Pośliń, leciutko zakręć i dopiero przewlekaj. O tak. A teraz robisz tu taki podkład przy skraju spódnicy. Na dwa palce. Przytrzymujesz i lekko igiełką dźgasz, aby tylko pod jedną niteczkę. Przeciągasz. Możesz sobie to sfastrygować, ale jak będziesz tu przytrzymywać równo, zobaczysz, jak samo pójdzie. No, staraj się. Za dwie godziny spódnica do wydania, a jeszcze przeprasować trzeba. Pokażę, to nie jest takie zwykłe prasowanie. Przyjdziesz ty do mnie jeszcze kilka razy do końca wakacji, to prawie krawcową z ciebie zrobię. W akademiku sobie coś uszyjesz. I koleżankom też możesz. No wiadomo, że nie za pieniądze. Za pieniądze szyć to trzeba więcej umieć. Ale spódnicę skrócić, spodnie, mankiet podnieść – jaki to problem? Ja cię wcześniej powinnam fachu nauczyć. Teraz, jak się na dłużej rozstaniemy, nie możesz być jak taka panna z tańca. Koło siebie musisz zrobić.

Córka Dobkowej, jak przyjeżdża w sobotę ze studiów, to zawsze idzie do mnie z nowymi strojami. Kupi i prosi – ciocia, skróć albo przypasuj do mnie. A ja się aż zżymam cała, bo kto to widział tak szyć, i z takich materiałów. Ale zawsze mówi, że koleżanki moją robotę chwalą. Mówię jej – ja ci od nowa lepiej uszyję, staranniej, tkaninę się lepszą dobierze. A ona na to, że to z metką i od razu wszyscy widzą, co i skąd.

Robię, co trzeba. Chce nosić to, co koleżanki, wiadomo. Ładna dziewczyna z niej i zdolna. Nie tak jak ty, bo ty tu najzdolniejsza i najmądrzejsza jesteś. Zawsze to mówiłam. Twojej matce też, że takie dziecko to los na loterii wygrać. Teraz wszystko się dla ciebie odmieni. Zobaczysz. Wyjedziesz na studia jak Zuzka i żeby cię nie wiem jak namawiali, to nie wracaj. Tutaj nic dla ciebie nie ma. Mogłaś tylko Warszawę wybrać, bliżej, no ale jak ma być Poznań, niech będzie. Ciężko ci, lalka, będzie, ale poradzisz sobie. Jakby co – to jako chrzestna pomogę. Dzieci swoich nie mam. Męża też. Już się napatrzyłam na te niby-szczęśliwe małżeństwa. Ze wszystkich ty mi jesteś najbliższa.

Kazia, popatrz, prawie pięć dych na karku i uciekła. Wprawdzie ludziom po domach sprząta i gotuje, ale tu co innego robiła? To samo robiła. Niby za bogatego wyszła, a za służącą w tym domu tylko była. Tyle lat, popatrz, razem, suknię jej do ślubu szyłam i na pogrzeb syna kostium.

Nie miała ta Kazia za dobrze w życiu. A my, rówieśniczki, to samo technikum kończyłyśmy. Ja miałam ojca w cechu krawieckim, z zakładem, z klientelą. A ona co? Ojciec pijus, jak cała reszta. A jak się tylko zaczęła kobietą robić, to do dotykania się brał. Nawet jak razem przy stole siedziałyśmy, to koło niej przechodził i już ta ręka mu wędrowała, niby przypadkiem. Matka widziała i nic nie mówiła. Jak się Kazia od tego dotyku otrząsała, to przygadywała jej, że wstydliwa. A widać było, że się dziewczyna tej ręki brzydzi. Mnie też kiedyś na korytarzu do ściany przycisnął. Do tej pory na wspomnienie niedobrze mi się robi. Tak jest, lalka, nie ma co sobie w oczy czarować. Niech się teraz w piekle smaży. Tu wielu takich jak on, co myślą, że im wszystko można, bo komu masz powiedzieć. Lepiej już nic nie mówić. Kazia to prędzej by się ze wstydu spaliła, aby coś komuś powiedziała. Ale ja domyślałam się. Cała radość z niej uciekała, jak do domu miała iść. Ale, czekaj. Nie nawlekaj takiej długiej nici. Tylko aby rękę wyciągnąć. Inaczej łatwo się plącze.

