* O co chodzi w Akademii Opowieści?

* Wyślij zgłoszenie konkursowe

* Zapoznaj się z REGULAMINEM

W muzeum na Zamku Lubelskim znajduje się obraz „Portret niewidomego starca” Fryderyka Pautscha. Siedzący na ławce stary mężczyzna, wspierający ręce na lasce, przypomina mi tego, którego spotkałem na chwilę gdzieś między Paleśnicą a Rożnowem, idąc jako licealista z grupą przyjaciół. Byliśmy na obozie duszpasterstwa szkół średnich z Poznania. Było to trzydzieści pięć lat temu. Ten stary człowiek, przy którym się na chwilę zatrzymaliśmy, był sparaliżowany, siedział na ławce przed swoim domem. My, młodzi, rozpoczęliśmy z nim rozmowę. Wyraźnie się ucieszył. W pewnym momencie powiedział do nas: „starość nie radość, młodość nie wieczność”. Nigdy go więcej nie spotkałem. Ale to zdanie i to spotkanie są we mnie do dziś. Wracam do tych słów często. To one pozwalają mi nabrać dystansu do upływającego czasu. Uczą patrzenia na życie z innej niż tylko mojej perspektywy. Te słowa wypowiedziane przez nieznanego starca są dla mnie ważne. Są z gatunku tych, które raz usłyszane powracają stale i są pożywką do rozmyślania o życiu. W różnych chwilach i na różnych etapach życia.

Chrześcijanin żywej wiary nie poddaje się

Początek lat 80. XX wieku to doświadczenie wzrastania w młodości. Bardzo intensywne wsłuchiwanie się w to, co do młodych mówił Jan Paweł II. Duszpasterstwo młodzieży u dominikanów poznańskich to czas młodzieżowych przyjaźni. Słuchaliśmy i studiowaliśmy Jana Pawła II. Pozostały mi do dziś trzy postulaty papieża wypowiedziane wprost do młodych. Te myśli są dla mnie stale ważne i stale sobie je przypominam. Są pewnymi etycznymi i religijnymi wskazaniami.

„Musicie być silniejsi niż warunki, w jakich przyszło wam żyć”. Kiedy nie jest mi łatwo. Kiedy coś, co robię, spotyka się z całkowitym niezrozumieniem. Kiedy spotyka mnie niesprawiedliwa krytyka czy też ataki za poglądy, które wypowiadam. Kiedy wśród najbliższych pojawia się niezrozumienie, a czasami także opór, z którym nie można sobie poradzić – wtedy przypominam sobie te słowa. Niedawno, gdy je zacytowałem w Teatrze Starym na koniec dyskusji o roli księży, prezydent Lublina podjął te słowa i potraktował jako i jemu pokazujące pewien kierunek. Wiem, że dla wielu ludzi, szczególnie tych, którzy je usłyszeli w latach 80. XX wieku, są pewnym programem duchowej pracy. Tak, bo te słowa papieża trzeba odbierać jako zadanie przede wszystkim duchowe. Bo sytuacji trudnych jest w życiu wiele. Różne są więc powody tych trudności. I zachęta do męstwa, konsekwencji w działaniu to praca duchowa. Chrześcijanin żywej wiary nie poddaje się tak od razu, gdy napotyka opór. Myślę cały czas o płaszczyźnie duchowej. Te słowa to imperatyw nadający sens codziennemu zaangażowaniu. Gdyż człowiek religijny nie może być obojętny, a przecież nie wszystkim musi się podobać to, co głosi Ewangelia. Zawsze Ewangelia była odrzucana. Warunki wokół nas kształtują świat zewnętrzny, kontekst historyczny, problemy społeczne i polityka. Także sposób sprawowania władzy. Słowa Jana Pawła II, „musicie być silniejsi niż warunki, w jakich przyszło wam żyć”, pokazują, że można być sobą, gdy niesprzyjająca jest koniunktura zewnętrzna, bez względu na to, jakie ma oblicze. Chrześcijanin żywej wiary to człowiek, który ów imperatyw znajduje w sobie. A siebie i swoje zaangażowanie karmi relacją do Boga żywego.

„Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. Kolejne papieskie zdanie i kolejny imperatyw. Ale tu już jest mowa o tym, że od młodości trzeba budować swoją hierarchię wartości i swój wewnętrzny świat wartości, na którym buduje się swoje życie. Młodość to czas wzrastania. I jak mówi przysłowie: czym skorupka za młodu nasiąknie… Młodość to budowanie swojego świata wewnętrznego. Człowiek silny wewnętrznymi przekonaniami jest człowiekiem ideowym. Zapatrzonym w cel, temu celowi podporządkowuje życie. Wie, co chce w życiu. Stawia sobie wymagania i uczy się pokonywać trudności, zniechęcenie, przekraczać przeszkody i podnosić się z upadków. Wie, że od niego samego zależy świat jego wartości i on sam. Te słowa papieża stale są mi bliskie, choć mają już trzydzieści lat.

„Abyście potrafili zdać sprawę z nadziei, która w was jest”. Przypominam sobie te słowa z Pierwszego Listu św. Piotra, szczególnie na przełomie starego i nowego roku. Bo przełom roku zawsze nastraja do refleksji. Chcemy, aby to, co było złe, niedobre, już sobie poszło, a wspomnienia i przeżycia miłe, dobre chcemy zachować w pamięci duszy. Ale przede wszystkim chcemy wyhamować choć na chwilę. Obejrzeć się i z nową siłą iść ku temu, co nieznane. Lecz jakie jest to nieznane przed nami? Starożytni Grecy bali się przyszłości, jawiła się im jako chaos. Zaklinali przyszłość, potrzebowali wyroczni, fatum, które im powie, co będzie. Z lękiem, trwogą patrzyli ku przyszłości. Inaczej ludzie Biblii. Wierzyli, że w tym, co przed nimi, jest Bóg. Dlatego odważnie, bez lęku szli w nieznane. Przestrzeń pusta, nazywana przyszłością, jawiła się im jako wyzwanie. Wiara w obecność i towarzyszenie Boga pomagała, dawała nadzieję i sens. Kiedy byłem człowiekiem bardzo młodym, ponad 30 lat temu, Jan Paweł II mówił do takich jak ja: „Obyście potrafili zdać sprawę z nadziei, która w was jest. Obyście potrafili uzasadniać waszą nadzieję". Te słowa biblijne są dla mnie ważne do dziś. Wracam do nich w takich chwilach jak teraz. One padały z ust papieża w kontekście innych słów, które są ich uzupełnieniem: „musicie być silniejsi niż warunki, w jakich przyszło wam żyć". Nie myślałem wtedy ani nawet przez wiele lat późniejszych, że ich sens będę jeszcze kiedyś tak żywo interpretował. Będę próbował zrozumieć ich znaczenie w kontekście codzienności, która nastanie. Nadzieja, sens życia, przyszłość, która przede mną. Jak żyć.

Te trzy papieskie maksymy są dla mnie potwierdzeniem, jak ważnym człowiekiem był dla mnie Jan Paweł II. Wzrastałem i dojrzewałem, uczyłem się być człowiekiem, chrześcijaninem, dominikaninem i księdzem, Polakiem, Europejczykiem w jego duchu i w duchu tego, co do nas mówił.

Gdyby nie ojciec Jan Góra...

