O czym pisali autorzy 12 najlepszych opowiadań? Jaką Polskę pokazali? Kim są najważniejsi dla nich ludzie?

Są ojcowie, jeden zły, drugi chory psychicznie. Są cztery babcie, dwóch dziadków, w tym dziadek Superman. Są ciotki, jedna córka i jeden przyjaciel, i jest krawcowa. W 12 najlepszych historiach naszej Akademii Opowieści i w tych 36, które czytała kapituła, nie ma matek. W 1655 opowiadaniach przysłanych na konkurs też mało było mam i ojców. Czyżbyśmy sobie nie radzili z rodzicami, a nauki brali od babć i dziadków? Czyżby mama i tata gnani przez PRL i transformację mniej nadawali się na nasz prywatny pomnik wdzięczności niż babcia czy dziadek z wojenną przeszłością?

W 12 mistrzowskich opowieściach jest siedem HERstorii i pięć HIStorii. Oni zwykle opowiadają o ojcu, dziadku i przyjacielu. One o barwnych babciach, dzielnych ciotkach i córce z zespołem Downa, drogiej jak perła.

W monologu przy przewlekaniu nitki przez ucho igielne krawcowa z małego miasteczka uczy chrześniaczkę fastrygowania i radzi, jak mądrze żyć, żeby potem nie musiała fastrygować życia: „Zawsze rób, jakbyś dla siebie robiła”.

Mówi o złym dotyku w domu, o pokorze i cierpliwości. Cieszy się, że Kazia, jedna z klientek, w końcu się zbuntowała, „mimo pięćdziesiątki rzuciła złego dziada” i uciekła do Ameryki.

Chce, żeby chrześniaczka też wyrwała się z miasteczka. Od autorki, Natalii Kozielczyk, wiem, że ciotka namówiła ją na studia, a po studiach dała pieniądze na miesiąc życia i kazała wracać do Poznania szukać pracy.

Jolanta Knap uszyła mitologię rodzinną z opowieści swoich ciotek.

„Babcia bez bólu otwierała się na ten świat i na ziemi świętokrzyskiej, i na Ziemiach Odzyskanych. Rodziła siłami natury w domu, na polu, bez lęku o córki, które wypadały z niej prosto w jej ręce. Może dlatego w ciotkach nie było lęku przed życiem. Stasia, Zosia, Aniela, Helena, Danka, Krysia i Weronka – talia kart pełna królowych i dam. Zosia, Aniela, Helena i Weronka już leżą w grobie. Najstarsza Stasia boi się, że nigdy nie umrze. Danka i Krysia dalej czeszą swoje długie włosy i malują pazury”.

„Od nich uczyłam się życia, a nie od mamy. Bo one żyły, a moja mama tylko wiedziała, jak żyć”.

Poprosiłem autorkę „Ciotek” o komentarze do opowieści. Napisała, że „najstarszą ciotkę od najmłodszej dzielił czas pokolenia, ale stanowiły stado, kierujące się swoją strategią, lojalnością i mądrością. To nie udało się ich braciom, hołdującym patriarchalnym i pańszczyźnianym stosunkom i traktującym przestrzeń rodzinną i społeczną jako pole walki.

Nędza podkieleckiej wsi, bieda wielodzietnej chłopskiej rodziny i uwikłanie w historię przegrały z barbarzyńską erotyczną siłą przeżycia i życia pełnego wdzięku i powabu. Testament ciotek jest czysty jak łza: przykładać do wszystkiego miarę pojedynczego człowieka, nie spieszyć się z osądzaniem, cieszyć się. To także nie udało się ich braciom”.

Dla Olgi Górskiej (filozofki, historyczki i urzędniczki) najważniejsza była Babcia Antonina. „Mam wrażenie – napisała w komentarzu do swojej opowieści – że w Polsce ludzie wstydzą się swoich chłopsko-robotniczych korzeni, ja też, będąc nastolatką, trochę się ich wstydziłam. Teraz, kiedy mam prawie 30 lat, jestem z nich dumna”.

Agata K., inna wnuczka innej ważnej Babci, przedstawiła się jako „feministka, ateistka, antynatalistka, minimalistka, socjalistka i weganka, czyli stereotypowa lewaczka”, która ze swoją partnerką zamierza otworzyć studio tatuażu, tłumaczyła mi, że jej opowieść jest o uprzedzeniach i wykluczeniu. „Bohaterka to stara kobieta. Istnieje tendencja do traktowania takich kobiet protekcjonalnie, nawet z pogardą. Widać to, gdy pojawiają się w internecie akcje typu 'zabierz babci dowód, żeby nie poszła głosować na PIS'. Ten tekst miał przełamać stereotyp moherowego beretu – pokazać, że stare kobiety też mają zainteresowania, poczucie humoru i prawo do decydowania o sobie. Mogą nas wiele nauczyć, nawet gdy się z nimi nie zgadzamy”.

