźmi, że nas przyjmą w Wigilię, a oni się bali. Moja odważna przyjaciółka przygarnęła nas na kilka dni. Przełamanie tego strachu wymagało wtedy od ludzi bohaterstwa.

O Władku powiedziałabym, że ma bardzo dużą odwagę. Ale po zatrzymaniu przez policję nie grożą dziś takie konsekwencje jak w czasie II wojny światowej czy w stanie wojennym.

A superbohaterem stu lat polskiej niepodległości jest dla mnie Marek Edelman. Był 21-letnim chłopakiem, a został przywódcą powstania, ratował ludzi, musiał podejmować bardzo trudne decyzje. Jakie? Mówiąc wprost: kogo można uratować, a kogo nie. Unieść taką odpowiedzialność to bohaterstwo.

Bohaterowie są martwi

Władysław Frasyniuk, legenda „Solidarności” lat 80., jeden z liderów obecnej opozycji (dzień przed zatrzymaniem przez policję o 6)

– Nie jestem żadnym bohaterem. Jestem człowiekiem, który spełnia swój obowiązek. Kiedy w 1980 roku zostałem przywódcą dolnośląskiej „Solidarności”, zobowiązałem się, że będę związek prowadził nie tylko wtedy, gdy będzie świetnie, ale też kiedy będzie pod górkę. I to robiłem, nie oglądając się, jaka część polskiego społeczeństwa walczyła z systemem totalitarnym po 13 grudnia 1981 roku.

Ważniejsza od bohaterstwa jest odwaga. Odwaga to stawanie w obronie wolności, czy to w roku 1981, czy w 2018. A bohaterstwo to mit, krwawa walka, fanatyzm i zemsta. Bohaterów nie ma, bohaterowie są martwi. My, pokolenie „Solidarności”, byliśmy pierwszymi, którzy wyciągnęli wnioski z bohaterskich porażek naszych ojców i dziadów.

Fajerwerki i szara codzienność

Prof. Jacek Filek, etyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego

– Bohaterstwo nie jest czymś w rodzaju dyscypliny sportowej. Wszelkie próby ustalania rankingów nie mają sensu. Trzeba natomiast odróżnić bohaterstwo czynu od bohaterstwa postawy życiowej. To pierwsze może być jednorazowym fajerwerkiem, drugie – permanentnym męstwem. To pierwsze może być nader spektakularne i stanowić znakomity towar medialny. To drugie może nie mieć zgoła nic ze spektakularności. Dokonuje się ono w szarej codzienności i jest nieustającym zmaganiem się z przeciwieństwami losu, z byciem niekochanym i upokarzanym, z biedą i porzuceniem. Bohater, choć częściej są to bohaterki, zmaga się z losem, zachowując godność i demonstrując męstwo, które – moim zdaniem – jest trudniejsze i bardziej godne podziwu niż męstwo bohatera oddającego swe życie za sprawę, w której świętość wierzy. Łatwiej bowiem oddać swe życie „raz, a dobrze”, niż oddawać je powoli przez całe lata. O kobiecie, która samotna, udręczona, schorowana stara się dzień w dzień, rok za rokiem utrzymać i wychować dzieci, dziennikarze nie będą pisać. Tymczasem to ona, potrafiąca mimo wszystko zachować pogodę ducha i tchnąć w swych bliskich entuzjazm, jest prawdziwym bohaterem, cichym bohaterem, którego nie zauważamy.

Moraczewski i jego prawa

Joanna Senyszyn, polityk, profesor nauk ekonomicznych

– Bohaterowie dnia codziennego to ci, którzy poświęcają czas, żeby zrobić coś dla innych. Wolontariusze w hospicjach albo schroniskach dla zwierząt. Albo Zbigniew Biegajło prowadzący w Gdańsku teatr Biuro Rzeczy Osobistych, w którym grają osoby z niepełnosprawnościami intelektualnymi. Mogą się czuć aktorami, ludźmi przydatnymi w społeczeństwie.

Bohaterem stulecia niepodległości jest dla mnie rząd Jędrzeja Moraczewskiego działający przez dwa miesiące na przełomie 1918 i 1919 roku. On wprowadził powszechne prawa wyborcze – także dla kobiet – ośmiogodzinny dzień pracy, legalność związków zawodowych, prawo do strajku, inspekcję pracy. Jak spojrzeć na postulaty „Solidarności” w 1980 r., to one w dużej części powtarzały tamte przepisy. Szkoda, że później, przez kolejne sto lat, nikt nie dokonał niczego tak ważnego jak w pierwszych miesiącach niepodległości.

Lokatorka Brzeska

Jan Śpiewak, warszawski aktywista polityk

– Bohaterowie naszych czasów to samotne matki, społecznicy pomagający bezdomnym, aktywiści walczący z niszczeniem środowiska naturalnego i krzywdą zwierząt. Ci, którzy działają na rzecz słabszych i nie boją się poświęcić swojej pozycji zawodowej i społecznej, żeby to zrobić.