Ładna była, to się szybko za mąż wydała. Byle tylko z domu wyjść. I poszła – tam, gdzie ją za nic mieli. Za popychadło. Nigdy tam panią nie była. Niby na swoim, ale nie na swoim. Teściowa dyrygowała. Nawet przy dzieciakach Kazia głosu nie miała. Ledwo chłopaki dorosły, to ich ojciec nakręcał: wy orły, sokoły, wyszumieć się trzeba. No i się wyszumiało. Pamiętasz, jak Janek po pijaku łuk skrócił i siebie, i młodą Rokoszankę zabił? Z zabawy wracali. Młodsza byłaś wtedy, to się przy was nie mówiło. I wtedy na Kazię wszystko było, że syna na lenia wychowała, że panisko z siebie robił. A pijaństwo to po jej ojcu się pewnie wzięło. Jakby tu sami niepijący się porobili. Siedziała tu przede mną, jak ty siedzisz, i obie żeśmy płakały. Kazia wystraszona była, co to na pogrzebie będzie, bo wszyscy byli przeciwko niej. Że Janek Elkę zabił. W trumnie jak dziecko ta dziewczyna wyglądała, drobna, chuda. Jej matkę to musieli cały czas przytrzymywać, słaba już z tej rozpaczy, z tego płakania była. Co tej Elce do głowy wpadło, aby z Jankiem pojechać? Że do tego samochodu wsiadła... Tego się nadziwić nie mogę.

Całą noc Kazi żakiet ze spódnicą szyłam. Mówię: musisz wyglądać tak, żeby się ludzie nawet podejść bali i co złego ci w twarz powiedzieć. Chociaż tu w twarz to raczej niewiele mówią. Twoja matka z ciotką Helą guziczki materiałem obszywały do tego kostiumu. 20 trzeba było zrobić. Suszarką je suszyłyśmy, bo Hela tak płakała. Aż się wkurzałam, cały jedwab popsuje, tu nawet od wody plamy zostają. Obojga ich było żal, i Elki, i Janka, ale Janka ciężko było lubić. Dlatego cała złość na jego rodzinę poszła, najwięcej na Kazię. A mi Kazi było żal najbardziej. Też syna straciła. Z tego wszystkiego jeden dzień była tylko księżniczką – na swoim ślubie. Potem coraz gorzej. U nas tak jest z kobietami, najpierw sukieneczki na ubawy, potem ślubna, ciążówka i długo nic, aż do pierwszej komunii dzieciaka. A i to nie zawsze. Ten jeden dzień ma za całe życie starczyć. Ale nie każda taka głupia, bobym roboty wcale nie miała. Teraz dziewczyny coraz bardziej wykształcone, pracują w urzędach i do pracy stroje sobie u mnie szyją.

Za to na pogrzebie nasza Kazia wyglądała jak dama. Stała wyprostowana, jakbyśmy ją w pancerz ubrały. I nikt się nie ośmielił przy niej choćby słóweczkiem rzucić. Widzisz, lalka, nie ma nic gorszego niż ludzkie gadanie. Z tej tragedii to tyle wyszło, że Kazia wyjechała, od siostry ze Stanów zaproszenie dostała i się z dziadem przez prawnika rozwiodła. Drugiego syna jej było szkoda, ale on już dorosły, ojciec go przeciw matce nastawił. Mówię jej: Kazia, nic nie zdziałasz, może po latach zrozumie, o siebie walcz. Dobrze jej tam. Praca ciężka, ale sama o sobie stanowi. A to najważniejsze.

Gadają, że u Żydów robi, no robi, i co. A ci, co gadają, to w chałupach po Żydach mieszkają. Jak to na Podlasiu. Te niskie domy przy rynku i dalej, na działki to po Żydach.

Wszędzie są ludzie i dobrzy, i źli, ważne, aby na podobnych trafić. Czasem trzeba wyjechać, aby takich znaleźć. Mówię ci, aby ci żal jechać nie było. Ty tu obca jesteś, a nie dziwna.

Nie wierz w to, co inni gadają. Nawet jak ci matka dogaduje i od trzęsiłapy nazywa, to od razu uszami wypuszczaj. Bo ty inna jesteś. Tobie Bóg dał większą głowę i większe serce, aby więcej tego świata ogarnąć.

Ładnie ci to podłożenie wyszło. Ale ja bym tu jeszcze takim krzyżyczkiem zakończyła. Zobacz. O tak. Gotowe. Zawsze rób, jakbyś dla siebie robiła.

Natalia Kozielczyk to pseudonim, autorka chce pozostać anonimowa

DWANAŚCIE OPOWIEŚCI

Pół roku temu poprosiliśmy czytelników: opowiedzcie nam o najważniejszym człowieku w waszym życiu. Na ogłoszony konkurs przysłaliście 1655 prac.
Kapituła konkursowa pod przewodnictwem Włodzimierza Nowaka, w skład której weszli Maria Sadowska, Jacek Dehnel, Lidia Ostałowska i Tomasz Pietrasiewicz, wyróżniła 12 prac, a spośród nich wybrała potem trzy zwycięskie.
A 24 czerwca zapraszamy czytelników do Lublina na wspólne świętowanie finału Akademii.
Harmonogram Festiwalu Małych Opowieści - TUTAJ
Na wszystkie nasze imprezy - wstęp wolny.
Wyborcza.pl/akademiaopowiesci