Trzecia babcia „Mehrynisa, córka szacha” to historia o „Innym”, „Obcym”. Autorka B.L. napisała mi: „Niektóre fragmenty pisałam w złości na mój kraj rasistowski, na lud polski patriotyczno-demagogiczny, zanurzony w kościelnym katolicyzmie. Lęki przed »Obcym«, tak wyraźne w polskim społeczeństwie w początkach XX wieku (w archiwach hiszpańskich czytałam listy polskich dyplomatów do króla hiszpańskiego z czasów międzywojennych. Wielu z nich nawet nie usiłowało ukryć brutalnego antysemityzmu), uśpione nieco, obudziły się teraz i sączą się”.

Potem są dziadkowie. Jacek Warda, urzędnik i, jak o sobie pisze, poeta niedzielny z Lublina (rocznik 1969), napisał o dziadku, który zginął w 1951 roku. Wnuk podejrzewa dziś mord polityczny. „Między nami 18 lat nicości i 40 lat, których potrzebowałem, żeby zrozumieć, kim był i w jakich żył czasach. Lublin to miasto, któremu wojna wybiła zęby, a okres powojenny wstawił sztuczną szczękę. Kluczowe zdanie mojego tekstu to: czy można się zachowywać przyzwoicie w nieprzyzwoitych czasach”.

W „Moim Dziadku Supermanie” Aleksandra Dubieli wnuk ogląda starą fotografię. „Dziadek stoi w śniegu, boso. Rozdarcie na ramieniu odsłania numer obozowy. Obie ręce przerzucone przez ogrodzenie z drutu kolczastego. Są tak chude, że niemal widać, jak drut tworzy zgrubienie na przedramieniu. Dziadek patrzy mi prosto w oczy, jakby chciał coś powiedzieć. Dopiero od Babci się dowiaduję, że trzy razy zamykali go w komorze gazowej i trzy razy opuszczał ją żywy. Próbowali go zabić, ale nie zdołali. Jak kogoś nie z tej ziemi”.

Jakub Krüger z Poznania, zwycięzca Akademii, 40 lat temu wymyślił z przyjacielem grę w piłkę guzikową. Zorganizowali samotny lot guzika balonem, paranaukowe sympozja i festiwale filmów o guzikach. Współpracują z Muzeum Guzików w Łowiczu. W guzikowych mistrzostwach co roku grają już ojcowie z synami.

„Chciałem napisać, jak ważny jest w życiu chłopca ojciec, a w życiu ojca syn. To opowiadanie o bezradności i osamotnieniu. Mój tato chciał mnie ochronić przed jakimś sobie tylko znanym zagrożeniem. Jest bardzo dobrym, wrażliwym człowiekiem. Myślę, że za tę wrażliwość zapłacił straszną cenę. Większość chorych psychicznie ją płaci. To osamotnienie, utrata rodziny, przyjaciół. Myślę, że wszyscy jesteśmy wobec problemu chorób psychicznych bezradni. A jak zdejmiemy z mojego opowiadania kurteczkę choroby psychicznej, to zostaje dorosły syn i stary ojciec. Wszyscy mamy, mieliśmy lub będziemy mieli starych rodziców. I wszyscy będziemy musieli się z tym uporać. Bez względu na to, jakimi byli bohaterami w naszym życiu. Chciałbym podziękować tym, którzy pracują z osobami chorymi psychicznie. Wolontariuszom i zawodowcom. Dzięki ich pracy wiem, że mój tato jest bezpieczny”.

Co dalej z Akademią Opowieści?

Włodzimierz Nowak, przewodniczący konkursowego jury (Maria Sadowska, Jacek Dehnel, Lidia Ostałowska i Tomasz Pietrasiewicz), które dokonało wyboru prac redaguje opowiadania i przygotowuje je do publikacji w wydaniu Dużego Formatu 19 czerwca (poniedziałek). Autorzy zwycięskich i wyróżnionych prac, jury i twórcy Akademii Opowieści spotkają się 24 czerwca (sobota) w Lublinie na Festiwalu Małych Opowieści.

Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w naszym konkursie!

Trzy pierwsze miejsca zajęli: Jakub Krüger, Aleksander Dubiela, Jolanta Knap. Czekają na nich nagrody pieniężne, odpowiednio: 5, 3 i 2 tys. zł.

Wyróżnieni to (niektórzy prosili o nieujawnianie nazwisk lub pseudonimy): Iwan, Olga Górska, B.L., Agata K., Jacek Warda, Daria Ziętara, Natalia Kozielczyk, Ewa Tina Szafranowicz, Kamil Szarlej.

Zapraszamy do Lublina na Festiwal Małych Opowieści, który organizowany jest w ramach Wielkiego Jubileuszu 700-lecia Miasta Lublin.