Moim bohaterem jest Jolanta Brzeska. Walczyła z mafią „czyścicieli kamienic” wtedy, gdy ci, którzy o niej mówili, byli traktowani jak obłąkani. Trwała w swoim mieszkaniu w kamienicy przejętej za bezcen przez warszawskiego antykwariusza, założyła Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów, mimo gróźb nie przestała działać. Zapłaciła za to najwyższą cenę. Jest dla mnie symbolem poświęcenia, niezłomności i odwagi. Żałuję, że jej nie poznałem.

Jolanta Brzeska - neon przy ul. Emilii Plater 29 w WarszawieJolanta Brzeska - neon przy ul. Emilii Plater 29 w Warszawie Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Rzeczy po imieniu

Marcin Stupak, doktor nauk prawnych, prowadzi kancelarię w podwarszawskim Piasecznie

– Bohaterem jest każdy, kto widzi więcej niż czubek własnego nosa. Np. Janusz Bukowski, pracujący przez całe życie w warszawskiej gazowni, pewnego dnia postanowił zorganizować bieg na cele charytatywne. Na tym kameralnym biegu w parku na Żoliborzu udało mu się zebrać kilkaset tysięcy złotych. Bieg został uznany za sportową imprezę roku, a Janusz odbierał statuetkę razem z Anitą Włodarczyk i Robertem Lewandowskim.

Bohater stulecia to dla mnie pędzący jak dziki tapir Władysław Bartoszewski. Żył zgodnie ze swą maksymą: „Warto być przyzwoitym, chociaż nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieprzyzwoitym, ale nie warto”.

A w świecie prawa? Sędziowie w naszym kraju lubią się schować za paragrafem, prawniczym wodolejstwem. Człowiek dostaje wyrok i nie wie de facto, co zrobił nie tak. Ale nie wszyscy postępują w ten sposób. Przykładowo sędzia Wojciech Łączewski mówi wprost: te metody były stalinowskie. Albo kibicom antysemitom każe oglądać film Izabelli Cywińskiej „Cud purymowy” o antysemicie, który dowiaduje się, że ma żydowskie korzenie. Wygodniej byłoby dać zawiasy, ale skazani z wyroku by nic nie wynieśli. Nazywanie rzeczy po imieniu – choć z pozoru łatwe – jest dla mnie wyrazem bohaterstwa.

Ekoaktywiści

Ryszard Dąbrowski, autor komiksu „Likwidator”

– Dla mnie bohaterami są ci, którzy bronią dzikich obszarów i pięknych, niewinnych istot przed cywilizacją. Wszyscy ekoaktywiści, którzy zapłacili dotkliwą cenę za działalność w obronie natury. Obrońcy Parku Krajobrazowego „Góra św. Anny”, którzy w 1998 r., broniąc tego obszaru, zostali pobici przez najemników lobby autostradowego i policję. Albo protestujący niedawno w Puszczy Białowieskiej, którzy przykuwali się do harwesterów i zostali brutalnie potraktowani przez policję oraz obłożeni dotkliwymi karami pieniężnymi.

Lusia, która karmi bezdomnych

Nika, nauczycielka języka angielskiego z Warszawy, wokalistka zespołów Pochwalone, Morus i Post Regiment

– Bohaterstwo to zareagować, gdy słyszy się rasistowskie, homofobiczne, seksistowskie zaczepki. Usiąść przy osobie atakowanej, przedstawić się i zacząć z nią rozmawiać bez wdawania się w pyskówkę z agresorem. To takie proste, a mało kto potrafi.

Kiedy uczniowie pytają mnie o autorytety, to trudno mi coś wykrzesać. Podziwiam i szanuję moją koleżankę Lusię, która co tydzień z grupą znajomych karmi bezdomnych na „patelni” przy stacji metra Centrum. I jeszcze Noam Chomsky – intelektualista, lingwista i filozof, który udowodnił, że wolny rynek to tylko akademicka doktryna, światem rządzą nie partie polityczne, ale wielkie korporacje nastawione na zysk.

Nie myśleć o sobie

Małgorzata Renkiewicz, dyr. przedszkola Inspiren w Warszawie:

– Mój buddyjski nauczyciel lama Ole Nydahl od 40 lat podróżuje po świecie, prowadzi wykłady, nie ma prywatnego życia, żyje dla innych. To właśnie bohaterstwo: nie myśleć o sobie, tylko wytrwale działać dla pożytku innych.

Czy naśladuję swojego bohatera? Staram się. Żeby moja praca miała sens, zrezygnowałam np. z zatrudnienia w firmie zajmującej się ropą naftową, chociaż to dawało dużo pieniędzy. I założyliśmy z mężem przedszkole, które daje pożytek ludziom.

Pracownik, nie samochód

Rafał Ferber, założyciel fanpage’a Mordor na Domaniewskiej oraz agencji Runaways

– Mój były pracodawca mówił, że przedsiębiorcy nie ocenia się po tym, jaki ma samochód i w jakim biurze urzęduje, tylko ilu pracowników i przez jak długo jest w stanie utrzymać w firmie. Może to brzmi jak socjalizm, ale tak rozumiem uczciwą firmę, a nie kolejny Mordor. Przy dzisiejszym kulcie pieniądza, szybkiego wzrostu i zysku takie podejście to bohaterstwo.