Ojciec Jan Góra, dominikanin, oprócz tego nieznanego, przypadkowo spotkanego starego mężczyzny siedzącego przy drodze i oprócz Jana Pawła II jest trzecią osobą, która jest ważna w moim życiu. Mógłbym pisać o Janie Górze wiele i na różne sposoby. Znaliśmy się ponad 35 lat. Nawet nie wiem, jak dziś o nim opowiedzieć. Na co zwrócić uwagę, co zaakcentować. Z jakiej perspektywy o nim pisać. Byliśmy blisko siebie. Współpracowaliśmy ze sobą jako dominikanie, choć dziś wielu się do niego przyznaje i uważa za swego Ojca, on sam był w zakonie bardzo samotny, często niezrozumiany i odrzucany. No ale może śmierć musi niektórych pobudzić do rachunku sumienia. I niech tak pozostanie. Gdyby nie ojciec Jan Góra, nie byłbym tym, kim jestem. Stał u początku mojego powołania. Bez wątpienia Pan Bóg się nim posłużył, za co jemu i dobremu Bogu jestem wdzięczny. I choć byłem krytyczny wobec niektórych jego wizji i pomysłów, starałem się być z nim, jak to tylko było możliwe. Może w tej różnicy wrażliwości i przeżywania swojego chrześcijaństwa, różnicy wieku, mogliśmy razem iść i razem pracować. Jan Góra był dla mnie ważny, gdyż pierwszy pokazał mi, jak żyć blisko Boga. Oczywiście potem musiałem sam wzrastać i kształtować się intelektualnie i osobowościowo, ale – jak to sam mówił – stałem przy nim, gdy inni nasi bracia i także jego wychowankowie raczej dystansowali się od niego. To łagodne i eufemistyczne określenia, ale śmierć przykrywa wiele – i znowu niech tak zostanie. Jan Góra był Bożym szaleńcem, fantastą, który potrafił realizować to, co niemożliwe. Miał też silną osobowość. Ale znałem też tę jego drugą twarz. A może pierwszą, choć jakże często dla oczu niewidoczną. Bardzo kochał Boga. Miał z nim osobisty kontakt. Modlił się w prosty sposób. I jak powiedziała Maja Komorowska, miał jako ksiądz najpiękniejszą śmierć. Zmarł w czasie sprawowania mszy.

Ojciec Jan GóraOjciec Jan Góra Fot. Andrzej Monczak / Agencja Gazeta

Ileż w ciągu tych lat wspólnych działań i zwykłych dni. Rozmów, debat z młodzieżą. Obozów, rekolekcji, pielgrzymek. W ileż miejsc teraz ucieka moja pamięć. I nawet nie chodzi o to, aby je nazwać i wymienić, bo to niemożliwe. Ileż obrazów, które cisną się, aby je przypomnieć. Jeśli się jest blisko z kimś, i to przez jakże wiele lat, to jest niemożliwe, aby to opisać. I tylko jedno wspomnienie, jeden uścisk dłoni. Gdy nagle w nocy zmarła moja mama i na drugi dzień, gdy to odkryłem, pierwsza droga prowadziła przez klasztor Dominikanów w Poznaniu, to Jan Góra był tym, który mi powiedział: „teraz musisz iść na maturę, mama by sobie tego życzyła". Ale wiem, że i on sam dziękował mi za chwile dla niego trudne, gdy przeze mnie usłyszał głos, słowa, które i jego życiu nadawały sens. Był bez wątpienia jedną z najważniejszych postaci, które Pan Bóg postawił na drodze mojego życia.

                                                       ***

Tak staram się interpretować i opisywać ludzi, którzy odegrali ważną rolę w moim życiu. To nie był przypadek. Staram się sobie odpowiedzieć na proste pytanie. Co Pan Bóg chciał mi powiedzieć przez ludzi, których spotkałem? Tych, którzy byli blisko, i tych, którzy tylko na chwilę wkroczyli w moje życie.

KONKURS Z NAGRODAMI:
Kim jest najważniejszy człowiek w twoim życiu
Stałeś się dzięki niemu lepszy, mądrzejszy, bardziej wartościowy. Kim on jest, co dla ciebie znaczy?

Opowiedz nam o nim, razem napiszmy jego historię. Może to właśnie twój bohater będzie tak interesujący, że pozna go cała Polska. Daj mu szansę, zasługuje na to.

Aby pomóc w pracy nad waszymi opowieściami, wyruszamy w Polskę, by uczyć pisania. Chcemy bohaterów pełnych życia, z krwi i kości. Takich, o jakich milczą podręczniki, a przecież dla was najważniejszych. Nasi dziennikarze Mariusz Szczygieł, Michał Nogaś i Włodzimierz Nowak zapraszają na warsztaty Akademii i poświęcą waszym opowieściom dużo więcej czasu niż akademicki kwadrans.

Serwis: AKADEMIA OPOWIEŚCI

Prace do 8 tys. znaków przyjmujemy do 31 marca 2017 r. I nagroda będzie miała wartość 5 tys. zł, II – 3 tys. zł, III – 2 tys. zł